Za sprawą Nintendo Switch 2 Nintendo postanowiło przywrócić na świecznik nieco już zakurzone Animal Crossing: New Horizons. Gra doczekała się obszernej aktualizacji oznaczonej numerem 3.0 oraz płatnego rozszerzenia przeznaczonego dla posiadaczy najnowszej konsoli Japończyków. Czy rozszerzenie Nintendo Switch 2 Edition to coś, w co fani powinni się bezzwłocznie zaopatrzyć i czy dodatek faktycznie jest wart swojej ceny?
To bardzo ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony dodatek nie jest drogi, kosztuje zaledwie 21 zł. Z drugiej strony liczba wprowadzonych zmian jest na tyle niewielka, że w dużej mierze mają one charakter kosmetyczny. W cenie małego kebaba otrzymujemy wyższą rozdzielczość, możliwość przebywania nawet 12 osób na jednej wyspie, nowy przedmiot w postaci megafonu do przywoływania mieszkańców, sterowanie mysz-conem podczas urządzania wnętrz oraz nieco krótsze czasy ładowania.
Wyższa rozdzielczość nieco wygładza oprawę wizualną gry (też mi odkrycie), ale oryginał prezentował się na tyle dobrze, że trudno uznać to za istotną zmianę. Animal Crossing: New Horizons wygląda po prostu ostrzej i czyściej. Właściwie na tym koniec. Nie ma tu żadnych innych wizualnych usprawnień ani podbicia klatkażu do 60 FPS. Zresztą w tego typu grze i tak byłoby to zbędne. Stabilna trzydziestka znana z oryginału w zupełności wystarcza. Obsługa mysz-cona została ograniczona do urządzania wnętrz, tworzenia nowych ubrań i pisania po tablicy. O terraformacji wyspy z użyciem tej opcji można zapomnieć. Samo sterowanie jest zaimplementowane poprawnie, ale trudno uwierzyć, by wielu graczy decydowało się na odpinanie Joy-Conów tylko po to, aby uczynić z tego codzienny sposób grania. Ot, taka ciekawostka, którą sprawdza się raz i szybko odkłada na bok.

Jeśli próbowaliście kiedyś zaprosić znajomych na swoją wyspę, z pewnością wiecie, że na przybycie wszystkich trzeba się trochę naczekać. Przy możliwości zaproszenia nawet 11 gości trwa to jeszcze dłużej. Skompletowanie całej paczki znajomych oznacza około 15 minut czekania i… 11 seansów loadingu z lotem samolotu. Opcja wyłącznie dla masochistów. W ramach gry można także skorzystać z GameChatu i porozmawiać ze znajomymi lub pokazać im swoją facjatę. Ostatnią nowością jest megafon, który korzysta z wbudowanego w konsolę mikrofonu. Za jego pomocą można zawołać i zlokalizować konkretnego mieszkańca wyspy. Taka popierdółka, z której korzysta się raczej okazjonalnie.
Niska cena, małe zmiany
Aktualizacja oznaczona numerem 3.0.0 wprowadza znacznie więcej nowości i, co najważniejsze, jest dostępna za darmo, co można uznać za bardzo dobrą wiadomość. Bogatsza zawartość trafiła do wszystkich graczy bez dodatkowych kosztów. Otrzymujemy nowy budynek w postaci hotelu, w którym możemy dekorować pokoje, przyjmować gości, a za nasze starania zdobywać Hotel Tickets wymienialne na ekskluzywne przedmioty.
Podczas snu możemy udać się na Slumber Island, gdzie, samodzielnie lub z przyjaciółmi, urządzamy wyspę bez praktycznie żadnych ograniczeń. Powraca również kret Resetti, który pozwala szybko wyczyścić wyspę i rozpocząć jej upiększanie od nowa. Do tego dochodzi sporo usprawnień QoL, takich jak hurtowe tworzenie przedmiotów czy powiększone skrytki na ekwipunek.

Płatny upgrade ma w dużej mierze kosmetyczny charakter i zdecydowanie nie jest czymś niezbędnym do czerpania radości z Animal Crossing: New Horizons. Nic wielkiego by się nie stało, gdyby został udostępniony również za darmo – zwłaszcza że inne gry z linii Nintendo Switch 2 Edition oferowały znacznie więcej nowej zawartości.
Szkoda jedynie, że ulepszeń nie otrzymują tytuły, które faktycznie bardziej ich potrzebują. Zamiast tego trafiają one do gier, które już na oryginalnym Switchu działały całkiem dobrze i sprzedały się w ogromnych nakładach. Jedno jest jednak pewne, Nintendo najpewniej będzie kontynuować taką politykę. Kto wie, być może w końcu któryś Xenoblade doczeka się upragnionych poprawek na nowym sprzęcie?
Nintendo niczym Tom Nook próbuje nas ogołocić z ostatnich groszy przeznaczonych na małego kebaba. Wielu ulegnie tej wątpliwej pokusie, ale lepiej po prostu zjeść coś smacznego.
Plusy:
- relatywnie niska cena
Minusy:
- kosmetyczne zmiany
- które mogły być darmowe

