Tak umierają memy
Rzecz się stała niesłychana! Po latach memowania dotarliśmy na Gamescom w Kolonii. Jak to się zaczęło, nie wie nikt, ale rolnik złapał za kierownicę i tak cała wesoła gromadka trafiła na drugą stronę Niemiec. Ciało redakcyjne w kwartecie rolnik, Elan, Monek i ja (Pier), wraz z trzema prominentnymi członkami naszej społeczności (caezar25, Clavius, Fati), już we wtorek 19 sierpnia zameldowało się w Koelnmesse. Nie obyło się bez przygód, a informacja o tym, że po 19:30 ludzie nie będą już wpuszczani na Gamescom Opening Night Live, sprawiła, że czwórka z nas rozpoczęła walkę z czasem. Jak się kwadrans później okazało, zupełnie bezpodstawnie, bo nikt nikomu nie musiał drzwi trzymać i każdemu udało się wbić na pokaz kilka minut przed jego startem. Geoff nie miał zbyt wielu rzeczy dla fanów Nintendo, więc wspomnę tylko, że najwięcej szumu zrobiły nowe klocki, które tym razem zabiorą nas na kwadratowe ulice Gotham w LEGO Batman.
Pozostałe gry, jakie pokazano tego wieczoru:
- Demon X Machina Titanic Scion
- Indiana Jones i Wielki Krąg
- Cronos: The New Dawn
- Cult of the Lamb – Woolhaven
- Bubsy 4D
- Outlaws Plus Handful of Missions Remaster
- He-Man and the Masters of The Universe: Dragon Pearl of Destruction
- Absolum
- Sonic Racing CrossWorlds
Wrażenia z imprezy
rolnik
Mojej wycieczce na Gamescom 2025 przyświecał tylko jeden cel, zagrać w Metroid Prime 4 Beyond! I od razu dam spoiler, że się udało! Jednak droga do tego upragnionego tytułu nie była usłana różami i trzeba było wystać swoje w kolejce. W końcu stać 3h, żeby sobie pograć 15 minut, to jest dobry deal!
Kiedy wreszcie przyszła moja kolej, okazało się, że na stanowisku, przy którym miałem grać, tryb z myszką odmówił posłuszeństwa. Musiałem więc zadowolić się standardowym sterowaniem, trzymając w rękach dwa Joy-Cony. Oczywiście prezentowana wersja gry działała już na nowej konsoli, więc była okazja sprawdzić ją w najlepszym możliwym wydaniu.
Demo, które dostaliśmy do ogrania, było tym samym fragmentem, który pokazano podczas kwietniowego Treehouse. Po spróbowaniu rozgrywki na żywo mogę śmiało stwierdzić, że Metroid Prime 4 Beyond zapowiada się na jedną z najlepiej wyglądających gier na Switcha 2.
Ogólnie czwórka nie odbiega znacząco od poprzednich części, jednak wersja demonstracyjna była mocno nastawiona na akcję, co może budzić pewien niepokój. Przez całe 15 minut trwała nieprzerwana strzelanina, zakończoną walką z bossem.
Najprawdopodobniej była to sekwencja otwierająca grę, a później większy nacisk zostanie położony na eksplorację. Szkoda tylko, że nie dało się tego samemu sprawdzić. Niemniej jednak czekam na zapowiedź edycji specjalnej lub kolekcjonerskiej – preorder biorę w ciemno!
Drugą grą na mojej liście było Pokémon Legends: Z-A. Arceus bardzo mi się podobał, więc kolejnej odsłony Legends absolutnie nie mogłem odpuścić. Na targach dostępne były dwa różne dema, ale udało mi się zagrać tylko w jedno, gdzie w wycinku miasta trzeba było odnajdywać kolejnych rywali do walki.
Nowy system starć zapowiada się naprawdę obiecująco. Zamiast klasycznej turowości, ataki mają teraz cooldowny, co sprawia, że pojedynki są o wiele bardziej dynamiczne. To miłe odświeżenie dla nieco skostniałego systemu, który towarzyszy serii od lat i świetnie by było, gdyby trafił również do głównych odsłon Pokémonów.
Dzięki mocy Switcha 2 Kieszonkowe Stworki wreszcie zaczynają przypominać pełnoprawną, dużą produkcję, a nie budżetowe AA. Tym, co jednak trochę mi doskwierało, była spora sterylność otoczenia. W tle panowała pustka i brakowało jakiegokolwiek urozmaicenia. Być może to tylko kwestia okrojonego wycinka przygotowanego na potrzeby dema i w pełnej wersji świat będzie dużo żywszy. O tym przekonam się dopiero po premierze.
