Wiadomo, że jeśli chcemy wygodnie pograć na Nintendo Switch w warunkach stacjonarnych, to nie ma lepszego wyboru niż Pro Controller od Nintendo. Czy to w przypadku Switcha 1, czy Switcha 2 są to najlepsze i najwygodniejsze kontrolery potrafiące wytrzymać nawet 40 godzin na jednym ładowaniu.
W tamtym roku pisałem o alternatywie dla oryginalnego pada, jaką sprawiłem sobie w ramach prezentu świątecznego. Był to pad firmy PowerA, którego recenzję możecie przeczytać TUTAJ.
Stety albo niestety spotkała mnie przykra niespodzianka i lewa gałka analogowa zaczęła mieć problemy. Mimo maksymalnego wychylenia nie reagowała poprawnie w lewej dolnej części zakresu, co sprawiało, że postać, zamiast na przykład biec, szła sobie bardzo powolnym krokiem. Pad pojechał na gwarancję i niestety dostałem zwrot pieniędzy, bo usterka okazała się nienaprawialna 🙁

W związku z tym postanowiłem rozejrzeć się za jakimś dodatkowym padem dla siebie, bo mój Pro Controller ma swoje lata i nie jest pierwszej świeżości (choć jak się okazało, przeżył swojego „kuzyna na wszelki wypadek”). Podczas przemierzania odmętów internetu wyświetliła mi się reklama firmy GameSir, oferującej pady bezprzewodowe współpracujące z PC, Xboxem, PlayStation, Nintendo Switch, iOS czy Androidem. Lista kompatybilności naprawdę okazała, dodatkowo model przygotowany z myślą o Nintendo Switch był w tak absurdalnie niskiej cenie, więc stwierdziłem, że muszę się przekonać i sprawdzić go na własne oczy. I tak oto trafił do mnie GameSir Nova przeznaczony dla Nintendo Switch.
Pudełko i zawartość
Pudełko, w jakim przyjechał do mnie padzik, jest klasycznych rozmiarów, kartonowe, potrząśnięte trochę hałasuje, jakby w środku coś latało luzem. Pudełko na froncie dumnie prezentuje wygląd pada, oraz pod spodem mały dopisek, że ma „HD Rumble”. Czyżby to oznaczało, że oferuje jakieś wibracje?
W samym pudełku nie znajdziemy żadnej wypraski dla pada. Pewnie dlatego wszystko trochę stukało, jak się potrząsnęło pudełkiem. Tych, którzy już wyciągnęli widły, by wieszać naszych chińskich przyjaciół za wpakowanie pada luzem do pudełka, proszę o uspokojenie. Owszem, w pudełku nie ma żadnej wypraski dla pada, bo pad jest zapakowany w całkiem zgrabne, dopasowane, plastikowe etui.
Samo etui jest bardzo ściśle dopasowane, pad mieści się tam idealnie i bezproblemowo, ale oficjalny Pro Controller czy inne kontrolery już do niego nie wejdą. Po paru dniach trudno mi jednoznacznie ocenić jego wytrzymałość, zwłaszcza zawiasów i zatrzasku, bo one też są plastikowe, ale na pewno lepiej zabrać ze sobą pada w podróż w takim etui niż zupełnie bez niczego.
Dodatkowo na dole znajdziemy kartonik z instrukcją obsługi w kilkunastu językach (niestety nie dopatrzyłem się tam polskiego), jakąś minibroszurką do strony internetowej oraz prawie 2-metrowym kablem USB-C, by móc pada jakoś podładować albo podłączyć do konsoli.

Wykonanie pada
Wykonanie pada jest raczej średniopółkowe. Jest to plastik. Główna część pada jest raczej śliska, nieco więcej faktury i chropowatości znajdziemy na spodzie i uchwytach. Palce dość przyjemnie na nim leżą, przypominając trochę „chropowatość”, jaką oferował Pro Controller dla Switcha 1 (ten dla Switcha 2 ma dużo bardziej gładki feeling). Gałki analogowe pracują przyjemnie, pod kciukiem znajdziemy wyraźnie fakturowaną powierzchnię z całkiem sporym zagłębieniem, co zapewnia miłe i wygodne oparcie dla kciuka. Wymaga jednak nieco adaptacji, bo zagłębienie pomiędzy środkiem analoga a krawędzią jest większe niż w Pro Controllerach.

Oba analogi otoczone są pierścieniami RGB, którego kolorami można sterować bezpośrednio z samego pada (można wybrać kilka różnych efektów lub całkiem wyłączyć efekty). Przyciski funkcjonalne zostały przeniesione nieco wyżej i znajdują się bliżej siebie, przez co trzeba wykonać do nich nieco większy ruch. Są też dużo bardziej wystające ponad powierzchnię niż inne, klikają dość przyjemnie i z wyczuwalnym oporem. Przyciski XYAB klikają nieco ciszej, w sposób w jaki zwykle klikają przełączniki membranowe, więc wypadałoby założyć, że ta informacja z pudełka jest prawdziwa.
Poza standardowymi przyciskami na froncie znajduje się jeszcze przycisk „M” wykorzystywany do konfigurowania różnych ustawień pada oraz synchronizacji z wybranym sprzętem. Na spodzie są dwa dodatkowe, programowalne przyciski oraz niepozorny otworek skrywający w sobie przycisk do całkowitego zresetowania pada w przypadku problemów. Przyciski R, L, ZR i ZL miło leżą na palcach, niestety spusty są cyfrowe: albo nie wciskają się wcale, albo na maksa.
Z Nintendo Switch 2 pad też działa, choć zachowuje się dokładnie tak jak wszystkie pady stworzone z myślą o Switch 1, czyli nie wybudzimy nim konsoli.
Dane techniczne
Dla tych, którzy wolą proste tabelki zamiast rozległych opisów, mamy taki wyciąg z rzeczy zawartych w instrukcji oraz na stronie producenta:
- pad jest kompatybilny z platformami PC, Android, iOS i Switch,
- pracuje bezprzewodowo po Bluetooth, na paśmie 2,4 GHz (wymaga dodatkowego adaptera do kupienia osobno) oraz przewodowo,
- ma membranowe przyciski XYAB,
- analogi są z efektem Halla,
- ma dwa konfigurowalne pierścienie RGB wokół analogów,
- ma dwa silniczki HD Rumble na uchwytach,
- ma 2 mapowalne przyciski na spodzie,
- wspiera sterowanie ruchowe,
- bateria ma 1200 mAh.
Waga pokazała 227 gramów. To tylko nieznacznie mniej, niż waży oficjalny Pro Controller dla Switch 1.

Bateria
Bateria 1200 mAh w teorii brzmi całkiem spoko. W praktyce u mnie przekłada się to na ok 8-9 godzin grania w Pokemon Legends Z-A. Patrząc tylko na te liczby, od żywotności Pro Controllera dzielą nas lata świetlne. W praktyce to praktycznie cały dzień grania, więc nie jest tak źle. Gdy bateria zacznie zbliżać się do kresu swojej pojemności, na ekranie konsoli wyświetla się standardowy alert o niskim poziomie naładowania baterii. Dodatkowo okręgi wokół analogów migają co kilka sekund na czerwono, informując nas, że pora zacząć powoli kończyć rozgrywkę i podłączyć pada do ładowania. Według instrukcji alert ten pojawia się, gdy zostaje około 15% baterii, w praktyce u mnie przekładał się na jeszcze jakieś 30-50 minut rozgrywki, co zwykle pozwalało spokojnie znaleźć miejsce do zapisania stanu gry.
Rozładowany do zera, podłączony do ładowarki 10W, pad potrzebował prawie 3 godziny, aby oznajmić, że jest ponownie w pełni naładowany.

Sterowanie ruchowe
Też jest dostępne i działa zaskakująco dobrze. Ogółem nie jestem wielkim fanem gier, w których trzeba korzystać ze sterowania ruchowego, zwłaszcza jeśli trzeba to robić padem, a nie jakimś specjalnym akcesorium. Spędziłem trochę czasu z Super Mario Galaxy i padzik radził sobie bezproblemowo z poruszaniem „kursorkiem”. Jasne, nie jest to granie na dwóch Joy-Conach, ale uczciwie muszę przyznać, że dawało bardzo podobne odczucia do tych, jak gdy grałem w tę grę na Pro Controllerze.
Aplikacja i konfiguracja
Producent bardzo zachęca nas do pobrania i korzystania z aplikacji mobilnej współpracującej z padem. Pobrałem ją więc i ja. Na pierwszy rzut oka aplikacja nie oferuje zbyt wiele. Poza informacjami, jak sparować nasz kontroler z telefonem lub innym urządzeniem, pozwala nam podejrzeć instrukcję obsługi, stan naładowania baterii czy sprawdzić dostępność aktualizacji oprogramowania.

Jak się okazało, dostępna była aktualizacja oprogramowania dla mojego pada, która według opisu adresowała wiele problemów z baterią, więc zainstalowałam ją bez większego wahania.
Poza tym w aplikacji możemy też przetestować naszego pada. Na ekranie wyświetla się prosty schemat kontrolera, dzięki któremu możemy sprawdzić, czy wszystko prawidłowo działa.

Większość rzeczy związanych z konfiguracją wykonuje się na samym padzie, naciskając odpowiednie kombinacje klawiszy. Możemy zmienić sposób, w jaki podświetlane są kolorowe pierścienie wokół analogów. Jesteśmy w stanie zmienić mapowanie przycisków XYAB z układu Nintendo na Xboxowy. Mamy możliwość włączenia trybu turbo czy zmapowania dodatkowych przycisków na spodzie. Możemy też skonfigurować „martwe strefy” w analogach… jest tego naprawdę sporo. Nawet to, do jakiego urządzenia chcemy się podłączyć, wymaga innej kombinacji klawiszy. Tak, tak, inną konfiguracją klawiszy podłączymy się do PC czy telefonu z Androidem, innymi klawiszami do iOS, a jeszcze inny zestaw jest dla Nintendo Switch.
Podsumowanie
Jest jeszcze w sumie jedna rzecz, o której nie powiedziałem nic sensownego, a znacząco może wpłynąć na całościowy odbiór tego pada. Cena. A ta, jak wspomniałem na sam początku, jest absurdalna. Możecie w komentarzu napisać, jaką cenę obstawialiście na początku. A dlaczego uważam, że cena jest absurdalna?
Bo jest absurdalnie niska. Na Allegro w oficjalnym sklepie GameSir ten pad jest wyceniony na… 103 złote i 55 groszy (co więcej, można go zamówić z darmową wysyłką).
Przyznacie sami, że to chyba jeden z najtańszych bezprzewodowych padów dla Nintendo Switch oferujący tak dużo za tak małe pieniądze. I o ile początkowo byłem do niego dość sceptycznie nastawiony (bo ta cena nie dawała mi spokoju i kazała się spodziewać bardzo słabego produktu), to uczciwie muszę przyznać, że po blisko tygodniu ciągłego korzystania z niego jestem zadowolony. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że może to być jeden z najlepszych zamienników dla oryginalnego Pro Controllera od czasów premiery Nintendo Switch.
Plusy:
- absurdalnie niska cena
- bezprzewodowy
- HD Rumble
- analogi z efektem Halla
- membranowe przyciski XYAB
- bogate możliwości konfiguracji
Minusy:
- czas pracy na baterii mógłby być lepszy
- bogactwo konfiguracji przy jednoczesnym sporym jej skomplikowaniu
- trochę mało przyjazna aplikacja

