[Recenzja] Tomodachi Life: Living the Dream

Czy długo wyczekiwany sequel gry sprzed 13 lat spełnia marzenia fanów? A może pozostaje jedynie marzeniem o dobrej grze?

Życie jak ze snu

Tomodachi Life: Living the Dream to długo wyczekiwany sequel gry wydanej w 2013 roku na poczciwego Nintendo 3DS. Po 13 latach próśb, spekulacji i oczekiwania fani w końcu się doczekali. Tytuł powrócił niczym mesjasz, a zainteresowanie premierą było na tyle duże, że fizyczne kopie szybko zniknęły ze sklepów, zmuszając wielu graczy do czekania na kolejne dostawy.

Ale czym właściwie jest Tomodachi Life: Living the Dream ?

Wyspa inna niż inne

Jako Bóg, Szef, Starszy Brat czy Nadzorca — gra daje pełną swobodę w wyborze tego, jak ma się do Ciebie zwracać. Otrzymujesz pod opiekę wyspę, którą również możesz nazwać według własnego uznania. Następnie wprowadzasz na nią pierwszego mieszkańca w postaci stworzonego przez siebie Mii. Przydzielasz jej wygląd, imię, datę urodzin, charakter wypełniając krótki test osobowości.

W ten sposób, krok po kroku, wyspa zaczyna tętnić życiem. W stosunkowo krótkim czasie zyskujemy garstkę mieszkańców, kilka budynków użyteczności publicznej i zalążek rozwijającej się społeczności. Ot, proza codziennego życia, tylko nieco bardziej zwariowana.

Dzień jak co dzień, dzień po dniu.

W zasadzie ta proza stanowi cały dostępny tutaj gameplay. Każdego dnia twoi Miieszkańcy robią małą zrzutkę na cel rozwoju wyspy i masz całkowitą dowolność działania. Możesz ich obserwować, rozwiązywać ich mniejsze lub większe problemy. Doradzić w sprawach miłosnych, a nawet brać udział w prostych minigrach, gdy akurat najdzie ich na to ochota.

Cały myk tej produkcji polega na doświadczaniu dziwnych rzeczy, jakie im się przytrafiają. Tutaj liczy się przede wszystkim droga, a nie cel. To gra, którą bardziej się przeżywa, niż przechodzi.

Co ciekawe twoi Mii wyspiarze nie zawsze słuchają się twoich rad i wbrew wszystkiemu potrafią stwierdzić, że „i tak się oświadczą” czy „nie będą się godzić”. Twoje boskie moce są więc nieco ograniczone, ale mimo to zrobisz wszystko, by spełniać ich zachcianki i obserwować, dokąd zaprowadzą ich własne decyzje.

Daj! Daj! DAJ!

Ze spełnianiem tych zachcianek powiązane są dwa kolejne systemy rozwoju wyspy. Pierwszy z nich opiera się na poziomach postaci Mii. Wraz ze wzrostem ich szczęścia rośnie również poziom doświadczenia. Każdy awans pozwala nadać mieszkańcowi nową cechę charakteru, zainteresowanie lub jedno z jego własnych „dziwactw”. Dzięki temu z biegiem czasu każdy Mii staje się coraz bardziej wyjątkowy i wyrazisty, stopniowo przestając być jedynie pustym płótnem czekającym na wypełnienie.

Drugi system związany jest z kroplami radości. Wraz z rozwojem wyspy specjalny flakon stopniowo się nimi zapełnia, a zebrane krople można ofiarować przy wyspiarskiej fontannie. Pozwala to spełniać życzenia mieszkańców i podnosić rangę wyspy. Każde spełnione życzenie odblokowuje nowe możliwości rozwoju, od dodatkowych grup cech osobowości dla mieszkańców po nowe budynki, atrakcje i elementy infrastruktury, które można wznieść na wyspie.

Custo-Mii-zacja

A skoro już o rozwoju wyspy mowa, jedną z ostatnich dużych funkcji odblokowywanych wraz ze wzrostem liczby mieszkańców jest możliwość swobodnego budowania. Możemy dowolnie kształtować teren wyspy, przestawiać budynki i w praktyce wpływać na niemal każdy aspekt życia naszych Mii.

To jednak dopiero początek. Do dyspozycji otrzymujemy również rozbudowane studio projektowe, w którym można tworzyć własne elementy wyposażenia i personalizacji. Gra pozwala zapisać nawet po 100 własnych projektów w takich kategoriach jak podłoża, wygląd domków, prezenty czy jedzenie, a dodatkowo aż 300 tekstur ubrań. Wszystko to wspiera prosty, ale zaskakująco funkcjonalny edytor graficzny wbudowany bezpośrednio w grę.

Szybka matematyka podpowiada, że łącznie otrzymujemy około 900 slotów na własną zawartość. To więcej niż wystarczająco, by nadać swojej wyspie unikalny charakter i stworzyć miejsce zupełnie inne niż u pozostałych graczy. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że każda kopia gry staje się w pewnym stopniu spersonalizowana, odzwierciedlając pomysły i kreatywność swojego właściciela

Łyżka dziegciu

Nie wszystko jednak złoto, co się świeci. „Tomodachi Life: Living the Dream” jest grą stworzoną z myślą o pierwszym Switchu, co niesie ze sobą kilka ograniczeń. W naszym lokalnym kontekście oznacza to przede wszystkim brak polskiej wersji językowej, niestety tradycja została podtrzymana.

Gra działa również w zablokowanych 30 klatkach na sekundę. Nie jest to co prawda tytuł akcji, w którym każda dodatkowa klatka ma ogromne znaczenie, ale na Switchu 2 bez problemu mogłaby działać w 60 FPS. Brak dedykowanej wersji dla nowszej konsoli oznacza też rezygnację z obsługi funkcji myszki. To szczególnie odczuwalne podczas korzystania z edytora graficznego, gdzie rysowanie analogiem bywa na tyle niewygodne, że znacznie łatwiej sięgnąć po rysik i korzystać bezpośrednio z ekranu dotykowego w trybie przenośnym. Fani odsłony z Nintendo 3DS mogą również poczuć pewien zawód z powodu braku budynku, w którym tworzyło się musicale.

Rozczarowująco prezentuje się także multiplayer. Działa on wyłącznie lokalnie i pozwala tylko na wymienianie się, a raczej wysłanie kopii, swoich Mii i kreacji ze studia z drugim graczem. Na pocieszenie można tylko dodać, że gra ma absolutny brak filtrów, więc twoja wyspa i jej mieszkańcy mogą być tak degenerackie jak tylko sobie wymarzysz.

Szczypta Inspiracji

Kreatywni gracze wyciągną z tej gry jeszcze więcej. Mniej kreatywni z powodzeniem znajdą miejsca, gdzie ludzie dzielą się swoimi kreacjami i mogą próbować je odtworzyć samodzielnie. Inspiracji dla Mii można szukać tu https://tomodachiplaza.app/ oraz na https://tomodachishare.com/ Wzory dla całej reszty tutaj https://tomopattern.com/ a gdybyś chciał stworzyć coś swojego i dostać instrukcje piksel po pikselu pomocne będzie narzędzie spod adresu https://living-the-grid.com/

Kopię gry do recenzji dostarczył oficjalny dystrybutor Nintendo, ConQuest Entertainment.

 

 

 

 

Rating Image

Tomodachi Life: Living the Dream to bardziej doświadczenie niż gra w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale za to doświadczenie niezwykle zabawne i pełne uroku. Perypetie mieszkańców Mii, absurdalne sytuacje oraz charakterystyczny styl prezentacji sprawiają, że każdego dnia chce się wracać na wyspę z uśmiechem na twarzy, by sprawdzić, co tym razem wydarzyło się jej mieszkańcom. Mimo kilku braków i niewykorzystanych możliwości jest to produkcja, której zdecydowanie warto poświęcić uwagę.

Plusy:

  • Brak cenzury

Minusy:

  • Brak języka Polskiego
  • Brak rozszerzeń korzystających z mocy Switcha 2
  • Słabiutka opcja multiplayer.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *