[Recenzja] Pokémon Legends: Z-A

Zanurz się w fabułe miasta Lumiose, stań w szranki z innymi trenerami podczas turnieju Z-A Royale bądź też złap je wszystkie. To wszystko w najnowszej odsłonie Pokemon Legends: Z-A

Po blisko trzech latach Game Freak wypuszcza nową odsłonę serii Pokémon, tym razem pod szyldem Legends. Pokémon Legends: Z-A po premierze podzieliła fanów jeszcze bardziej niż poprzednie części. Z recenzji i komentarzy wynika, że jest to tytuł, który albo się pokocha, albo znienawidzi. Jak było w moim przypadku? Zapraszam do lektury.

Wsiąść do pociągu byle jakiego

Akcja Pokémon Legends: Z-A toczy się pięć lat po wydarzeniach z Pokémon X & Y. Nasza przygoda rozpoczyna się w pociągu zmierzającym do Lumiose City, gdzie poznajemy naszego bohatera. Nie wiemy jednak, co właściwie skłoniło go do tej podróży. Po wyjściu z dworca szybko zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, w efekcie czego przyjdzie nam wybierać swojego pierwszego startera, a postacie poznane podczas wyjątkowo rozwleczonego samouczka będą nam towarzyszyć później jako członkowie drużyny MZ.

Lumiose City jest miastem (i jedynym miejscem akcji, ponieważ mapa nie obejmuje żadnych naturalnych obszarów), w którym ludzie i Pokemony koegzystują. Jest to możliwe dzięki firmie Quasartico Inc. i ich wynalazkowi, jakim są holo bariery. Dzięki nim stworki przebywają w wydzielonych obszarach zwanych strefami i funkcjonują trochę jak w minizoo. Za dnia naszymi zadaniami będą eksploracja miasta oraz dachów budynków, łapanie nowych kompanów w wyznaczonych strefach (bądź też uciekanie przed przerażającymi Alpha Pokemonami z żarzącymi się od nienawiści oczami) oraz wykonywanie misji pobocznych zleconych przez mieszkańców i uczonej Mable z ośrodka badawczego nazwanego jej imieniem.

Najlepsze imprezy dzieją się tylko w nocy

Nocą przyjdzie nam zaś przetestować zdolności bojowe nasze i naszych Pokemonów w pewnego rodzaju turnieju zwanym Z-A Royale. W jego ramach co noc walczymy z losowymi trenerami w wyznaczonej strefie bitwy i pniemy się w rankingach, by osiągnąć szczyt. Jeśli wbijemy wystarczająco punktów, przyjdzie nam zawalczyć z osobą na danej pozycji w rankingu, a po zwycięstwie dostaniemy możliwość awansu. Aby szybciej zdobywać punkty w naszej przepustce, możemy zapełnić też cele poboczne z kart podnoszonych w strefie, jak np. „Uderz przeciwnika 5 razy super efektywnym atakiem”, dzięki czemu dostaniemy więcej punktów niż za zwykłą wygraną w pojedynku.

Główną motywacją dla trenerów do udziału w turnieju może być fakt, że wyżej wspomniana firma, która jest jego organizatorem, oferuje najlepszemu w rankingu obietnicę spełnienia jego życzenia. Jeśli jednak dowolne życzenie to dla was niewystarczająca motywacja, mam dla was złą wiadomość – niestety jest to jeden z kluczowych dla fabuły wątków. Jeśli chcecie zobaczyć, jak historia potoczy się dalej, będziecie musieli zmagać się z potyczkami przez większość gry.

Najlepszym być, jak nigdy dotąd nikt

W Legends: Z-A położono duży nacisk na bitwy Pokemonów – nie dość, że są sporą częścią gry (co nie jest akurat nowością w serii), to Game Freak postawił tutaj na zupełnie nowy system walk, wywracając to, co do tej pory znaliśmy do góry nogami. Starcia nie odbywają się już w systemie turowym, a są bardziej zbliżone do tego, co możemy zobaczyć chociażby w serii anime. Ataki oraz zmiany Pokemonów w walce odbywają się teraz w czasie rzeczywistym, a same potyczki na początku wydają się dużo bardziej interesujące oraz dynamiczne.

