[Recenzja] RAIDOU Remastered: The Mystery of the Soulless Army

Raidou Kuzunoha to gość z klasą! A do tego ma czarnego, gadającego kota!

Takie remastery to ja rozumiem. Zamiast odgrzewać kotleta z poprzedniej generacji, który swoją drogą wyszedł ledwie 2–3 lata temu, dostajemy powrót gry trudno dostępnej, wydanej wieki temu na niemal antyczny sprzęt. Raidou Remastered: The Mystery of the Soulless Army to szczególnie ciekawy kąsek, bo należy do jedynej podserii w uniwersum Shin Megami Tensei, która stawia na RPG akcji zamiast tradycyjnej, turowej walki. Jednak samo przywrócenie starocia z lamusa do życia nie oznacza jeszcze, że zrobiono to z należytym szacunkiem do oryginału i z zachowaniem współczesnych standardów technicznych. Czy Atlus odrobił zadanie domowe na dobrą ocenę?

Kot, agencja i trudne sprawy

Grę rozpoczynamy od nadania imienia naszej postaci, jednak już po krótkim samouczku imię to traci na znaczeniu, przyjmujemy bowiem tytuł Raidou Kuzunoha XIV. Na zlecenie tajemniczej organizacji Yatagarasu, strzegącej przyszłości Japonii przed demonicznymi zagrożeniami, zostajemy przydzieleni do agencji detektywistycznej prowadzonej przez Shoheia Narumiego w stolicy. Oczywiście nie trafiają do nas zwyczajne sprawy, lecz takie, w których zachodzi podejrzenie ingerencji sił nadprzyrodzonych. A żebyśmy od nadmiaru pracy nie zwariowali, organizacja przydziela nam jeszcze jednego towarzysza… gadającego czarnego kota.

RAIDOU Remastered

Nasza ekipa zbijała bąki, trochę występów w telewizji śniadaniowej, czasem reklama jakiejś zupki chińskiej, ogólnie pełen luz. Jednak sielanka nie mogła trwać wiecznie. Pewnego dnia do agencji wpada tajemnicza kobieta, Kaya Daidōji, z nietypową prośbą… chce, żeby ją zabić. Nasi protagoniści nie mają jednak okazji wypytać jej o szczegóły, bo chwilę później zostają zaatakowani przez żołnierzy w czerwonych zbrojach, którzy zabierają kobietę ze sobą. Tak zaczyna się pierwsza nasza duża sprawa, która będzie prowadziła do coraz bardziej dziwacznych, ale powiązanych ze sobą spraw.

To, co urzeka jako pierwsze, to projekt miasta. Akcja gry toczy się w latach 30. XX wieku, w fikcyjnie przedłużonym okresie Taishō. Ten czas to fascynujące połączenie industrializacji i zachodnich wpływów z tradycyjną japońską estetyką. Zostało to w grze oddane z dużą dbałością o szczegóły. Co więcej, był to również okres narodzin japońskiego militaryzmu, który znajdzie wyraźne odzwierciedlenie w fabule. A ponieważ mamy do czynienia z produkcją Atlusa z cyklu Shin Megami Tensei, całość spowita jest mroczną, demoniczną atmosferą. Jeśli to wciąż za mało, możemy dodatkowo zachwycać się niepowtarzalnym stylem Kazumy Kaneko, który stworzył kapitalne projekty postaci i demonów.

Prawie jak Dante

RAIDOU Remastered: The Mystery of the Soulless Army nie odbiega aż tak bardzo od swoich turowych braci i sióstr. Jasne, teraz walczymy w czasie rzeczywistym, łącząc mocne ciosy ze słabszymi, wspierając je strzałem z pistoletu do ogłuszenia lub użyciem magicznego skilla do eksploatacji słabości przeciwnika. Ta ostatnia mechanika przypomina system Press Turn znany z innych odsłon MegaTen, tyle że tym razem nie otrzymujemy dodatkowej akcji. Zamiast tego osłabiamy tarczę ochronną przeciwnika, jeśli taka istnieje, lub całkowicie paraliżujemy go na kilka sekund. System walki nie opiera się na skomplikowanych kombosach. Kilka ciosów, unik lub blok i powtórka. Jest dość prosty, ale przez całą grę nie czułem się nim znudzony.

RAIDOU Remastered

Oczywiście możemy też przywołać demony, które wspierają nas ofensywą albo chronią tyły przed silnymi atakami. Pomocników możemy mieć dwóch, a są aktywni przez całą walkę. W każdej chwili możemy wymienić jednego z nich na innego, który w danym momencie będzie bardziej przydatny. Demony są sterowane przez SI, ale zostały zaprogramowane tak, aby atakować słabości przeciwników, a gdy sytuacja robi się trudna, leczyć sojuszników. Fani SMT powinni się odnaleźć tutaj bez problemu.

Demony w RAIDOU są czymś w rodzaju odpowiedników Pokémonów. Podczas walki możemy schwytać takiego delikwenta do specjalnej tubki, pod warunkiem, że nasz poziom doświadczenia jest równy lub wyższy od jego. Posiadając nowego towarzysza, mamy kilka opcji: możemy wykorzystać go w walce lub skorzystać z jego unikatowej umiejętności środowiskowej, na przykład do odkrywania ukrytych przedmiotów albo wzbudzenia żądzy działania u jakiegoś NPC. W końcu jesteśmy detektywami, więc trochę szperania musi być! I istnieje trzecia droga – wykorzystanie w fuzji, żeby stworzyć nowego demona. To właśnie ta opcja pozwala zdobyć naprawdę silne istoty. Co więcej, mamy wpływ na to, jakie czary i umiejętności pasywne zostaną przekazane naszemu nowemu „dziecku”. Dzięki temu możemy niwelować słabości i tworzyć uniwersalnych pomocników, którzy zarówno leczą, jak i wykorzystują wrażliwości przeciwników.

Fuzja czy metamorfoza?

Mamy tytuł RAIDOU Remastered, więc pora przyjrzeć się temu, co zostało odnowione. To, że grafika została podciągnięta do współczesnych standardów, raczej nikogo nie zaskoczy. Jednak oryginał już w swoim czasie nie był technicznym majstersztykiem i niestety teraz też nim nie jest. Na dodatek posiadacze sprzętów Nintendo dostają trochę po tyłku. Wizualnie ta wersja wypada najsłabiej spośród wszystkich konsol. Sam grałem w wersję z poprzedniej konsoli na nowym sprzęcie (istnieje co prawda wydanie na nową konsolę, ale tylko w formie Key Carda, a to dla mnie stanowcze „nie!”) i jedyny benefit jaki z tego miałem, to stabilne 60 FPSów.

W trybie handheld sytuacja wygląda dużo gorzej — postacie i obiekty straszą niską rozdzielczością. Modele i cienie są słabo wyraźne, a całość sprawia wrażenie, jakby gra nie działała w natywnej rozdzielczości ekranu. W dodatku posiadacze staruszka Pstryka muszą się zmagać z niestabilnością klatek. W trybie zadokowanym jest lepiej, ale i tak jest daleko od ideału. Na szczęście dizajn gry pozwala wybaczyć te wszystkie mankamenty. Możliwe, że Switch miałby łatwiej, gdyby wykorzystano statyczne tła, jak w oryginale, ale w odświeżonej wersji postawiono na pełne środowisko 3D.

Dźwięk został na nowo zmiksowany i poprawiony pod względem jakości. Sam soundtrack to mieszanka różnych stylów, aż trudno uwierzyć, że takie połączenie faktycznie działa. Podczas starć słychać dynamiczne, rockowe brzmienia, natomiast eksploracji towarzyszą spokojniejsze, jazzowe motywy. W warstwie muzycznej nic mnie jednak nie powaliło na kolana. Jest solidnie, ale bez większego efektu „łał”. Na plus z pewnością warto zaliczyć pełny voice acting, dostępny zarówno w języku angielskim, jak i japońskim.

RAIDOU Remastered

Muszę zaznaczyć, że nie miałem okazji zagrać w oryginalnego RAIDOU, ale z tego, co sprawdziłem, remaster wprowadził sporo usprawnień w rozgrywce. System walki przeszedł wiele zmian i, szczerze mówiąc, trochę mnie dziwi, że wiele z tych elementów nie było obecnych już w pierwotnej wersji Pojawiły się m.in. ataki magiczne, możliwość odzyskiwania many przez ciosy czy specjalne ataki fizyczne. Co najbardziej mnie zaskoczyło, w oryginale nasz protagonista mógł korzystać tylko z jednego demona! Dopiero w sequelu wprowadzono możliwość przywoływania dwóch towarzyszy. Oprócz tego sporo upierdliwych rzeczy zostało naprawionych. Nie trzeba już kupować naboi do pistoletu, można się błyskawicznie przemieszczać pomiędzy punktami na mapie i wiele innych rzeczy. Szczerze, jest tak dużo zmian, że jest to bardziej remake niż zwykły remaster.

Devil may cry

Macie już świadomość, że warstwa wizualna na Switchach nie należy do najmocniejszych stron tej gry. Niestety, to nie jedyna jej bolączka. Wszystkie wprowadzone usprawnienia są co prawda przydatne, ale mają też wpływ na poziom trudności rozgrywki. Jak na produkcję od Atlusa, gra jest zaskakująco łatwa. Nie ma żadnego momentu, który naprawdę oddzielałby chłopców od mężczyzn — Matador z SMT3 przesyła pozdrowienia. Dla niektórych walka może się też okazać nużąca na dłuższą metę. Jest dość masherska, a sporą część czarnej roboty wykonują za nas demony. Gracz musi się właściwie tylko troszczyć o to, by jego awatar pozostał przy życiu.

Niby wcielamy się w detektywa, ale w praktyce sprowadza się to do biegania od punktu A do punktu B, przerywanego walkami i okazjonalnym użyciem umiejętności środowiskowej któregoś z demonów. Ten element został potraktowany dość powierzchownie, choć wynika to raczej z ograniczeń samego pierwowzoru. Nie oczekiwałbym mechanik rodem z serii Sherlock Holmes, ale odrobina większego urozmaicenia zdecydowanie by nie zaszkodziła.

 

Rating Image

RAIDOU Remastered: The Mystery of the Soulless Army to coś więcej niż zwykły remaster, momentami gra ociera się wręcz o pełnoprawny remake. Niestety, wprowadzone zmiany w dużym stopniu trywializują rozgrywkę, przez co zniknęło poczucie wyzwania znane z oryginału. Mimo problemów technicznych, tytuł nadrabia stylowym designem, klimatem oraz intrygującą historią.

Plusy:

  • klimat
  • dizajn
  • historia
  • bardzo dużo zmian

Minusy:

  • jak na grę atlusa łatwa
  • mankamenty techniczne (Switch 1)
  • powtarzalna walka
  • Game Key Card (Switch 2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *