[Recenzja] Pipistrello and the Cursed Yoyo

Link na ławkę rezerwowych - Pippit przejmuje kontrolę!

Poprzedni rok obfitował w bardzo mocne produkcje niezależne oraz mniejsze tytuły wydawane przez dużych wydawców, więc potencjalnie mogło nam umknąć kilka mniej medialnych i słabiej promowanych perełek. W te ramy z pewnością wpisałbym dzieło brazylijskiego zespołu Pocket Trap, który dostarczył na rynek grę Pipistrello and the Cursed Yoyo. Ta mała, niepozorna produkcja skradła moje serce już swoim demem, a pełna wersja wchłonęła mnie bez reszty i nie chciała wypuścić.

Zamienił stryjek siekierkę na… jojo?!

Główny bohater, Pippit, jest nieco roztrzepanym młodzieńcem. Mimo że należy do rodziny Pipistrello, która posiada monopol na energię w mieście i ogromne wpływy, władza zupełnie go nie interesuje. Wolny czas spędza jak typowy nastolatek, a jego największą pasją jest jojo, z którym nie rozstaje się ani na krok. Ma nawet na tym polu drobne sukcesy! W końcu czterechsetne któreś miejsce w lokalnych zawodach to też osiągnięcie! Jednak jego beztroskie życie szybko zmienia się o 180 stopni, gdy biznesowi rywale rodziny postanawiają pozbyć się jej głównej szychy – jego ciotki. Plan nie do końca się powiódł, a cała jej dusza nie została rozdzielona pomiędzy megabaterie, w które konkurenci chcieli ją uwięzić i wykorzystać do darmowej energii. Przez przypadek część duszy trafiła do jojo naszego bohatera i tak Pippit z ciotką uwięzioną w zabawce wyrusza na krucjatę, aby odzyskać władzę i resztę skradzionych elementów duszy swojej krewnej.

Pipistrello and the Cursed Yoyo

Rozgrywka stylem przypomina dwuwymiarowe odsłony serii The Legend of Zelda, z tą różnicą, że jesteśmy ograniczeni do jednego narzędzia, które ulepszamy w trakcie gry. Poza tym wiele elementów wygląda podobnie jak w przygodach szpiczastouchego bohatera. Mamy niewielki otwarty świat, bossów ukrytych w lokacjach przypominających dungeony oraz liczne zagadki środowiskowe, które trzeba rozwiązywać, aby posuwać fabułę naprzód. Oczywiście wszystkie napotkane problemy rozwiązujemy przy użyciu naszego nierozłącznego jojo. Posłuży nam ono do walki z przeciwnikami, przełączania dźwigni oraz przyciągania rozmaitych przedmiotów. Wraz z postępami w grze odblokujemy coraz bardziej zaawansowane ruchy, które pozwolą pokonywać rozległe przepaści czy pędzić na złamanie karku po wodzie.

Co więcej, nasze jojo oraz bohatera możemy rozwijać nie tylko poprzez postępy w fabule, lecz także dzięki bardzo ciekawemu systemowi pożyczek. Przykładowo w drzewku umiejętności znajdziemy zdolność wydłużającą czas ogłuszenia po ataku sznurkiem. Aby ją odblokować, po wybraniu musimy zebrać określoną kwotę. Od tego momentu zebrane monety, występujące w różnych nominałach, są dzielone na pół: część trafia do naszej kieszeni, a druga przeznaczana jest na spłatę długu. To jednak nie wszystko! W trakcie spłacania pożyczki otrzymujemy tymczasowe osłabienie, takie jak zmniejszona siła ataku czy niższa pula życia. Przy każdej umiejętności jasno opisano, jakie negatywne efekty będą nam towarzyszyć do momentu spłaty zobowiązania. To bardzo ciekawy system ryzyka i nagrody, który wpływa na nasze decyzje w trakcie rozgrywki. Często będziemy stawać przed dylematem, czy warto jeszcze pofarmić żetony, czy może lepiej spróbować zebrać wymaganą sumę w lochu, choć wiąże się to z ryzykiem śmierci.

Zakręcony świat jojo

Mocnym elementem Pipistrello and the Cursed Yoyo jest eksploracja. Jeśli w dzieciństwie graliście w Pokémony z ery RGB i sami odkrywaliście drogę do legendarnych ptaków, tutaj doświadczycie dokładnie tego samego i poczujecie podobną satysfakcję. Grzebanie w zakamarkach zawsze jest nagradzane, a świat gry został zaprojektowany tak, by tylko zachęcać do takich działań. Sporo czasu spędziłem, sprawdzając, czy mogę dostać się do nieoczywistych miejsc i zazwyczaj było to możliwe. Świat gry jest podzielony na cztery dzielnice, które pełnią rolę terytoriów poszczególnych bossów. To różne środowiska: od placu budowy, przez dzielnicę handlową, po strefę festiwalową, często kryjące unikatowych przeciwników.

Pipistrello and the Cursed Yoyo

Niemiluchy, które napotkamy na swojej drodze, naprawdę robią wrażenie. Nie tylko unikają naszych ataków i je parują, ale niektóre potrafią też uodpornić swoich towarzyszy, co zmusza nas do przemyślanej strategii. Każde spotkanie z nowym przeciwnikiem to małe wyzwanie. Trzeba obserwować jego zachowania i szukać najlepszych sposobów, by go pokonać. Dzięki temu walka nigdy nie jest nudna, a satysfakcja z sukcesu smakuje jeszcze lepiej, zwłaszcza gdy uda nam się przejść kill room z dodatkowymi twistami, takimi jak ruchome platformy czy czasowe przełączniki. Starcia są wymagające, ale nie przesadnie trudne. Nie zdarzy się, żebyśmy kilkadziesiąt razy powtarzali tę samą walkę. Nasza paleta ataków nie jest bardzo rozbudowana, ale tutaj liczy się nie ilość, a jakość. Kilka dostępnych ruchów, w tym kilka specjalnych ataków, które możemy wybrać, pozwalają cieszyć się satysfakcjonującą sieczką z przeciwnikami. Wisienką na torcie są starcia z szefami – każdy posiada unikatową mechanikę i są to bardzo emocjonujące pojedynki.

Jojo na wypasie!

Nasze oczy pieści bardzo ładna oprawa 2D, w której lekki, komiksowy styl miesza się z mroczniejszymi akcentami. Pipistrello and the Cursed Yoyo jest bardzo kolorowe, ale kolorystyka nie jest przesłodzona. Dominują ciemniejsze odcienie, które nadają grze nutkę tajemniczości i niepokoju. To jak najbardziej pasuje do klimatu, bo tytułowa rodzina to nietoperze, więc mrok wpisuje się w świat gry idealnie. Oko przyciągają również bogate tła pełne detali i zróżnicowanych środowisk. Sporo się na nich dzieje: bucha woda z fontanny, przejeżdżają auta, a po niebie latają gołębie, co sprawia, że miasto tętni życiem. Postacie są duże i mają wyraźnie zarysowane sylwetki, co pomaga w odczytywaniu ruchów podczas walki. Są bogate w detale i na swój sposób dziwne, ale to tylko podkręca ich unikatowość. Wszystko to jest okraszone fajnymi i płynnymi animacjami. Miło popatrzeć, jak Pippit bawi się swoim jojem, gdy zostawimy go chwilę w bezruchu.

Pipistrello and the Cursed Yoyo

Natomiast ścieżka dźwiękowa gry to prawdziwa poezja! Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że nie potrafię przypomnieć sobie muzyki z ostatnich gier, w które grałem, a tutaj… chyba jak w tytule, muzyka jest „przeklęta”, bo do dziś główny motyw dudni mi w uszach  i to nie tylko on. Ścieżka oferuje spory przekrój motywów, od energicznych, dynamicznych kawałków, po te bardziej melancholijne i mroczne. Gościnnie swój utwór dorzuciła Yoko Shimomura, znana między innymi z muzyki do Kingdom Hearts czy Street Fighter II, więc nie dziwi, że udźwiękowienie stoi na wysokim poziomie.

Rating Image

Pipistrello and the Cursed Yoyo to prawdziwy hołd dla produkcji z czasów Game Boy Advance. Niezwykle dopracowana, przyjemna dla oka oprawa wizualna i świetna muzyka tworzą spójną, dopieszczoną całość. Trudno się tu czegokolwiek przyczepić. Dla fanów dobrych gier to pozycja obowiązkowa!

Plusy:

  • oprawa audio-wizualna
  • niezwykle miodna
  • wciąga

Minusy:

  • właściwie to nic

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *