Wydane 12 marca na PC oraz konsolę Nintendo Switch Collector’s Cove od studia VoodooDuck próbuje znaleźć swoje miejsce w coraz popularniejszym segmencie gier cozy. Naszą przygodę rozpoczynamy jako początkujący zbieracz, który kontynuuje rodzinną tradycję zapoczątkowaną przez swoich opiekunów. Pierwsze kroki w świecie gry stawiamy pod czujnym okiem Wujka Jerry’ego, pełniącego rolę przewodnika i wprowadzającego gracza w podstawe mechaniki gry w formie przystępnego samouczka.
Po zapoznaniu się z zasadami możemy rozwinąć żagle i wyruszyć na otwarte morze. Choć termin „rozwijamy żagle” byłby tu pewnym nadużyciem – nasz transport przypomina raczej niewielką łódź lub tratwę. Jej napędem jest natomiast bliżej niezidentyfikowane stworzenie przypominające dinozaura, które w trakcie rozgrywki ochrzciłem roboczo mianem Laprasa.
Spokojne życie farmera na statku
Naszym podstawowym zajęciem na morzu jest uprawa niewielkiej farmy oraz połów ryb. Zarówno fauna, jak i flora występują w wielu wariantach, a po spełnieniu określonych warunków możemy zdobywać nawet legendarne warianty plonów i stworzeń wodnych. Co istotne, ryby występujące w słonej, oceanicznej wodzie różnią się od tych słodkowodnych, które możemy złapać chociażby w jeziorkach znajdujących się na wyspach. Rozwijanie farmy, wędkowanie oraz pogłębianie więzi z naszym towarzyszem wpływają na ogólny poziom kolekcjonera. Ostatecznym celem jest zdobycie statusu legendy i udowodnienie rodzicom, że potrafimy godnie kontynuować rodzinne dziedzictwo.

Rozgrywka w Collector’s Cove przywodzi na myśl rozwiązania znane z gry Raft. W obu produkcjach przemierzamy rozległe akweny wodne, przyciągając harpunem dryfujące beczki i szczątki, które uzupełniają nasze zapasy. Napotykane po drodze wyspy dostarczają natomiast surowców, takich jak drewno, rudy metali czy nowe przepisy do wytwarzania przedmiotów.

Do wyboru, do koloru
Do odwiedzenia przygotowano kilka odmiennych krain. Oprócz podstawowego regionu znajdziemy również bardziej charakterystyczne lokacje, jak choćby Krainę Sakur, w której wyspy porastają drzewa wiśniowe, a ziemię pokrywają różowe płatki, dobrze znane chociażby z filmów Makoto Shinkaia. Zupełnie inny klimat oferuje Nawiedzona Kraina – spowita półmrokiem, zamieszkana przez duchy, z prześwitującymi zielonymi oczami pomiędzy koronami drzew i bardziej niebezpiecznymi gatunkami ryb pływającymi w jeziorach.

Różnorodność regionów ma znaczenie także dla kolekcjonowania. W zależności od odwiedzanej krainy spotkamy inne gatunki ryb oraz roślin. Każdy biom posiada osobną sekcję w dzienniku kolekcjonera, a zapełnienie wszystkich wpisów, chociaż zajmuje sporo czasu, da nam boosta do kolejnego poziomu rangi. Wraz z rozwojem poziomu kolekcjonera odblokowujemy także różnego rodzaju bonusy. Wśród nich znajdują się „błogosławieństwa” dla naszego morskiego towarzysza – krótkotrwałe zdolności zwiększające na przykład ilość zbieranych surowców lub przywołujące ławice ryb, które same przypływają do łodzi, niosąc na grzbietach beczki z zasobami. Dodatkowe ulepszenia pasywne, takie jak dłuższe nawodnienie pól uprawnych, pozwalają nieco przyspieszyć zbieranie materiałów.

Dłuższa przygoda na krótsze posiedzenia
Zawartość gry pozwala spędzić przy niej wiele godzin, choć jednocześnie dobrze sprawdza się ona w krótszych, kilkunastominutowych sesjach: wyprawa na wyspę, kilka połowów w trakcie podróży, zebranie zasobów i powrót do innych zajęć. Taka struktura rozgrywki ma jednak również swoje minusy. O ile początek przygody w nowej krainie daje poczucie świeżości – trochę jak eksplorowanie nowego regionu w serii Pokémon i odkrywanie kolejnych gatunków – z czasem zabawa staje się powtarzalna i wymaga sporej dawki grindu, by zdobyć wszystkie składniki i uzupełnić atlas ryb.

Największym problemem gry jest warstwa audiowizualna. Collector’s Cove wypada jedynie przeciętnie. Muzyka wprawdzie oddaje klimat odwiedzanych krain, ale trudno uznać ją za szczególnie zapadającą w pamięć. Również oprawa graficzna pozostawia spory niedosyt. Być może w wersji przedpremierowej brakowało jeszcze odpowiednich aktualizacji dla Nintendo Switch 2 lub twórcy zmagali się z problemami optymalizacyjnymi, jednak przy stosunkowo prostej stylistyce i niewielkiej liczbie detali rozdzielczość obrazu nie zachwyca i momentami sprawia wrażenie bliższej starszej generacji sprzętu.
Grę do recenzji dostarczyło Pirate PR
Collector’s Cove to spokojna przygoda na otwartym morzu, w której nacisk położono na eksplorację, zbieractwo oraz rozwijanie niewielkiej, pływającej farmy. Produkcja najlepiej sprawdzi się dla graczy preferujących krótsze sesje oraz ceniących relaksujący, cozy klimat. Jej największymi minusami są niska rozdzielczość oraz ewentualna powtarzalność i grind.
Plusy:
- relaksująca
- kolorowa
- jest tu sporo rzeczy do odblokowania
- świetna do krótszych posiedzeń
Minusy:
- niska rozdzielczość mimo prostej stylistyki
- sporo grindu w późniejszych etapach
- na dłuższą metę powtarzalna


