Witamy wszystkich zainteresowanych w corocznym podsumowaniu naszych growych doświadczeń! Jak co roku szerokie grono szanownych redaktorów zebrało w sobie ostatnie siły i postanowiło przelać w zwięzłej (nie ty, Monku!) treści swoje przemyślenia na temat ostatnich 12 miesięcy. W tym roku odpowiemy na 5 poniższych zagadnień:
- Moja gra roku
- Moje rozczarowanie roku
- Podsumowanie roku 2025 – czy Nintendo upiekło zakalec?
- Nieoczywista polecajka – gra z 2025 roku, o której było zbyt cicho
- Na jaką grę czekam w 2026 roku i jaką zapowiedź chciałbym zobaczyć?
Śmiało podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach!
Moja gra roku
Rolnik
Silksong, Bananza, Silksong, Bananza, Silksong… BANANZA! Trochę miałem dylemat między tymi dwoma grami, bo obie są wyśmienite i spędziłem przy nich najwięcej czasu w 2025 roku (jedną z nich będę jeszcze męczył w 2026, bo kilka rzeczy pozostało niedokończonych ;)). Jednak Małpiszon wygrał o długość jednego świeżego banana i Donkey Kong Bananza zostaje moją grą roku. Fenomenalna przygoda, z sympatycznymi bohaterami i prawie nieskończoną dawką rozwałki. To niesamowite, że przez prawie 50 godzin spędzonych z grą główna mechanika ani przez chwilę mi się nie znudziła. Poszukiwanie kolejnych znajdziek wciągnęło mnie jak Trójkącie Bermudzki niczego nieświadome statki czy samoloty. Ach, i ten soundtrack! Podczas pisania tego tekstu w mojej głowie dudnią mimowolnie dźwięki przemian głównego bohatera. Strasznie uzależniająca produkcja na każdej płaszczyźnie. Po więcej moich wrażeń związanych z grą zapraszam do mojej recenzji.

Monek
Pozwolę sobie podzielić tę kategorię na dwa akapity. Bezpsprzecznie moją grą roku jest Clair Obscur: Expedition 33. Ogrywałem ją w Game Passie i bardzo liczę na to, że kiedyś trafi również na konsole Nintendo. To według mnie tytuł kompletny i jedna z najlepszych gier ostatnich lat. Turowe mechaniki rodem z nowszych odsłon Persony zostały tu świetnie dopracowane i wzbogacone o kilka naprawdę ciekawych pomysłów. Historia potrafi chwycić za serce – szczególnie przy finałach kolejnych aktów – a bohaterowie są wiarygodni i zapadają w pamięć. Wizualnie jest topka: każdy biom jest inny, świeży i pełen detali. Całość dopełnia fenomenalna ścieżka dźwiękowa, tak rozbudowana, że spokojnie mogłaby funkcjonować jako kilka osobnych albumów. Nic dziwnego, że wraz z dużą częścią społeczności MyNintendo wybieramy się w przyszłym roku na koncerty „A Painted Symphony”.
Wypada jednak, ze względu na specyfikę strony, napisać coś również o grach na Switcha. Ponieważ Bananzę ogrywam dopiero teraz, Metroid nigdy nie był dla mnie szczególnie interesującą serią, a nowe Pokémony i Mario Kart World wypadają co najwyżej przeciętnie, swoje głosy rozłożyłbym między Story of Seasons: Grand Bazaar a Sonic Racing: CrossWorlds. Pierwszy tytuł to jedna z najlepszych gier farmerskich dostępnych na Switchu i zdecydowanie najlepsza odsłona serii w ostatnich latach. Spędziłem z nią sporo czasu i bawiłem się naprawdę dobrze – jasne, są elementy, które można było dopracować bardziej, ale to nadal bardzo solidna propozycja dla fanów gatunku.
Z kolei Sonic Racing: CrossWorlds skutecznie uchronił mnie przed nietrafionym zakupem Mario Kart World. Gra jest bardziej dynamiczna, oferuje sporo postaci, pojazdów i ciekawych tras, a przy tym unika zbędnych openworldowych wstawek. Do tego dochodzą różne wydarzenia specjalne, trochę jak dawniej Splatfesty w Splatoonie. Na MyNintendo miały być Mariokartowe Czwartki, a skończyło się na Sonikowych Sobotach. Biorąc pod uwagę burzliwą historię gier z niebieskim jeżem, można śmiało powiedzieć, że to jedna z najlepszych odsłon serii i bardzo mocny kandydat na wyścigową grę roku – nie tylko na konsolach Nintendo.
Elan
Nie wiem, czy świadczy to źle bardziej o mnie, czy o Nintendo, ale moją grą 2025 roku jest Xenoblade Chronicles X: Definitive Edition, czyli usprawniona wersja tytułu z 2015 roku. Dekadę temu przeszedłem oryginał na Wii U, a przy porcie bawiłem się tak samo dobrze, a może nawet lepiej. Powróciła wciągająca eksploracja zarówno na piechotę, jak i w mechach Skellach, porąbana, acz (prawie) zawsze pasująca do sytuacji muzyka Hiroyukiego Sawano, no i najważniejsze – pełnoprawne balkony, których nie uświadczyliśmy w niektórych grach z 2025 roku. Tylko ten dodany w wersji definitywnej rozdział XIII… aż nie chce mi się wierzyć, że Tetsuya Takahashi, twórca serii Xenoblade Chronicles, mógł maczać palce w czymś, co to bardzo wywala do śmietnika ideę oryginału.
Sent
Pewnie nie będzie zaskoczenia, jeśli powiem, że Inazuma Eleven: Victory Road. Szczerze mówiąc, początkowo nie spodziewałem się po tej grze niczego dobrego. Tytuł oraz koncepcję zmieniano trzykrotnie, za każdym razem – na gorsze. Wyobraźcie więc sobie moje zaskoczenie, gdy okazało się, że ostatecznie wszystko jednak kliknęło. Odpuszczono sobie kolejne motywy sci-fi, multiwersów czy próby stworzenia remake’o-rebooto-cholerawieczego, stawiając na przyziemną, prostą historię. Mechaniki zbudowano od podstaw, ale w sposób pozwalający na płynną implementację wszystkich gimmicków z poprzednich odsłon. Ba, przywrócono nawet niemal wszystkie pięć tysięcy postaci z poprzednich odsłon. A te, które na premierę się nie zmieściły, są kolejno dodawane w ramach darmowych DLC. Razem z nowymi, darmowymi rozdziałami „trybu kroniki”, pozwalającymi odświeżyć sobie fabułę wszystkich poprzednich części serii. Gra swoje kosztuje, ale jednocześnie jest gigantyczna pod każdym możliwym względem. Must have dla każdego fana serii. A także dla miłośników RPG-ów oraz gier piłkarskich, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego.
Aki
Gra roku… kurczę, trochę ciężki temat. Mario Kart World było fajne przez pierwsze 2 dni i jak wpadli jacyś goście, by zagrać na kanapie w Knockouta. Potem praktycznie zapomniałem o tej grze, więc to nie to. Bananza brzmi jak kandydat, ale nie ograłem jej na tyle, by móc ją wybrać z czystym sumieniem. Patrząc po ilości przepalonych godzin, to powinienem stwierdzić, że Pokemony, ale nie jeden konkrety tytuł a jako cała seria, bo robiłem sobie w ciągu roku replay różnych części wydanych na Nintendo Switch.
Zaraz potem mam Monster Hunter Rise (ale bez dodatku Sunbreak!) Na trzecie miejsce wpadło Front Mission 3: Remake – chyba jedyna gra, jaka miała premierę na konsoli w tym roku. Więc niech będzie Front Mission 3: Remake! Dwa scenariusze fabularne do przejścia, opowiadające w sumie tę samą historię, ale w zupełnie różny sposób, mechy, roboty, oraz trochę taktycznego kombinowania. Fajna rzecz. No i nie trzeba znać poprzednich dwóch części, by zagrać i się nieźle bawić. Recenzję mamy nawet na stronie. Narzekałem tam mocno na polską lokalizację (i za to mocno poleciała ocena), ale jak ktoś włada angielskim, to bawić się może całkiem dobrze. Jak to mówią, na bezrybiu i rak ryba…

pieR
Moją grą roku okazało się nowe Hyrule Warriors – Age of Imprisonment. Kawał solidnego szpila, przy którym spędziłem najwięcej czasu w tym roku. Wszystko o grze napisałem w recenzji, więc nie mam co więcej tutaj dodawać. Na drugim miejscu uplasowały się ostatnie przygody Samus w Metroid Prime 4 Beyond, o tym, dlaczego, również możecie przeczytać w mojej recenzji. Na trzecim miejscu mam dwa tytuły! Tony Hawk Pro Skater 3+4 to Tony i nawet mimo cyrku z czwartą częścią bawiłem się świetnie. A drugą grą, która w moim personalnym plebiscycie zamyka rozszerzone podium, jest Mandragora, czyli rogalik, o którym pewnie wkrótce będziecie mogli przeczytać. I o Tonym też napiszę, obiecuję!
Moja rozczarowanie roku
Rolnik
Całkiem prawdopodobnie pisałbym tu o czwartym Metroid Prime, ale jest jedna rzecz, która sprawiała, że przy zapowiedziach fajnych gier na Switcha 2 zapalała mi się ogromna, czerwona lampka. Pewnie domyślacie się, o co chodzi. Tak, macie rację – niesławne Game Key Cardy. Karty, które zawierają jedynie licencję, były aż nadto chętnie wykorzystywane przez wydawców third-party, skutecznie przekreślając moje zainteresowanie ich produkcjami. Tak było chociażby z Raidou Remastered. Przez to, że wersja na Switcha 2 była Key Cardem, wolałem sięgnąć po „gorszą” edycję na poprzednika, ale za to z pełną grą na nośniku.
Ten kawałek plastiku potrafił również zepsuć mi radość z oglądania wszelakich Directów – bo co z tego, że fajna pozycja trafi na sprzęt Nintendo, skoro jej pudełkowa wersja będzie zwykłym „pustakiem”? Liczę, że po wprowadzeniu nośnika o mniejszej pojemności oraz po wynikach ankiet dotyczących Game Key Cardów w 2026 roku sytuacja zmieni się na lepsze i większość wydawców pójdzie w ślady CD Projektu, wydając swoje produkcje w całości na karcie, a nie ograniczając się do jakiegoś megabajtowego pliku aktywacyjnego.
Monek
W tej kategorii naprawdę jest o czym pisać – i pewnie nie tylko u mnie. Największe rozczarowanie? Ogólnie… Nintendo. Premiera Switcha 2 była maksymalnie bezpieczna i zachowawcza. Dostaliśmy konsolę z gorszym ekranem niż w wersji OLED, a poza sztandarową Bananzą zabrakło naprawdę mocnych tytułów startowych, takich jak te, które towarzyszyły premierze pierwszego Switcha. Mario Kart World, mimo świetnej sprzedaży, nie został szczególnie ciepło przyjęty przez graczy. Metroid, na którego czekaliśmy bardzo długo, podzielił społeczność (choć odsyłam do recenzji dostępnej na naszym portalu). Pokémony? Jak to Pokémony – przyjemne, sprzedające się świetnie, ale po prostu średnie.
Zamiast nowej, pełnoprawnej odsłony Mario dostaliśmy głównie porty starszych gier lub „odświeżone” wersje na Switcha 2. Premiera konsoli upłynęła pod znakiem portów… ale paradoksalnie było ich mniej, niż się spodziewałem. Częściowo winne są pewnie późno udostępnione dev kity, a częściowo kontrowersyjne Key Cardy, które okazały się jedną z najgorzej przyjętych nowości nowej konsoli. Podsumowując: growym rozczarowaniem roku zostaje u mnie Mario Kart World, a sprzętowym – zdecydowanie Key Cardy.
Elan
Moim rozczarowaniem nie jest żaden konkretny tytuł, bo grałem w same przynajmniej zjadliwe. Zawiódł mnie brak chociaż jednej pozycji na Nintendo Switcha 2, które krzyczałyby do mnie „musisz mnie mieć”. Mario Kart World? Uparte wpychanie przez Nintendo niesłynnych „dojazdówek” odstręcza mnie od tej gry. Donkey Kong Bananza? Wygląda fajnie, ale nie na tyle, żebym wypisał Japończykom czek na ponad 2000 złotych. Metroid Prime 4: Beyond? Z tego, co słyszałem, działa bardzo dobrze na pierwszym Switchu, a tryb myszki nie jest mi niezbędny (chociaż sprawdziłem go na PGA i spodobał mi się). Mam nadzieję, że w 2026 roku pojawi się wreszcie jakaś gra, która zmusi mnie do zakupu nowej konsoli. Albo zrobią to rosnące ceny RAM-u…

Sent
Napisałbym zbiorczo „Switch 2 i wszystko dookoła niego”, ale ponieważ mamy na to osobny akapit, napiszę Persona 3 Remake. Ujmę sprawę tak: specjalnie dla tej gry byłem gotów kupić nową konsolę Nintendo już na premierę. Mój entuzjazm szybko stał się jednak ofiarą brutalnego morderstwa. Po pierwsze, zniechęcił mnie brak prawdziwego fizycznego wydania. Po drugie, niesmak pogłębiły głupie uwagi twórców, że port na pierwszego Switcha w sumie też był osiągalny, ale zbyt mocno spieszyło im się na premierę dwójki. I tu wbiega radośnie „po trzecie”, bo mimo skupienia się na najnowszej konsoli gra działa… jak działa. Po tytule na zupełnie nową konsolę spodziewałem się więcej. No i wreszcie po czwarte, atlusowy standard. Może i płacimy pełną, premierową cenę, za to żadne z dotychczas wydanych DLC nie zostało dołączone, trzeba je dokupić osobno. Brawo, absolutne kino.

Aki
Ciekawe, czy będę oryginalny… Premiera Nintendo Switch 2 i wszystko, co jest z tym powiązane. Sama konsola to bezpieczna ewolucja i tego się czepiał nie będę, ale nie poszło za tym żadne poważne wsparcie. Całe dwie gry na wyłączność od Nintendo to trochę żart. Mario Kart World, gra nastawiona mocno na multiplayer, jako tytuł startowy to dla mnie trochę nieporozumienie i już gdzieś tam przy okazji premiery też o tym wspominałem.
Jest Bananza, ok, ale to jedna gra. Pokemon Legends: Z-A – dostępne na obu wersjach. Metroid? – też… To, jak wyglądają Pokemony nawet na mocniejszym sprzęcie, to ja może przemilczę. Mam Switcha 2, ale w sumie nie znajduję zayt wielu powodów, dlaczego warto go kupić. Switch 1 nadal oferuje masę rozrywki i gier i ma normalne karty microSD. No tak! To też było dla mnie pewnym rozczarowaniem – zmuszenie nabywców Switcha 2 kart microSD Express, czyli czegoś, czego przed premierą konsoli praktycznie nie było na rynku, a i teraz nie ma zbyt wielkiego wyboru.
pieR
Nie można się rozczarować, jeśli niczego się nie oczekiwało! A tak serio, to jestem trochę zawiedziony sytuacją z portami gierek, których do tej pory brakowało na Switchu. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, spowodowane było to problemami z dostępnością zestawów deweloperskich. Czekam na te wszystkie azjatyckie jRPG-i których do tej pory unikałem pod pretekstem, że jak wyjdą na Switcha, to w nie zagram. Podobno problemy te już zostały zażegnane, więc następny Direct powinien mi wiele osłodzić.
Podsumowanie roku 2025 – czy Nintendo upiekło zakalec?
Rolnik
W kwestii gier był to bardzo dobry rok, a w szczególności najbardziej dowozili twórcy niezależni. Z kolei Nintendo podeszło do niego dość zachowawczo. Dziwi to tym bardziej, że w 2025 roku zadebiutowała ich nowa hybrydowa konsola, więc można było się spodziewać kilku „bomb”, które rozkręciłyby nowy sprzęt. Zamiast tego dostaliśmy raczej kapiszony w postaci Mario Kart World (w którym nie nabiłem nawet dwucyfrowej liczby godzin) oraz Drag X Drive, a do tego sporą liczbę gier z poprzednika w wersjach Switch 2 Edition.
Z first-party obecnie tylko Bananza jest obowiązkowym zakupem i moim zdaniem na ten moment można sobie odpuścić nowy sprzęt Japończyków – choć tutaj warto zachować ostrożność, bo cena konsoli może wzrosnąć przez zawirowania na rynku RAM-u i możliwe, że w przyszłości taniej już nie będzie. W przypadku pierwszego Switcha czuć już schyłkowe lata. W sumie od Nintendo dostaliśmy w tym roku zaledwie cztery tytuły na „Pstryka”, z czego dwa to porty (w tym długo wyczekiwany Xenoblade Chronicles X) oraz dwie świeże pozycje, które doczekały się edycji Switch 2. Dziwi też dobór gier, które postanowiono usprawnić Zamiast takich tytułów jak Super Mario Party Jamboree czy kolejnego Kirby’ego, które i tak działały całkiem dobrze, sensowniejsze byłoby poprawienie Xenoblade Chronicles 2 albo Fire Emblem: Three Houses. Najpewniej koszty takich usprawnień byłyby zbyt wysokie, więc łatwiej było pójść na skróty, podbijając jedynie rozdzielczość i liczbę klatek na sekundę.
Monek
Część tego tematu poruszyłem już wyżej. Pierwszy rok Switcha 2 był bardzo ostrożny i zachowawczy. Nowa konsola okazała się w gruncie rzeczy odgrzanym kotletem. Dobrym kotletem – ale jedzenie go trzeci dzień z rzędu potrafi skutecznie zepsuć apetyt. Zabrakło innowacji, nowych IP wykorzystujących możliwości Joy-Conów czy po prostu większej liczby ciekawych gier, które mogłyby przekonać szersze grono odbiorców. Gdyby nie wiekowy już Switch v1 oraz fakt, że coraz częściej dostajemy wersje recenzenckie gier właśnie na Switcha 2, nie widziałbym większego sensu przesiadki. Pozostaje mieć nadzieję, że rok 2026 – szczególnie przy dużych jubileuszach marek takich jak Mario czy Pokemon – w końcu przyniesie to, z czego Nintendo zawsze słynęło: solidne, nowe tytuły.

Elan
Choć rozczarował mnie brak tytułu na Switcha 2, który skłoniłby do mnie do jego zakupu, to w 2025 roku nie nastawiałem się na to, że zaopatrzę się nową konsolę Nintendo. I nie żałuję, że tego nie zrobiłem, bo nadal dobrze bawiłem się na wysłużonej „jedynce”. Bujałem się na lianach w Donkey Kong Country Returns HD, zwiedzałem Mirę w Xenoblade Chronicles X: Definitive Edition, penetrowałem tajemniczy statek kosmiczny w Ultros, uprawiałem bakłażany i podrywałem dziołchy w Story of Seasons: Grand Bazaar, ratowałem świat w Dragon Quest I & II HD-2D Remake… W ubiegłym roku spędziłem z pierwszym Switchem kilkaset naprawdę miłych godzin.
Sent
Wybaczcie nawiązanie do czerstwego mema, ale obecnie siedzą we mnie dwie bestie. Jedna cieszy się z tego, ile gier i zapowiedzi pozytywnie mnie zaskoczyło, a druga ciągle patrzy z niedowierzaniem na ten shitshow, jakim była premiera Switcha 2. Minęło od niej ponad pół roku i przez ten czas moja opinia w ogóle się nie zmieniła. Gier nadal jest mało i nie zanosi się, by sytuacja szybko miała się zmienić. Te, które już wyszły, nie okazały się wielkimi hitami. A do tego co druga z nich otrzymała płatne DLC, jakby nowa, wyższa cena premierowa nie wystarczyła.
Key Cardy z kolei zaczynają infekować również tytuły wydawane bezpośrednio przez Nintendo – Pokopia zdaje się pierwszym testem. Fanatycy powiedzą, że przecież konsola i tak notuje fantastyczne wyniki, ale ja w tym widzę raczej wysoką wydajność fabryk. Pierwszego Switcha czy PS5 jeszcze kilka miesięcy po premierze było trudno dostać, co wyraźnie psuło ich statystyki sprzedaży. „Dwójka”tymczasem już po paru tygodniach zaczęła trafiać na pierwsze mikropromocje. Dużo mówi również statystyka sprzedanych gier – osiem lat temu na jedną konsolę przypadało jakieś siedem gier, obecnie bodaj dwie.
Jeśli zaś chodzi o pierwszego Switcha, znajduje się na przeciwległym biegunie i trzyma zaskakująco mocno. Zdążyłem już zapomnieć, ile dobrych gier otrzymaliśmy w tym roku: Xenoblade Chronicles X, Raidou, remake Final Fantasy Tactics, Dragon Questy, Inazuma, Trailsy, Pokemon Z-A… jasne, część z nich wyszła również na Switcha 2, ale skoro działają i wyglądają równie dobrze na starszej konsoli, to po co przepłacać? Sytuacja zapewne zacznie zmieniać się w przyszłym roku, ale wydaje mi się, że co najmniej do jesieni nie odczuję konieczności przesiadki. Albo może nawet i dłużej, bo nadal nie przekopałem się przez zaległości z 3DS-a, a co dopiero te obecne.
Moja ocena roku – Metroid Prime 4/10
Aki
W sumie wypadałoby powtórzyć to, co napisałem przy okazji rozczarowań akapit wyżej – dla mnie ten rok był bardzo nijaki. Pojawiło się mało nowych gier, nieważne czy na Switcha 1, czy Switcha 2. Żadnego poważnego argumentu (w postaci gier), dla których warto by było kupić nową odsłonę konsoli od wielkiego N. Grałem głównie w stare gry, robiłem sobie replaye i nadrabiałem kupkę wstydu.
W moim odczuciu ten rok został przez Nintendo mocno przespany. Premiera Switch 2 nie została wykorzystana, zabrakło jakiegoś dodatkowego uderzenia, czegoś, co nakręciłoby i utrzymało hype. Niby na koniec roku dostaliśmy Pokemony i Metroida, ale za cicho, za mało, za późno dla Switcha 2… A że działają też i na Switchu 1, to po co się przenosić na nową konsolę? Ba! Można kupić wersję na Switcha 2 i grać na Switchu 1. Zaróno Pokemony, jak i Metroid działają całkiem nieźle (i jak już kiedyś się przeniesiemy na nową konsolę, to mamy od razu dostępną wersję „ulepszoną”). Dla mnie, choć bardzo lubię Nintendo, to zakalec jak nic.
pieR
Miałem za mało czasu, aby dopadł mnie syndrom narzekania na coś, co wyszło nie tak. A granie pod czasowym kloszem pozwoliło mi dobierać się tylko do gier, na które bardzo czekałem. Mój czas z grami wideo głównie spędziłem, grając online na PC. Jak zwykle poturniejowałem trochę przy Tekkenie. Sporo apexowałem, ale świetny port na NS2 nie przekona mnie do zmiany platformy. Dużo też grałem w szachy i zebrałem ponad 6500 kart w Pokemon TCGP. Z kolei końcówka roku ubiega mi pod znakiem gry w Teamfight Tactics. To nie był rok, w którym dużo grałem. To był rok, w którym dużo podróżowałem i nie myślałem o żadnym zakalcu 🙂

Nieoczywista polecajka: gra z 2025 roku, o której było zbyt cicho
Rolnik
Jeżeli mieliście okazję grać na Game Boyu Advance w czasach jego świetności, Pipistrello and the Cursed Yoyo jest pozycją obowiązkową. Oczywiście fani po prostu dobrych gier również mogą się nią zainteresować. Produkcja ma tak silny klimat tytułów z legendarnego przenośniaka, że momentami wygląda jak port gry sprzed lat. I nie jest to absolutnie żadna wada. Pipistrello stawia przede wszystkim na gameplay, a ten jest wyborny. To bardzo udany miks dwuwymiarowych odsłon Zeldy z metroidvanią. Twórcy żartobliwie określają swoją grę mianem „yoyovanii”, bo jojo jest głównym narzędziem bohatera. Służy zarówno do walki, jak i do rozwiązywania zagadek środowiskowych. Całość jest niezwykle pomysłowa, doprawiona świetnym pixelartem i bardzo dobrą muzyką. Dla ciekawskich – w eShopie dostępne jest demo, więc można na własnej skórze przekonać się, jak dobra jest to produkcja.
Monek
Mam wrażenie, że bez większego echa przeszło FANTASY LIFE i: The Girl Who Steals Time. Czy mogę ją polecić? Trudno powiedzieć w stu procentach – przez problemy z dystrybucją w Polsce nie doczekałem się fizycznej kopii i pewnie kiedyś nadrobię ją cyfrowo na Steam Decku. Niemniej to tytuł solidny, dobrze oceniany i zdecydowanie zasługujący na większą uwagę. Jako bonus dorzuciłbym Dispatch – małą perełkę 2025 roku, która już w styczniu trafi na konsole Nintendo. Jeśli nie macie obecnie ważniejszych premier (a o to Nintendo w ostatnim czasie zadbało), oba tytuły są prawdopodobnie warte nadrobienia.
Elan
Nintendo Switch 2 dostał na premierę Mario Kart World i FAST Fusion, a pół roku później na nowego „przenośniaka” trafiło Kirby Air Riders. Sporo tych gier wyścigowych, prawda? Tymczasem ja najlepiej bawiłem się w Sonic Racing: CrossWorlds. Co prawda na Xboksie, a nie na konsoli Nintendo, ale ptaszki ćwierkają, że na Switchu 2 działa i wygląda sporo lepiej niż na „jedynce”. Nie wiem, czy wyścigówka z niebieskim jeżem jest lepsza od wyżej wymienionych tytułów, bo w nie nie grałem. Wiem jednak, że ma eventy, których Nintendo w serii Mario Kart jeszcze nie wynalazło (co dziwi, patrząc na cykl Splatoon, gdzie są od lat) i crossplay między wszystkimi platformami, dzięki czemu mogę grać razem z kolegami z MyNintendo.

Sent
O Inazumie już napisałem w sekcji GOTY, więc w tym miejscu napiszę o Trails in the Sky FC Remake. Wprawdzie nie jest tak, że o tej grze nie słyszał, jednak skorzystam z każdej okazji, by reklamować ją dalej. Historia Estelle i jej kompanów to jeden z moich ulubionych jRPG-ów – zaczyna się powoli i długo buduje napięcie, ale kończy epicko i zostawia z apetytem na więcej. Bywa śmiesznie, bywa dramatycznie. No i w przeciwieństwie do większości współczesnych RPG-ów potrafi zamknąć historię w optymalnych 40 godzinach, zamiast rozwlekać ją na siłę. Oryginał na Windowsa kocham bardziej, ale odświeżona wersja również daje radę. Polecam spróbować każdemu fanowi gatunku.
Aki
Tutaj napiszę Fantasy Life i: The Girl Who Steals Time. Nie uznałem jej za moją najlepszą grę roku, bo grałem w nią zdecydowanie za mało. Poza tym dla niektórych może być to gra zbyt nudna i powtarzalna. Niektórzy mówią też, że to gra w napełnianie pasków postępu. Co gorsza, Europa nie doczekała się wydania fizycznego i musimy się zadowolić kopią cyfrową albo zamówić sobie pudełko z Azji.
Dlaczego polecam? Bo bardzo dobrze się przy tym bawię. To taki trochę life sim, ale nie jesteśmy uwiązani do zegara tak jak w Animal Crossing. Jest w tej grze miejsce na spokojne robienie różnych przedmiotów i dekorowanie, jest przestrzeń na walkę i zwiedzanie. Jest tam nawet jakaś fabuła! Godzinki na liczniku lecą, a ja nadal mam ochotę w to grać.
Fantasy Life i to dla mnie trochę taki cozy game obecnych czasów. Animal Crossing na ten moment zostało przez Nintendo pogrzebane, dawno temu, za sprawą zakończeniem wsparcia… chociaż teraz będzie wskrzeszane wydaniem wersji na Switch 2. I tu znów Nintendo idzie na łatwiznę, bo wskrzesza tytuł, zamiast wydać nową odsłonę na nową konsolę.
pieR
Zagrajcie w Mandragorę, metroidvanię od małego węgierskiego studia, w której wszystko jest na swoim miejscu!

Na jaką grę czekam w 2026 roku i jaką zapowiedź chciałbym zobaczyć
Rolnik
Szczerze? Na ten moment najbardziej czekam na Nintendo Direct, bo obecnie Nintendo nie ma zapowiedzianej żadnej gry, na którą faktycznie bym czekał. Spoza bańki Big N najbardziej wyczekuję Mina the Hollower, które zostało przesunięte na ten rok, aby twórcy mogli je ostatecznie dopieścić.
A jaką zapowiedź chciałbym zobaczyć w 2026 roku? Pewnie oczekuję niemożliwego, ale marzy mi się Wario Land 5. Wystarczyłoby odtworzyć formułę z poprzednich odsłon, bez żadnych udziwnień, a byłbym więcej niż ukontentowany. Ostatnio Wario został zaszufladkowany wyłącznie do swojej serii opartej na minigrach i najwyższy czas go z tego brzemienia oswobodzić, dać mu szansę wykazać się w czymś bardziej ambitnym i zwyczajnie ciekawszym.
Monek
Tutaj również podzielę wypowiedź na dwa akapity. Gry, na które czekam najbardziej, są już zapowiedziane. GTA VI pewnie zaliczy kolejne opóźnienie i raczej nie ukaże się w 2026 roku, ale Forza Horizon 6 ma spore szanse pojawić się w niedalekiej przyszłości – i liczę na to, że spędzę przy niej długie godziny. Poza tym wypatruję kilku mniejszych, głównie indie tytułów, zapowiadanych od lat – jak chociażby Replaced z konkretną już datą premiery.
Jeśli chodzi o Nintendo, najbardziej czekam na nową odsłonę Fire Emblem (już zapowiedzianą) oraz na dziesiątą generację Pokémonów, o której zapewne usłyszymy podczas lutowego Pokémon Direct. Po przeciekach zapowiada się obiecująco (w przeciwieństwie do ubiegłorocznego Legends: Z-A) i bardzo chciałbym, żeby w końcu był to po prostu porządny tytuł, a nie gra, po której zakończę swoją przygodę z tą marką. Z niezapowiedzianych jeszcze gier czekam też na Super Mario Odyssey 2 – najwyższa pora na sequel po tylu latach od premiery części pierwszej. A w sferze marzeń niezmiennie pozostaje Nintendogs. Nie miałem okazji zagrać na 3DS-ie, a patrząc na dawne wyniki sprzedaży, był to bardzo popularny tytuł. Nintendo… serio, zrób coś.

Elan
Jeśli chodzi o już zapowiedziane gry, to będę powtarzalny, ale najbardziej czekam na Minę the Hollower. Gra od twórców Shovel Knighta w stylistyce i z rozgrywką przypominającą odsłony serii The Legend of Zelda z Game Boya Colora? To właśnie jedna z tych gier, która krzyczy do mnie „musisz mnie mieć!”. A jeśli chodzi o to, jaką zapowiedź chciałbym zobaczyć, to zawsze chętnie przyjmę zwiastun nowej gry Monolith Soft. Nie spodziewam się, że ukaże się jeszcze w 2026 roku, ale cokolwiek ma to być – kolejne Xenoblade Chronicles czy coś całkowicie nowego – czekam na jakieś informacje. No i jest jeszcze jedna taka seria, która od czasów 3DS-a nie dostała nowej części, a jedynie koszmarnie leniwe porty. W 2027 będzie obchodzić 20-lecie… czy to moment na zapowiedź kolejnej pełnoprawnej odsłony?
Sent
Oczywiście drugą część remake’u Trails in the Sky. Nie jest to wprawdzie aż tak dobra gra jak jedynka, ale i tak chciałbym dołączyć ją do mojej kolekcji. Ciekawi mnie również jak wypadnie nowy Professor Layton, ponieważ Level-5 jak na razie dowozi wszystkie tytuły. O innych grach ciężko mi się wypowiadać, ponieważ Nintendo niespecjalnie postarało się poinformować nas o swoich planach. Nowy Fire Emblem zapowiada się ciekawie, ale to trochę mało, bym specjalnie dla niego kupił konsolę. Szczególnie jeśli historia znowu miałaby być zrobiona na odwal się, gameplay rozwleczony, gra wydana na Key Cardzie…
Co z kolei chciałbym zobaczyć? Może zapowiedź nowych Pokemonów. Ludzie mogą sobie mówić, co chcą, ale Scarlet/Violet były całkiem niezłymi grami. Może więc wreszcie tym razem uda się połączyć dobrą historię, ciekawe lokacje i interesujące mechaniki w jedną grę, zamiast wybierać jedno i olewać resztę. Gorszego gniota niż Sword/Shield czy remake Diamond/Pearl i tak chyba nie ulepią. Oprócz tego może nowego Metroida 2D? Dread przekonał mnie do tego gatunku, więc kolejną grę w tym stylu też bym chętnie łyknął. Albo wiem – nowy Ace Attorney. Tego kupiłbym na premierę, nawet w cyfrze. Generalnie ucieszy mnie jednak cokolwiek, co pozwoli zatrzeć niesmak towarzyszący mi od premiery Switcha 2.
Aki
Niewiele przychodzi mi do głowy… Z tego, co już zostało zapowiedziane, to nowy Yoshi i Pokopia przykuły moją uwagę. Professor Layton też może być interesującą pozycją. Ciekawi mnie też bardzo, jak to się sprawdzi na jednym ekranie – cała moja dotychczasowa historia z Laytonami to gry z 3DS-a i DS-a, gdzie ekrany były zawsze dwa.
Mogliby też w końcu do Pokemonów wprowadzić voice acting – nawet nie pełny, mi wystarczy w cutscentach i po japońsku albo angielsku. Niech te postacie zaczną się w końcu odzywać. To już naprawdę źle wyglądało w Sword i Shield, gdzie postać kłapała paszczą, a i tak mówiła napisami. A kolejne gry nic nie zmieniają w tym zakresie. No i w końcu chciałbym zobaczyć więcej gier „Switch 2 only”. Nintendo, daj mi w końcu powód…
I takie niegrowe chciejstwo mam też… By Nintendo przestawało nam sprzedawać gry z „płatnym DLC” ogłaszanym już w dniu zapowiedzi gry (tak, na was patrzę, Pokemon Legends: Z-A) lub wyglądających totalnie jak skok na kasę i łaskawe „oddawanie” rzeczy wyciętych z podstawki przed premierą (tak, to znowu o was, Z-A).

pieR
No dzień dobry. To miał być kolejny rok, w którym napisałbym, że czekam na remaster Final Fantasy Tactics, ale doczekałem się! Gra została wydana, ja nabyłem ją pierwszego dnia i do tego momentu nie spędziłem w niej nawet minuty… Więc w takim razie, teraz wymienię gry, w jakie pewnie nie zagram, a na które czekam.
Pierwszą będzie Final Fantasy Tactics Advance w NSO. No to musi tam trafić, chyba że „kwadratowi” pichcą jakąś kompilację z oboma częściami FFTA, na to też bym się nie obraził.
Nowy Fire Emblem również wisi mi przed oczyma. Jest już zapowiedziany, a znając Nintendo, to pewnie jest już od roku gotowy i czeka tylko na premierę.
To pewnie może być nie możliwe, ale chciałbym zobaczyć nową Forzę Horizon na NS2. Nowa polityka Microsoftu sprawia, że takie marzenia wcale nie muszą być marzeniami.
Oczywiście mam zamiar zagrać w Pragmatę. Dziwna gra, czyli to, co najlepsze od Japończyków.
Ucieszyłbym się z portu Tekkena 8 na NS2.
Final Fantasy 9 Remake przeciekł dawno, raz jest o tytule głośno, raz cicho, ale jak nie w tym roku, to w którym?
Dobra, teraz pora na rocznicowe życzeniowe roszczenia!
Na 40-lecie Zeldy chcę remastery, sami wiecie czego.
Na 40-lecie Metroida chcę nowego w dwóch wymiarach.
Na 40-lecie Dragon Questa chcę 12!
Na 40-lecie Kid Icarusa chcę cokolwiek.
Na 40-lecie Castlevanii chcę nowego anime.
Na 35-lecie Sonica nie chcę go więcej widzieć.
Na 30-lecie Persony chcę szóstki, mimo że w żadną nie zagrałem.
Na 30-lecie Pokemon chce MMO od Nintendo z nowym regionem co rok!
Na 25-lecie Animal Crossing chciałbym, aby Aki nie przepadł w kolejnej części na tysiąc godzin.
Na 25-lecie Luigi’s Mansion może jakiś spinoff? Może jakieś wyścigi na odkurzaczach?
Na 25-lecie Pikmina dajcie jakiegoś city buildera.
