[Recenzja] Story of Seasons: Grand Bazaar

Czy nowe życie na farmie będzie lepsze od poprzedniego? Czy uda ci się pomóc lokalnej społeczności dostać się na szczyt rankingów? Weź motykę w dłoń i przekonaj się o tym osobiście!

W Story of Seasons: Grand Bazaar, najnowszej odsłonie cyklu, wprowadzamy się do małego miasteczka, by zacząć nowe życie i uprawiać rolę. Była burmistrz Zephyr Town wyruszyła w podróż i zostawiła miasto pod opiekę swojemu synowi, Felixowi. Ten jednak, mimo najszczerszych chęci, nie jest w stanie wynieść go na wyżyny i zająć zaszczytnego miejsca w rankingu najlepszych bazarów w prowincji. Tu z pomocą wkraczamy my.

Jak sobota, to na targ

Najważniejszy element rozgrywki Story of Seasons: Grand Bazaar stanowi tytułowy wielki bazar, który odbywa się w każdą sobotę miesiąca i jest to – w przeciwieństwie do innych odsłon gry – główny sposób zarobku i możliwości sprzedania swoich ciężko zebranych plonów. Nie jest to jednak zerojedynkowa mechanika, jak prosta skrzynka, do której wrzucamy rzeczy. Dostajemy tu możliwość rozbudowy stoiska, a każda ozdoba zapewnia naszej sprzedaży różne statystyki: lepszą świeżość plonów, wyższą jakość czy też większy zarobek od każdego produktu. Podczas prostej minigierki nawołujemy ludzi i z lady podajemy pożądany przez nich towar, niczym we flashówkach polegających na serwowaniu potraw.

Kryje się tu także jeszcze jedna mechanika „leśnych duszków”. Wraz z kolejnymi sprzedanymi sztukami przedmiotów na bazarze budujemy wskaźnik wiwatu. Z wbijaniem jego kolejnych poziomów możemy go aktywować, by podbić różne statystyki (lub wszystkie naraz na ostatnim poziomie) oraz rozpocząć masową sprzedaż przedmiotów, jednocześnie znacznie podbijając ich cenę. Dodatkowo każda akcja wykonywana na mapie, jak chociażby zbieranie plonów, rozmowa z mieszkańcami czy wydobywanie miedzi, daje nam specjalne punkty, które możemy wymienić u duszków na różne nagrody, takie jak teleporty na mapie czy wspomniane wcześniej ozdoby bazaru.

Skrzaty, bo tak przez większość czasu nazywałem duszki, odgrywają jeszcze jedną istotną role w życiu farmera. Dostępne są w różnych lokacjach na mapie, a każdy z nich kolekcjonuje inne przedmioty: podnoszone z ziemi kwiaty i trawę, miód, grzyby, insekty czy ryby. Przynoszone im przez nas obiekty wbijają ranking. Za każdy zdobyty kamień milowy w rankingu u skrzata przedmioty (poza uprawami na samych polach) na mapie otrzymują +0,5 gwiazdki do ich ogólnej jakości, dzięki czemu zwiększa się ich cena na bazarku.

Mały krok dla farmera, wielki (podwójny) skok przy produkcji

Jeśli chodzi o uprawę warzyw, gra nie różni się zbytnio względem innych tytułów z gatunku – może z wyjątkiem ograniczonej wielkości pól. Z czasem możemy dokupić ich więcej, ale dalej pozostaną one standardowej wielkości. Prócz nowych pól NPC na stoiskach oferują nam różnego rodzaju ulepszenia: od naszej postaci, jak chociażby podwójny skok, który ułatwia poruszanie się po mapie (względem poprzednich odsłon jest to naprawdę dynamiczna zmiana), przez związane z jakością pola i wiatraków produkcyjnych, aż po zakup zwierząt gospodarczych i pupili.
Wiatraki produkcyjne, o których wspomniałem wcześniej, przypominają maszyny produkcyjne z Pioneers of Olive Town. Różnica polega na tym, że mamy ich trzy na całej mapie, pozwalają tworzyć sporo więcej przedmiotów oraz przerabiać plony na nasiona o lepszej jakości pod kolejne zbiory. Przy okazji nie są ograniczone do pojedynczych sztuk i pozwalają rozpocząć produkcję na wysoką skale.
Pewną istotną rolę w grze pełnią odgrywają również pupile. Ich rodzajów jest sporo, a dodatkowo mamy możliwość noszenia ich na ramionach bądź na plecach (w przypadku większych osobników), co wygląda uroczo. Możemy w domu mieć łącznie po 4 koty i 4 psy, a każde z nich pilnuje zwierząt na wolnym wypasie. Pupile oraz zwierzęta gospodarcze możemy również wystawiać w pokazach odbywających się w trakcie sezonu i odblokowywać kolejne rankingi, a tym samym poprawiać jakość produktów pochodzenia zwierzęcego (jak mleko czy jajka) czy też samych plonów.

Wyjść z domu, dotknąć trawy

Jeśli już jesteśmy przy towarzyszach dla głównego bohatera, nie mógłbym nie wspomnieć o postaciach i kandydatach do małżeństwa. Zazwyczaj w tych grach podchodzę do tego po macoszemu i głównie skupiam się na jednym towarzyszu do rozmowy. W rimejku Grand Bazaar, po raz pierwszy w serii, dostaliśmy jednak pełne udźwiękowienie postaci. Mamy do wyboru zarówno angielskie, jak i japońskie głosy. Mimo że oba wypadają bardzo dobrze, to jednak japońskie po pewnym czasie robią się przyjemniejsze dla ucha, przynajmniej w przypadku powtarzalnych kwestii.
Pośród ulepszeń, jakich doczekała się najnowsza odsłona serii – a przynajmniej na Switchu 2, na którym w nią grałem – znajduje się także grafika. Poprzednie odsłony wydawały mi się dość sterylne i nijakie pod tym względem. Ta część nie dość, że prezentuje się rewelacyjnie, to jeszcze kontrast i nasycenie są podkręcone wręcz do granic możliwości. Dzięki temu wszystko wygląda świeżo i radośnie – aż chce się wyjść z domu i dotknąć trawy. Sfera audio również wypada tutaj bardzo dobrze. Jest spory wybór melodii i ambientów, które ani przez moment mi nie przeszkadzały bądź nużyły. Jeśli jednak mam być szczery, to w kwestii OST Stardew Valley nadal pozostaje niedoścignione.
Skoro już jesteśmy przy technicznej stronie gry, to ogrywałem Story of Seasons: Grand Bazaar w wersji Switch 1 ze względu na pudełko, lecz z wykupionym z eShopu ulepszeniem. Prócz mało przyjemnego faktu dopłaty do gry za więcej fpsów, nie doświadczyłem właściwie żadnych widocznych błędów czy dropów. Na materiałach w sieci co prawa widać, że gra nie trzyma zawsze stałych klatek, co jest lekko śmieszne, ale zawsze te 58-60 fps jest i nie przeszkadza to w ogóle w rozgrywce. Grało mi się zwyczajnie dobrze zarówno w docku, jak i trybie przenośnym.

Jakość nie równa się ilość

Jedyną rzeczą, do czego chciałbym się bardziej przyczepić w kwestii rozgrywki, są poziomy jakości zbieranych plonów czy podnoszonych i wydobywanych rzeczy na mapie. Co mi po tym, że ekwipunek gracza został podzielony na narzędzia i plony, a sama siekierka i kilof zostały złączone w jeden toporek, skoro każdy plon, każda trawa, ryba czy nawet drewno lub kamień na mapie ma swoją jakość. Dodatkowo wraz z ulepszaniem jej u skrzatów w ekwipunku oraz schowku bardzo szybko robi się syf i nawet częściej niż w innych tytułach trzeba to sprzątać lub sprzedawać, bo zwyczajnie nie ma miejsca na inne, lepsze rzeczy.
Ponadto ze względu na mechanikę powolnego psucia się żywności trzeba umiejętnie planować, co chcemy zostawić i w jaki sposób przechowywać poza sezonem. Może się okazać, że do jakiegoś zadania od mieszkańca, by odblokować kolejny poziom znajomości, potrzebny jest składnik zdobywany latem, a mamy już zimę, więc trzeba poczekać do kolejnego sezonu, tym samym lekko blokując sobie postęp znajomości.
Rating Image

Story of Seasons: Grand Bazaar stało się obecnie dla mnie jedną z lepszych farm zarówno na konsolach Nintendo, jak i tych, w które grałem na innych platformach. Jest to według mnie najlepszy obecnie tytuł z pod szyldu Marvelous Inc. Cieszy oko, nie ma znaczących bugów czy problemów i oferuje rozgrywkę na długie godziny. Jeśli jesteś fanem innych tytułów z tego gatunku, bądź fanem starych Harvest Moonów, ten remake wydaje się wręcz pozycją obowiązkową.

Plusy:

  • barwny świat
  • udźwiękowione dialogi postaci
  • mechanika bazaru
  • bogate animacje oraz poruszanie postaci
  • przystępna rozgrywka na wiele godzin
  • urocze zwierzaki

Minusy:

  • dopłata za lepsze fpsy na Switchu 2
  • różnej jakości przedmioty szybko zapychające ekwipunek
  • lekki softlock w postępach niektórych zadań

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *