Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo Switch

[Recenzja] Monster Hunter Rise

O dwóch takich, co poszli na łowy!

Pierwszy Monster Hunter tworzony z myślą o Nintendo Switch w końcu wylądował na platformie docelowej. Capcom kazał nam czekać na to prawie 4 lata, ale patrząc na końcowy rezultat, można śmiało stwierdzić, że było warto. Z drugiej strony spektakularny sukces sprzedażowy World na stacjonarnych konsolach i PC mógł zwiastować odsunięciem marki od sprzętów Ninny, ale na szczęście tak się nie stało. Monster Hunter Rise już rozgościł się na rynku, a my postaramy się opisać nasze wrażenia, jakie zmiany przypadły nam do gustu, a co naszym zdaniem się nie zgrało.

rolokebab

Dla mnie był to powrót na stare śmieci po latach. Początek był trochę przytłaczający, bo seria bardzo się zmieniła od czasów PS2 i PSP, ale clue programu się nie zmieniło i nadal polega ono na upolowaniu majestatycznych dzikich bestii. Do znęcania się nad potworami mamy aż 14 broni, które różnią się mechaniką ich użytkowania oraz szereg pomniejszych wspomagaczy, jak pułapki, bomby błyskowe czy też lokalną faunę, która może powodować różne statusy bestiom. Ogólnie jest sporo rzeczy, które trzeba sobie przyswoić, ale do tego tematu jeszcze wrócimy. Przekazuję teraz mikrofon pani Lidii Oczko, żeby przedstawiła się naszym dzisiejszym czytelnikom.

[Recenzja] Monster Hunter Rise

Lidia Oczko

W przeciwieństwie do łowcy powyżej, Monster Hunter Rise był dla mnie pierwszym spotkaniem z uniwersum. Oczywiście tak duża marka, która świeciła sukcesy już od dawna była mi znana, ale jakoś nigdy nie nabrałem ochoty, aby się do niej dobrać. Sytuację zmieniła zapowiedź nowej czasowo ekskluzywnej produkcji dla Nintendo Switch. Początkowo dość sceptycznie nastawiony, ostatecznie jednak wystrzeliłem w preorder i mimo że dobrze się bawiłem przez niemal 70 godzin, to jednak kilka rzeczy wydało mi się niezrozumiałe.
Jednak pierwszą sprawą, jaka momentalnie rzuca się w oczy, to świetna optymalizacja gry na dosyć wiekowej już konstrukcji pstryka, bo już od jakiegoś czasu granie w gry 3rd party, często może zmęczyć z powodu problemów technicznych. Zbawcy z Capcomu jednak świetnie przenieśli silnik RE:Engine na hybrydową konsolę i możemy cieszyć się sztywniutkimi 30 klatkami na sekundę niemal przez całą długość gry. Wiązało się to z kilkoma ustępstwami i na pewno nie ma nawet sensu porównywać jakości grafiki do choćby ostatniej gry z serii, ale nie można powiedzieć, że jest brzydko. Trochę pusto, ale główni bohaterowie toną w ilości szczegółów i fikuśnych animacjach, o jakich inni deweloperzy mogą pomarzyć (Taki model Magnamalo to pewnie więcej pracy niż cała nowa generacja PokeMonów).

rolokebab

Capcom zawsze miał rękę do sprzętów Nintendo. Wystarczy sobie przypomnieć RE:Revelations na 3DSa. Praktycznie żadna gra nie zbliżyła się do tego poziomu graficznego, który był zaprezentowany w tej pozycji. Graficznie, jak na możliwości Switcha, jest bardzo dobrze. Tak jak zauważyłeś, trochę pustawo, gdzieniegdzie tekstury niskiej jakości i brak natywnej rozdzielczości, ale najważniejszą informacją jest to, że gra trzyma się 30 fpsów. Przy większej zadymie i większej ilości graczy potrafi trochę chrupnąć, ale jest to w zakresie akceptowalnym dla zwykłego użytkownika konsoli. Jednak największą gwiazdą tej odsłony są animacje. Jest to niemal mistrzowskie rzemiosło w wykonaniu Capcomu. Począwszy od zachowania bestii, a kończąc na animacjach ataków, jak to się rusza, to jest wręcz poezja! Warstwa audio też nie odstaje poziomem od warstwy wideo. Orientalne melodie przygrywająca w różnych miejscach wioski Kamura, a każda lepsza od poprzedniej. Najbardziej do gustu przypadły mi chórki śpiewające w Buddy Plaza. Wprowadza to mnie zawsze w taki oniryczny i błogi nastrój. Nic tylko położyć się na zielonej trawce i obserwować latające ptaki nad falującą wodą. Motywy przygrywające podczas starć też są chwytliwe i odpowiednio motywują do przeprowadzania kolejnych szarż. Ogólnie audio-wideo to jest Weltklasse. Chociaż po 80 godzinach gry, główny motyw przygrywający w wiosce zaczął mnie trochę nużyć. Pewnie z tego powodu, że dość często trzeba wracać do tego centralnego miejsca Kamury. Może przejdziemy teraz do głównego mięska Monster Hunter Rise, czyli łowów na potwory. Jak twoim zdaniem, jako żółtodzioba serii, wypada walka i cały ten aspekt łowiecki? Otrzymałeś to, czego spodziewałeś się po tym tytule?

[Recenzja] Monster Hunter Rise

Lidia Oczko

Mnie motyw przewodni wioski znudził się trochę wcześniej, ale szybko podmieniłem go na inny w domku. Co do łowów, to liczyłem na polowanie, a w tej części go nie ma. Widziałem w poprzednich grach, że potwora trzeba była znaleźć, tutaj wystarczy wcisnąć prawy analog i już wiesz, gdzie jest potwór, nad którym wisi krzyżyk. Nie grałem w MonHuna sam, więc szanowany pan Miltek, wytłumaczył mi, że wkurzało to graczy w Monster Hunter World, więc pewnie usunęli z tego powodu no i znaleźli inny sposób na wysłanie gracza w każdy obszar mapy. Na mapce można teraz znaleźć magiczne kolorowe latające robaczki, po których wchłonięciu zwiększa się nasza stamina lub hp. Na początku zaznajamiając się z grą i mechanikami latałem za nimi, ale w późniejszych etapach nie czułem, aby miały realny wpływ na ułatwienie mi rozgrywki, która niestety i tak już nie sprawiała mi problemów. Wybrałem sobie łuk, więc plan na łowy wydawał się dosyć oczywisty, i dopiero jak spróbowałem kilka innych broni, zrozumiałem, co może być główną zachętą do kolejnych setek polowań. W większości style walki broniami różniły się od siebie, więc często wymagały odmiennego podejścia do tego samego potwora. Jest za to jedna stała, której pominąć nie można i to głównie za jej sprawą, gra jest bardzo prosta. Chodzi mi o kablobąki i umiejętności z nimi związanymi. Są one bardzo mocne i prędkość, z jaką się regenrują sprawia, że nie trzeba dbać o odpowiednie ich użycie. Szczerze liczyłem, że walki będą wymagały ode mnie zręczności, a one tylko wymagały poznania kilka schematów zachowań i walenia bąkową umiejętnością, gdy potwór się na chwilę zatrzyma.

rolokebab

Też mam podobne odczucia, jeżeli chodzi o polowanie. Ten aspekt został bardzo uproszczony i już nie ma szukania i markowania potworów. Nawet nie trzeba się zbytnio przygotowywać, bo wystarczą nam potiony i można ruszać na bestie. Dziwna decyzja, bo w tej odsłonie mamy kilka możliwości, które pozwalają nam się błyskawicznie poruszać po mapie: Kumpsy i Kablobąki. Nawet taki charakterystyczny element, jak pieczenie mięsa na ruszcie stał się zbyteczny, bo szybciej i lepiej wszystko wrzucić do wioskowego garu i za drobną opłatą dostać well done steka. Odczuwalny też jest niski poziom trudności. Pamiętam, jakby to było wczoraj, ile musiałem poświęcić czasu, żeby pokonać przykładowo Kirina w MHFU. Teraz idzie się jak burza, szlachtując kolejne biedne monstra. Powinni zmienić tytuł tej gry z Łowcy Potworów na Rzeźnika Potworów. Ogólnie jak na standardy serii, poziom trudności został bardzo ściągnięty w dół.

[Recenzja] Monster Hunter Rise

Lidia Oczko

Paradoksalnie nie przeszkadzało mi to spędzić bardzo przyjemnie czasu w grze. Potworów w grze jest sporo, więc każdy zapisał się w mniejszy lub większy sposób w mojej pamięci. Każdy potwór to nowa zbroja lub broń, dla naszego łowcy, koleżkota lub kumpsa. Czy też chcemy ubrać się w spójny wizualnie, czy też efektywny oręż, mamy do tego wolną rękę. To główna metoda zwiększenia siły naszej postaci i na początku, gdy ignorowałem zmianę ekwipunku, to w pewnym momencie po złożeniu się na strzała od Rathalosa albo Tigrexa zdecydowałem to zmienić. Po założeniu lepszego orężu poziom wyzwania znowu spadł. Pewnie, gdybym skupiał się tylko na grze solo, to szybciej bym odstawił gierkę do kąta, ale zakupiłem grę z zamysłem grania przez sieć. Tutaj mamy kolejną mocną stronę produktu Capcomu, gra online działa bez najmniejszego zgrzytu! Czy to grając ze znajomymi, czy też z armią Azjatów gotowych w każdej chwili dołączyć się do polowania, grało się bardzo stabilnie i bez żadnych problemów. Jeśli więc boicie się, że gra będzie wkrótce martwa, to raczej bym zapomniał o takiej możliwości. Tym bardziej że za chwilę Capcom ma dodać kilka nowości do gierek.

rolokebab

Online działa dobrze, ale sam wiesz, jakie problemy były z początku, żeby ogarnąć ten system dołączania do innych graczy. Ogólnie na starcie przeraża liczba okienek tutorialowych i pewnie dla nowych graczy może to być przytłaczające doświadczenie. Nawet po 70 godzinach gry, potrafiłem dostać w twarz takim okienkiem! Niektóre elementy powinny zostać stopniowo wprowadzane wraz z postępem w misjach wioskowych. Wtedy świeżak miałby płynniejsze wejście i z pewnością zostałoby mu więcej w głowie niż atakowaniem 20 komunikatów z rzędu. Z drugiej strony, gra nie informuje o takich rzeczach jak wyspa treningowa i gniazdo Cohoota. Dziwne podejście. Może teraz przejdziemy do tych rzeczy, które się nam spodobały w tej odsłonie?

[Recenzja] Monster Hunter Rise

 

Lidia Oczko

Przede wszystkim polska lokalizacja. Nie za to, jak wyszła, bo jest słabo, ale za to, że jest. W niewiele gier na Nintendo Switch można zagrać po polsku, więc obecność spolszczenia na pewno pozytywnie wpłynie na odbiór gry na naszym rodzimy rynku. Do gustu przypadły mi również obrony wioski (Furia), czyli nowość w serii. Potwory w końcu przyszły do nas (niczym w Ys VIII) i połączenie tower defense z braniem sprawy w swoje ręce, potrafiło trochę rozluźnić nowym rodzajem rozgrywki. Liczę, że pomysł zostanie rozwinięty w przyszłości, bo teraz można spotkać tam jeszcze kilak problemów, np. Apexowe potwory dojdą do ostatniej bramy, nie wiadomo jak bardzo byś się starał, a jednak powinno być trochę inaczej. Aktywności na wyspie towarzyszy również wypadły dla mnie na plus. Wystarczyło co jakiś czas wpadać z wizytą na wyspę, aby zgarnąć kolejne surowce lub rozwijać naszych czworonożnych pomagierów. Najbardziej mi się podoba za to dynamika, jakiej nabrały starcia przy wykorzystaniu kablobąka. Widziałem, że w poprzednich odsłonach ten element był dosyć drewniany, więc nie przeszkadza mi, że kosztem łatwiejszego poziomu trudności, rozgrywka nabrała większego tempa.

rolokebab

Dynamizmowi starć nie można odmówić. Kablobąki bardzo zmieniają rozgrywkę. Bardzo łatwo można uniknąć upadku na ziemię po mocnym ciosie potwora, a w rewanżu można odpalić potężny atak silkbindowy.  Uruchomiłem sobie dla porównania demo Monster Hunter Generations Ultimate i aż w oczy kłują te drewniane i powolne animacje. Warto też podkreślić, że jest dostępnych aż 14 bardzo różniących się broni i każdą można bezboleśnie przejść grę. Nie ma takiej, która znacząco odstawałby dla normalnych graczy. Jasne, w rękach speedrunerów widać dysproporcje w orężu, ale w normalnym użytkowaniu każda broń się nadaje i dostarcza duże ilości rozrywki. Ogólnie, po prawie 70 godzinach gry rozgrywka mi się nie znudziła. Capcom coś magicznego do tej produkcji dodał, że mimo powtarzalnych czynności, dalej chce się w to grać. Z początku Rampage mi się bardzo nie podobał. Pierwsze najazdy, które robiłem solo, tylko utrzymywały mnie w tym przekonaniu, że to nie pasuje do tej gry. To był mój błąd, bo wystarczyło spróbować gry z innymi graczami i nagle ten tryb nabiera rumieńców. Nie ma już tego chaosu i przytłoczenia grając samemu. Całkiem miła odskocznia od standardowego ubijania bestii. Nie można też zapomnieć o całej tej orientalnej otoczce gry. Monster Hunter Rise jest silnie inspirowany japońską kulturą i to widać na każdym kroku: od kwitnących wiśni, aż po samurajski dizajn Magnamalo. I nie można zapomnieć o dango! To jest bardzo ważny element tej gry!

[Recenzja] Monster Hunter Rise

Lidia Oczko

Nie jest jednak w 100% kolorowo i w grze znajdę też kilka elementów, które mnie jednak trochę irytują. Głównym z nich będzie brak możliwości anulowania ataku. Jeśli otrzymałem obrażenia od potwora, to głównie dlatego, że albo zdecydowałem się niepotrzebnie na kombosa, albo za późno zacząłem go egzekwować. Nie wiem, dlaczego nie ma cancela, nawet z podstawowych ataków. Wolałbym, aby był, i gra była bardziej wymagająca. Drugim elementem, jaki mi się nie podobał, to małe zróżnicowanie zachowań potworów. Jeśli pokonało się danego potwora raz, to nie można liczyć, że za drugim razem zachowa się jakoś specjalnie inaczej. Dziwi mnie to, bo jednak gameplay loop, opiera się na zabijaniu tego samego potwora, aż nam nie poleci przedmiot do craftingu. Ja traktuję tę grę jako live-service, więc liczę na to, że deweloper zadba o to, aby wracać do tej gry jak najczęściej. Niestety, na razie, jedyny powrót przewiduje pod koniec kwietnia, jak wydane zostanie zakończenie historii, które nie znalazło się w dniu premiery, bo Capcom się nie wyrobił (lub wyciął, też tak lubią sobie zrobić). Chciałbym w przyszłości znaleźć jakąś zachętę do odpalenia gry częściej, ale nawet dodanie jakichś specjalnych wyzwań tygodniowych lub dziennych, na razie przerasta japońskich zbawicieli.

rolokebab

Wiadomo, żadna gra nie jest idealna. Oprócz tego, co wymieniłeś, to trzeba też wspomnieć, że podczas rozgrywki w pełnym party, dość często spada czytelność tego, co dzieje się na ekranie. Tyle rozbłysków i efektów świetlnych, że praktycznie nie widać co się atakuje. Epilepsji można od tego dostać. O przetutorializowaniu już wspomniałem, to nie będę tego znowu powtarzał.  Z grą spędziłem kilkadziesiąt godzin i po ukończeniu czułem niedosyt. Może masz rację, że Capcom akurat w tym wypadku stawia bardziej na live-service. Z pewnością Covid swoje też dodał. Na pewno chciałbym, żeby na start było większe zróżnicowanie potworów. Praktycznie mamy tylko jednego pajęczaka i jednego małpiszona, a w większości wypadków tłuczemy wszelkiej maści wiwerny.  Dobrze chociaż, że debiutanci w tej serii stoją na wysokim poziomie i jakoś te braki udaje się zamaskować. Jednak z niecierpliwością czekam na nową paczkę potworów.

 

Kliknij, aby dodać komentarz

0 Komentarzy

  1. Antari

    21 kwietnia, 2021 at 10:41 pm

    Na blacie 133 godziny i w sumie nie ma już co robić. Wszystkie questy, requesty zrobione, zbroje wyfarmione, a i nawet kilka najlepszych talismanów wypadło. Endgame to farmienie 1 stwora na najbardziej efektywne dropy celem losowania talismanów. Nie da się ukryć, że jak na standardy serii to trochę mało i gra cierpi na chroniczną nieumiejętność podsuwania pod nos kolejnej marchewki. Pierwsze wrażenie – petarda, lecz gra ewidentnie jest krótsza niż przyzwyczaiła nas seria. A sam Rampage jako nowy element rozgrywki wypada jak na razie bardzo słabo. Początkowo nie wiadomo co robić, a gdy już wiemy okazuje się, że to zwykły samograj niedostarczający wyzwania ani zabawy. Miejmy nadzieję, że update’y wprowadzą sporo zmian i namalują jakiś sensowny, długo nieosiągalny cel na horyzoncie. Plus za online, jest poprawa względem World. Gra działa super szybko, na questy online wskakuje się mega szybko, przez co odpadł rasowy argument pecetowców, czekających do przyszłego roku na kilkusekundową różnicę we wczytywaniu danych. No i o dziwo, czasami można nawet kogoś spotkać w lobby.

  2. rolnik

    24 kwietnia, 2021 at 5:52 pm

    Taki urok otrzymywania gier w tym samym czasie, co Japończycy. Zawsze dostawaliśmy już dopakowaną wersję, która była już wzbogacona o wszystkie dodatki i G-rank.

  3. Antari

    25 kwietnia, 2021 at 2:02 pm

    Niestety nie. Generations na 3DS’a otrzymaliśmy z opóźnieniem ale była to zwykła, high rankowa wersja gry. World premierę miał ogólnoświatową mimo, że też był tylko z high rankiem. Niestety ale różnice są spore w stosunku do innych „high rank only” gier z poprzednich generacji. Endgame nigdy nie był tak nudny, na co składa się niestety nie tylko mała ilość contentu, lecz także „usprawnienia”, które do tego poziomu skróciły grę, że zaczęła być naprawdę zbyt nudna nawet dla weteranów serii. Nie mam problemu z klepaniem setny raz tej samej misji ale musi być jakikolwiek cel na horyzoncie.

    https://www.youtube.com/watch?v=FbqWw8WWTNQ

  4. Kojin

    28 kwietnia, 2021 at 2:56 pm

    @up – cieżko się nie zgodzić. Gra jest bardzo fajna ale zasadniczo ma dwie duże (jak na MH) wady które wprost rzutują na czas gry. Pierwsza sprawa to stosunkowo mała liczba kontentu, druga – zaskakująco niski jak na tą serie poziom trudności. I o ile to pierwsze być może da sie jeszcze przewalczyć, bo zgaduje że wzorem Worlda dostaniemy kilka większych apdejtów (pierwszy wjechał dzisiaj, drugi bedzie na koniec maja) po czym wyjdzie spore DLC zawierające G-ranka, tak obawiam się że z poziomem trudności nie wiele sie zmieni gdyż ten jest pokłosiem wprowadzania coraz to kolejnych zmian tak aby jak najbardziej złagodzić dość szorstki charakter starszych odsłon tak aby jak najwiecej osób sięgnęło po tą markę. Problem tylko w tym że z każdą kolejną zmianą i ułatwieniem, te gry coraz bardziej zatracają ducha oryginału i starszych odsłon serii.

  5. AkiRoss

    10 maja, 2021 at 8:03 pm

    No to na wielkie łowy wyruszyłem i ja. Co mogę powiedzieć mając jakieś 7h na liczniku? Jest inaczej.
    Jest sporo rzeczy, które przypadły mi do gustu i chyba równie sporo tych, które mi się nie podobają.
    In plus na pewno przejście na jedną wielką mapę, jasne zdaje sobie sprawę, że 3DS nie byłby w stanie tego uciągnąć i nie mam o to pretensji. Porzucenie stylów z Generations też uważam za dobrą opcję.
    O grafice czy audio nie będę się powtarzał, są ładne i świetne. Boli natomiast to co nam zafundowano w ramach „wprowadzenia/tutoriala”. Takiego chaosu i ilości okienek już dawno nie widziałem. Robią nam wycieczkę po całej osadzie a w sumie pomijają najważniejsze miejsce (Training Camp), a wpychają inne zbędne rzeczy (robienie fotek). Misje treningowe też bardzo skromne i mało przemyślane (o ile ta pierwsza jeszcze ok, tak kolejne dwie na arenie są po prostu słabe).
    Nie podobają mi się za to zmiany jakie zrobili odnośnie „zadań zieraczo-dostawczych”. Te się teraz kończą automatycznie jak tylko uzbieramy wymaganą ilość danego surowca. Samo zbieranie też teraz uproszczono i przyśpieszono. Z jednej strony fajnie bo nie wytraca się tępa przy polowaniu, z drugiej odniosłem wrażenie, że przez to cały ten „zbieracyzm” został mocno zmarginalizowany.
    zmiany w ekwipunku ogółem oceniam na plus, choć tu też wkradły się uproszczenia, jak posiadanie zawsze grilla i nieskończonych ostrzałek do broni białej.
    Mieszane uczucia mam też co do kowala, bo z jednej strony poprawili sklepik broni i o wiele łatwiej teraz śledzić jak się rozwijają drzewka, tak z drugiej namotali w zbrojach i ja osobiście się w tym trochę gubię jak na tej tej samej liście mam i zbroje do wykucia jak i te po prostu do kupienia.
    Na razie gram solo i niby lubię Monster Huntera, i jest to Monster Hunter ale mam wrażenie, że czegoś tu brakuje.
    CApcom zaczął go upraszczać i boję się, by z tym upraszczaniem nie zapędzili się za daleko (patrz: Defender Set w MH World).

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

Nintendo Switch

Pokemonowa MOBA na dobre wskoczy do biblioteki Nintendo Switch już 21 lipca!

Recenzje

Super Rush to taka wydmuszka: z zewnątrz ładna, w środku pusta

Nintendo Switch

Nie PRO, nie XL, nie NEW

Nintendo Switch

Nigdy nie marzyłem, aby zostać małą dziewczynką, ale przez te kilkanaście godzin, było całkiem miło wcielić się w nastoletnią superbohaterkę.