Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo Switch

[Recenzja] Tails of Iron

Mysie opowieści

Tails of Iron, mroczna wizja konfliktu między dwoma gatunkami zwierząt, zaczyna się dość sielankowo. Młody Redgi, najmłodszy z rodzeństwa, budzi się w dzień festynu z okazji rocznicy pokonania Żab, które kiedyś nawiedziły królestwo. Rocznicy, która miała się zbiec z koronacją następcy tronu.

Zwiedzając zamek, Szkarłatną Twierdzę, Redgi zjada śniadanie u swojego brata, Szefa Kuchni, ćwiczy na kukle treningowej, by ostatecznie udać się na Arenę i udowodnić godność noszenia korony. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie te przeklęte dzie… żaby. Po latach zbierania armii postanowiły zaatakować akurat dziś – zabijają starego króla, demolują twierdzę i śmiejąc się, odchodzą w siną dal. Sam Redgi ledwo uchodzi z życiem, a odzyskując świadomość jakiś czas po ataku, poprzysięga zemstę. Największym błędem Żab było nieupewnienie się, że faktycznie umarł…

Tak pokrótce przedstawia się oś fabularna tej gry. Z jakiegoś powodu przypomina mi starą kreskówkę/serię książek Redwall, ale to już taka dygresja.

[Recenzja] Tails of Iron

Wspomnienie o kreskówce nie jest zresztą przypadkowe. Tails of Iron w swojej prezentacji poniekąd taką kreskówką właśnie jest, albo przynajmniej stara się być. Ładne atmosferyczne lokacje, w połączeniu z rysowanymi sprajtami postaci, dają bardzo spójne i przyjemne doznania estetyczne. Jedyne, do czego można się w tej kwestii przyczepić, to skorzystanie z kukiełkowego stylu animacji zamiast ręcznie rysowanych klatek, ale jak bardzo może to komuś przeszkadzać, to już bardzo osobista kwestia.

Chciałbym też wspomnieć o muzyce, która doskonale dopełnia całość, ale ta jako-taka nie istnieje w tej grze. Albo inaczej – tło muzyczne istnieje tylko w lokacjach, w których faktycznie muzyka ma jakieś źródło. Czy to dzieci grające na fujarce przy ognisku, czy bard grający w tle, czy nawet bębny wojenne. Fajny zabieg wpływający dodatnio na immersję moim zdaniem. Choć jest z tym związany jeden osobisty minus. Pod głosy postaci, podczas komiksowych dialogów bez słowa pisanego, twórcy podłożyli dźwięki różnych fletów i innych instrumentów piszczących. Wyjątkowo mocno nie zgadzają się one z moimi uszami.

Na szczęście sytuację równoważy wszechobecny i jedyny ludzki głos – Narrator. W tej roli Doug Cockle, czyli nie kto inny, jak sam Geralt z Rivii. Jeśli ktoś grał w Wiedźmina 3, to przysiągłbym, że nawet ta sama maniera w głosie. Z rzeczy ważnych dla posiadaczy Nintendo Switch – gra działa na tej platformie w 30 klatkach na sekundę (spowolnień nie zauważyłem w obu trybach), a także jest w niej dostępny język polski (napisy) jako opcja do wyboru.

[Recenzja] Tails of Iron

Skoro część artystyczną mamy niejako za sobą, odpowiedzmy sobie na pytanie, czym Tails of Iron jest mechanicznie. A jest to bardzo brutalna – także pod względem poziomu trudności – gra akcji 2D. Nie napiszę platformówka, gdyż skakanie po platformach, choć obecne, nie jest głównym motorem przeciwności. Bliżej jej do bycia grą Souls-podobną niż do Super Mario.

I tak przemierzając krainy, przyjdzie nam walczyć nie tylko z żabami, ale również mniej inteligentnymi bestiami, jak czerwie czy inne moskity. System walki – znowu trudno uniknąć porównania z Soulsami – składa się z kombo bronią jednoręczną, dwuręczną, bloku oraz kontry wykorzystującej tarczę, uniku czy wreszcie broni dystansowej. Kilka prostych elementów, odpowiednio wcześniej sygnalizowanych, składa się na przyjemny system walki. Co prawda nie mamy tutaj znanego z takich gier zasobu jak stamina, ale każdy z ataków ma swoją prędkość i czas potrzebny zarówno do jego wykonania, jak i okres „bezwładności”, gdzie po skończonym ciosie nie można szybko spamować następnego ataku. Różnice małe i subtelne, ale składające się na trudny system niewybaczający błędów. Będziecie Ginąć.

To zresztą nie jedyna inspiracja. Twórcy dodali tutaj bardzo lekkie elementy RPG. Podczas eksploracji znajdywać będziemy różne elementy ekwipunku zwiększające statystyki Ataku oraz Obrony, dające odporność przeciwko konkretnym gatunkom przeciwników i wpływające na klasę ciężaru protagonisty. Ostatnie z bardzo subtelnymi konsekwencjami dla gracza w postaci obrażeń po upadku z wysokości czy prędkości animacji.

[Recenzja] Tails of Iron

Tails of Iron jest w ogólnym rozrachunku grą równie solidną, co trudną. Jedynie długość może pozostawiać trochę do życzenia, gdyż grę da się ukończyć w niecałe 8 godzin, a skompletować w 12. Niemniej jednak, jeżeli szukacie wyzwania, które nie wybacza błędów, a stosunek ceny do długości was nie odstrasza, to mimo wszystko polecam.

P.S. Jako ciekawostkę dodam, że autorzy dedykują i umieścili w głównych rolach swoich świętej pamięci pupili. Co jest urocze na swój sposób.

Autorem recenzji jest użytkownik Rashef.

Grę do recenzji dostarczyło Better Gaming Agency.

Review 0
80 Recenzent
Criterion 1
Użytkownicy (0 głosów) 0
Recenzje użytkowników Zaloguj się, żeby oddać głos
Sort by:

Be the first to leave a review.

User Avatar
Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}

1 Komentarz

1 Komentarz

  1. Elan

    4 października, 2021 at 3:13 pm

    Z jednej strony stówka za indyka odstrasza, z drugiej stosunek ceny do jakości może być tu lepszy niż w niektórych „dużych” premierach od Nintendo, HEH

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

Recenzje

Diamenty i czosnek

Nintendo Switch

Cykl platformówek z Yoshim to gry, w których o wiele ważniejsze od jak najszybszego pokonania poziomu są eksploracja oraz odnajdywanie poukrywanych wszędzie znajdziek. To...

Recenzje

Switcha daj samurajowi

Recenzje

Super Rush to taka wydmuszka: z zewnątrz ładna, w środku pusta