[Recenzja] Metroid Prime 4: Beyond

Wracamy z Samus do akcji, uciekamy z Viewros i znowu czekamy. Mam nadzieję, że na następnego Prime'a nie będziemy tyle czekać!

Trochę na nowego Prime’a musieliśmy poczekać! Dacie wiarę, że pierwsze oficjalne informacje o grze trafiły do sieci w 2017 roku? Ponad 8 lat później Samus powraca z nową trójwymiarową przygodą w Metroid Prime 4: Beyond! Czy tyle czasu wystarczyło, aby gracze, którzy wyczekiwali kolejnego megahitu, mogli w ciemno atakować sklepy po nowy kartridż z międzyplanetarną łowczynią nagród? Tak, chociaż ja sam zdecydowanie liczyłem na trochę więcej. O co mi chodzi, przeczytacie w poniższej recenzji.

Cała paka gotowa na akcję!

Historia przedstawiona w Beyond nie jest bezpośrednią kontynuacją, więc teoretycznie powinniśmy widzieć sporo nowego. Twórcy nie poszli w tym kierunku i gracze mogą się spodziewać mniej więcej tego samego, co widzieli w poprzednich częściach. Zacznijmy jednak od historii, w której to Samus walcząca z Kosmicznymi Piratami na zlecenie Galaktycznej Federacji stara się obronić nowo odkryty artefakt. W całym tym zamieszaniu natrafiamy na Syluxa, innego łowcę, który nie stoi po stronie dobra. Jego niecne akcje kończą się aktywowaniem artefaktu i przeteleportowaniem części obecnych na planetę Viewros.

Zawsze na naszej drodze stanie jakiś maruda, niszczyciel dobrej zabawy.

Gracz, czyli my, przejmujemy kontrolę nad Samus Aran, sławną na całą galaktykę i ponadto (widzicie, co tutaj zrobiłem? hyhy). Ale nasza gapcia znowu uderzyła się w głowę i zapomniała/pogubiła wszystkie swoje umiejętności. A więc my, jako naczelny gołodupiec, ruszamy na eksplorację planety, aby poznać jej tajemnice i ulepszyć naszą cyber zbroję.

Skanujemy wszystko, co się da, bo wiedza to potęga!

Niestety Samus nadal się nie odzywa, ale to już nie są ciche dni, tylko ciche lata. Może mało mówi, a może ktoś musi zrobić serial, w którym będzie mogła się odezwać, nie wiem. Jednak tak samo jak w przypadku Linka liczyłem na to, że w tej generacji w końcu główne postacie największych marek Nintendo odzyskają głos. Rolę narratora przejęli za to pracownicy Galaktycznej Floty, którzy podobnie do Samus zostali przeniesieni na nieznaną planetę. Od razu muszę przyznać, że sam bardzo się ucieszyłem z tego typu rozwiązania. Nie są jakoś specjalnie rozpisani i po prostu wypełniają pustkę, ale miło trafić na człowieka lub czterech i robota w kosmosie.

Jak się jednak okazuje, nie do końca jesteśmy sami na Viewros.

Szybko się okazuje, że Viewros zamieszkane było przez rasę Lamorn, która po tym, jak uzyskała szczyt technologiczny, odkryła, jak obudzić w każdym mieszkańcu planety moce psychiczne. Moce, z którymi na początku rodzili się tylko nieliczni. To właśnie moce psychiczne kamienia (który wygodnie został umiejscowiony na kasku (czole) Samus) pozwalają jej z owych zdolności korzystać. Dzięki temu bohaterka poznaje język Lamornów i jest w stanie zrozumieć holograficzne wiadomości, jakie zostawili jej już wymarli kosmici.

Samus jest taka czarująca, gdy używa mocy psychicznych niczym magii.

Obcy informują nas, że aby opuścić ich rodzinną planetę, wybrańczyni (czyli nasza łowczyni nagród) musi zebrać pięć kluczy i aktywować teleporter w wieży Chrono. I tak zaczyna się nasza zabawa. Nic specjalnego, nie wzruszymy się ani nie uronimy żadnej łzy, ale możecie liczyć na typową historię sci-fi na obcej planecie. Tutaj zdecydowanie można było wyciągnąć coś więcej, ale w Metroidach nigdy nie chodziło o fabułę. Ona po prostu miała być i tutaj jest.

Kto nie lubi, kiedy czas zwalnia i możemy więcej?

Mnie w Metroidach zawsze najbardziej ruszała eksploracja. Wiem, każdy, kto miał do czynienia z tą serię, pewnie sobie myśli „o czym on mówi, przecież to w głównej mierze było latanie po tunelach”. Zgadzam się z wami, lubiłem szorować po korytarzach i nie miało dla mnie znaczenia, czy to robię w dwóch, czy trzech wymiarach.

Veiwros Data Center

Na pierwszym zwiastunie, który ukazał się w zeszłym roku, mogliśmy zobaczyć Samus dosiadającą motocykla. Przez chwilę byłem w szoku. Jak to? Metroid będzie grą z otwartym światem? Przecież to się nie klei! No i miałem rację, bo się nie klei. Ten element został wprowadzony po macoszemu. Wioletkę (bo tak nazywa się motocykl Lamornów) odblokujemy we wczesnym etapie gry i tak naprawdę, gdyby nie pustynia, to nie byłby nam mocno przydatny. Tak, są momenty, kiedy służy do popychania fabuły do przodu, ale naprawdę liczyłem, że będzie pełnił więcej funkcji. Możemy walczyć z jego grzbietu, a w grze czeka na nas nawet dwóch bossów, których pokonać będziemy musieli, właśnie dosiadając Wioletki. Te walki wypadły całkiem fajnie i trochę szkoda, że nie wyszło ich więcej. W ogóle mam wrażenie, że pojęcie jazdy na e-motorze wpadło do gry w późnej fazie produkcji. A myślę tak dlatego, iż ciekawsze rzeczy z nim dzieją się dopiero w drugiej fazie gry.

Lubicie jeździć kulą? Bo ja bardzo!

Mało też się dzieje, jeśli chodzi o sekreciki. W poprzednich częściach były mniej oczywiste i łatwo było można coś przegapić, ale tutaj nie miałem z tym większego problemu. Trochę irytującą decyzją było skazanie gracza na zbieranie zielonej energii, potrzebnej do jednego z ostatnich upgrejdów. Przed wejściem do najwyższej wieży jeździłem 2 godziny po pustyni, aby rozwalać zielone kryształy…

Motocyklem też fajnie mi się jeździło.

Sam projekt kolejnych „leveli” nie jest zły. Trafimy w miejsca skute lodem, zalane lawą. Trafimy również w takie, gdzie władzę przejęła natura lub wszystko zostało zautomatyzowane. Tylko powiem wam szczerze, że trochę tutaj nie czuć tej metroidowości. Gra bardziej ma w sobie vibe gry akcji sci-fi, do jakiego przyzwyczaiły nas inne gry typu FPS w kosmosie. Osobiście nie jest to dla mnie jakimś ogromnym minusem, bo kosmiczne strzelanki też bardzo lubię. Jednak prawdziwego fana może coś swędzić pod stopą.

Zimowe pieski! Mało przyjazne!

Pora na strzelanie i tutaj czeka na nas to, do czego się przyzwyczailiśmy przez te wszystkie lata. Nikt nie próbował wymyślić koła na nowo i oddano w nasze ręce klasyczne bronie znane z poprzednich gier. W trakcie naszej przygody odblokujemy takie klasyki jak ognisty pocisk, lodowy pocisk, elektryczny pocisk czy super rakiety. Oczywiście wszystkie w kilku wersjach, cobyśmy za szybko nie dotarli w jakiś etap, do którego według twórców za wcześnie wejść nie możemy. Poza tym oczywiście są zdolności, które wpłyną na naszą umiejętność wpływu na otoczenie lub poruszania. Podwójny skok, linka, hak itp. Nie ma Metroida bez zmiany w kulę, więc i tutaj nabierzemy krągłości i zaczniemy się turlać w miejsca, które nie są dostępne dla nas w inny sposób.

Nie wiadomo kto jest w zbroi.

Gimmickiem w tej części są zdolności psychiczne Samus. Pozwalają nam one, niczym bateria, zasilić przeróżne elementy otoczenia. Czasami pozwoli nam to podnieść jakąś platformę, przekręcić kamień czy inne takie. Pozwoli nam to również zmaterializować mechanizmy, które nie są dostępne dla zwykłych śmiertelników (niewidzialne tory dla kuli lub platformy).

Giant Enemy Lava Snake

Najlepiej zostało to zaimplementowane w momencie strzału z psychicznego działka. Czas zwalnia i zyskujemy pełną kontrolę nad pociskiem. Najpierw wykorzystamy tę umiejętność w zagadkach. Nie możemy otworzyć drzwi z jednej strony? To nic, otworzymy je sterowanym atakiem przez wlot nad nimi. Na naszej drodze stają także androidy, które wyłączymy tylko za pomocą przelotki psychicznym pociskiem. Da się je wykorzystać, aby dostać się gdzieś dalej albo uniknąć walki. Psychiczne działo zostało też fajnie wykorzystane w pojedynku z pewnym latającym bossem. W pewnym momencie musimy przestrzelić 3 z jego słabych punktów w trakcie jednego lotu. Wydaje się proste, ale te, nawet przy zwolnionym czasie, nadal są w ruchu, a dodatkowo przeszkadza nam jeszcze pasmo skałek. Fajnie by było, gdyby twórcy zmusili gracza do częstszego korzystania z tej broni w walce.

Z kolegami na wczasach.

Przy pierwszym podejściu do gry mamy dostęp tylko do casualowego i normalnego poziomu trudności. Oba nie są wymagające: w normalnym problem przez chwilę sprawił mi tylko ostatni boss, i to tylko dlatego, że musiałem atakować i jeszcze bronić koleżków unikając ciągłych ataków obszarowych.

A co jeśli to Sylus ma rację, i to my gramy, tą złą postacią?

Na koniec zostawiłem sobie sprawę techniczną Metroid Prime 4: Beyond. Może nawet powinienem od niej zacząć. To prawdopodbnie najlepiej wyglądająca gra i działająca na Nintendo Switch 2 (recenzja dotyczy właśnie owej wersji). Przed rozpoczęciem możemy wybrać jeden z dwóch trybów: 4k60 i 1080p120. I śmiało mogę powiedzieć, że wszystko działa tutaj, jak należy. Sam oczywiście wybrałem rozgrywkę w 120 klatkach na sekundę, ale sprawdzając przez chwilę tryb 4k, nie widziałem dużej różnicy w jakości grafiki. Retro Studios nie wydało oryginalnej gry od 10 lat, więc widać, że dopieścili swój silnik idealnie na miarę Switcha 2. Nie ma niemal żadnych dropów (1-2 fpsy spadku od czasu do czasu przy jeździe po pustyni), gra działa wyśmienicie. Antyaliasing wygląda dobrze, wszystko szybko się wczytuje (z wyjątkiem podróży między naszą bazą i pustynią), świetnie został zaimplementowany HDR. Chodzi mi oczywiście tylko o wersję na telewizorach lub monitorach, bo ekran Switcha 2 jest za słaby, aby wywoływać efekt wow. Łatwo jest przegapić masę małych smaczków graficznych! Odbicie Samus w wizjerze przy wybuchach, krople wody spływające po działku, praca zawieszenia w motorze. To zdecydowanie pierwsza liga w przenośnym świecie Nintendo!

A kto się tutaj odbija?

Ostatnio nie miałem szczęścia do gier, które przypadły mi do recenzji w kwestii ścieżki dźwiękowej. Ale tutaj znowu dowieziono! Wystarczy zamknąć oczy i czujesz ten klimat przez uszy! Nawet przez moment nie miałem wątpliwości, że jestem sam w kosmosie. W końcu mam motyw, który mi zapadł w pamięć. Mam na myśli motyw przewodni miejscówki Fury Green – miodzio! Sprawdzicie go tutaj już teraz, a w przyszłości pewnie trafi do muzycznej appki Nintendo. Jest jeszcze jeden temat, który chciałem podjąć. Chodzi o sterowanie. Ja grałem na klasycznym, ale jest jeszcze jeden – taki, w którym możemy wykorzystać nasz kontroler jako myszkę! Działa to dosyć sprawnie, więc jeśli zdecydujecie się na zakup, to śmiało go sprawdźcie.

Pierwsze podejście poszło mi tak o.

Grę do recenzji dostarczył Conquest Entertainment.

Gra jest również dostępna na Nintendo Switch. W niczym nie ustępuje pod względem zawartości, ale gra została przytemperowana w kwestiach graficzno-technicznych względem wersji na Nintendo Switch 2.

Rating Image

Podwójny powrót zaliczony! Samus wraca do gry w trójwymiarze, a Retro Studios wraca po niemal 10 latach bez oryginalnej gry. W tej grze jest trochę mniej Metroida, niż byłem do tego przyzwyczajony, ale to świetna gra, nad którą w zdecydowaniu nie powinni się zastanawiać gracze, którzy mają więcej lat niż 10. Obowiązkowy zakup dla fanów FPS oraz fanów Metroidów!

Plusy:

  • Świetna szata graficzna oraz ścieżka dźwiękowa
  • Klasyczna rozgrywka
  • Fenomenalna strona techniczna

Minusy:

  • Fabuła
  • Samus nadal się nie odzywa
  • Pustynia
  • Czas rozgrywki
  • Niski poziom trudności

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *