Cadilacs & dinosa… eee… znaczy się jaskiniowcy i jetpacki!

0

Do platformówek mam dość specyficzne podejście – lubię ale nie mogę być ani za proste ani mieć mega wyśrubowanego poziomu trudności. Preferuję te z cyklu przejść relatywnie łatwo ale jak chcesz czegoś więcej to już musisz się postarać. Dodatkowo wolę raczej te dwuwymiarowe.

O Jet Kave Adventure polskiego studia 7levels słyszałem już wcześniej, widziałem zapowiedzi i trailery, ale ponieważ wciąż nadganiam wszystkie zaległości ze Switcha z poprzedniego roku. Pozycja początkowo trafiła więc na listę „ogram kiedyś, bo wygląda fajnie”. Jak tylko zobaczyłem ten tytuł pośród świątecznych promocji, to postanowiłem zrobić coś, za co wiecznie się ganiłem na 3DSie: kupiłem i stwierdziłem, że kiedyś ogram na porządnie, a teraz zobaczę, jak to wygląda. Przejdę poziom, góra dwa i wracam do kontynuowania wcześniej rozpoczętej gry (moja kupka wstydu „małych” gier z eShop na 3DSie jest duża :/).

Na szczęście lub może nieszczęście w przypadku JKA to nie zadziałało. Ograłem sobie jeden poziom, potem jeszcze drugi, zobaczyłem, że są tam jakieś zadania powiązane z każdą planszą, takie jak: ukończ w określonym limicie czasu, zbierz przynajmniej określoną liczbę muszelek (waluta w grze), przejdź nie otrzymując obrażeń, czy po prostu znajdź ukrytą gdzieś na planszy figurkę. Zagrałem więc pierwsze plansze jeszcze, raz próbując zrealizować te zadania (niektóre z nich potrafią być naprawdę wymagające) i jakoś tak wsiąkłem na 2-3 godziny, kończąc pierwszy świat.

Pierwszy level to zwykła mało fascynująca platformówka wyjaśniająca podstawy, ale potem jest już tylko ciekawiej. Dostajemy Jetpack i zaczyna się zabawa, możemy podlatywać do platform, znajdujących się poza zasięgiem skoku, czy też robić jet-szarżę i niszczyć napotkane po drodze przeszkody. Nasz plecak odrzutowy ma ograniczony czas działania więc nie możemy bezkarnie latać w nieskończoność, ale też nigdy nie znajdziemy się w sytuacji, że zabraknie nam paliwa do Jetpacka i będziemy musieli zaczynać poziom od początku. Ponieważ jak tylko znajdziemy się na jakimś stabilnym podłożu, jego energia się zregeneruje w ciągu kilku chwil.

I tu zaczyna się zabawa. Będziemy skakać, latać, kombinować. Co ciekawe mechanika Jetpacka sprawia, że nawet z nieudanego lub źle wymierzonego skoku mamy szansę się uratować.

Światów jest w sumie cztery, po dziewięć plansz w każdym co łącznie daje 36 poziomów zróżnicowanych pod względem długości i pomysłów, jakie się w nich pojawiają. Będą momenty, gdzie będziemy frunąć na lotni omijając kolejne przeszkody, przyjdzie uciekać nam przed goniącym nas przeciwnikiem, lub będziemy frunąć w górę na naszym Jetpacku.

Niestety tu też ujawnia się pierwsza słabość tej gry. W praktycznie każdym świecie powtarzają się te elementy, na pewno będzie plansza, gdzie uciekamy przed mamutem/tygrysem etc., będzie moment, gdzie przyjdzie nam szybować na lotni albo lecieć na Jetpacku.

Po drodze przyjdzie też zmierzyć się nam z jakimś middle bossem oraz tym właściwym czekającym na nas na końcu każdego obszaru.

Graficznie wygląda to bardzo ładnie i to zarówno w wersji przenośnej (jak grałem przez większość czasu), jak i w wersji stacjonarnej. Co prawda znajdźki mogłyby by się czasami nieco wyraźniej zaznaczone, bo potrafią zlewać się z otoczeniem, ale to problem głównie, wtedy gdy wiele dzieje się na ekranie. Muzycznie też jest znośnie. Tło muzyczne nie drażni i nie przeszkadza, całkiem ładnie komponuje się z tym, co widać na ekranie, ale też nie zapada jakoś szczególnie w pamięć.

Druga rzecz, która trochę mnie rozczarowała to ekrany ładowania. Rozumiem, że muszą być, ale moim zdaniem było ich zbyt dużo. Kilka chwil na starcie gry, potem wybieramy planszę i znowu ładowanie, po planszy – ekran ładowania, wejście do sklepiku – ekran ładowania, wyjście ze sklepiku – to samo. Trochę za dużo tego wszystkiego. Choć to czepianie się już na siłę.

Ocena gry

WARTO ZAGRAĆ
PODSUMOWANIE
Jet Kave Adventure jest solidną platformówką 2D. Przy długich posiedzeniach nieco powtarzalną ale na sesje trwające około godziny całkiem niezłą i chyba w takich krótkich sesjach sprawdza się najlepiej. Pozwala bawić się tak jak w danym momencie mamy ochotę, możemy mknąć od startu do mety próbując speedrunować kolejne plansze, a możemy też spokojnie i powoli badać każdy fragment planszy starając się odnaleźć każdy sekret. To tytuł pokazujący, że polak też potrafi zrobić fajną grę na Switcha. Osobiście polecam.
MUSISZ ZAGRAĆ
WARTO ZAGRAĆ
ŚREDNIAK
PORAŻKA
PODZIEL SIĘ
AkiRoss

Zostaw komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować. | Zaloguj się | Jeszcze nie masz konta? Zarejestruj sie!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Do NOT follow this link or you will be banned from the site!