Na samym początku, ponieważ na starcie mamy ograniczoną ilość Pokemonów oraz ataków, przez co musimy trochę kombinować, a dodatkowo w locie kalkulować, jakiego typu jest stworek oponenta i dostosować swoją strategie walki. Niestety element ten szybko zmienia się w zwykłe spamowanie najszybszych lub najpotężniejszych ruchów, by po prostu wyrobić się przed przeciwnikiem. Dodatkowo w późniejszym etapie gry, w którym Mega Ewolucje nie są już rzadkością, wystarczy nam właściwie jeden Pokemon, by położyć nawet całą drużynę przeciwnika. Z tego też powodu przez większość gry właściwie nie korzystałem z ich dobrodziejstw i samodzielnie przełączałem się między stworkami różnych typów, zachowując tym samym jakieś resztki strategii.

Moc przyjaźni

Nie omijałem za to wzmacniania swoich Pokemonów kamieniami do Mega Ewolucji w przypadku innego typu bitew. Nieznany dotąd fenomen dzikich Mega Ewolucji spowodował, że co kilka misji na mapie pojawiają się po trzy nowe Pokemony, które trzeba pokonać, by zapewnić miastu spokój. W tym jakże kluczowym fabularnie zadaniu pomaga nam drużyna MZ. Same walki z dzikimi stworkami odbywają się na specjalnych, odizolowanych arenach, a ich schemat przypomina trochę starcia z bossem w grze MMO. Zwykłymi atakami ściągamy przeciwnikowi HP, jednocześnie ładując wskaźnik. W kluczowych momentach, kiedy ten napełni się do końca, możemy Mega Ewoluować naszego kompana i tym samym zadawać obrażenia niewyobrażalnych dotąd rozmiarów. Bez Mega Ataków sama walka ciągnęłaby się pewnie godzinami, jednak dzięki nim jesteśmy w stanie uporać się ze stworkiem w kilka minut.

Istotny jest też nowy format walki. Mega Ataki przeciwnika potrafią obszarowo pokrywać całą arenę, a my nie dość, że wydajemy polecenia naszemu kompanowi, to dodatkowo sami musimy lawirować między ścianą ataków oponenta. Jeśli nasza postać upadnie, musimy powtarzać całą walkę od początku, niezależnie od tego, ile zdrowych Pokemonów zostało nam jeszcze w naszym party.

Apokalipsa według AZ

Jeśli chodzi o misje fabularne, to skupiają się one w dużej mierze na walkach w turnieju trenerów oraz na powstrzymywaniu dzikich Pokemonów przed zniszczeniem miasta. Sam wstęp, chociaż przydługi, przedstawia wydarzenia dość udanie, natomiast końcówka robi się dość intensywna, nakreślając nam wypadki sprzed 5 lat. Kto nie grał w X & Y, będzie miał w końcu trochę więcej pojęcia o regionie i tym, co się właściwie wtedy działo, a starzy wyjadacze pewnie kilka razy się uśmiechną, widząc niektóre powracające postacie i samą końcówkę historii.

Uważam, że początek jest poprowadzony poprawnie, a zakończenie jest wręcz kinowe – jak na standardy serii Pokémon i przynajmniej od czasu odsłony OR & AS nie było tak dobrze nakreślonej fabuły i tak dobrze oddających sytuację scenek filmowych. Tutaj dochodzimy również do największego problemu całego Legends: Z-A, którym jest sam środek historii, gdy tempo wyraźnie zwalnia i wszystko jest ewidentnie rozwleczone. Grze wyszłoby na dobre, gdyby fabuła zamiast na 20-30 godzin została rozpisana na 15 – dzięki temu przygoda byłaby trochę bardziej intensywna.

Nie ukrywam, że z tego powodu chętnie bym widział trochę niższą cenę za ten tytuł. Pokémon Legends: Z-A to nie główna odsłona serii, poza tym w 2025 roku nawet na Switchu 2 nie mamy żadnego dubbingu, a postacie ruszające ustami w żaden sposób nie poprawiają immersji. Sama mapa to dalej tylko drobny fragment map z głównych gier, dodatkowo zrobiona po taniości w formie jednego modelu, z płaskimi teksturami bez żadnej geometrii budynków. Całe Lumiose City wygląda dosłownie tak samo, poza jednym obszarem, w którym zobaczymy trochę śniegu/lodu. Sprawia to, że prezentuje się bardziej jak jeden wielki labirynt zamiast interesujące do eksploracji miasto.

Jeden plus dla gracza, wiele sprzedanych kopii dla Game Freaka

Ma to jednak jeden istotny plus. Grę ogrywałem na Switchu 2 i nie doświadczyłem żadnych spadków rozdzielczości ani wydajności. Nie mogę podzielać ekscytacji redaktorów innych portali growych, którzy twierdzą, że tytuł wygląda niesamowicie, chociażby przez wspomniane płaskie tekstury. Jednak zarówno w handheldzie, jak i docku prezentuje się przejrzyście, dość kolorowo jak na jedno wielkie blokowisko, a dodatkowo trzyma wysoką rozdzielczość i 60 fpsów. Obejrzałem też filmiki porównawcze i na leciwym już Switchu gra wygląda wystarczająco dobrze, trzymając 30 fpsów. Nie jest to może idealne, ale zapewne wystarczy tym, którzy zechcą sprawdzić tę pozycję na starszej konsoli, bo działa ona na pewno lepiej niż wydane poprzednio Pokémon Scarlet & Violet.

Melodie jutra

Ostatnią kwestią, którą chciałbym krótko poruszyć, jest muzyka. Ścieżka dźwiękowa jest wystarczająco różnorodna – zarówno spokojniejsze, jazzowe melodie, jak i bardziej intensywne motywy w trakcie walk potrafią wpadać w ucho. Jest to właściwie tyle, co mogę powiedzieć o samym soundtracku. Ze względu na powracający z poprzedniej odsłony Legends charakterystyczny odgłos spawnu shiny Pokemona na mapie, oraz jego częstotliwość względem starszych odsłon serii, przez większość gry zwyczajnie miałem ściszoną muzyką, a odgłosy otoczenia ustawione na maksa (co polecam każdemu łowcy shiny Pokemonów uczynić).

Tutaj dochodzimy do najtrudniejszego momentu. Czy warto zagrać w Pokemon Legends: Z-A oraz czy mogę je polecić? Jest to bardzo trudne pytanie, ponieważ odsłona ta zapewniła mi momentami niesamowicie dużo frajdy, której nie doświadczyłem pewnie od paru ostatnich odsłon. Niestety momentami dała mi także sporo znużenia oraz grindu. Dodatkowo mimo że ogólny stan techniczny gry prezentuje się nadzwyczaj dobrze, to niestety odbiór niektórych elementów oraz mieszanina fajnych funkcji z archaicznymi rozwiązaniami z XX wieku mocno psują odbiór całości. Z tego też powodu kompletnie się nie dziwie tym małym internetowym wojenkom oraz skrajnym ocenom 0/10 i 10/10.

Czy jest to dobry tytuł? To zależy. Zastanawiacie się, czy jeśli jesteście fanami Pokemonów, to ogrywanie Legends: Z-A sprawi wam frajdę? Jak najbardziej. Na starą konsole prawdopodobnie jest to jeden z ostatnich exów, natomiast na nową – jeden z niewielu. Więc jeśli nie macie w planach ogrywania czegoś innego, to prawdopodobnie warto sprawdzić ten tytuł samemu. Bądź też poczekać na DLC z nadzieją, że twórcy dodadzą w niej nową, ciekawszą mapę i trochę więcej interesujących funkcji.

Grę do recenzji dostarczył Conquest Entertainment.

Rating Image

Pokemon Legends: Z-A to największy miks i kompromis starych rozwiązań z nowymi. Oferuje świeży i bardziej wymagający system walki, ciekawą końcówkę historii oraz pewnego rodzaju swobodę w eksploracji miasta i łapania Pokemonów. Niestety nie obyło się bez wad i przestarzałych mechanik, które mogą zmienić wasz końcowy werdykt o grze. Dodatkowo gra działa dobrze na Switchu 2 i zadowalająco na starszej konsoli.

Plusy:

  • świeży i dynamiczny system walki
  • niektóre pojedynki potrafią być wymagające
  • zazębiająca się na koniec ciekawa fabuła
  • masa frajdy z eksploracji i łapania Pokemonów
  • stabilna rozgrywka

Minusy:

  • przeciągnięty środek historii i niektóre zadania
  • miasto wygląda jak jeden wielki labirynt
  • brak charakterystycznego stylu dla niektórych dzielnic miasta
  • brak obszarów podmiejskich
  • widoczne braki budżetowe mimo posiadania tak silnej i pieniężnej marki

Dodaj komentarz