Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo Switch

O trzech takich, co spadli z nieba. Pierwsze wrażenia z Pokémon Legends: Arceus

Hisui nadciągamy!

Pierwsze wrażenia z Pokémon Legends: Arceus

Ahoj, przygodo! Rozpoczynamy, albo żeby być bardziej precyzyjnym – rozpoczęliśmy naszą podróż po regionie Hisui w Pokémon Legends: Arceus. Trzech naszych redakcyjnych śmiałków wyruszyło w ekspedycję, która z pewnością okaże się dla nich niezapomnianą wyprawą! Jakie tajemnicze Pokémony spotkają na swojej drodze i jakie nowe znajomości nawiążą? Czy uda im się rozwikłać zagadkę opętanych stworków? O tym przekonacie się z dwuczęściowej serii O trzech takich, co spadli z nieba. Dziś zapraszamy na część pierwszą.

rolnik:

Licznik: 7 godzin

Kto raz zagrał w jakąś odsłonę kieszonkowych stworków, ten z pewnością co jakiś czas odczuwa głód połapania sobie tych kolorowych pokrak. Nie inaczej jest też w moim przypadku. Odpuściłem sobie rimejki SP/BD, a od premiery Sword and Shield minęły już prawie trzy lata. To całkiem długa rozłąka, nie licząc grania w Pokémon GO. Ale w końcu trafiłem ponownie do tego świata i to tym razem w bardzo obiecującej części, jaką jest Pokémon Legends: Arceus. Jakie są moje pierwsze wrażenia? Tak powinny wyglądać pierwsze kieszonkowe stworki na Nintendo Switch!

Przygoda, jak na standardy Poków, zaczyna się bardzo leniwie i jesteśmy aż zanadto prowadzeni za rękę. Schemat cutscenka, 5 kroków, kolejna cutscenka jest trochę męczący, ale gdy uda nam się przez to przebrnąć, to dostajemy trochę swobody, żeby pozwiedzać na własną rękę. W grze mamy dostęp tylko do jednej wioski, jaką jest Jubilife Village. Jest ona dość prosto skonstruowana i znajduje się w niej kilka punktów zainteresowania. Na razie nie robi ona jakiegoś imponującego wrażenia, ale może docenię ją po czasie. Z pewnością większą atrakcją jest overworld, który jest rozwinięciem pomysłu Wild Area ze Sword and Shield. Tym razem teren ten prezentuje się zdecydowanie lepiej i aż ma się ochotę go eksplorować. Może nie jest to jakość Hyrule z Breath of the Wild, ale widać, że twórcy dążyli do podobnego poziomu.

Arceus zrywa trochę z tradycyjną formą Pokémon i wprowadza szereg zmian do serii. Największą nowością jest bardziej zręcznościowy system łapania stworków. W zależności od charakteru zwierzaka trzeba zastosować inne podejście, żeby schwytać go do Poké Balla. Spokojne Pokémony, jak Bidoof, wystarczy namierzyć i rzucić w nie kulką. Inne trzeba podejść z ukrycia, najlepiej czyhając w zaroślach i czekając na odpowiedni moment. Inne znów nie dadzą się ujarzmić bez stoczenia z nimi walki. Miejmy nadzieję, że system ten trafi też do głównych odsłon serii, bo jest to całkiem nowe doświadczenie w łapaniu Poksów.

Pierwsze wrażenia z Pokémon Legends: Arceus

Walki też doczekały się odświeżenia. Teraz starcia toczą się w miejscu, gdzie napotkaliśmy danego stworka i nie jesteśmy przenoszeni na osobną planszę. Po arenie walki możemy się swobodnie poruszać. System nadal jest turowy, ale dokonano w nim dwóch znaczących zmian. Pierwszą jest możliwość wzmacniania ataków. Jeżeli nasz stworek wystarczająco dobrze pozna dany atak, to będzie mógł zastosować w starciu jego dwa warianty: Agile i Strong. Ten pierwszy będzie słabszy, ale zostanie wykonany szybciej i umożliwi wykonanie jeszcze jednego ataku, drugi będzie mocniejszy, ale opóźni naszą kolejną turę. Tutaj też nawiąże do drugiej nowinki, którą jest turowy system à la ATB znany ze starszych odsłon Final Fantasy. Ataki nasze i przeciwnika są kolejkowane, a to, kiedy nasz podopieczny będzie mógł wykonać kolejny ruch, zależy od jego szybkości. Jeżeli jest on wystarczająco zwinny, będziemy w stanie przeprowadzić więcej akcji z rzędu. Dzięki temu starcia stały się jeszcze bardziej taktyczne i nie polegają już tylko na nadużywaniu słabości stworka przeciwnika.

Co mnie zaskoczyło, to całkiem przyzwoity poziom trudności. Nawet gdy miałem przewagę kilku poziomów nad przeciwnikiem, rywal jednym atakiem był w stanie zdjąć mi ponad połowę paska HP. Mój starter już parę razy padł i musiałem się ratować pobocznymi Pokami, które miałem w drużynie. Mam nadzieję, że gra będzie stawiała kolejne wyzwania w późniejszej fazie.

Ogólnie po pierwszych kilku godzinach czułem się, jakby pierwszy raz grał w Kieszonkowe Stworki. Arceus jest sporym powiewem świeżości i liczę, że dobre pierwsze wrażenie zostanie utrzymane w kolejnych godzinach. Wracam ponownie, żeby zanurzyć się w tym świecie i wzbogacić mój zespół o kolejne cudaki!

 

PierreLuc87

Licznik: 16 godzin

Pomieszałem Harnolda z lodo-herbatą, leżę na molo, a nade mną stoi jakiś koleś z Peru. Podnoszę głowę i kręci mi się w niej niemiłosiernie. Ja myślałem, że od trunku, a on mi mówi, że spadłem z nieba! Na początku myślałem, że chciał mnie poderwać, ale rzeczywiście okazało się, że spadłem z jednej z wyrw czasoprzestrzeni, które pojawiają się nad całym regionem Hisui. Hisui? Gdzie ja jestem?

I właśnie takie wrażenie mnie nie opuszcza. W co ja gram i co się dzieje? Jeśli oglądaliście pierwszą zapowiedź Pokémon Legends: Arceus, to pierwsze myśli, jakie przyszły wam do głowy w tamtym momencie, powracają również i przy premierze rok później. Zupełnie nowe podejście do gry z kieszonkowymi stworkami, takie, które można nazwać pierwszymi prawdziwymi Pokémonami na stacjonarną (i przenośną) konsolę Nintendo. Nie wiem, czy możemy tutaj użyć słowa ewolucja, bo to, co nam zgotował krytykowany od trzech lat Game Freak, zasługuje raczej na miano małej rewolucji. Zdecydowanie się na zmianę formuły na bardziej otwartą odmieniło grę tak bardzo, że można z czasem zapomnieć, że to kolejna iteracja łapacza stworów. Mimo że dookoła nas jest pełno nawiązań do Poków, to grając w Pokémon Legends: Arceus poczujecie się, jakbyście nigdy wcześniej nie grali w żadną część. Ilość drobnych zmian podnoszących ogólną jakość i przyjemność rozgrywki jest ogromna, ale o tym ze szczegółami napiszę w recenzji.

Koniec z lataniem od salki do salki i tłuczeniem się z szeregiem trenerów, którzy nie mogą wytrzymać 5 sekund bez walki Pokémon i zaczepiają nas, jak tylko wpadniemy w zasięg ich 5-metrowego pola widzenia. Teraz po opuszczeniu wioski, która zresztą rozwija się trochę wraz z postępem historii, na otwartych polach, które przypominają trochę te z Monster Hunter Rise, spotkamy tylko kilka NPC-ów i setki Pokémonów, które albo uciekną, gdy nas zobaczą, albo nas zaatakują. Tak, Pokémony w końcu mogą podnieść rękę na „trenera” i wysłać go do śpiulkolotu! Rolą gracza narzuconą nam przez Team Galaxy, dla którego wykonujemy niewolniczą pracę za miskę kartofli, jest złapanie i skatalogowanie wszystkich stworzeń w regionie, po to, aby stworzyć pierwszy Pokédex. Rozwiązano to całkiem ciekawie, ponieważ samo złapanie Poka, nie wystarczy, aby dowiedzieć się o nim wszystkiego – trzeba jeszcze go trochę pomęczyć na różne sposoby. Nie trwa to nie wiadomo jak długo i pozwala to nam zwiększyć nasz g-rank, tzn. galaxy rank, i daje nam dostęp do kilku benefitów.

Pierwsze wrażenia z Pokémon Legends: Arceus

Jedną z najfajniejszych nowości dla mnie są zadania poboczne w formie requestów od mieszkańców wioski Jubilife. Kiedy chcemy chwilę odpocząć od harówki na rzecz Drużyny Galaktyki (nie mylić ze strażnikami, mimo że tych jest w grze sporo), to nic nie stoi nam na przeszkodzie w zatraceniu się w problemach bardziej przyziemnych. Krawcowa potrzebuje rzucić okiem na jakiegoś kolorowego stworka, aby stworzyć nowy wzór dla ciuszków? Pokażemy jej jednego. Farmerzy potrzebują stworka, który zacznie nawadniać uprawy? No to załatwimy takiego i dzięki temu dostaniemy więcej przedmiotów po każdych zbiorach. Coś straszy dzieci przy przystani? Sprawdzimy to. Fajnie, że w końcu nie gonimy po jednej linii rozwoju sytuacji, bo to, co nam zgotowano w Pokémon Sword & Shield, to był dramat.

Oczywiście nie zawsze jest tak różowo. Jaka jest oprawa, każdy widzi, a jaką moc ma Switch, to każdy wie. Do tego jeszcze zdolności programistyczne Game Freaku nie pozostawiają złudzeń, więc dobrze, że gra trzyma chociaż te 30 klatek, bo jakość grafiki nie zachwyca. Na plus na pewno wychodzą błyskawiczne loadingi. Ładowanie się do nowych miejscówek, szybka teleportacja pomiędzy obozami – to wszystko nie trwa nawet tyle, aby się podrapać po głowie.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony Pokémon Legends: Arceus. Odświeżenie formuły było potrzebne od dawna, a obawy o odpowiednią realizację tego zadania przez Game Freak chyba były niepotrzebne. Wracam do przygody i mam nadzieję, że gra nie zmęczy mnie rzucaniem Poké Ballami/żarciem.

 

Sent

Licznik: 12 godzin

Mój krytyczny stosunek do ostatnich „wyczynów” Game Freaku znają chyba wszyscy. SM lubiłem, USUM wydawał mi się straszną porażką, a kolejne części na Switcha potrafiły mi co najwyżej udowodnić, że jednak da się upaść jeszcze niżej. BDSP było kulminacją tej tandety, tak więc i po Arceusie za wiele się nie spodziewałem. Pierwsze trailery może i przedstawiały ciekawy koncept, ale wykonanie pozostawiało sporo do życzenia. W końcu Wild Area też miało być przełomem, a wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Dalszych doniesień nie śledziłem, by nie robić sobie niepotrzebnie nadziei.

OMG, ale się myliłem co do tej gry. Szczerze mówiąc, dla mnie już teraz mogłaby się zamienić w kolejną „główną” generację Pokémonów. Nie chcę się za dużo powtarzać po kolegach, ale podoba mi się tutaj wszystko. Mapy wreszcie przestały być tak klaustrofobiczne, co było zmorą tych gier od czasu SM. Pokémony zachowują się bardziej naturalnie – jedne przed nami uciekają, inne atakują. Do jednych trzeba się podkraść i rzucić Poké Balla, z innymi należy wcześniej walczyć. Pogoda i pory dnia są bardziej naturalne, podobnie jak rozmieszczenie stworków na rozległym obszarze. Zbieractwo tych wszystkich apricornów, jagód i innych pierdół wreszcie ma sens, ponieważ możemy z nich zbudować własne Poké Balle. Tych z kolei też jest kilka rodzajów i każdy sprawdza się na inny typ Pokémona oraz inną technikę łapania (np. czarne Poké Balle są lepsze przy łapaniu z ukrycia, ale są cięższe i mają mniejszy zasięg rzutu). Jest też wreszcie milion większych i mniejszych usprawnień w starych mechanikach. Oprócz wspomnianego kolejkowania i styli bodaj najważniejszą nowością jest możliwość niemal dowolnej zmiany ataków naszego stworka. Nie trzeba więc już latać za heart scale ani Move Deleterem/Reminderem, wszystko jest dostępne z poziomu menu. Zmienił się również sposób działania status move’ów (można je zastępować następnym atakiem, usypianie przestało być również tak przegięte), buffów/debuffów, zrezygnowano też z ewolucji poprzez wymianę z innym graczem.

Pierwsze wrażenia z Pokémon Legends: Arceus

Są też wreszcie porządne zadania poboczne. Jeden z mieszkańców poprosi nas o złapanie konkretnego stworka, inny chciałby dostać skompletowany wpis w Pokédexie, jeszcze inny kilka przedmiotów. Każdy z nich daje nam drobną, ale wartościową nagrodę: nową receptę, składniki, nieco pokémonowego lore lub też rozbudowuje nieco naszą osadę. Ta ostatnia jest zresztą dość ciekawa. Początkowo wydaje się, że jest to tylko hub ze sklepami i zadaniami, ale z czasem uzyskujemy niewielki wpływ na jej rozbudowę. A to dzięki naszej interwencji pojawi się kilka Bidoofów, które pomogą w budowie nowych domów, a to pomożemy wybudować dodatkowe pole uprawne. Rozbudowa zadań przenosi się zresztą również na wątek główny, ponieważ mniej skupiamy się na kolejnych walkach, a bardziej na realizowaniu konkretnych wyzwań. By wypełnić Pokédex, musimy albo zawalczyć z kimś odpowiednią ilość razy, albo używać odpowiednich ataków itd. System jest też dość elastyczny, ponieważ możemy albo robić jedno-dwa zadania do oporu, albo każde po trochu. Bywa więc nieco trudno (szczególnie gdy zaatakuje nas „boss” będący 20 poziomów wyżej), ale takie wyzwania tylko zachęcają do dalszej eksploracji. Złapanie po walce 40-poziomowego Rapidasha w chwili, gdy dysponowałem jedynie 15-poziomowymi stworkami, na długo zapadnie mi w pamięci. Nawet fabuła i dialogi są dość znośne, czego nie mógłbym powiedzieć o większości wcześniejszych Poków.

Jedyne, do czego mógłbym się na razie przyczepić, to początek naszej przygody – kolejny isekai (bohater z naszego świata przeniesiony do świata fantasy dzięki magii) oraz Arceus zwracający się do nas po angielsku przez telefon to zdecydowanie nie są moje klimaty. Grafika również mogłaby być lepsza, choć i tak jest dużo lepiej, niż sugerowały to wcześniejsze materiały. Zaczynam się też powoli zastanawiać, czy ta „świeżość” wystarczy, by pociągnąć tę grę do końca. Rozgrywka jest mimo wszystko dość monotonna i na pewno nie zaszkodziłoby, gdyby na naszej drodze znalazło się kolejne miasto, osada do rozbudowy czy nieco większa liczba wymagających trenerów.

Póki co jednak mam nadzieję, że IX generacja Poków spuści „dorobek” USUM/LGPE/SwSh/BSDP w toalecie i następna część będzie w 90% oparta na Arceusie. Chciałem w niego pograć tylko chwilę, a tymczasem już trzeci dzień nie mogę się od niego oderwać. Jeśli ktoś nadal nie jest przekonany, warto dać mu szansę, choćby dla tych pierwszych kilku godzin. Póki co jednak korzystam z urlopu i wracam do Legends.

6 komentarzy

6 Komentarzy

  1. Aki

    1 lutego, 2022 at 2:37 pm

    Cóż… nie da się ukryć.. gra wygląda paskudnie… Aczkolwiek widać w niej pewien potencjał i odejście od wyrytego w kamieniu szlaku. Pytanie tylko, czy ta powtarzalność nie zniechęci w dłuższej perspektywie czasu…
    (Sam gry nie kupiłem na premierę bo grafika i to co pokazywali w zwiastunach, po przykrym doświadczeniu jakim było BDSP mnie skutecznie zniechęciło)

    • Sent

      1 lutego, 2022 at 5:39 pm

      na zywo wygląda dużo lepiej. To nie jest taka padaka jak pierwsze trailery. Nie jest to może poziom BOTW czy xenoblade’a, ale idzie grać bez krwawienia z oczu.
      O powtarzalności napiszę więcej w następnym odcinku, ale nie jest źle. Na pewno jednak widzę kilka zmian, które pomogłyby ją ograniczyć.

  2. Elan

    1 lutego, 2022 at 7:56 pm

    Wszyscy tacy zadowoleni… podejrzane! Ja się na razie na pewno wstrzymam, bo to, co do tej pory widziałem z tej gry, jakoś mnie nie zachęciło. Poza tym obawiam się, czy zachwyty nie wynikają aby w dużej mierze z tego, że ostatnie odsłony obniżyły poprzeczkę na tyle, że cokolwiek lepszego od Sword/Shield/Brilliant Diamond/Shining Pearl wygląda na ich tle na grę roku.

    • Sent

      3 lutego, 2022 at 1:18 pm

      I tak i nie. Z jednej owszem, jeśli pominąc pokemonową otoczkę, to jest to kolejny, dość podobny open world jakich milion na rynku. Z drugiej, to właśnie o tę otoczkę chodzi, ponieważ wreszcie masz pokemony, które robią coś nowego i w które zwyczajnie chce się grać. Jakby jeszcze było więcej miast do których można by podróżować oraz więcej nowych stworów by dłużej utrzymać świeżość, to byłby to tytuł niemal idealny.

      • Antari

        3 lutego, 2022 at 5:53 pm

        Ten argument można zastosować nawet do pierwszej generacji więc trochę inwalida… Jeżeli uważasz inaczej to sprawdź takie tytuły jak Shin Megami Tensei: Devil Children – Black Book/Red Book/White Book, Dragon Warrior Monsters, serię Medarot, Magi Nation, Network Adventure Bugsite: Alpha/Beta, Telefang, czy wiele innych, przy których Red/Blue/Yellow/Silver/Gold wyglądały graficznie biednie. Co nie przeszkodziło im w byciu kombajnem grywalnościowym i odniesieniu sukcesu nie tylko wśród fanów ale i krytyków.
        Moim zdaniem ludzie za bardzo skupiają się na tym „czego w grze nie ma”, „co by można dodać”, a za mało na tym co zagrało naprawdę fajnie i sprawia, że mamy tu do czynienia z najlepszą single’ową wersją gry od lat 90. Zamiast biadolić i porównywać poszczególne elementy typu grafika do gier typu Horizon z PS5 czy GTA może lepiej skupić się na tym, że GF wreszcie udało się znaleźć przyjemną formułę, która zapewnia należyty poziom trudności w single i zadowalające przekształcenie formuły „łapania ich wszystkich”?

  3. Antari

    3 lutego, 2022 at 6:33 pm

    Moim zdaniem tytuł spełnił pokładane w nim nadzieje. Oczekiwania miałem dość niskie po naprawdę kiepskim remake’u BDSP, który podważał sens rozgrywki (byłby OK gdyby nie dodanie Exp. Share i affection z automatu, które sprawiają, że gra jest samograjem). Legends Arceus okazał się powiewem świeżości w serii i moim zdaniem należą mu się za to pochwały, bo gra jest naprawdę dopracowana w wielu aspektach, mimo, że na trailerach, recenzjach czy opracowaniach tego nie widać. Ba, powiem więcej – nawet po ograniu 5, 10 godzin tego nie widać. Dopiero gdy masz na liczniku o wiele więcej godzin zaczynasz dostrzegać jak świetnie skonstruowany jest ten świat, fabuła, postacie czy sama mechanika łapania, szkolenia, min maxowania, craftingu czy farmienia shiny. Nawet sam system questów jest dobrze skonstruowany, wręcz łapałem się za głowę ile ich jest do zrobienia! Wiadomo, są to zwykłe zadania typu znajdź, przynieś itd. ale zadajmy sobie pytanie, ile można wyciągnąć z konceptu łapania stworków? Moim zdaniem autorzy poradzili sobie tutaj z questami o wiele lepiej niż np. w pierwszym Xenoblade gdzie questy to była to prawdziwa udręka. Tu są ciekawie rozpisane, a zadania zróżnicowane na tyle, że nie wpadasz w rutynę. Zresztą większość z nich nie jest obowiązkowa. Najgenialniejszą zmianą jest oparcie rozgrywki o element łapania i kompletowania pozycji stworka danego gatunku w Pokedexie. W głównej serii często pomijałem Pokemony, które mi się nie podobały i nawet ich nie łapałem. Dopiero po przejściu w ramach endgame łapałem po 1 sztuce w celu skompletowania dexa. Tutaj sprawa ma się inaczej. Każdy Pokemon to osobne zadanie do wykonania i złapałem się na tym, że nawet przy tych stworkach, obok których normalnie bym „przeszedł i zapomniał”, tutaj poświęciłem dużo czasu aby je złapać i uzupełnić dex entry. Czapki z głow.
    Największą bolączką zdaniem wielu jest oczywiście oprawa graficzna ale należy sobie zadać pytanie, czy jest to naprawdę tak istotne, żeby wystawiać grze notę 7/10 albo 5/10 jak zrobił np. IGN? W celu odpowiedzenia na to pytanie cofnijmy się 17 lat w przeszłość do premiery gry Shadow of the Colossus. Gra ukazała się pod koniec kadencji konsoli PS2 i zebrała masę wyróżnień oraz wysokie noty. Krytycy byli zgodni, gra jest niesamowita. A teraz spójrzmy od strony graficznej i performance. Wielki, pusty świat z kiepskiej jakości teksturami, w którym jedynymi rezydentami były ptaki, jaszczurki. Gra z biedą trzymała 30fpsów, w większości przypadków było to 20fps ze spadkami do 15 w trakcie walk lub nawet niżej!!! W pierwszej lokacji startowej, czyli świątyni potrafiła tak mocno przyciąć, że robił się pokaz slajdów. Stosując dzisiejszą narrację należałoby dać grze 5/10 i stwierdzić, że ewidentnie niedokończona, że developerowi zabrakło czasu, był crunch i w ogóle czekamy na kontynuację, która będzie tą prawdziwą grą, bo to co tutaj mamy to tylko beta. A mimo to, tak się jednak nie stało. Dlaczego? Nie było ładniejszych gier na PS2 z lepszym performance? Były. Hmmm czy to nie daje choć trochę do myślenia? A jak ocenimy grę Tetris na GB Classic? Oprawa graficzna dość kiepska, dosłownie kilka animowanych elementów i pare muzyczek. Znajdzie się tona gier z pięknymi animacjami na Game Boy’a, ogromnym światem i fabułą. Chyba powinna dostać 2/10. Szkoda tylko, że odniosła fenomenalny sukces komercyjny. Dlaczego w jednych grach można przymknąć oko na niedoróbki lub nie porównywać do graficznych tuzów i skupić się na innych zaletach, które sprawiają że gra jest naprawdę dobra, a w innych przeciętna/poniżej oczekiwań oprawa graficzna zaniża punktację bardzo dobrego grywalnościowo i systemowo tytułu do poziomu 5/10? Niestety ale to jest pokłosie onanistycznego stosunku do kwestii performance, które upowszechniają w kulturze od dobrych kilkunastu lat takie kanały jak Digital Foundry, które wmawiają ci, że jeżeli tytuł nie znajduje się w ścisłej czołówce pod względem grafiki czy wydajności to musi być crap. Czuj się z tym źle. Nie możesz przecież lubić czegoś co nie wygląda dobrze. W rzeczywistości grafika to tak naprawdę najmniej istotny element, który w dodatku bardzo szybko się starzeje. Oczywiście nie miałbym nic przeciwko, gdyby Legends Arceus wyglądało lepiej ale to, że wygląda jak wygląda (na średnim poziomie pisząc obiektywnie) tak naprawdę nic nie zmienia. Ocena ogólna powinna odzwierciedlać coś więcej aniżeli suche fakty bez większego kontekstu. Czy jest to gra słaba? Zdecydowanie nie. Jest to powrót serii do formy, który w niedalekiej przyszłości będzie kopiowany przez mniejsze studia. A za X lat, gra będzie oceniana jako punkt zwrotny w historii długoletniej serii. To są po prostu narodziny legendy.

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Join Us!

Gorące wpisy

Sticky Post

Dla wszystkich spragnionych piłkarskich zmagań (tych niespragnionych też), mamy konkurs, gdzie za odpowiedzi na dwa pytania można wygrać koszulki, szaliki i plakaty!

Nintendo Switch

Teenage Mutant Ninja Turtles! Cowabunga! Żółwie Ninja wróciły naładowane mocą po same skorupy, niestety na niezbyt długo.

Nintendo Switch

Mario Strikers: Battle League Football to przyjemny powrót na małe boiska, piękne trybuny i pustą zawartość.

Nintendo Switch

Zanim przyjdzie nam zabrać się za głównie danie, Eiyuden Chronicles: Rising postara się przedstawić to i owo w uniwersum.

Nintendo Switch

Może szybka partyjka w karty?

Nintendo Switch

Wonder Boy, what is the secret of your power?

Najnowsze posty na forum

Recent Topics

Ankieta

Co padnie Waszym łupem w czerwcu 2022? (można zaznaczyć kilka opcji)

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...

Nadchodzące wydarzenia

Squish

Data: 28 czerwca, 2022
Godzina: 12:00 am - 12:00 am
Premiera

Upiorna, gąbczasta i szybka gra towarzyska, w której ty i maksymalnie trzech lepkich przyjaciół bawicie się w podziemnej krypcie, spadając na siebie. Musisz pchać bloki, robić uniki i skakać, aby przetrwać szaleństwo i zgnieść przeciwników. Ostatnia pozycja Skelegoo zabiera wszystko!

Monster Hunter Rise: Sunbreak

Data: 30 czerwca, 2022
Godzina: 12:00 am - 12:00 am
Premiera

Dzięki temu ogromnemu rozszerzeniu świat Monster Hunter Rise staje się jeszcze większy i ciekawszy. Wprowadza ono nowe potwory, lokalizacje i nie tylko! W trakcie wydarzeń rozgrywających się w Monster Hunter Rise okrzyknięto Cię „Nieulękłym Płomieniem Kamury”. Teraz musisz wyruszyć w rejs, by odkryć źródło potwornego zamorskiego zagrożenia, które zawisło nad królestwem! Docierając do Posterunku Elgado, […]

Neon White

Data: 30 czerwca, 2022
Godzina: 12:00 am - 12:00 am
Premiera

Neon White to ukazywana z perspektywy pierwszej osoby, błyskawiczna gra akcji o zabijaniu demonów w Niebiosach. Grasz jako White – zabójca wyrwany z otchłani Piekła, który otrzymał możliwość pozostania w Niebiosach. Zabójcy, z którymi rywalizujesz, wydają się znajomi… Czyżby zdarzyło Ci się spotkać ich wcześniej? W grze gracz będzie gromadził Karty Duszy i wymieniał je […]

Zobacz też

Nintendo Switch

Gotowi, aby złapać je wszystkie po raz kolejny?

Nintendo Switch

Tak PokéŚwiry! Możecie już wachlować i przerzucać swoje wykoksane kieszonkowe potworki pomiędzy każdą dostępna grą Pokémon na NS.

Nintendo Switch

Już wiemy, w jakim tonie przyjdzie nam świętować Dzień Pokemon w 2022 roku!

Nintendo Switch

Tego nikt się nie spodziewał! Nowe rozdanie w świecie gier z serii Pokemon! Spełnienie marzeń, ale z problemami