Serie serie serie
Jakiś czas temu trafiłem na stronę, na której można było wyświetlić listę 10 najbardziej dochodowych filmów w danym roku. Porównanie list z kolejnych dekad skłoniło mnie do smutnych przemyśleń. Jeśli cofniemy się bowiem do lat osiemdziesiątych i popatrzymy na najlepiej zarabiające filmy to zobaczymy, że średnio 8 na 10 pozycji to filmy na podstawie oryginalnego scenariusza, napisanego specjalnie na potrzeby filmu, a pozostałe 2 pozycje to albo adaptacje książek, albo (rzadziej) sequele – kolejne części serii. Dziś sytuacja wygląda zupełnie odwrotne. Weźmy rok 2011: Harry Potter 9, Transformers 3, Zmierzch 4, Piraci z Karaibów 4… na 10 filmów 8 to sequele, a dwa to adaptacje komiksów, oryginalnych scenariuszy brak.
I nie byłoby w tym jeszcze nic złego, gdyby nie fakt, że większość dzisiejszych filmów to kopia kopii kopii, powielająca od lat te same motywy i schematy. Jeszcze w latach 90. Idąc w ciemno na do kina można było mieć sporą nadzieję, że trafi się na coś oryginalnego. Dziś trzeba się bardzo postarać, żeby wybrać film, na którym nie zmarnujemy swojego czasu.
Przemysł filmowy rozwijając się zgubił gdzieś po drodze oryginalność i nowe pomysły. Czy gry czeka taki sam los? Wszystko wskazuje na to, że odpowiedź brzmi: tak i to na jeszcze większą skalę i właśnie jesteśmy tego świadkami.
Przypadek Tekkena
Do napisania tego tekstu zabierałem się już od jakiegoś czasu, ale czarę goryczy przelał mój ukochany Tekken. Oto bowiem włożyłem do Wii U najnowszą odsłonę mojej ulubionej serii bijatyk, grało się dosyć przyjemnie, jednak po 15 minutach odłożyłem pada i pomyślałem: „Boże, przecież ja od 10 lat gram w dokładnie tę samą grę!”.
Seria Tekken stanowi idealną ilustrację do sytuacji, w której znalazł się obecnie praktycznie cały przemysł growy. Cofnijmy się do początku serii (graczom, którzy nie pamiętają tamtych czasów proponuję obejrzeć choćby porównanie gamplayów z pierwszych trzech Tekkenów) – oto Namco w ciągu 3 lat i w obrębie jednej konsoli udało się zrewolucjonizować gatunek bijatyk 2,5D. Każda kolejna część stanowiła rozwinięcie poprzedniej i była od niej lepsza począwszy od cutscenek, przez modele postaci (zarówno graficznie jak i fabularnie), kończywszy na samej rozgrywce. Jednocześnie każda kolejna gra z serii była oryginalna, posiadała swój własny klimat, stanowiła odrębną całość, a sama rozgrywka w poszczególnych częściach była tak różna, że nawet będąc osiedlowym mistrzem w Tekkena 3, odpalając Tekkena 2 dostawałem srogi łomot nawet od komputerowych graczy na 3-4 levelu przez pierwsze kilka dni.
Dziś sytuacja wygląda zgoła odwrotnie: od 10 lat, od wyjścia Tekkena 5 (PS2, 2005), Namco serwuje nam odgrzewanie kotleta: Tekken: Dark Resurrection (PSP, 2006), Tekken 5: Dark Resurrection (PS3, 2007), Tekken 6 (PS3, PSP, X360, 2009), Tekken Hybrid (PS4, 2011), Tekken 3D Prime Edition (3DS, 2012), Tekken Tag Tournament 2 (PS3, X360, 2012), Tekken Tag Tournament 2: Wii U Edition (WiiU, 2012) – każda kolejna odsłona nie oferuje nic poza dodaniem kilku nowych postaci, kilku wtórnych lub nietrafionych trybów i odrobinę lepszej grafiki. Nowych elementów rozgrywki brak, klimatu brak, duszy brak. W każdą kolejną część gra się zupełnie tak samo. 99% ciosów, których nauczyłem się w Tekkenie 3 nadal działa zupełnie tak samo…
HD edition
O ile fani bijatyk czy piłki nożnej kupią kolejną część swojej ulubionej serii dla nieco ulepszonej grafiki, kilku dodatkowych postaci lub aktualnych składów (patrz: Fifa), to fanom gier przygodowych czy RPG, z wiadomych względów trudno byłoby przełknąć następną część serii, która wygląda zupełnie jak poprzednia. Dlatego też wymyślono coś, co jest zmorą dzisiejszych graczy – wszelkiego rodzaju remake’i, remastery i konwersje.
Aby zobrazować skalę zjawiska posłużę się przykładem PS4, czyli najlepiej sprzedającej się stacjonarki obecnej generacji. Injustice: Gods Among Us – Ultimate Edition, Tomb Raider: Definitive Edition, Dead Nation: Apocalypse Edition, Call of Duty: Ghosts – Gold Edition, Assassin’s Creed IV: Jackdaw Edition, The Last of Us Remastered, Diablo III: Ultimate Evil Edition, Metro: Last Light Redux, CastleStorm: Definitive Edition, Sleeping Dogs: Definitive Edition, Need for Speed: Rivals – Complete Edition, Battlefield 4: Premium Edition, Trine: Enchanted Edition, Resident Evil HD Remaster, Grim Fandango Remastered, Unmechanical: Extended Edition, DmC: Devil May Cry Definitive Edition, Sniper Elite III (Ultimate Edition), Final Fantasy X / X-2 HD Remaster, Devil May Cry 4: Special Edition, Watch Dogs: Complete Edition, Hotline Miami: Collected Edition, God of War III Remastered, Darksiders II: Definitive Edition… to tylko „kilka” przykładów czym raczeni są posiadacze next-genów.
Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam żeby wszystkie tego typu wydania były złe. Wręcz przeciwnie: są wspaniałe, ponadczasowe gry, o których warto pamiętać i warto odświeżać, aby mogło zapoznać się z nimi młode pokolenie: Chrono Trigger jest właśnie taką grą i wydanie go na DSie to strzał w 10, tak samo jak Final Fantasy VI na GBA; Shadow of the Colossus to gra wybitna i warto było ją wydać na PS3, aby nacieszyć oczy ładniejszą grafiką tych wspaniałych lokacji; nie mogę się też doczekać remaku FF7, a bardzo przyjemnie grało mi się w FFX na PS3 i Vicie… ale zupełnie nie rozumiem hurtowego wydawania gier, które dopiero co wyszły na poprzedniej (albo wręcz na tej samej) konsoli i są jeszcze świeże. Najgorsze, że producenci bezwstydnie potrafią sprzedawać je po cenie nowości. Dochodzimy nawet do punktu, w którym oferuje nam się remake remaku remaku („nowy” Resident Evil na PS4 jest tak naprawdę remakiem wersji na Wii, która była remasterem wersji na GameCube, która była remakiem oryginału na PSX). Coraz więcej graczy zaczyna to zauważać i takie poczynania krytykować, tym bardziej, że wzrost udziału odgrzewanych kotletów w rynku idzie w parze ze spadkiem świeżych pozycji. Pół biedy, jeśli taki remake naprawdę ma coś do zaoferowania i pokazuje moc nowej konsoli (jak zrobili to twórcy Tomb Raidera), problem w tym, że w większości przypadków grając w taki remaster, nie zauważymy żadnej różnicy, dopóki obok nie postawimy telewizora z włączoną starą wersją, a często nawet to nie pomaga.
Zastanówmy się zatem skąd bierze się „moda” na odświeżanie starych gier. Po części za taki stan rzeczy odpowiada zaawansowanie techniczne nowych konsol. Dziś napisanie dobrej gry wymaga ogromnych zasobów czasowych, finansowych i ludzkich. To już nie są czasy PSXa czy GBA, gdzie studio składające się z kilku zdolnych osób potrafiło zrobić pełnoprawny tytuł w bardzo krótkim czasie. Jednocześnie zainteresowanie grami bardzo się zwiększyło, więc zapotrzebowanie na duże tytuły również – już na początku życia PS3 pojawiły się głosy „nie ma w co grać”, które słyszymy coraz częściej w odniesieniu do coraz to nowszych konsol. Tę lukę producenci starają się zapełnić właśnie remakami i remasterami, które są dużo tańsze i szybsze w produkcji.
Xero, xero, xero
Remaki i remastery nie są jednak jedynym grzechem zabijającym oryginalność w grach. Nie są też chyba nawet grzechem głównym, bo o ile możesz nie kupić remaku jeśli nie chcesz, o tyle naprawdę trudno będzie uniknąć wtórności w grach. Prawda jest taka, że gracze kochają serie. Producenci kochają serie jeszcze bardziej – każdy crap sprzeda się bowiem świetnie jeśli w tytule będzie miał Final Fantasy, albo Resident Evil – i niech sobie fani marudzą na forach, ważne, że hajs się zgadza, a następną część i tak wszyscy kupią, w końcu niecałe dwie stówy to mała kwota jak za obietnicę przywrócenia wspomnień z dzieciństwa (niespełnioną oczywiście, ale to wyda się dopiero PO zakupie), zresztą wypuścimy fajny trailer…
Problem z seriami polega na tym, że w dzisiejszym świecie oferują one „więcej tego samego”, w ogromnej większości nie rozwijają gatunku, nie oferują nowych pomysłów, nie przesuwają rozgrywki na następny poziom. Kolejne części serii dziś często wygląda po prostu jak kolejny „pakiet dodatkowych misji do jedynki”. Proponuję eksperyment: niech ktoś znajomy pościąga wam screeny z różnych części np. CoD, pozmienia nazwy i pomiesza, a następnie spróbujcie odgadnąć który screen jest z której gry… O ile nie jesteście zagorzałymi fanami CoDa, albo screeny są wyjątkowo charakterystyczne to raczej nie macie szans.
Nie tylko serie wpadają zresztą w tę pułapkę. Na porządku dziennym jest dziś zżynanie od konkurencji. Dziś kopiuje się wszystko: od fabuły, przez elementy rozgrywki, aż do rozwiązań zagadek. Ile razy zdarzyło wam się grając pomyśleć „kurczę, już gdzieś to widziałem”? Kiedy ostatnio graliście w grę, w której jakieś rozwiązanie was zaskoczyło?
W drugiej części felietonu zastanowimy się jak do zjawiska podchodzi Nintendo i w jakim kierunku to wszystko zmierza.

Piszcie czy chcecie drugą część, czy TLDR?:)
Co do długości produkcji gry kiedyś a dziś: bardzo często widać, że starsze gry, choć robiło się je szybciej i w mniej osób, są nie mniej albo nawet bardziej skomplikowane od tych nowszych. Tylko teraz trzeba zrobić bardzo dużo tekstur w full HD itp. rzeczy, bez których można by się, przynajmniej w przypadku niektórych tytułów, obejść. Ewentualnie czas i środki można by przeznaczyć na dopieszczanie gameplayu, a nie grafiki.
A,no i jeszcze gracze musieliby przestać jęczeć, że mają 720p zamiast 1080, a chyba większość za bardzo się już do takiego, a nie innego poziomu przyzwyczaiła.
Z remasterami nie mam problemu, ale to raczej dlatego, że mam tylko 3DS-a i Wii U. Tutaj bardzo mnie cieszy, że mogę zagrać w odświeżone Zeldy, bo gdy wydawano oryginały, miałem kilka lat.
A, i drugą część przeczytam tym chętniej, bo będzie dotyczyć bliższej mi firmy niż Sony czy Microsoft. 😉
Ostatnio odpaliłem na WiiU ”Kirby’s Epic Yarn” (cudem zdobytą na Allegro!) .
Hektolitry miodu i uśmiech od ucha do ucha 🙂
Stare, ale jare.
Filmy racja; non stop to samo. Park Juraski, robocopy, terminatory, mad maxy i wiele innych. Żerują chamsko na nostalgii. Aż się na seriale przerzuciłem. Coraz ciężej znaleźć film na ” 9 na 10 „.
Tekken ( jak i inne bijatyki)to według mnie zły przykład. Zalicza się on raczej do takich gier jak FIFA, PES czyli cięzko coś zmienić nie ruszając ogólnych założeń (kiedy doczekamy się drugiej piłki w fifie i trzeciej bramki?!)
Remastery niech se będą. Większość ludzi nie ograła wszystkich hitów z poprzedneij generacji ale racja wkurza to coraz bardziej.
Ciekawe pomysły można szukać w grach Indie. Np taki Crypt of the Necrodancer
Co tu pisać – sama prawda. Kiedyś liczyło się to coś magicznego w grze, co powodowało sprzedanie wielu kopii i uznanie, teraz przeważnie liczą się tylko tekstury HD. Kiedyś gry miały świetną, wciągającą fabułę, niczym bardzo dobre książki… Teraz takich to, no… Jest za mało, bym nawet rzucił jakimś tytułem, który przyjdzie mi w tym momencie do głowy… 😀
Dlatego, że tak powiem, nie idę już za „wielkimi i mocnymi” generacjami. Wracam do starszych konsol, bo one przynajmniej wynagradzały napisami końcowymi czy to outrami, a nawet ostatnimi scenami spędzony przy nich czas. Człowiek nie miał przechodząc daną pozycję „kurczę, zacząłem, to już skończę, ale żałuję, że to kupiłem”. Kiedyś się zarywało nocki z wciągnięcia i fascynacji, a teraz? Z nudów i braku innych zajęć.
Nintendo w mojej opinii cierpi na tą chorobę najmniej, choć jest czasem jednak widoczna. I o ile rozumiem rimejki przykładowo Donkey Kong Country Returns z Wii na 3DS’a – bo tu przynajmniej nie jestem zmuszony do bycia w domu, mam to w kieszeni – o tyle przeskoków z ledwo widocznymi podrasowaniami tekstur niczym nie usprawiedliwię. Choć i tu jest wyjątek – starsze pozycje, których dostanie jest ciężkie – spoko, ale nie z dwóch generacji „obok siebie”. Dobrym przykładem zniszczenia serii przez zwiększanie tekstur i zapominanie o reszcie jest Final Fantasy właśnie. Do końca PS2 – to były praktycznie cuda (wyjątek FFX-2, FFXI), w których nawet niecodzienne rozwiązania (FFXII) były może dziwne i źle przyjęte początkowo przez ludzi – został uznane za bardzo udane. Z wejściem FFXIII – no tu nie było, ani wciągającej fabuły, ani dobrego gameplay’u… No nic. Po prostu nic.
Tak, że teraz mówię wielkie F.U. twórcą, którzy wykańczają swoje serie w imię kasy. Ja zostanę przy grach, które miały jeszcze wartości, potrafiły uczyć i były małymi dziełami.
Czekam z niecierpliwością na część drugą. Wielki plus za tekst i zimne piwo* za mądre poglądy.
*odbiór osobisty, tudzież, przy okazji 🙂
@dante
„Tekken ( jak i inne bijatyki)to według mnie zły przykład. Zalicza się on raczej do takich gier jak FIFA, PES czyli cięzko coś zmienić nie ruszając ogólnych założeń (kiedy doczekamy się drugiej piłki w fifie i trzeciej bramki?!)”
Moim zdaniem Tekken i Fifa właśnie to świetne przykłady. Jako, że z Tekkenem jestem od początku serii i grałem we wszystkie części oprócz tych na telefony komórkowe, a w Fifę ograłem wszystkie części od ’99; pamiętam jak te gry potrafiły się niesamowicie rozwinąć, wprowadzić nowe koncepcje w kolejnych częściach. Być może jesteś już tak przyzwyczajony do odgrzewanych kotletów, że nawet nie wyobrażasz sobie, że można jednak coś zmienić „nie ruszając ogólnych założeń”?
To właśnie Fifa swego czasu wzbudzała najwięcej kontrowersji próbując wciskać tą samą grę jako nowość, zwłaszcza na handheldy. Dopiero rage w Internetach skłonił ich do plakietki „Legacy edition” czyli przyznania, że rok w rok sprzedają dokładnie tę samą grę z nowymi składami.
Cześć, tu PC.
Na razie rzuciłem na trochę granie w CS:GO które jest kompletnie inne od poprzednich części i Red Orchestrę 2 która też kompletnie od jedynki odbiega ze względu na warunki, ostatnio pogrywam w gry na padzie, ie. MGS Ground Zeroes, Skullgirls czy pomniejsze indyki. Nikt mi nie wmówi, że MGSGZ to kotlet grzany w mikrofali, albo że indykom brak oryginalności. Płacę kilka złotych za paczkę gier i żadna z nich nie jest byle rimejkiem – jak chcę zagrać w starocia na PC to sprawdzam czy nie ma usprawnień pod wyższe rozdzielczości (jak gry na Infinity Engine) bądź tekstur w wyższej rozdzielczości (Deus Ex i inne stare fpsy) i po prostu gram, ciesząc się usprawnieniami. Jak jest to gra konsolowa, ściągam lepsze tekstury jeśli są dostępne (gry na platformy Nintendo), albo po prostu odpalam ją w 1080p, czasem z hackiem na 60fps, jeśli gra natywnie takich bajerów nie miała.
Konsole zginą. Sytuacja pecetowa staje się lepsza z dnia na dzień, wychodzą coraz to ładniejsze i lepiej działające tytuły, podczas gdy na konsolach człowiek stoi po szyję w błocie brzydszych multiplatform, rimejków remasterów edycji reżyserskich extended i tylko czasami na wierzch wypływają ekskluziwy dzięki którym ktoś ten przestarzały w chwili premiery sprzęt kupi, myśląc że będzie miał świetną zabawę na lata. Czasami jeszcze dojdzie podejście że pecet do gier byłby za drogi i z tą właśnie myślą wchodzi do mediamarktu i kupuje makbuka za 5k który będzie służył do rzeczy niemożliwych do wykonania na konsoli, czyli pracy i fejsbuka.
kthxbai
Jak najbardziej poczytam drugą część, zwłaszcza, że skupi się na N. (które podobnie jak emczer uważam, że chyba najmniej w tym wszystkim uczestniczy (chociaż pewnie do czasu.. ale o tym mogę popisać pod drugą częścią i moich odczuciach)).
Co do filmów i listy najbardziej dochodowych filmów: taka jest właśnie prawda 🙂 Dzisiaj najwięcej zarabiają TEGO TYPU produkcje dla popcornożerców i praktycznie bazują na czymś już wcześniej mocno popularnym, czy to właśnie na książce czy komiksach itd. – chcesz obejrzeć coś dobrego (i z pewnością zrobionego z pasji), uderzaj w produkcje niszowe. Tutaj od razu kłania mi się obejrzany niedawno „Ex Machina” – film przy małym nakładzie a cholernie dobra produkcja dla miłośnika s-f i robotyki. Natomiast nie jestem zwolennikiem krytyki, że dzisiaj jest jak jest lub są odgrzewane kotlety – jeśli ten kotlet smakuje lepiej po podgrzaniu to nie narzekam, oj nie narzekam, a i uważam, że po prostu trafiliśmy na takie obecnie czasy a nie inne. Chcąc znaleźć lepszą produkcję trzeba uciekać w filmy mało popularne i raczej nie zarabiające kokosów, a nuż trafi się perełka (a takich jest wiele ale mało się o nich mówi – trzeba siedzieć w temacie albo znać kogoś, kto ci takie filmy poleci ponieważ dzisiaj przeciętny zjadacz chleba za pewne orientuje się w tych najpopularniejszych produkcjach bo.. bo tak). A jeszcze lepiej uderzać w seriale, które obecnie stanowią lepszą alternatywę.
Smutny artykuł, jak dla kogoś branża ogranicza się tylko do tych 5-10% gier które mają budżet żeby reklamować się w mainstreamowych mediach to trochę się nie dziwie że nie widzi tam innowacyjności (gry niskiego ryzyka), ale codziennie wychodzi masa tytułów na pewno co roku można w nich odnaleźć jakieś perełki, która potrafią zaciekawić pod względem designu, gameplayu, prowadzenia narracji itp. Zresztą fani Fify i Tekkena autorowi powyższego wpisu wymienili by jednym tchem istotne zmiany systemowe w ich tytułach na przestrzeni lat, więc to, że postronny gracz tego nie zauważa nie znaczy że tych zmian nie ma.
W PIPĘ nie gram bo nie lubię sportówek to się nie wypowiem, ale co do Tekkena też uważam że to kiepski przykład. To bijatyka więc zmiany są mniej lub bardziej kosmetyczne, a laik wielu z nich zwyczajnie nie zauważy. Niemniej jednak nie jest prawdą że od „trójki” seria stoi w miejscu. Kolejne odsłony próbowały wprowadzić to i owo, rozbudowywały system walki o kolejne niusanse, w mniejszym bądź większym stopniu balansowały rozgrywkę, w czwórce bodajże po raz pierwszy wprowadzono zamknięte areny, w TAGu walki parami etc. Poza tym (niech mnie ktoś poprawi jeżeli się mylę) na WiiU nie ma klasycznego Tekkena a dostępny jest Tekken Tag Tournament 2 – więc to też „trochę” co innego. Oczywiście w artykule jest trochę prawdy, ale przytoczone przykłady akurat niezbyt szczęśliwie to obrazują.
No i nie chciałbym uprzedzać faktów, ale coś czuję przez skórę że ciąg dalszy wpisu będzie mocno „pod publiczkę” tj. będzie próbował uzasadnić tezę jakoby gry od Big N w całej tej masie były wyjątkowe i nowatorskie, tym czasem też wcale takie nie są. Kolejne Mariany może przybierają trochę inne ciuszki, ale wciąż można jasno wyodrębnić kilka podserii które z kolejną częścią powielają schematy – Marian w dwa-de, Marian w trzy-de, pseudo-RPG, Smasze, Karty, Golfy, Tenisy i inne penisy 😉 Jedyną marką Nintendo która faktycznie z (niemal) każdą częścią sili się na oryginalność jest Zelda. Ale w ogólnym rozrachunku to są pewne typy i gatunki gier i wiele nowego się tutaj nie wymyśli bo to tak jakby wymyślać na nowo koło. Jasne że czasami rzucą coś nowego na rynek, choćby taki S.T.E.A.M (pomijając już fakt że gameplayowo jest to w dużej mierze zrzynka z Valkyrie Chronicles), ale to akurat od czasu do czasu robi każda firma. Najwięcej takich „innowacji” wprowadziło Wii i DS, ale to w dużej mierze wynikało nie z samych gier co z tego że zrobiono użytek z takich ficzerów jak kontroler ruchowy i drugi ekran konsoli. Kontrolery ruchowe okazały się jednak modą na jeden sezon co dobitnie pokazuje obecna generacja, a drugi ekran… no cóż, czasami wydaje mi się że 3DS na prawdę nie wiele by stracił gdyby go nie miał.
Nie wiem nad czym się tu skupiać odnośnie N. Też robi kalkę. Najdłuższym tasiemcem tej samej gry jest chyba pokemon. Non stop to samo od X lat. No ale czemu nie można poczytać i część drugą.
Przyjemnie mi się czyta takie felietony, szkoda, że tutaj ich tak mało 😀 Co do tematu to chyba sobie odpuszczę tą generację(jak juz to bardziej jestem za Xone niż ps4). Ogólnie jestem za tworzeniem remake’ow, ale gier, które mają już swoje lata, normalnie nie zagrałbym w OoT, dlatego teraz ciesze się, że miałem możliwość zagrania w tą grę w dodatku z ulepszoną grafika. Niestety patrząc na remaki takich gier jak God of war 3, to mnie krew zalewa, prawie zero zmian… Tego nawet nie broni argument „ktoś mógł nie grać w gowa, bo nie miał ps3”, wiec dlaczego zaczęli remakowac grę na ps4 od trzeciej części? Był remake pierwszej i drugiej części, ale na ps3 xD wiec osoby, które nie grały w trójkę z powodu braku ps3 nie grali w poprzednie części! Robią remaki dla osób, które nie miały poprzedniej generacji całkowicie zapominając o tych, który ograli wszystko co chcieli z ps3 czy x360. Kwestia pokemonow jest trochę inna, bo w każdej części mamy nową mapę, jakieś 50+ nowych stworów, nowe ataki, często zmieniony balans, no i za każdym razem gra się troszeczkę inaczej ze względu na ilość numerów w pokedexie. Liczba strategii jest ogromna.
Częściowo taki stan rzeczy wynika z tego, że rynek jest przesycony. Stworzyć coś nowego to naprawde wymagające wyzwanie, a skoro jakaś gra jest dobra to naturalnym założeniem jest, że się sprzeda. Takim tropem podążają producenci i z ich punktu widzenia to jest słuszna decyzja, bo masa ludzi i tak kupi kolejną część i tej masie też dziwić się nie można, w końcu to ich pieniądze w dodatku wydane na ulubioną grę. Mnie najbardziej zabolał taki stan rzeczy na kolejnych częściach Assassin’s Creed, gdzie od drugiej części nie widziałem zmian, a sama rozgrywka była najbardziej odgrzewanym kotletem ze wszystkich kotletow rynku gier. Nadzieja leży w tym, że wszystko na ziemi działa trochę na zasadzie sinusoidy, w momencie przesytu następuję odwrót. Dotyczy to muzyki, plastyki, branży gier, mody, dosłownie wszystkiego. Dobrym przykładem jest powrót gier indie czy ukłon w strone gier 8- i 16-bitowych, co jest niczym innym jak właśnie powrotem do korzeni. Bo patrząc na takiego steama, gdzie za 15 euro można kupić gre indie na 5-10 godzin rozgrywki, a 15 euro to około 60 zł, kiedy za 60 zł można kupić bez problemu gry wielkich marek z masą wpakowanych w reklamę i marketing funduszy. Tyle, że te gry indie wracają do bardzo starych rozwiązań i pomysłów bądź wychodzą przed szereg z nowymi ideami, a nie stawiaja na sentyment gracza. I w tym tkwi nadzieja, także bądźmy dobrej myśli. Mam nadzieję, że ktokolwiek doczytał do tego momentu, życzę miłego dnia i czekam na drugą część artykułu.
@Ramper – kwestia GoWa jest akurat dość oczywista. GoW 1 i 2 to gry z czasów PS2 więc tutaj ciężko o remastera na PS4 bo jakby tego nie ugryźć wyszła by kupa. Tutaj to by się już prosiło o remake pełną gębą a to z kolei masa roboty więc już chyba lepiej przysiąść do pełnoprawnej kontynuacji. Jak kogoś bardzo mierzi brak 1 i 2 zawsze może ograć je na Vicie przy okazji uzupełniając dwoma spinoffami z PSP.
@KOJIN
Właśnie o tym mówię, powinni robić remastery gier, które tego wymagają, starszych, a nie robić remaster prawie najlepiej wyglądającej gry na PS3 jaką jest GoW3. Chodzi o to, że deweloperzy powinni się postarać, żeby zrobić remaster, przenieść wszystko z leciwych konsol na współczesne, ale nie bo(cytując) „z kolei masa roboty”. W GoWie i tak nie ma co kontynuować 😛 Nintendo najlepiej to wychodzi OoT, Majora, Mario64, Wind Waker. To są gry, w których gołym okiem zobaczymy różnice między oryginałem na remakiem.
Brak opcji edytuj? ;( Dopiero wtedy powinni brać hajsu tyle ile za nową grę.
@RAMPER, ten przykład z 'rimejkami’ GoW trafny jak diabli 🙂 Teraz tylko zastanawiam się, czy nie istnieje również tutaj podział na 'remake’ i na 'remaster’, i czy aby remake to nie remaster a remaster to nie remake. Tak, namieszałem, ale to też kwestia dyskusyjna JAK i CO jest nazywane. Przykład z w/w grami od N. pokazuje, jak wg mnie powinien wyglądać 'remake’, który jest zarazem 'remasterem’ (no dobra, Mario 64 na DSa chyba niewiele różnił się w kwestii graficznej od oryginału, ale jako 'remake’ zaoferował coś nowego). N. może się różnić ale również należy do grona podgrzewaczy kotletów jak każdy inny tyle, że większość (a może wszystkie?) do tej pory odgrzane kotlety smakują wybornie a i czas podania jest przystępny.