[Recenzja] Starship Troopers – Ultimate Bug War!

Robale są wszędzie! Jedne do odstrzału, inne niestety w kodzie gry

You’re in the army now!

Starship Troopers – Ultimate Bug War! to omawiana dziś gra działająca na dwóch meta poziomach. Z jednej strony jest to produkcja oparta na marce Żołnierzy Kosmosu – kultowego klasyka w naszym uniwersum. Z drugiej natomiast funkcjonuje jako gra osadzona we własnym świecie przedstawionym, pełniąca rolę dzieła propagandowego. Ma ona zachęcać młodych graczy do wstąpienia w przyszłości do armii i zdobycia statusu Obywatela. Pomysł może wydawać się nieco szalony, ale w pełni wpisuje się w charakter tej marki.

 

 

 

 

Starship Troopers – Ultimate Bug War!
The Plot thickens…

Sama gra, reklamująca się jako „Najbardziej realistyczne przedstawienie wojny w historii”, fabularnie rozgrywa się niejako równolegle do wydarzeń z pierwszego filmu Starship Troopers i opowiada o losach szeregowej Samanty Dietz. Osiem misji fabularnych prowadzi nas od obozu treningowego aż po natarcie na Planetę P, gdzie bohaterka rozprawia się z głównym antagonistą swojej historii – robakiem skrytobójczym.

Całość przeplatana jest przerywnikami filmowymi, które dla nas są zabawne, lecz dla mieszkańców uniwersum pozostają śmiertelnie poważne. Jako ciekawostkę warto dodać, że Casper Van Dien ponownie wciela się w postać Johnny’ego Rico z pierwszej odsłony filmowej, tym razem już w randze generała.

Would You like to know MORE?

Mechanicznie Starship Troopers – Ultimate Bug War! celuje bardzo w nuty znanych nam strzelanek ery Quake. Niektórzy określają ten podgatunek mianem „boomer shooterów”. Struktura rozgrywki jest dosyć prosta i dość schematycza. Każdą misję zaczynamy na półotwartej mapie z kilkoma głównymi celami, które możemy wykonać w dowolnej kolejności. Po ich ukończeniu odblokowuje się zadanie finałowe, wieńczące misję i pchające fabułę dalej. Całość wypełniona jest dziesiątkami Araknidów, skutecznie pochłaniających nasz czas i zapasy amunicji. Na szczęście do retro formuły dodano też kilka nowocześniejszych mechanik. Przykładowo, odpowiednie wyczucie momentu przeładowania pozwala znacznie skrócić ten proces i szybciej wrócić do eksterminacji robaków. Do tego dochodzi orbitalny zrzut amunicji, dostępny po nabiciu odpowiedniej liczby zabójstw. Każda z misji ma też ukryte dwie sekretne znajdźki, które odblokowują różne śmieszne modyfikatory do włączenia. Więcej flaków, granaty wypadające po śmierci czy przeciwników eksplodujących konfetti.
Poza ośmioma misjami kampanii ludzkiej otrzymujemy także pięć symulowanych misji z perspektywy robaków. Tutaj struktura jest nieco inna i jeszcze prostsza. Trzeba efektywnie zniszczyć wszystkie fortyfikacje ludzi, a na koniec zniszczyć kwaterę główną. To niewielki, ale przyjemny dodatek, wydłużający czas gry o około dwie–dwie i pół godziny.

By zabić robaka musisz zrozumieć robaka!

Niestety problem polega na tym, że deweloperzy gry nie do końca wzięli sobie do serca maksymę o zabijaniu robaków (ang. bug to także błąd). Pomimo stylizacji gry na grafikę z ery PlayStation 2, port na Switchu 2 ma swoje mankamenty. Po pierwsze nie wygląda, jak coś, co miałoby jakiekolwiek prawo zwalniać z 60 klatek na sekundę, a mimo to zdarzają się zauważalne i słyszalne spadki animacji czy chrupanie dźwięku. Cokolwiek dzieje się pod maską, wyraźnie nadwyręża moce przerobowe konsoli. Gra ma też najprawdopodobniej jakiś wyciek w pamięci (memory leak) i zdarza się, że podczas większych akcji, kiedy silnik już faktycznie ma dość gra po prostu… zamyka się z błędem. Frustrujące i wymuszające zapisywanie gry nieco częściej niż wbudowane w grę punkty auto-zapisu. Niezrozumiały jest również sposób implementacji trybu myszki w Joy-Conach 2. W przeciwieństwie do innych znanych mi gier, tutaj sterowanie nie przełącza się płynnie „w locie”. Trzeba je aktywować ręcznie w menu. Niby drobiazg, ale przy każdej zmianie między trybem myszki a klasycznym sterowaniem trzeba wykonywać tę samą, niepotrzebną czynność.

Kopię recenzencką dostarczył wydawca gry, DotEmu

Rating Image

Coś, co mogło być nie tylko obywatelskim obowiązkiem, ale nawet przyjemnością staje się grą, którą można polecić tylko największym fanom marki, i tylko na promocji. Gdyby dowództwo federacji istniało w rzeczywistości to developerzy najprawdopodobniej dostaliby karę administracyjną w postaci 6 batów.

Plusy:

  • Klimat
  • akcja
  • ilość przeciwników

Minusy:

  • Niedopracowanie techniczne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *