[Recenzja] The Rogue Prince of Persia

Czy taki łajdak z tego księcia?


Pisząc tę recenzję, nucę sobie pod nosem „Arabska noc, jak arabski dzień…”. Chociaż Persowie nie są Arabami, a The Rogue Prince of Persia nie jest baśnią w dosłownym tego słowa znaczeniu, oba dzieła mają ze sobą coś wspólnego. Tajemniczy Orient, przygoda i odrobina magii tworzą klimat, któremu trudno się oprzeć. Tylko czy Książę Persji nadal ma w sobie ten urok, który kiedyś nas oczarował? Poprzednia odsłona serii udowodniła, że Książę wciąż potrafi zachwycić, więc poprzeczka wisi całkiem wysoko. Tym razem twórcy z Evil Empire, studia znanego z Dead Cells i najnowszej Castlevanii, postawili jednak na formułę roguelite, w której każda śmierć oznacza początek kolejnej przygody. Czy ta formuła pasuje do świata Księcia Persji?

Dzień świstaka po persku

The Rogue Prince of Persia nie zaczyna się dobrze. Ledwo wcielamy się w Księcia, a już musimy stawić czoło najazdowi Hunów, którym przewodzi przesiąknięty szamanizmem Nogaj. Rodzinne miasto bohatera stoi w płomieniach, a los członków jego rodziny pozostaje nieznany. Sytuacja nie wygląda najlepiej, a chwilę później Książę dostaje łomot w pojedynku z królem najeźdźców. I tak kończy się jego przygoda. Ale czy na pewno?

Jakimś cudem protagonista budzi się w tajemniczej oazie poza miastem. Nie mniej tajemnicza jest postać, która pochyla się nad leżącym Księciem. Szybko okazuje się, że nasz bohater dostał drugą szansę, a śmierć nie musi oznaczać końca jego przygody. Brzmi znajomo? Trochę jak Dzień świstaka z Billem Murrayem, tyle że zamiast przeżywać w kółko ten sam dzień w małym amerykańskim miasteczku, Książę próbuje ocalić Persję przed Hunami. A że nie jest to takie proste, musi wyciągać wnioski z kolejnych porażek i próbować ponownie.

Twórcy z Evil Empire sprytnie wykorzystali jeden z najbardziej charakterystycznych motywów serii, czyli manipulowanie czasem, by połączyć go z mechaniką roguelite. O ile w poprzednich odsłonach mogliśmy cofnąć czas o kilka sekund, by naprawić błąd, tutaj stawka jest znacznie większa. Zamiast cofać się o chwilę, wracamy do początku inwazji, a czas w grze przesuwa się wraz z naszymi postępami. W zależności od tego, jak daleko dotrzemy, może minąć nawet kilka pór dnia.

Perskie miasto pełne niebezpieczeństw

No dobrze, otrzymujemy kolejne szanse od losu, ale co możemy zrobić, żeby wyrwać się z tej niezbyt przyjemnej pętli? Początkowo droga wydaje się prosta. Ot, przechodzimy przez kolejne plansze reprezentujące dzielnice miasta, i to w ustalonej kolejności. Są one najeżone pułapkami, przeszkodami architektonicznymi i oczywiście wszelkiej maści Hunami, którzy z wielką ochotą zrobią nam krzywdę.

Wraz z postępami w fabule odkrywamy kolejne zakamarki miasta i okazuje się, że pierwotnie uporządkowana trasa skrywa całkiem ciekawą sieć powiązań. Liczba plansz do pokonania pozostaje taka sama, ale to, którędy dotrzemy do celu, może się już zmienić. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że za każdym razem przemierzamy dokładnie te same fragmenty miasta. Urozmaiceniem jest również zróżnicowanie poszczególnych dzielnic, z których każda ma swoje charakterystyczne mechaniki, takie jak zatruta woda czy możliwość przemierzania dachów, z których łatwo spaść w przepaść.

Parkour, czyli Książę w swoim żywiole

Książę od zawsze był wysportowany i gibki, więc i tym razem nie tak łatwo go dopaść. Parkour to jeden z najważniejszych elementów rozgrywki. Bohater sprawnie przeskakuje nad przepaściami, wspina się, wykonuje efektowne akrobacje i potrafi biegać nawet po ścianach znajdujących się w tle. Ta ostatnia, nietypowa umiejętność pozwala jeszcze bardziej wydłużyć akrobacje.

Ma to znaczenie nie tylko podczas eksploracji. Książę dysponuje specjalnym paskiem, który napełnia się w trakcie wykonywania ewolucji. Gdy go zapełnimy, bohater zyskuje na szybkości i zadaje większe obrażenia.

A jak wypada samo poruszanie się? Wybornie! Animacje są płynne, a kolejne akrobacje naturalnie przechodzą jedna w drugą. Kombinowanie, jak pokonać dany odcinek bez dotykania ziemi, daje mnóstwo frajdy. Satysfakcja z udanego przelotu nad przeszkodami jest ogromna, a kiedy złapiemy rytm, trudno się zatrzymać. Na widok takiego Księcia Hunowie będą uciekać w popłochu! Zwłaszcza że nasz bohater potrafi nie tylko zaimponować akrobacjami, ale też zrobić przeciwnikom porządną krzywdę.

Orężem i kopniakiem

Protagonista całkiem nieźle radzi sobie z różnego rodzaju orężem, a tego w grze nie brakuje. Do dyspozycji mamy broń główną, broń dodatkową oraz kopniak. Poszczególne rodzaje uzbrojenia różnią się nie tylko zasięgiem, ale również animacjami i sposobem zadawania obrażeń krytycznych. Arsenał jest na tyle różnorodny, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Roguelite’owa natura gry sprawia jednak, że często będziemy musieli korzystać z różnych rodzajów broni, zamiast kurczowo trzymać się swojego ulubionego oręża.

Broń poboczna wymaga nieco więcej planowania. Do jej użycia potrzebujemy paska wytrzymałości, który napełniamy, atakując bronią główną. Musimy więc umiejętnie łączyć oba rodzaje uzbrojenia, zamiast polegać wyłącznie na jednym z nich.

Na szczęście Książę ma jeszcze jednego asa w rękawie, a właściwie nogę. Kopniak pozwala zrzucać przeciwników z platform, ale jego zastosowanie na tym się nie kończy. Jeśli wróg uderzy w ścianę lub zderzy się z innym przeciwnikiem, możemy go ogłuszyć. W ten sposób da się również rozbijać osłony, wykorzystując samych Hunów przeciwko sobie.

Medaliony, umiejętności i rozwój Księcia

Nie tylko żelazo jest niezbędne, by przetrwać w obliczu narastającego zagrożenia. Książę ma jeszcze kilka innych atutów w postaci medalionów i pasywnych umiejętności, które wspierają go podczas podróży. Medaliony zapewniają różnego rodzaju premie, od zwiększenia zadawanych obrażeń i odporności na ataki po dodatkowe efekty wywoływane podczas walki. Niektóre wzmacniają konkretne umiejętności, inne pozwalają na przykład podpalać lub zatruwać przeciwników.

Na początku każdego podejścia dysponujemy ograniczoną liczbą slotów na medaliony, ale w trakcie przygody możemy odblokować kolejne miejsca na wyposażenie. Dzięki temu stopniowo rozbudowujemy swój zestaw bonusów i tworzymy coraz ciekawsze kombinacje. Medaliony występują w kilku wariantach: zwykłym, rzadkim, legendarnym oraz spaczonej wersji. Te ostatnie są szczególnie interesujące, ponieważ oferują bardzo mocne premie, ale zawsze wiążą się z pewnym kosztem. Możemy na przykład zadawać znacznie większe obrażenia, ale jednocześnie sami stajemy się bardziej podatni na ataki. Co ważne, medaliony zdobyte podczas podejścia przepadają po śmierci.

Inaczej wygląda sprawa z pasywnymi umiejętnościami, które odblokowujemy za zdobywane doświadczenie. W przeciwieństwie do medalionów ich efekty pozostają z nami na stałe, nawet po kolejnej porażce. Pozwalają stopniowo wzmacniać Księcia i zwiększać jego szanse podczas następnych wypraw. Co istotne, nie jesteśmy na stałe przywiązani do raz wybranych ulepszeń. Możemy je resetować i ponownie rozdysponowywać zdobyte punkty. Maksymalny poziom postaci wynosi 15, ale dostępnych umiejętności jest więcej, więc nie odblokujemy wszystkiego podczas jednego przejścia. Trzeba zatem zastanowić się, które premie będą najbardziej przydatne.

Detektywistyczna Mapa Myśli

Bardzo fajnym rozwiązaniem jest również Mapa Myśli, która napędza nasze poczynania i niczym w filmach detektywistycznych pozwala odkrywać, co wydarzyło się podczas najazdu. Zbierane w trakcie kolejnych wypraw wskazówki, rozmowy z napotkanymi postaciami i odkrycia w poszczególnych lokacjach trafiają na specjalny diagram, gdzie zostają ze sobą powiązane.

Nie jest to jednak GPS, który będzie prowadził nas za rączkę. Mapa raczej podsuwa nam pomysły na to, co możemy zrobić w następnej kolejności, i pozwala zaplanować kolejne podejścia tak, aby rozwiązać konkretny problem. W ten sposób odblokowujemy nowe obszary do eksploracji, a czasem możemy również natrafić na kolejnego bossa.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Oprawa graficzna The Rogue Prince of Persia jest przyjemna dla oka i pełna kolorów. Twórcy postawili na komiksową stylistykę, która nadaje grze charakterystyczny wygląd i dobrze współgra z perskim klimatem opowieści. Lokacje mają swój charakter, a całość prezentuje się naprawdę dobrze.

Muzyka również wypada całkiem dobrze. Orientalne brzmienia zostały podane w lekko uwspółcześnionej formie, dzięki czemu pasują zarówno do klimatu gry, jak i dynamicznej rozgrywki. Ciekawym dodatkiem jest to, że ścieżka dźwiękowa reaguje na nasze poczynania. Gdy nabijamy pasek pędu, muzyka staje się bardziej intensywna, dodatkowo podkreślając tempo akcji.

The Rogue Prince of Persia ma kilka mocnych stron, które sprawiają, że trudno oderwać się od konsoli. Gra skutecznie zachęca do eksploracji, a po każdym nieudanym podejściu pojawia się ochota na kolejną próbę. Duża w tym zasługa różnorodności kolejnych wypraw, na którą wpływają zarówno rozgałęziające się ścieżki, jak i możliwość łączenia ze sobą różnych elementów wyposażenia. Na pochwałę zasługuje również system progresji, w tym pomysłowa Mapa Myśli, która nadaje kolejnym wyprawom dodatkowy cel. Nie bez znaczenia jest też przyjemnie wyważony poziom trudności. Gra potrafi stanowić wyzwanie, ale nie powinna odstraszyć osób, które dopiero zaczynają przygodę z gatunkiem roguelite.

Nie obyło się jednak bez kilku niedociągnięć. W późniejszym etapie rozgrywki Książę potrafi stać się tak potężny, że kolejne starcia przestają stanowić większe wyzwanie. Co prawda, twórcy przewidzieli mechanikę wzmacniania zwykłych przeciwników, którzy mogą przyjmować silniejsze formy, ale w zamian pozostawiają po sobie cenniejsze łupy. Nie zawsze wystarcza to jednak, by utrzymać odpowiedni poziom trudności.

Zdarzały mi się również komunikaty o rozłączeniu Joy-Conów. Na szczęście wystarczyło je zatwierdzić, by wrócić do zabawy. Rzadziej pojawiały się też powiadomienia o problemach z połączeniem sieciowym. Sporadycznie zauważyłem również drobne przycięcia animacji, szczególnie gdy na ekranie pojawiało się wielu przeciwników i efektów. Nie były one częste, ale potrafiły na chwilę wybić z rytmu.

WARTO ZAGRAĆ
DeveloperEvil Empire
WydawcaUbisoft
Cena129,90 zł (Nintendo eShop, pudełko na Switcha, GKC na Switcha 2)
Język polskiTak
WydaniePełna gra na karcie

Podsumowanie

Książę Persji ma ostatnio dobrą passę, bo kolejna gra z jego udziałem okazuje się udaną produkcją. *The Rogue Prince of Persia* oferuje bardzo przyjemną rozgrywkę i wciągającą pętlę, od której trudno oderwać się na dłużej. Roguelite’owa formuła świetnie pasuje do tego uniwersum, a kolejne podejścia potrafią wciągnąć na długie godziny. Co ważne, twórcy nie zapomnieli o tym, z czego seria słynie najbardziej. O efektownej akrobatyce i dynamicznym parkourze. Dzięki temu gra zachowuje swoją charakterystyczną tożsamość, jednocześnie proponując coś świeżego. Warto też pamiętać, że mamy do czynienia z pełną, finalną wersją produkcji, a nie jej wcześniejszą odsłoną we wczesnym dostępie, która oferowała znacznie mniej zawartości. Evil Empire udowodniło, że Książę Persji wciąż ma tę ikrę w sobie.

Plusy

  • pomysłowa Mapa Myśli
  • różnorodność kolejnych podejść
  • satysfakcjonujący parkour i system walki
  • przyjemny poziom trudności.

Minusy

  • zbyt łatwa rozgrywka w późniejszym etapie
  • sporadyczne problemy z komunikatami o połączeniu Joy-Conów i sieci
  • okazjonalne przycięcia animacji.
Kod otrzymany od: Zakup własny
Jak oceniamy →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *