[Recenzja] Captain Toad: Treasure Tracker

3

Misja przeportowania na Switcha wszystkich wartych uwagi tytułów first-party ekskluzywnych dla Wii U powoli dobiega końca. Choć wiele wskazuje na to, że Super Mario 3D World nie stanie się częścią tego przedsięwzięcia – w końcu mamy już jednego trójwymiarowego Mariana na „Przełączniku”, w dodatku ocenianego fenomenalnie – rozwijający pomysł z bonusowych plansz z tej gry Captain Toad: Treasure Tracker właśnie trafił na najnowszą maszynkę Nintendo. A także, dość nieoczekiwanie, na konsole z rodziny Nintendo 3DS. Uprzejmie donoszę, że to bardzo dobra konwersja.

Captain Toad: Treasure Tracker ukazuje tytułowego bohatera jako poszukiwacza skarbów. Grzybek i jego przyjaciółka Toadette wspinają się na wzgórze, by zgarnąć Power Star, ikoniczną dla uniwersum Mariana znajdźkę. Ich plany krzyżuje ogromna wrona Wingo, która porywa błyskotkę wraz z Toadette. Jak nietrudno się domyślić, Toad wyrusza na poszukiwania towarzyszki. A potem sytuacja odwraca się i mamy okazję pokierować również jego kumpelką.

 

A masz, ty ścierwo! Rzepa ci się nie podoba?!

Zanim dojdzie do ostatecznej rozprawy się z podłym ptaszyskiem, parka protagonistów zwiedzi ponad 60 plansz. Celem każdego z etapów jest utorowanie sobie drogi do gwiazdki. Po drodze Toad i Toadette pokonują lub unikają przeciwników oraz zbierają monetki (każda setka daje dodatkowe życie) i przypominające diamenty Super Gemy (na każdej mapie ukryte są trzy), które w późniejszym stadium przygody będą potrzebne do dalszego progresu. Choć główni bohaterowie nie potrafią skakać jak ich bardziej znani wąsaci kamraci, posiadają inne zdolności pozwalające radzić im sobie z oponentami: umiejętność rzucania rzepami znajdowanymi w kępkach trawy, spadanie oponentom na głowę czy wykorzystywanie elementów otoczenia.

Rozgrywka w Captainie Toadzie mocno polega na wykorzystaniu rysika – obracamy nim widok, co pozwala dostrzec nowe możliwości na przypominających dioramy planszach; używamy go również do interakcji z obiektami oraz… oszałamiania wrogów. Jeśli jesteście zawziętymi przeciwnikami 3DSowego stylusa lub go zgubiliście, perspektywę możecie zmieniać za pomocą przycisków L i R lub krzyżaka, a położenie platform paluchem, ale że często potrzeba tu precyzji, nie jest to optymalne rozwiązanie. Reszta sterowania wygląda następująco: Circle Pad pozwala na poruszanie się postacią, po przytrzymaniu A bohater zaczyna biec, X to zoom (dostępne są trzy jego poziomy), a przycisk Y włącza lub wyłącza znajdującą się na głowach obu grywalnych postaci lampę – na niektórych planszach za jej pomocą pokonamy duchy czy rozświetlimy sobie otoczenie, a po jej wyłączeniu znikniemy przeciwnikom z oczu. Gra korzysta również z mikrofonu, do którego musimy czasem dmuchnąć, by przesunąć platformę ze śmigłem.

 

Elan: Ideas Tracker

To, ile pomysłów udało się Nintendo wepchnąć do tego spin-offa, naprawdę robi wrażenie. Właściwie każda kolejna plansza zaskakuje albo nową ideą, albo ciekawym rozwinięciem jednej z już widzianych i aż trudno mi zdecydować, o których fajowych koncepcjach mam Wam tutaj napisać.

W jednym z etapów grzybol trafia na dach pałacu. Na samym początku poziomu znajdujemy przedmiot pozwalający się nam rozdwoić i kierując dwoma Toadami jednocześnie, aktywujemy to jednym, to drugim bohaterem kolejne przyciski otwierające dalszą drogę. Kolejna plansza to ogród pełen Shy Guyów, których musimy unikać. Skradamy się, wspinamy po drabinach, obracamy most, by móc przedostać się na drugą stronę mapy i cały czas zmieniamy perspektywę, by upewnić się, że nie zaskoczy nas żaden z przeciwników. Następny poziom to pozbawiona przeciwników mroczna biblioteka, w której manewrujemy wielką półką i sprawdzamy wszystkie zakamarki, co okazuje się być ciszą przed burzą, czyli kolejnym etapem, w którym jedziemy wagonikiem po szynach i rzucamy rzepą we wrogów, znajdźki i bloczki POW niszczące wszystko wokół. I tak to wygląda cały czas – jedna świeża idea za drugą w najróżniejszych środowiskach przywleczonych z wielu gier w uniwersum Super Mario Bros. Aż chce się przeć do przodu! Szkoda tylko, że nie trwa to zbyt długo – grę da się ukończyć w 6-8 godzin.

 

Tym razem bez fizycznych DLC

Trochę dodatkowego czasu można jednak spędzić w odhaczonych już planszach. Po sfiniszowaniu danego etapu ujawnione zostaje powiązane z nim zadanie poboczne: zebranie określonej liczby monet, znalezienie złotego grzybka czy pokonanie wszystkich niemilców. Co ciekawe, możemy wykonać je „nieświadomie” już podczas pierwszego przechodzenia poziomu – jeśli tak się stanie, zostanie nam ono zaliczone bez konieczności ponownego podchodzenia do tej samej mapy. Szczerze mówiąc, wolałbym, by cel dodatkowej misji był widoczny jeszcze przed pierwszym przystąpieniem do planszy, bo aby ją wymaksować, i tak trzeba podejść do niej przynajmniej jeszcze raz. O co chodzi? A o odnalezienie i pyknięcie rysikiem pikselowego Toada kryjącego się na jednej ze ścian. Na Wii U wyzwanie to odblokowywało się po przytknięciu do GamePada amiibo Toada, ale w wersjach na Switcha i 3DSa jest dostępne bez konieczności posiadania figurki (tym razem amiibo daje nam grzybka nietykalności, którego dostajemy także po kilku śmierciach na danej planszy).

Captain Toad to dobra propozycja na spokojne popołudnie, bowiem poziom trudności gry jest raczej niski, przynajmniej jeśli chcemy tylko ukończyć poszczególne plansze. Jedyne ze standardowych etapów, które musiałem powtarzać kilkukrotnie, to te z panelami powodującymi przyspieszenie bohatera – niektóre przejścia są wąskie i podczas sprintu nietrudno o gruchnięcie w przepaść. Poziom wyzwania rośnie nieco w planszach bonusowych, odblokowujących się po ukończeniu gry i skolekcjonowaniu odpowiedniej liczby Super Gemów. Zebranie niektórych diamencików może sprawić problemy, ale jeśli uda nam się położyć łapy na jednym z nich, a potem zginiemy, to choć zaczniemy planszę od początku, klejnot nadal będzie się znajdował w naszym posiadaniu. Jeśli stracimy wszystkie dostępne życia (co wbrew pozorom jest możliwe, bo nie zbiera się ich tu na potęgę jak w wielu platformówkach – najwięcej miałem ich w jednym momencie kilkanaście), nie jesteśmy za to szczególnie karani – ot, budzimy się w jaskini, dostajemy Super Kilof i robimy rozpierduchę, zbierając monety i zielone grzybki dające dodatkowe szanse.

 

Mikołaju, w tym roku proszę o Captain Toad: More Treasures Tracker

Wersja na Switcha i 3DSa zawiera niemal wszystkie poziomy dostępne w oryginale. Niemal, bo brakuje kilku plansz bonusowych inspirowanych Super Mario 3D World. Szkoda, ale w zamian dostajemy taką samą liczbę etapów wzorowanych na Super Mario Odyssey. I tu druga szkoda – jest ich malutko, bo zaledwie cztery. Dwa z nich, miniaturowe wersje Sand i Metro Kingdom, robią naprawdę spore wrażenie. Dwa pozostałe, osadzone w Cascade i Luncheon Kingdom, imponują nieco mniej, bo nie są typowymi planszami do zwiedzania, a, odpowiednio, przejażdżką kolejką i sprintem po torze. Chciałoby się zobaczyć przynajmniej po planszy na podstawie każdego z odysseyowych królestw.

Jeśli chodzi o technikalia, to wersja 3DSowa charakteryzuje się oczywiście niższą, charakterystyczną dla tej maszynki rozdzielczością 240p (na obu ekranach wyświetlane jest dokładnie to samo) oraz mniej ostrymi teksturami. O wiele słabsze bebechy konsoli spowodowały też konieczność zmniejszenia liczby klatek wyświetlanych na sekundę (z 60 na 30), ale że Captain Toad nie jest specjalnie dynamiczną grą, jest to cięcie, które można wybaczyć. Miłym dodatkiem jest z kolei efekt 3D, którego brakowało w wielu ostatnich tytułach, także first-party, na kieszonsolkę Ninny.

Jeśli nie graliście w Captaina Toada na Wii U, a nie macie Switcha, wersja na 3DSa to całkiem rozsądny wybór. Jest nieco tańsza niż „przełącznikowa” (która na szczęście kosztuje mniej niż większość innych nowych gier na tę platformę. Patrzę na was, Donkey Kong Country: Tropical Freeze i Hyrule Warriors: Definitive Edition) i charakteryzuje się tą samą zawartością co edycje na większe konsole. W tej cenie gra mogłaby mieć trochę więcej zawartości, ale że jej premiera następuje w schyłkowym okresie życia 3DSa, nie spodziewam się, by trafiła kiedyś do serii Selects, tak jak edycja na Wii U.

Grę dostarczył ConQuest Entertainment – oficjalny dystrybutor Nintendo w Polsce.

Captain Toad: Treasure Tracker

Ocena gry

WARTO ZAGRAĆ
PODSUMOWANIE
Sympatyczna gra logiczno-platformowa dla każdego – dziecko czy osoba nieobyta z grami spokojnie powinna poradzić sobie z przejściem plansz, a bardziej doświadczony gracz będzie mógł pokusić się o wyzbieranie wszystkich znajdziek i osiągnięcie dodatkowych celów. Mogłaby być jednak trochę dłuższa (lub tańsza).
MUSISZ ZAGRAĆ
WARTO ZAGRAĆ
ŚREDNIAK
PORAŻKA
PODZIEL SIĘ
Elan

3 komentarze

  1. Antari
    Antari (406 komentarzy) w dniu:

    Bardzo fajny tekst. Odnośnie samej gry, o wiele większe wrażenie na mnie robi wersja na 3DS z uwagi na to, że konsola dwoi się i troi aby to uciągnąć, i nadążyć za swoim młodszym bratem. Na Switchu to jedna z wielu gier z fajną oprawą i w sumie tyle. Większość osób pewnie i tak wybierze wersję na Switcha bo nowe (a tam pewnie doczekamy się tej pozycji w Selects za jakiś czas). Jeżeli miałbym kupować to na 3DS. Ale i tak nie wezmę, bo zjadłem już zęby na wersji z Wii U. Ciekawe czy doczekamy się jeszcze jakichś nowych gier na 3DS, nie będących portami z innych konsol.

  2. mobor
    mobor (274 komentarzy) w dniu:

    Jako fan kupiłem obie wersje. Dla mnie must Have… teraz czekam na 3D World i COlor SPlash na Switcha – mimo że mam na WiiU

Zostaw komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować. | Zaloguj się | Jeszcze nie masz konta? Zarejestruj sie!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Do NOT follow this link or you will be banned from the site!