[Recenzja] Need For Speed: Hot Pursuit REMASTERED

3

Seria Need For Speed jest ze mną, od kiedy tylko wciągnąłem się w gry na PlayStation. To tam po raz pierwszy doszło do starć pomiędzy drogówką i wielbicielami nielegalnych przejazdów sportowych w Need for Speed III: Hot Pursuit. Podczas gdy do 2005 roku niemal każda kolejna odsłona była świetna, tak później seria zaczęła się przejadać i stała się taką grzeszną przyjemnością, niestety niejednokrotnie była to przyjemność przez łzy. Spore nadzieje fani wiązali z przejęciem Criterion Games przez EA w 2004 roku, którzy po świetnych Burnoutach mogliby odświeżyć serię na swój sposób. Niestety musieliśmy na to czekać aż 6 lat, kiedy to w 2010 roku do graczy trafiło Need For Speed Hot Pursuit (Nintendo Wii). Z okazji 10-lecia gry EA zdecydowało się wydać Need For Speed: Hot Pursuit REMASTERED, które trafiło również na Nintendo Switch, a jak to wszystko wyszło, sprawdzicie poniżej.

W grze znalazło się kilka biom i sprawdzimy zarówno pustynne, jak i górskie, a nawet morskie klimaty.

Jeśli słysząc Need For Speed, macie w głowie nielegalne wyścigi i miałką fabułę wypełnioną pozbawionych emocji aktorami, to możecie się zawieść na tym produkcie. Criterion podjął 10 lat temu najlepszą możliwą decyzję i stworzył grę do bólu arkadową, w pełni pozbawioną jakiejkolwiek fabuły. Narracja jest jednak dosyć klasyczna i akcja przenosi nas do fikcyjnego stanu Seacrest County, w którym między lasami, górami i autostradami dzielni policjanci próbują złapać zachłyśniętych adrenaliną wielbicieli nielegalnych wyścigów. Deweloper od dawna wiedział, że gracze, bawiąc się w kotka i myszkę, często lubią się znaleźć po obu stronach konfliktu. Tak też jest tutaj. Nie tylko będziemy na bakier z prawem, łamiąc kolejne przepisy drogowe, ale również staniemy się funkcjonariuszem drogówki, który w dosyć bezprecedensowy i bezpośredni sposób, postara się pozbyć każdego przestępcy drogowego.

Nocą nie widać zbyt wiele, więc lepiej nie mrugać w trakcie mijania kolejnych rywali.

Brak „historii” sprawia, że kolejne wyścigi wybieramy sobie z poszczególnych punktów na mapce. Jako kierowca wyścigowy czekają na nas takie typy zawodów jak: Preview – musimy pokonać trasę w odpowiednim czasie za pomocą pojazdu, którego jeszcze chwilę nie odblokujemy. Duel – ścigamy się z jednym rywalem. Race – ścigamy się z kilkoma przeciwnikami i tytułowy Hot Pursuit – wyścig z gwarantowaną ingerencją stróżów prawa.

Po stronie drogówki czekają na nas z kolei: Rapid Response – musimy w jak najszybszym czasie dojechać na miejsce przestępstwa drogowego, Hot Pursuit tym razem to my musimy dorwać kilku lub wszystkich kierowców podczas jednego wyścigu i najtrudniejszy tryb w grze — Interceptor gonimy jednego kierowcę.

Aby odblokować kolejne wyścigi, musimy uzyskać odpowiednie wyniki. Czy to dobry czas w trybach Preview lub Rapid Response (kolizje dodają nam karne sekundy do końcowego czasu). Czy to zajmować pierwsze miejsce w pojedynkach lub ukończyć wyścig, lub pościg na pudle. Z kolei po stronie niebieskich musimy wyeliminować odpowiednią ilość kierowców, za którymi toczy się pościg. Gra lubi wymagać pełnego skupienia od gracza i w niejednym wyścigu będziemy musieli używać wszystkiego, co możliwe, aby osiągnąć nasz cel, lawirując pomiędzy licznymi pojazdami cywilów, które ochoczo zalegają na zakrętach. AI zdarza się również często zapomnieć o innych uczestnikach nielegalnych przejażdżek i lubi się wtedy skupić na nas. Na szczęście nie jest tak mocno niezbalansowane, jak to było w mojej ulubionej odsłonie z serii — Most Wanted.

Nasz szacunek możemy wymaksować do 20 poziomu.

Każdy nasz wynik przyczynia się do rozwoju naszego poziomu naszego szacunku: bounty (u przestępców) i awansów (po stronie prawa). W grze nie ma żadnej waluty, a nowe pojazdy odblokowujemy wraz z kolejnymi poziomami. Nie trzeba długo jeździć, aby dostać nową brykę. Zazwyczaj co drugi wyścig, mogłem wskoczyć za kierownicę nowej, silniejszej maszyny. Tych w grze znalazło się całkiem sporo i zostały podzielone na 5 różnych kategorii. Oczywiście dominują super samochody sportowe, więc bez problemu odnajdziemy ulubione Lambo, Porsche, czy też inny Koenigsegg, a auta z kilkoma wyjątkami pomalujemy na dowolny kolor. Oprócz pojazdów odblokujemy również gadżety, z których będziemy mogli aktywnie korzystać w trakcie wyścigów, zarówno po stronie policji, jak i kryminalistów. Oba obozy mają dostęp do EMP (na chwilę wyłącza silnik) oraz Spike Strips (kolczatka wystrzeliwana zza wozu) i oba mają po dwa unikalne gadżety. Piraci drogowi mogą za pomocą Jammera zakłócić namierzanie EMP lub z opcją Turbo odjechać szybko w siną dal. Policjanci natomiast wezwą blokadę drogową (Road Block) lub helikopter, którzy zrzuci kolczatkę pod koła ściganego. Wszystkie umiejętności zyskują na efektywności, wraz z przekroczeniem progów udanych użyć podczas wyścigów.

Chętnie dołączyłbym do drogówki, aby pojeździć takim cudeńkiem.

W grze samochodowej najważniejszy jest jednak model jazdy i tutaj widać rękę Criterion. Samochody wydają się ciężkie i dobrze trzymają się asfaltu, a odpowiednie wprowadzenie je bokiem w zakręt, potrafi dać wiele satysfakcji. To stuprocentowa gra arcade, więc hamulec nie jest tutaj bardzo przydatny, ale okazuje się to zaletą z powodu braku spustów analogowych w Joy-Conach. Poczucie prędkości daje radę i nie jednokrotnie przekonamy się, że nawet drobna kolizja solidnie odbije się na naszym liczniku uszkodzeń, więc zalecam mieć oczy szeroko otwarte. Pokonując kolejne kilometry pełne niebezpiecznej i ryzykownej jazdy, zostaniemy nagrodzeni odnawiającym się paskiem Nitro, bez którego ciężko będzie nam odpowiednio szybko dojechać do mety. W zadaniach czasowych, aby zdobyć złoty medal, trzeba uzupełniać i wykorzystywać go non stop! Sporo problemów sprawiły mi zadania stawiane przed drogówką, gdzie nasze gadżety mogą być mocno ograniczone. W trybie Interceptor ścigany lubi często zmieniać kierunek jazdy, więc opanowanie szybkich nawrotów, okaże się bardzo pomocne. Podczas wyścigów często wkurzał mnie jeden element — takedowny. Nie to, że odmawiam im widowiskowości, bo czasami przypominają te z serii Burnout, ale po ich ukończeniu, gdy akcja ponownie przeniesie nas za kierownice pojazdu, mamy mało czasu na reakcję i często sami doprowadzamy do niechcianej kolizji, a takedownów nie da się w żaden sposób pominąć. Podobnie jest po użyciu pauzy, gdzie po odpauzowaniu przez następną sekundę, nasz pojazd pędzi bez żadnej kontroli. Trasy są raczej szerokie, ale grając w trybie przenośnym, miałem problem, aby w odpowiednim momencie skorzystać ze skrótu, może to wina designu tras, a może to moja postępująca wada wzroku.

[Recenzja] Need For Speed: Hot Pursuit REMASTERED

Często jeden fragment mapy zwiedzimy kilka razy, objeżdżając kolejne inne wyścigi.

Od strony technicznej nie ma zbytnio do czego się przyczepić. Jaką moc posiada Switch, każdy wie, więc nikt nie powinien spodziewać się fajerwerków. Gra wygląda ładnie jak na port dziesięcioletniej gry. W docku wyświetla się w rozdzielczości 1080p, a w dłoniach w 720p. W obu trybach jednak trzyma niemal zawsze stałe 30 klatek na sekundę, które tylko czasem w trakcie sztormu potrafią się trochę zgubić. Nie licząc trzech podróży pod mapę, to nie spotkałem w grze żadnych glitchy. Bardzo dobrze prezentuje się mokra nawierzchnia i nie raz złapałem się na tym, że zwracałem uwagę na odbicia pojawiające się na niej. Trochę przydługawe są z kolei loadingi, co jednak można zignorować, dlatego, że nie tracimy czasu na nic innego poza wyborem wyścigu w grze. UI jest minimalne i bardzo dobrze wpisuje się w ogólny minimalizm produkcji, który czasami jest zaletą, a czasami wadą. To, co przeszło dziesięć lat temu, raczej w dzisiejszych czasach nie miałoby sensu bytu. W grze jest dostępną możliwość swobodnej jazdy, tyle że nie daje nam ona nic. Nie możemy tak startować nowych wyścigów, ani nie nie poszukamy żadnych poukrywanych fantów. Całkowicie zbędna opcja, a szkoda, bo można, chociaż było pochować jakieś znajdźki po skrótach. Fajnie wypada za to sekcja statystyk, która jasno pokazuje, jak sobie do tej pory radzimy w grze, oraz jakie kamienie milowe już pokonaliśmy.

Na Autologu szybko zweryfikujemy, kto rządzi i dzieli w naszej paczce.

Na singlową część gry składa się 78 wyścigów dla przestępców i 63 dla drogówki, a całość ukończymy w około 25 godzin. W tym czasie rozgrywkę umili nam ścieżka dźwiękowa dobrana wokół trzech przewodzących gatunków: rock, rap i electronic dance music. Jak już ukończymy grę singlową i postrzelamy sobie fotki naszych furek w garażu, to będziemy mogli zabrać się za rozgrywkę online. Osobiście jestem nią pozytywnie zaskoczony, bo nawet kilka tygodni po premierze mogłem bez problemu znaleźć chętnych do gry. Dzieje się tak za sprawą cross-playu, który pozwala nam bawić się z graczami z innych konsol oraz z PC. W grze znajduje się system Autolog, który jest swoistym socjalnym hubem dla naszego kręgu znajomych. Jeśli jakiś znajomy pobije nasz rekord na danej trasie, to system da nam okazję, aby się odegrać. Nie napisałem, aby wejść w online po przejściu singla bez powodu. W sieci jesteśmy ograniczeni wyborem pojazdów, do tych, które sami odblokowaliśmy, więc dosyć łatwo jest po przegrywać wyścigi, jeśli nie mamy w naszym garażu silniejszych automobili.

 

Need For Speed Hot Pursuit Remastered to bardzo surowa gra arcade, która nie miałaby szans powstać w dzisiejszych czasach. Jest to jednak jej zaletą, gdyż bardzo łatwo jest popaść w ciąg wyścigowy. Nic nas w końcu nie odciąga od ścigania. Żadne kustomizacje, historie czy też zakupy, po prostu wybieramy wyścig, wygrywamy go lub łapiemy wariatów drogowych i bierzemy się za następne wydarzenie. Rzekłbym nawet, że Criterion idealnie ujął ducha arcade w tej grze i wielokrotnie odpalałem ją tylko na dwa, trzy wyścigi, a kończyłem na kilkunastu. Bawiłem się świetnie bez tych wszystkich loot boxów, season passów, battle passów itp, po prostu włączasz i grasz, jednocześnie mając z tego masę frajdy.

PODZIEL SIĘ
PierreLuc87

Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do biedronki na lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechałem, i w domu grałem na pstryku.

3 komentarze

  1. miltek
    miltek (76 komentarzy) w dniu:

    Cena 180zł za port 10-letniej gry wydaje się komiczna,
    Nie mówię nawet o dopisku *remaster*, gdzie nie zremasterowano nic, tylko podbito rozdzielczość :d

  2. Kojin
    Kojin (353 komentarzy) w dniu:

    Sama gierka z tego co widziałem zdążyła już nawet na eSzopie dorobić sie 50% promocji, więc aż tak bym nie narzekał. Sam nawet się zastanawiałem czy nie kupić za te 89pln, ale finalnie sie rozmyśliłem. Miałem to kiedyś w wersji na Vitę i mnie nie porwało a tu największa różnica to pewnie sama oprawa.

Zostaw komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować. | Zaloguj się | Jeszcze nie masz konta? Zarejestruj sie!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Do NOT follow this link or you will be banned from the site!