
Gloomy Eyes to ciekawy przypadek adaptacji. Gra wywodzi się z interaktywnej animacji VR, która w 2019 roku zdobyła kilka prestiżowych nagród, w tym za Najlepszy Film VR. Zachęceni tym sukcesem twórcy postanowili dotrzeć do szerszej publiczności, przenosząc swoją opowieść na wszystkie współczesne platformy. Do prac nad grą oprócz oryginalnych autorów animacji VR (Jorge Tereso, Fernando Maldonado, Santiago Amigorena) zaproszono również studio Fishing Cactus jako dewelopera oraz Arte France i Untold Tales jako wydawców. Pozostaje pytanie, czy growa adaptacja podąży śladami swojego protoplasty i również stanie się kandydatem do prestiżowych nagród?
Światło, mrok i walka w tle
Gloomy Eyes to ponura, poetycka opowieść o walce żywych z nieumarłymi oraz poszukiwaniu zaginionego słońca przez dwójkę bohaterów. W grze wcielamy się w Gloomiego, reprezentującego mniej „świeżą” stronę konfliktu, oraz w Nene, dziewczynkę po stronie żywych. Jednak oboje mają w nosie bezsensowną krucjatę i wspólnymi siłami starają się przywrócić wszystkim mieszkańcom tego dziwnego świata nadzieję.
Trzeba przyznać, że świat wykreowany przez argentyńskich twórców jest najmocniejszą stroną gry. Każda plansza, którą przychodzi nam zwiedzić, przedstawiona jest w formie dioramy. Dominują w nich zabawa światłem i cieniem (teatralny kontrast), budowle o nienaturalnych proporcjach oraz mnóstwo powyginanej roślinności. Co więcej, prawie każda kolejna lokacja jest ciekawsza od poprzedniej i bardziej rozbudowana. Zaczynamy od prostych rzeczy, jak pojedynczy budynek czy mała ulica, a kończymy na domie strachów albo parku rozrywki.

Wyraźnie widać, że autorzy są fanami twórczości Tima Burtona. Całość przywodzi na myśl takie filmy jak Corpse Bride (pol. Gnijąca Panna Młoda) czy The Nightmare Before Christmas (pol. Miasteczko Halloween). Podobnie jak u sławnego reżysera główni bohaterowie są wyrzutkami społeczeństwa. Postacie mają groteskowe, przerysowane rysy twarzy i ciała, a cała mroczność świata otoczona jest lekką dawką humoru (przykład zombie bawiący się gilotyną).
Trochę to mięso nieświeże
Belgijskie studio Fishing Cactus postawiło w grze na logiczno-przygodową rozgrywkę. Eksplorując kolejne poziomy, musimy rozwiązywać proste zagadki środowiskowe, aby móc opuścić daną lokację. Łamigłówki nie są zbyt skomplikowane, a potrzebne przedmioty zwykle znajdują się w zasięgu wzroku.
Do rozwiązania zagadek musimy korzystać z umiejętności obu protagonistów, którzy mają jasno określone role. Gloomy, nasz zombie, może przesuwać przedmioty i nimi rzucać, natomiast Nena, żywa dziewczynka, potrafi manipulować elektrycznymi przyrządami i przeskakiwać przepaści. Istotną cechą bohaterów są też ich słabości: Gloomy musi unikać światła, a Nena nie może znajdować się w pobliżu zombie, gdy teren jest nieoświetlony. Nietrudno się domyślić, że torowanie drogi dla drugiego bohatera to motyw, który będzie się w grze często powtarzał.

O tym, że pierwszy Switch to już dość wiekową konsolą, nie trzeba nikomu przypominać. To właśnie w dużej mierze tłumaczy największą bolączkę gry – oprawę wizualną. Niska rozdzielczość, brak niektórych efektów lub ich niska jakość odbijają się na dwóch największych atutach produkcji: klimacie i świecie przedstawionym. Problem ten występuje zarówno w trybie przenośnym, jak i zadokowanym. Być może w przyszłości pojawi się łatka poprawiająca te niedociągnięcia, bo mimo swojej prostoty gra potrafi naprawdę wciągnąć.
Na szczęście tytuł działa płynnie. Nie traci klatek i nie cierpi na poważniejsze błędy techniczne. Podczas rozgrywki natknąłem się jedynie na dwa drobne: raz postać zsunęła się z drabiny na platformę poniżej, a podczas finałowej potyczki pojawiał się niewielki wizualny glitch otaczający bohatera.
Drugim mankamentem jest długość. Główna przygoda zajmuje około 3-4 godzin, a czas rozgrywki można nieco wydłużyć, poszukując ukrytych notatek i Grabarza, maksymalnie o dodatkowe 1-1,5 godziny. Osobiście poczułem spory niedosyt, gdy odnalazłem słońce. Takiego przedstawienia tego ciała niebieskiego zupełnie się nie spodziewałem i z przyjemnością zgłębiłbym więcej tajemnic tego świata. Niestety, w tym momencie na ekranie pojawiły się napisy końcowe i moja przygoda dobiegła kresu.
Grę do recenzji dostarczył Wire Tap Media.
Gloomy Eyes to naprawdę ciekawa produkcja, która niestety cierpi z powodu ograniczeń pierwszego Switcha. Jeśli macie dostęp do innych platform, warto spróbować jej właśnie na nich – sympatyczna para bohaterów dostarczy wtedy pełniejszego doświadczenia niż na konsoli z logo Big N.
Plusy:
- świat
- klimat
Minusy:
- oprawa wizualna
- momentami prosta
- krótka

