[Recenzja] OlliOlli

Podczas gdy posiadacze konsol Sony od miesiąca cieszą się OlliOlli 2, fani Nintendo pozostają rok w tyle za konkurencją dopiero ogrywając pierwszą odsłonę dwuwymiarowego deskorolkarza. Czy warto było czekać tyle czasu?

OlliOlli to gra zręcznościowa, która sprytnie przeniosła mechanizmy gier o deskorolce z trójwymiaru do płaskich przestrzeni. Przemierzamy długie dwuwymiarowe levele trzaskając coraz to nowe szalone combosy, ślizgamy się po poręczach, skaczemy ze schodów,  wykonując przy tym zadania i próbując się nie wywrócić.

Opis gameplayu brzmi bardzo typowo, jednak samo sterowanie jest esencją OlliOlli. Absolutnie każdy trick wykonujemy poprzez odpowiednie ruchy Circle Padem. Chcemy zwykły skok? Dajemy CP do góry i puszczamy – voilà! Nasza postać skacze. Chcemy bardziej ambitne tricki? Proszę bardzo, wystarczy wykonać półkole, by następnie zawrócić ćwierć-kółkiem i puścić. Albo dodać do tego jeszcze przycisk L bądź R, które nie dość, że uruchamiają inne triki, to jeszcze obracają naszym skejtem dookoła jego własnej osi. System jest absolutnie genialny w swojej prostocie i niewiarygodnie wymagający. Jak wspomniałem, główną machiną napędową będzie maniakalne ruszanie Circle Padem, by czesać triki, jednak jest jeszcze pewien istotny szkopuł: by trik był w pełni udany, tuż przed opadem na ziemię, trzeba nacisnąć przycisk B. Jest to bardzo istotne, gdyż jeśli tego nie zrobimy – nasza postać się poślizgnie, albo często spadnie z deski, nasz wynik przepadnie i zostajemy z niczym. Podobnie, jeśli chcemy wylądować po udanym triku na poręczy – szybko przesuwamy CP na dół tuż nad obiektem na którym chcemy grindować. Ot cała mechanika. A jeśli chcemy wiedzieć jak konkretny trik wykonać, to z pomocą służy odpowiednia „encyklopedia” zawarta w grze. Powyższy opis może tego nie oddawać, ale gra jest niezwykle trudna. Im dalej w las tym gorzej, coraz ciężej robić poszczególne triki, coraz trudniej utrzymywać mnożnik combo, coraz łatwiej popełnić błąd i wylądować twarzą na twardym asfalcie. Jednak OlliOlli ma w sobie to coś, gdzie mówimy: „jeszcze jedna próba i idę spać” po czym gramy następne kilka godzin.

Jeśli po drodze coś się nam nie powiedzie, nic nie stoi by szybko zresetować level. Wystarczy dotknąć na ekranie dotykowym odpowiednią ikonkę i dosłownie mrugnięcie okiem później, zaczynamy poziom od nowa, lecz z wykonanymi już zadaniami. Jest to o tyle istotne, że przynajmniej nie musimy wykonać wszystkich celów za pierwszym podejściem. W grze mamy pięć różnych światów, po pięć leveli każdy. Każdy poziom ma swoją własną listę zadań do wykonania, a po zrobieniu ich wszystkich – odblokowuje się nam „pod nim” wariant trudniejszy, ze znacznie bardziej interesującymi zadaniami. Jakie to mogą być zadania? Np. po drodze grindować na odpowiednio oznaczonych miejscach i dojechać cało do mety, zebrać jakiś przedmiot, wyczesać odpowiednio duży wynik, zrobić konkretny trik, itd. itp. Po raz kolejny – skojarzenia z serią Tony Hawk czy SKATE jak najbardziej na miejscu. Pomimo zawarcia w grze pięciu światów, dość szybko stają się one monotonne i nijakie. Fakt, dość znacznie różnią się stylem czy poziomem trudności (a ten wzrasta naprawdę szybko), ale na dłuższą metę żaden nie sprawia wrażenia unikalnego.

OlliOlli

Jeśli komuś brakuje wyzwań, które gra przed nami ciągle stawia, istnieją jeszcze dwie opcje: po ukończeniu leveli podstawowych i PRO, odblokowujemy ostatni poziom: RAD. Polecam tylko dla masochistów! Drugą opcją są daily challange, gdzie mamy do pokonania jedną trasę, a jedynym celem jest wyczesanie jak największego wyniku. Jest to mechanizm zrobiony dość interesująco, gdyż do testowego przejazdu możemy podchodzić tyle razy, ile nam się podoba, tak szansę na wybicie się do rankingów mamy tylko jedną. Tak – jeśli podczas treningów pójdzie nam świetnie, a podczas oficjalnego przejazdu wywrócimy się na pierwszej rampie – nic więcej nie będziemy w stanie zrobić.

Graficznie OlliOlli prezentuję się bardzo biednie. I nie mówię tu o stylu retro, tyko o rozdzielczość, która jest bardzo niedopasowana do ekranów 3DSów. Wszystko jest małe, rozmazane, brakuje wielu detali i często nie widać nawet jaki trick do końca wykonujemy. Na domiar złego nie ma absolutnie żadnego efektu 3D. Muzycznie również jest średnio, w tle plumka coś co chyba miało na celu udawanie jakiegoś hip-hopu czy innego elektro, ale do mnie to w ogóle nie przemawia.

4 komentarze

  1. „Aktualnie nie znajdziecie lepszej gry o tej tematyce na konsolach Nintendo.” A w ogóle jakąś inną znajdziemy? A co do samego tytułu… Ja rozumiem że to „indyk”, ale jak patrzę na to coś przez pryzmat deskorolek jakie ogrywałem na starym poczciwym PSP, to aż żal poślady ściska. I pomyśleć że 3DS i Vita to handheldy „nowej” generacji.

Dodaj komentarz