
Aligator Brok wiedzie życie pełne emocji. Gdy akurat nie rozwiązuje kolejnej zagadki detektywistycznej ani nie obija mordy miejscowym łobuzom, stara się opiekować swoim przybranym synem, a ich relacja wcale nie należy do najłatwiejszych. Na szczęście bohater doczekał się nowej gry, która tym razem stawia na solidne okładanie po gębach, a mniej na warstwę fabularną. BROK: The Brawl Bar to powrót do młodzieńczych lat, kiedy Brok był zawodowym bokserem. Tylko czy tytuł jest w stanie obronić się samą bitką?
Bokserska przeszłość
Nasz bohater trafia do tytułowego baru w slumsach, który okazuje się miejscem, gdzie spragnieni mocnych wrażeń mieszkańcy mogą w bezpieczny sposób dać upust swoim emocjom. Jak to możliwe, bijatyka bez odniesienia obrażeń? To proste: wszystkie starcia odbywają się w wirtualnej rzeczywistości. Samo okładanie się po pyskach jest całkiem przyjemne, ale rozgrywka nie ogranicza się wyłącznie do walki. Postępy zdobywamy poprzez wykonywanie różnorodnych zadań i to właśnie tutaj pojawia się największy problem gry.

Nie wszystkie wyzwania są równie ekscytujące, a niektóre potrafią wręcz frustrować. Raz trafiamy na sekcje platformowe, w których musimy rozbić określoną liczbę balonów, innym razem zbieramy sto sztuk jakiegoś przedmiotu, a w kolejnym zadaniu walczymy z przeciwnikami, którzy z czasem stają się coraz szybsi. To ostatnie wyzwanie często kończy się tym, że pod koniec jedynie oglądamy, jak nasza postać jest bez przerwy okładana, a my niewiele możemy z tym zrobić. Co więcej, rozgrywka na normalnym poziomie trudności oferuje całkiem spore wyzwanie, przez co w niektórych momentach frustracja potrafi dobijać do niebezpiecznych wartości. Na szczęście w trakcie gry zbieramy walutę, która pozwala między innymi pomijać te najbardziej upierdliwe zadania. Tytuł zyskuje także po znalezieniu partnera do rozgrywki – wtedy całość staje się odrobinę mniej irytująca.
Lewy prosty i nie ma co zbierać
BROK utrzymany jest w stylu wizualnym znanym z klasycznych gier point’n’click. Zarówno postacie, jak i tła są ręcznie rysowane, a wszystkie elementy ruchome dodatkowo wyróżniono grubą linią konturu. Całość dopełnia ambientowo-synthowa ścieżka dźwiękowa, która skutecznie buduje klimat. Na uwagę zasługuje również voice acting, który stoi na całkiem niezłym poziomie, a głosy bardzo dobrze pasują do przedstawionych bohaterów.
The Brawl Bar pierwotnie planowany był jako DLC do BROK the Investigator, jednak projekt rozrósł się na tyle, że ostatecznie zdecydowano się wydać go jako osobny tytuł. Moim zdaniem była to nietrafiona decyzja. Jako dodatek gra broniłaby się znacznie lepiej niż jako samodzielna produkcja. Unikalne połączenie pierwowzoru, czyli point’n’clicka z beat’em upem (określanym tu jako punch’n’click), zostało bowiem zredukowane wyłącznie do tego drugiego elementu. Sama walka oferuje jednak dość rozbudowany zestaw mechanik: mamy uniki, bloki, szybkie i silne ciosy, a także różnorodne kombosy. Ich wykorzystanie nie zawsze jest jednak optymalne i przy mniej ciekawych wyzwaniach w rozgrywkę potrafi wkraść się monotonia.

Również popychanie postępu poprzez wykonywanie wyzwań nie jest tak motywujące jak dobrze poprowadzona historia. Co prawda poznajemy kolejne szczegóły tego uniwersum, jednak chciałoby się ich znacznie więcej, ponieważ świat przedstawiony jest naprawdę ciekawy. Sporadycznie zdarzają się też drobne bugi i przycięcia. Nie są one częste, choć jeden z nich zmusił mnie do restartu gry. Sama przygoda nie należy również do najdłuższych. Dotarcie do napisów końcowych zajmuje około 3-4 godziny. Czas ten można jednak wydłużyć, podejmując się wyzwań na wyższych poziomach trudności, wykonując zadania dzienne lub tworząc własne scenariusze za pomocą wbudowanego edytora wyzwań. Na plus należy zaliczyć także dostępność języka polskiego, choć ogranicza się ona wyłącznie do napisów.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy COWCAT Games.
Jeśli chcecie zapoznać się z uniwersum aligatora Broka, zdecydowanie lepszym wyborem będzie BROK the Investigator, który oferuje pełniejsze i ciekawsze doświadczenie. The Brawl Bar sprawia natomiast wrażenie wykastrowanego następcy, z irytującymi wyzwaniami i niewykorzystanym w pełni potencjałem systemu walki. Lepszych beat'em upów jest zdecydowanie więcej, a punch’n’click jest tylko jeden.
Plusy:
- voice-acting
- całkiem niezły system walki
- cena
Minusy:
- wkradająca się monotonia
- sporo frustrujących i nudnych wyzwań