Umiejscowienie gry wyłącznie w mieście trochę kłóci się z ideą Pokémonów, gdzie motywem przewodnim od zawsze była podróż i złapanie ich wszystkich. Polowanie na nie w ciasnych alejkach czy skwerkach średnio do mnie przemawia. Zobaczymy jednak, jak to wypadnie w praktyce, gdy ukaże się pełna wersja.
Z tych ważniejszych tytułów udało mi się jeszcze dorwać do nowej przygody Różowego Kulka. Pod okiem opiekuna trzeba było najpierw przejść kilka segmentów tutoriala, a później przyszła pora na wspólną zabawę w trybie City Trial. O ile samo wprowadzenie nie sprawiało większych trudności, to dalsza rozwałka potrafiła już solidnie dać w kość.
Żeby czerpać maksymalną frajdę z gry, trzeba będzie naprawdę dobrze opanować jej mechaniki. Na pierwszy rzut oka wydają się proste, ale w praktyce potrzeba czasu, by ogarnąć je na tyle, żeby nie obijać się o wszystkie możliwe przeszkody. Mój opiekun potwierdził moje odczucia, dodając, że wiele osób miało trudności z grą.
Kirby Air Riders z pewnością zapowiada się na tytuł z dużą zawartością i sporym potencjałem do długiej zabawy, ale na ten moment to raczej pass z mojej strony. Być może do czasu premiery jeszcze zmienię zdanie, ale po doświadczeniach z Mario Kart World wiem, że tego typu gry zwyczajnie nie trafiają w mój gust.
Elan
Długie stanie w długich kolejkach nie jest dla mnie, dlatego koncentrowałem się na tytułach, do których można było dostać się stosunkowo szybko. Pierwszego dnia fani niebieskiego jeża zaciągnęli mnie do stanowiska z Sonic Racing: CrossWorlds. Co prawda nie grałem na konsoli Nintendo, a na innym sprzęcie (szczerze mówiąc, nie pamiętam już jakim), ale zakładam, że na Switchu i Switchu 2 rozgrywka będzie zbliżona.
A ta prezentuje się bardzo miodnie: model jazdy daje radę, trasy prezentują się efektownie i jeździmy trzy kółka, w tym jedno po trasie z innego wymiaru, wybieranej przez prowadzącego po pierwszym kółku. Da się bez nudnych dojazdówek? Da się. Nie pasuje mi tylko driftowanie na zakrętach – być może to kwestia poziomu trudności, bo razem z Monkiem wybraliśmy środkowy i gra nie była tak szybka, jak się spodziewałem.
Następnie na tapet wziąłem Pokemon Legends: Z-A. Ta pozycja jest dla mnie zagadką, zarówno jeśli chodzi o rozgrywkę, jak i setting. Niestety demo niespecjalnie rozjaśniło moje wątpliwości. Miałem okazję stoczyć trzy starcia z trenerami, a żadne z nich nie sprawiło mi większego problemu, mimo że wszystko było po niemiecku. Ale grało się jako gówniarz w Pokemon Gold bez znajomości języka, to co to dla mnie.
Walka w czasie rzeczywistym, z wybieraniem ataków i czekaniem na ich odnowienie się niczym w serii Xenoblade Chronicles, to miła odmiana po latach turowych starć, których Game Freak nie umiał sensownie unowocześnić. Tylko czy to wystarczy, bym kupił pełną wersję? Wolałbym pograć w obszerniejsze demo na spokojnie, w domowym zaciszu, a nie z pracownikiem stanowiska patrzącym mi przez ramię.

W ogóle czekać nie musiałem do Story of Seasons: Grand Bazaar. W tę grę nawet nie grałem, a tylko patrzyłem, jak męczy się z nią Monek. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że nie jest to tytuł, w którym trzeba poczuć sterowanie… zwłaszcza że z jakiegoś powodu w demo można było zagrać tylko na komputerze, za pomocą myszki i klawiatury, a jeśli już miałbym grać w nowe Story of Seasons, to na Switchu.
A chyba zagram, bo wygląda na to, że seria wreszcie znalazła się w XXI wieku. Możemy swobodnie chodzić po lokacjach, zeskakując z półek skalnych czy wskakując na wyżej położone tereny. Oprawa graficzna prezentuje się sympatycznie, a to dla mnie bardzo ważne w tego typu grach (wiem, powtarzam się, ale co oni zrobili z rimejkiem Friends of Mineral Town?!). Sama rozgrywka wygląda… normalnie, z braku lepszego słowa, i mam nadzieję, że taka pozostanie, bo chcę sadzić bakłażany i hodować krowy.
Monek
Mój pierwszy Gamescom nie był moją pierwszą imprezą tego typu, gdyż wcześniej byłem już na IEM oraz PGA, więc z grubsza wiedziałem, z czym to się je. Właściwie prócz skali wydarzenia (szczególnie w dwa ostatnie dni, w których wchodziliśmy nie tylko my, ale też całe rzesze fanów, którzy nie kupowali przepustek wczesnego dostępu) nic mnie jakoś bardziej nie zaskoczyło. Moim głównym celem na imprezę było tak naprawdę spotkać się z MyNintendo ziomkami, szczególnie że wspólny wypad planowaliśmy już z dobre 5 lat. Jednak skoro już udało się dostać na imprezę, żal by było nie skorzystać z możliwości, jakie oferuje.

Sprawdziłem parę gier (nieszczególnie dużo, ale też niewiele, przynajmniej z głównych stref, chciałem zobaczyć), kilku nie i żałuję tylko, że przegapiłem spory fragment strefy indie. Zgarnąłem parę darmowych fantów, w tym jeden płatny – arcik z Lugią, który zasili moją kolekcję art printów z Pokemonami, a które mam nadzieję w końcu kiedyś przyozdobię w antyramy i powieszę na ścianie. Sam event wspominam dobrze i prócz długiego stania w kolejkach, szczególnie by zagrać w Denshattack!, do którego wyczekiwanie w półtoragodzinnej kolejce wymęczyło nas fizycznie i czasowo, wszystko było co najmniej warte zobaczenia (tak jak Katedra w Kolonii).

Co do samych gier, trochę będę się powtarzał za Elanem, gdyż w oba dni imprezy (nie licząc ONL) odwiedziliśmy razem większość z tych atrakcji, gdyż zwyczajnie chodzenie w dużej grupie i później szukanie się było mało efektywne. Pierwszą grą, którą sprawdziłem, był Sonic Racing: CrossWorlds. Stanowisko było dość spore i prezentowało się ładnie, a sama gra, którą ogrywaliśmy na PS5, wychodzi także na Switcha 1 i 2. Wywarła ona na mnie pozytywne wrażenie, na tyle dobre, że jak tylko dostaniemy wersję gry na nowszą konsolę, to prawdopodobnie zdecyduje się na zakup. Trzy poziomy trudności, ciekawe trasy i spore możliwości customizacji, zarówno w wyborze postaci, jak i jej karta, no i przede wszystkim brak nudnych dojazdówek, o których to już się sporo nasłuchałem zarówno w internecie, jak i na samym Gamescomie. Jeśli jesteście fanami kart racerów, gierek multi czy też może po prostu najnowsze Mario Kart nie spełniło waszych oczekiwań, myślę, że Sonic będzie dobrą alternatywą.
Kolejną grą, w którą zagrałem, a która znalazła się na stanowisku tuż obok Sonica, było nowe Story of Seasons. Z racji tego, że było jeszcze przed premierą, a byłem nastawiony na zakup tego tytułu, nie mogłem przejść obojętnie i nie sprawdzić, jak prezentuje się najnowsza odsłona. Sama gra była prezentowana na PC, niestety z klawiaturą i myszką, czego trochę nie rozumiem, więc sterowało się trochę… inaczej? Jednak sama gra i przede wszystkim to, jak dobrze prezentuje się graficznie względem poprzednich odsłon, wystarczająco mnie przekonały i na dniach możecie spodziewać się mojej recenzji tego tytułu.

Tego samego dnia z racji mniejszych kolejek wskoczyłem jeszcze na stanowisko Nintendo, by obadać najnowsze Pokemony, które premierę będą miały za trochę ponad miesiąc. Do dyspozycji mieliśmy nieduży wycinek, który skupiał się głównie na nocnych walkach z innymi trenerami, więc nie wiem, jak będzie prezentować się cała gra (tym bardziej że bardziej ostrzę sobie zęby na dzienny fragment rozgrywki, odkrywanie i łapanie Pokemonów oraz tę bardziej stylową część miasta Lumiose City). Sama gra wyglądała i działała dobrze, była trochę bardziej dynamiczna od innych odsłon serii ze względu na styl rozgrywki, ale tego trochę już mogliśmy doświadczyć w Arceusie, tak więc dużego zaskoczenia nie było. Przy okazji udało mi się sprawdzić nową wersje Procona – dobrze leży w dłoniach i wszystko jest spoko, ale tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że mając poprzednika, nie ma sensu go wymieniać na zbliżony model. W tym momencie właściwie spełniłem swoje założenia, by sprawdzić te 3 gry na targach, jeśli tylko się uda.
Ostatnią grą, którą ogrywałem, a było to już dnia następnego, były wspomniane wyżej pociągi Denshattack!. Sama gra nie wychodzi na Switcha, chociaż może powinna ze względu na taki mobilny gameplay i fakt, że spokojnie by ruszyła. Jest czymś pomiędzy Subway Surfers a Audiosurf. Mamy wąski korytarz i określoną liczbę ścieżek (w tym wypadku torów) do jego pokonania i ukończenia planszy. Od wcześniej wymienionych tytułów różni ją świetna stylistyka oraz większe rozbudowanie i nastawienie na skillowość. Nie wiem, czy było warto czekać tyle czasu, by sprawdzić akurat tę grę, szczególnie że ponoć w strefie indie była bez kolejek, ale jakby wyszła kiedyś na Switcha lub była w jakiejś promocji na inną platformę, to może bym się w nią zaopatrzył.

Pier
Podobnie jak dla dżentelmenów powyżej, tak i dla mnie był to pierwszy raz w Kolonii. Przede wszystkim zadowolony jestem, że zjadłem sobie pizzkę i kolejny raz okazało się, że za granicą jest ona tańsza niż w naszym rodzimym państwie. Ale tu coś o grach miało być, a nie daj boże Monek to przeczyta i przypomni sobie swoje degustatorskie plany, z których wyszło bardzo niewiele i będzie mu smutno.
Cały ewent spędziłem w towarzystwie rolnika, z którym dzielnie wystawaliśmy godziny w kolejkach do kolejnych gier, które już wkrótce trafią na naszą ulubioną przenośną maszynę. Pierwszym tytułem, który obadaliśmy, był oczywiście Metroid Prime 4: Beyond. Ja nie czekałem na swoją kolej do kontrolera, bo w kolejce do gry spędziłem więcej czasu, niż rozmawiając z częścią rodziny przez ostatnie dwie dekady. Patrząc na zdjęcia z wydarzenia, przypominam sobie, jak wszyscy dzielnie znosiliśmy kolejne metry upływające wraz z kolejnymi kwadransami. Sama gra wyglądała tak, jak widzieliście na już dostępnych fragmentach rozgrywki. Szczerze to przez chwilę nawet poczułem się, jakbym oglądał Returnala z PS5 i mam nadzieję, że będzie można od razu wskoczyć na jakiś wyższy poziom trudności. Rolnikowi demo zajęło mniej niż 10 minut, ale inni mniej umiejętni gracze trochę się męczyli.
Grą, dla której ja przyjechałem na targi, było nic innego jak… EA SPORTS FC 2026. Tak, jestem fanem kopania świńskiego balonika. W tym roku przenośniaka Nintendo w końcu dostaje wersję, która pod względem funkcji ma być równa edycjom z PC/PS5 i XSX. Grało się super, rolnik wygrał ze mną 1-0 po pełnym emocji meczu, w którym wspólnie oddaliśmy ze 3 strzały. Największy mankament gry? 30 klatek na sekundę. Zobaczymy, jak to będzie po premierze.
Bardzo przypadło mi do gustu Kirby Air Riders. Po pierwszej zapowiedzi zadawałem sobie pytanie, po co to, skoro dopiero co wyszedł Mario Kart World, ale po chwili z grą zrozumiałem, że to coś zupełnie innego. Do tego coś, co trafia do mnie bardziej niż hydraulik w wózku. Co się w demku działo, wiecie już z kilku zdań rolnika na ten temat. Ja tylko dodam, że rozgrywka jest o wiele głębsza, niż się spodziewałem. A po ostatniej gierce z różowym kulkiem, Kirby’s Dream Course, nie byłem nastawiony pozytywnie do kolejnego spinoffu. Na szczęście teraz jest porządny dowódca, który odpowiada za grę, i pan Sakurai na pewno dowiezie.
Jeszcze jedną z gier, jaką wypróbowałem na NS, było LEGO Fortnite! To taki nowy miks dla dzieci, w którym będą one mogły zbudować swój własny domek i tworzyć społeczność z innymi graczami. Jeśli na myśl przyszedł wam Roblox, to właśnie tak się czułem, jak w to grałem.
Na Gamescomie było jeszcze sporo innych gierek, ale nie zmierzały one (może jeszcze nie zmierzały) na Nintendo Switch 1 lub 2, więc nie będę się o nich rozpisywać. Ogólnie fajna impreza, skala ogromna, kilometry, jakie pokonaliśmy, liczyły się w dziesiątkach, miło się było z chłopakami spotkać i oby do zobaczenia za rok!


































O tak, po tylu latach rozmów o gamescomie w końcu się na niego wybraliśmy i jestem bardzo z tego zadowolony. To było wspaniałe przeżycie – spotkać się z discordową ekipą mynintendo; postać w kolejce żeby zagrać w nowe, dopiero co zapowiedziane gry (1,5h w kolejce do densha attack tylko po to żeby rzucić grę po trzech minutach bo nie umiałem ogarnąć o co w niej chodzi ^^’); poczuć tą atmosferę wielkiej imprezy; zjeść currywurst. Za rok na pewno znowu wybiorę się do Kolonii na kolejną edycję imprezy.