[Recenzja] Fire Emblem: Fortune’s Weave

Cztery historie, jedno przeznaczenie i ponad 100 godzin taktycznej przygody! Fire Emblem: Fortune's Weave zabiera nas do świata, w którym decyzje bohaterów mogą zadecydować o losach całego kontynentu.

Dagda, niegdyś potężny kontynent, pada ofiarą odradzających się mrocznych sił. Pod wodzą demonicznego boga Balora kraina pogrąża się w chaosie, a armie nieumarłych zalewają kolejne tereny. Dawny porządek rozpada się, a nadzieja na ocalenie świata zdaje się niemal całkowicie utracona. W obliczu nadciągającej katastrofy do działania przystępują bogowie. Sothis powierza misję tajemniczemu bohaterowi Eshmelowi, któremu towarzyszy Fortuna, bogini przeznaczenia. Zamiast podejmować beznadziejną próbę odwrócenia skutków zagłady, oboje otrzymują szansę, by sięgnąć do jej źródeł. Dzięki mocy Fortuny mogą cofnąć się do czasów poprzedzających katastrofę i spróbować zmienić bieg wydarzeń.

Ich zadaniem jest odnalezienie i zjednoczenie czworga bohaterów, których losy splotły się podczas Wielkich Igrzysk Bohaterów: Caia, Dietricha, Theodory i Ledy. Każde z nich ma własne ambicje, osobiste tragedie i powody, by walczyć o zwycięstwo. Żadne nie zdaje sobie jednak sprawy, jak wielką rolę przyjdzie mu odegrać w nadchodzących wydarzeniach. To od ich decyzji i zawieranych sojuszy zależy, czy uda się powstrzymać mroczne siły i ocalić Dagdę przed zagładą.

 

Czy przeznaczenie można zmienić?

I tutaj przyjdzie nam zdecydować, którą ścieżką (w moim przypadku Caia) podążymy na samym początku. Do wyboru mamy cztery osobne historie bohaterów, które będą się ze sobą przeplatać. Sami wybieramy, od której chcemy zacząć i jak potoczy się rozgrywka. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by w dowolnym momencie przełączyć się na inną ścieżkę i przeplatać poszczególne wątki. Pierwszy akt to poznanie bohaterów, ich celów i marzeń, podążając jedną z czterech ścieżek. W drugim i trzecim akcie przejmujemy już stery głównego wątku fabularnego i mierzymy się z tym, co od początku było nam pisane.

W każdej historii, oprócz głównych bohaterów, przewija się szereg postaci pobocznych, które możemy zrekrutować. Każda z nich oferuje inny styl walki, jak to zwykle bywa w serii Fire Emblem. To, na której ścieżce zrekrutujemy daną postać, zależy w dużej mierze od nas, ale również od wymagań konkretnego rekruta. Najważniejsze przy rekrutacji są poziomy Support i Renown. Pierwszy rozwijamy, wchodząc w interakcje z postaciami. Możemy to robić podczas walk, rozmawiając z nimi w mieście Dagsion, wręczając im prezenty czy zapraszając na wspólny posiłek w tawernie — podobnie jak w Fire Emblem: Three Houses.

Zdobywanie punktów Renown jest nieco bardziej ograniczone. Otrzymujemy je głównie za postępy w fabule oraz wykonywanie misji pobocznych w mieście i na mapie świata. Dodatkowo niektóre jednostki, ze względu na początkową przynależność do poszczególnych bohaterów, mają specjalne wymagania rekrutacyjne. Mogą one obejmować przekazanie określonej sumy pieniędzy, zakup kilku sztuk broni czy wykonanie trudniejszych, osobnych misji na mapie świata, takich jak obrona rodzinnej wioski danego rekruta.

Jak ten czas szybko leci.

Wspomniana wyżej mapa świata stanowi bardzo istotny element rozgrywki. Otrzymujemy możliwość swobodnej eksploracji miasta oraz dungeonów rozmieszczonych na mapie, co jest nowością. Dodatkowo, niczym na planszy do chińczyka, poruszamy się po określonych ścieżkach prowadzących do konkretnych miast, dungeonów czy zadań. Towarzyszy temu mechanika kalendarza oraz ograniczona liczba tur w każdym rozdziale. Po ich wykorzystaniu czeka nas kolejna walka na arenie lub postęp fabularny.

Każdy dzień w grze odpowiada czterem turом, z których każda trwa sześć godzin. Od tego, jak zarządzamy czasem, zależy więc, czy uda nam się kupić określone bronie i surowce, zdobyć doświadczenie w walkach na mapie, a także ukończyć zadania przyjęte wcześniej od NPC-ów. W kalendarzu zaznaczono również konkretne aktywności, które możemy lub musimy wykonać, a także informacje o tym, co jest dostępne danego dnia. Niektóre z nich odnawiają się co tydzień. W naszym interesie leży więc pilnowanie kalendarza i regularne powracanie do głównego miasta, by potrenować umiejętności na arenie, podnieść poziomy Support w tawernie czy wykonać zadania w świątyniach bogów, które zwiększają poziom Blessing. To z kolei pozwala nam aktywować podczas pojedynków wybrane bonusy bojowe przypisane do konkretnej świątyni. Działają one przez jedną turę.

Warto też wspomnieć, że w zakładce Blessing mamy do dyspozycji opcję cofania czasu, znaną z poprzednich odsłon serii. Tutaj została ona jednak całkiem sensownie uzasadniona fabularnie za sprawą Fortuny i powiązana z mechaniką Divine Sand, z której należy korzystać rozważnie.

Do mapy i kalendarza, mimo ich wad, można się przyzwyczaić po pewnym, nieco dłuższym czasie. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to najbardziej czytelny system spośród ostatnich odsłon serii, a już na pewno tych wydanych na Switcha. Szczególnie chaotyczny może się wydawać osobom, które po raz pierwszy stykają się z serią właśnie przy okazji tego tytułu. Nie powinno za to sprawiać problemów samo starcie na polu bitwy.

Trzy czte…ry

Podobnie jak w poprzednich odsłonach serii, walka odbywa się w systemie turowym i opiera na zasadzie kamienia, papieru i nożyc. Masz w drużynie łucznika? Nie powinieneś mieć zatem żadnych problemów z eliminowaniem jednostek latających. Twoja jednostka należy do klasy kawalerii? W takim razie lepiej trzymaj się z daleka od przeciwników uzbrojonych we włócznie. Klasy w dużej mierze pozostają takie same lub podobne do tych z poprzednich odsłon. Nie oznacza to jednak całkowitej monotonii, ponieważ znajdziemy tu również bardziej unikalne rozwiązania, takie jak chociażby klasa woźnicy rydwanu.

Tym, co chyba najbardziej wyróżnia tę odsłonę, są dungeony, o których wspomniałem wcześniej. Przemierzamy je podobnie jak miasto. Swobodnie, z perspektywy trzeciej osoby. Jednak same walki odbywają się w formie zbliżonej do tej znanej z gier z serii Persona. Czy było mi to do szczęścia potrzebne? Raczej nie. Czy bardzo przeszkadzało mi to podczas rozgrywki? Również nie. Po kilku walkach rozegranych w pełni samodzielnie po prostu zacząłem korzystać z automatycznych bitew lub pomijać starcia i przechodzić od razu do ich wyników.

Jeszcze jedną istotną zmianą względem poprzednich odsłon, której nie pochwalam i której kompletnie nie rozumiem, jest odejście od systemu związków i małżeństw. Nadal mamy dostęp do Supportów i konwersacji z postaciami, które możemy rozwijać, ale całkowicie usunięto element romantyczny. Dzieje się tak mimo że dialogi, na przykład między Caiem a Tiallą, nadal utrzymane są w podobnym tonie. Dlaczego pozbawiono serię jednego z jej najbardziej charakterystycznych elementów w najnowszej odsłonie? Nie mam pojęcia. Mam jednak nadzieję, że albo powróci on w przyszłości, albo zostanie w jakiś sensowny sposób przebudowany.

Ready to engage.

Skoro omówiliśmy już fabułę i mechaniki, najwyższa pora przyjrzeć się technikaliom. Fire Emblem: Fortune’s Weave bazuje na tym samym silniku co poprzednia odsłona, Fire Emblem: Engage. Mimo że gra ukazała się wyłącznie na Switcha 2, działa w stałych 30 klatkach na sekundę. Czy to dobrze? Oczywiście, że lepiej byłoby mieć ich 60. Czy jest jednak aż tak źle, jak w przypadku niektórych innych gier na konsole Nintendo? Nie uważam, by tak było.

O ile na początku, podczas eksploracji miasta (szczególnie przy włączonym sprincie), niższa płynność faktycznie mi przeszkadzała, o tyle po chwili przyzwyczajenia nie stanowiła już większego problemu. Szczególnie że w tym systemie walki i eksploracji mapy płynność nie jest czynnikiem kluczowym. Jeśli chodzi o oprawę graficzną i szczegółowość, przeskok, zwłaszcza w porównaniu z Fire Emblem: Three Houses, jest bardzo widoczny. Wszystko jest barwne, pełne życia i detali, a także wyraźnie ostrzejsze. Mówię tu w dużej mierze o wersji przenośnej, w której spędziłem cały czas rozgrywki.

 

Wisienką na torcie, podobnie jak w poprzednich odsłonach, jest dla mnie OST. Twórcy jak zwykle stanęli na wysokości zadania i dostarczyli pokaźny, różnorodny soundtrack, który podczas najważniejszych walk i w kluczowych momentach potrafił wywołać u mnie ciarki. Choć nie przebija ubiegłorocznej Clair Obscur: Expedition 33, w tym roku spokojnie może powalczyć o miano najlepszego lub jednego z najlepszych soundtracków — zarówno wśród graczy, jak i na wszelkiego rodzaju galach rozdania nagród. Warto również wspomnieć o aktorach głosowych, którzy wspięli się na wyżyny swoich możliwości, dostarczając nam pełne głębi, emocjonalne sceny.

Cały świat do zwiedzenia.

Co zatem mi się podobało, co nie przypadło mi do gustu, czy polecam tę grę i dla kogo jest ona przeznaczona?

Największymi atutami Fire Emblem: Fortune’s Weave są, jak zwykle, ścieżka dźwiękowa, relacje między bohaterami oraz świetna gra aktorska. Fabuła, choć początkowo dość prosta (szczególnie na ścieżce Caia), z czasem nabiera tempa i potrafi wciągnąć. Nie podoba mi się usunięcie opcji związków, a do gustu nie przypadł mi również sam system zarządzania czasem, oparty na kalendarzu i turowym podróżowaniu po mapie. Do końca też nie przekonał mnie także system walki w dungeonach, do którego można jednak z czasem przywyknąć. Nie są to jednak wady na tyle poważne, by znacząco obniżały moją ocenę całej produkcji.

Dla kogo jest więc ta gra? Przede wszystkim dla fanów taktycznych gier RPG, ale również miłośnicy serii Fire Emblem oraz gier łączących eksplorację z budowaniem relacji między bohaterami powinni być zadowoleni. Warto jednak zaznaczyć, że to rozbudowana produkcja, a jej pełne ukończenie wymaga sporo czasu. Każda ścieżka to około 30 godzin zabawy, więc poznanie wszystkich czterech historii zajmie zdecydowanie ponad 100 godzin.

Na moment pisania tej recenzji zapowiedziano już Expansion Pass, który rozbuduje grę o dodatkową zawartość, w tym elementy kosmetyczne, a także nowe wątki fabularne poświęcone postaciom, którym w podstawowej wersji poświęcono nieco mniej uwagi. Dlatego spodziewajcie się aktualizacji recenzji, najpewniej po Nowym Roku, gdy ukażą się już wszystkie dodatki. Wrócę wtedy do gry, by sprawdzić, jak rozszerzenia wpływają na całość i czy warto poświęcić im dodatkowy czas.

WARTO ZAGRAĆ
DeveloperIntelligent Systems
WydawcaNintendo
Cena297,80
Język polskiNie
WydaniePełna gra na karcie

Podsumowanie

Fire Emblem: Fortune's Weave to taktyczny RPG który stawia duży nacisk na bohaterów i relacje między nimi, a także samą walke. Oprócz tych świetnie dopracowanych elementów otrzymujemy również sporo eksploracji oraz (trochę mniej ciekawy) system zarządzania czasem i pozostałymi turami. Wszystko to okraszone epicką muzyką. Mimo pewnych niedociągnięć i 30 fpsów na konsoli Switch 2, jest to pozycja którą warto sprawdzić.

Plusy

  • widoczny graficznie przeskok
  • bohaterowie i ich relacje
  • walka (w klasycznej formie)
  • ilość klas i możliwych kombinacji drużyny do przetestowania
  • muzyka

Minusy

  • fabuła trochę długo się rozkręca
  • zlikwidowany system relacji/małżeństw
  • 30 fpsów
  • system zarządzania turami i czasem bywa miejscami chaotyczny
Kod otrzymany od: Conquest Entertainment
Jak oceniamy →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *