Forever Entertaiment nie zwalnia tempa i na Switcha oraz pozostałe platformy ukazała się już trzecia gra z serii Front Mission.
Front Mission 3, bo to o niej mowa, przynosi nam nową historię, w środek której, jak zwykle, trochę przypadkiem się wpakowaliśmy. Od wydarzeń z pierwszej i drugiej części upłynęło już sporo czasu. Poznanie tamtych historii nie jest jednak niezbędne do tego, aby zrozumieć fabułę trzeciej odsłony. Nasz protagonista, Kazuki Takemura, pracuje jako pilot testowy w Kirishima Heavy Industries. Właśnie odbywają się testy nowego modelu Wanzera, który ma zostać dostarczony do Bazy Wojskowej w Yokosuce. W trakcie dostawy dochodzi do niespodziewanej eksplozji, a Kazuki i jego kumpel Ryogo ruszają na pomoc wojskowym oraz Alisie, przybranej siostrze Kazukiego.

Sama historia. zależnie od dokonanego przez nas wyboru, poprowadzi nas jedną z dwóch ścieżek. Dokonujemy go już na samym początku gry, w momencie kiedy Ryogo pyta nas, czy pójdziemy z nim dokonać dostawy wanzerów budowalnych. Możemy odkrywać sekrety powiązane z tajemniczym wybuchem, współpracując z siłami UCS/USN (Emma Story) lub DHZ (Alisa Story). Oba scenariusze prowadzą nas do tego samego celu, jednak droga, jaką przebędziemy, oraz postacie, jakie spotkamy na swojej drodze, będą się różnić. Część bohaterów pojawia się w obu scenariuszach, jednak ich rola może być w nich różna – w jednej ścieżce mogą być oni naszym sprzymierzeńcami, a w drugiej mogą stanąć nam na drodze.
Ja na początku poszedłem w kampanię Alisy. Struktura całej gry jest dość prosta – wprowadzenie do misji, misja, po misji, i tak w kółko. Czasem jakiś wypad do sklepu, by sprawdzić, czy nie możemy kupić kolejnych usprawnień czy nowych, mocniejszych broni. Historia jest prowadzona bardzo liniowo, ale nie przeszkadza to specjalnie. W przypadku Alisa historia ma jednak trochę absurdalny początek. Powiem szczerze, miałem wielkie WTF, Kazuki. Na szczęście z czasem jest już lepiej i wszystko ma dużo więcej sensu. Rozpoczęcie wątku Emmy jest zdecydowanie logicznej i sensowniej napisane.
Rozgrywka i zmiany w mechanikach
Trzecia odsłona serii przynosi kolejne zmiany w mechanice rozgrywki. Zostały Punkty Akcji (AP) znane już z części drugiej. Wykorzystujemy je do wszelkiego rodzaju aktywności na polu bitwy. Ruch, atak, kontra… wszystko to kosztuje określoną ilość punktów akcji, a w chwili gdy się nam one skończą, w danej turze nie będziemy mogli daną postacią zrobić nic więcej.

Przebudowany i rozbudowany został system broni. Pojawiły się 4 typy obrażeńm jakie możemy zadawać, dodatkowo oręż został podzielony na kilka kategorii: broń do walki w zwarciu, strzelby, karabiny maszynowe, karabiny snajperskie, wyrzutnie granatów czy wyrzutnie rakiet. Ilościowo jest ich też mniej, bo do dyspozycji będziemy mieli tylko po kilka rodzajów każdego rodzaju arsenału. Każdy rodzaj broni otrzymał też własny zasięg: oręż do walki wręcz ma zasięg 1 pola, to znaczy, że musimy stać tuż koło przeciwnika, aby móc go zaatakować. Strzelba oferuje zasięg 3 pól, karabin maszynowy – 4, karabin snajperski – 6… Zdecydowanie wpływa to na taktykę walki, bo nie trzeba już znajdować się tuż koło przeciwnika, aby go zaatakować. Zmieniony został także system doświadczenia – każdy rodzaj broni ma teraz swoją własną kategorię, a wyższy poziom doświadczenia to więcej obrażeń zadawanych danym rodzajem broni. Gra wręcz zachęca nas do tworzenia różnorakich specjalistów.
Po raz kolejny zmieniono sposób zdobywania umiejętności bojowych. Te nie są już powiązane bezpośrednio z pilotem, jego poziomem doświadczenia czy poziomem biegłości, jaki osiągnął w danym rodzaju broni. Teraz nowe umiejętności bojowe zyskujemy, walcząc w konkretnych Wanzerach. Każda z maszyn ma przypisaną jakąś umiejętność do jednej z części: korpusu, rąk lub nóg, którą możemy odblokować podczas walki, jeśli będziemy spełniać wymagania (np. wykonamy atak odpowiednią bronią). Odblokowaną tak umiejętność możemy ustawić jako „aktywną”. Liczba, umiejętności jakie możemy ustawić, zależy od ich „kosztu” oraz tego, jaki procesor mamy zamontowany w maszynie.

Same Wanzery też się zmieniły. Inaczej policzono ich statystyki, punkty wytrzymałości, moc czy zasięg ruchu. Dodatkowo wprowadzono możliwość ulepszeń, pozwalających podnieść maksymalne punkty wytrzymałości czy dobranie sobie dodatkowych „aktywnych” usprawnień poprawiających np. szansę na unik. Poza chęcią zdobywania nowych umiejętności nie ma przymusu wymieniania Wanzerów na inne, bo nie zawsze będą lepsze, zwłaszcza gdy uwzględnimy możliwość ulepszania naszych maszyn. Osobiście ukończyłem kampanię Alisy, po prostu ulepszając startowe Wanzery każdej postaci i tylko wymieniając broń na lepszą. Zmiany w Wanzerach sprawiły też, że stworzenie „człowieka-do-wszystkiego” jak np. w pierwszej części jest już nie możliwe. Limity mocy i waga uzbrojenia, zwłaszcza tego naramiennego, wymusza na nas pewnego rodzaju specjalizację. Nie da się już mieć maszyn zdolnych do każdego rodzaju walki.

Zmiany zaszły też w kwestiach taktycznych. Do misji możemy wybrać i wystawić maksymalnie 4 maszyny. Nie ma ma już opcji na dowodzenie małą armią liczącą naście maszyn i anihilującą wszystko w zasięgu wzroku. Nie da się zasypać wroga gradem ataków i liczyć na to, że w końcu mu zabraknie AP, by się bronić czy kontratakować. Cztery jednostki wymuszają na nas bardziej przemyślane budowanie zespołu. Musimy więcej uwagi poświęcić temu, jakich pilotów zabierzemy na misję, w jakie maszyny ich wsadzimy, jakie umiejętności bojowe im ustawimy. To wszystko zmienia rozgrywkę.
Dodatkowo w samej walce dzieje się więcej i trzeba zwracać uwagę na więcej detali. Pojawiły się statusy. Jest ich mniej niż np. w części drugiej, ale potrafią bardziej wpłynąć na przebieg walki. Pilot może zostać ogłuszony – wtedy przez kilka rund nie może wykonywać żadnych akcji i można go bezkarnie okładać. Możemy zostać zdezorientowany – koszty ataku bronią kosztują wtedy dodatkowe punkty AP. Złamane morale u wroga to kolejny status i szansa na szybsze zakończenie walki. Jeśli zaatakujemy takiego pilota, definitywnie traci on wolę do walki i poddaje maszynę. Co więcej, takie niezniszczone Wanzery na koniec walki możemy przejąć na własność, a niektóre z maszyn zdobyć można tylko w taki sposób.
No i od czasu do czasu, a z pomocą umiejętności nawet dość często, możemy awaryjnie ewakuować pilota z maszyny. Taki pilot w kolejnej swojej turze spróbuje powrócić do maszyny i straci na to swoją turę. Dodatkowo pokonanie pilota sprawia, że nie musimy się już przejmować jego Wanzerem, a na koniec, podobnie jak te poddane, jest on do wzięcia. Niestety, aby nie było zbyt różowo, nasi piloci mogą doświadczać tych samych statusów i efektów, z wyjątkiem załamania morale. Na koniec każdej walki dostaniemy małe podsumowanie tego, jak nam poszło, oceniane w skali medalowej. Fani „platynowania” mogą poczuć się zmobilizowani do tego, by każdą misję kończyć na Platynę.
Sieć
Rzeczą, która pojawiła się już w drugiej części, a w tej ponownie obecna i została rozwinięta, jest Sieć. Rozmawiając z różnymi napotkanymi postaciami w grze, będziemy dostawać czasem adresy w sieci, które możemy odwiedzić. Znajdziemy tam różnego rodzaju informacje przybliżające historyczne wydarzenia czy rozbudowuje świat gry, zdobędziemy kolejne adresy do odwiedzenia czy narzędzia pozwalające nam pracować ze zdobytymi różnymi sposobami plikami. Czasem ktoś przyśle nam też maila, a na niektóre można odpisać. W części dotyczącej Sieci znajdziemy też dostęp do sklepu, gdzie będziemy mogli kupować i ulepszać nasze Wanzery czy korzystać z Symulatora. To miejsce, gdzie możemy podszkolić nasze postacie, odblokować nowe umiejętności czy po prostu zarobić nieco pieniędzy.

I to jest pierwsze miejsce, gdzie mam trochę zgrzyt z tym wszystkim. Jak przystało na sieć, wszystko tam żyje, część stron aktualizuje swoją zawartość wraz z postępami w grze, pojawiają się nowe informacje, zdobywamy hasła do miejsc, do których wcześniej nie mogliśmy się dostać. Z jednej strony jest to naprawdę miły dodatek, urozmaicający i wzbogacający świat i historię. Super sprawa. Z drugiej strony nadążanie za wszystkimi zmianami, jakie się tam zachodzą, jest bardzo kłopotliwe i czasochłonne. Trudno się w tym wszystkim połapać. Jeśli chcemy być na bieżąco, to będziemy tu spędzać sporo czasu, odwiedzając raz po raz te same strony. Robi się to w pewnym momencie trochę uciążliwe, Zwłaszcza gdy ilość posiadanych adresów się nam rozrośnie. W sieci ukryte są też małe niespodzianki.

Mam też trochę uwag do haseł, które zdobywamy. Część miejsc i stron jest nimi zabezpieczona. Hasła zdobywamy w trakcie gry, rozmawiając z postaciami, czytając maile i dokumenty umieszczone na innych stronach. W miejscu, gdzie musimy podać jakieś hasło, jeśli je posiadamy, pojawi się ono nad klawiaturą. Szkoda, że nie możemy go wtedy po prostu wybrać i gra nam sama go nie wprowadzi, zamiast mozolnie je przepisywać za każdym razem.

Audio i video
Oprawa audiowizualna niestety jest co najmniej dyskusyjna. Ścieżkę dźwiękową oceniam bardzo pozytywnie. Możemy sobie wybrać albo klasyczną albo odnowioną i obie, w mojej ocenie, brzmią dobrze. Tutaj naprawdę nie można mieć uwag.

To jak ta gra wygląda… cóż… Ja wielokrotnie powtarzam, że grafika nie jest czymś, co przesądza o tym, czy gra mi się podoba czy nie. Nie mam problemu z tym, że coś nie jest fotorealistyczne czy wygląda dziecinnie. Jeśli inne elementy dowożą, to nie zwracam zbyt wielkiej uwagi na to, jak wygląda oprawa graficzna. Tutaj chciałbym powiedzieć, że mam tak samo. I w sumie trochę mam. Wkręciłem się w grę i starałem się nie zwracać uwagi na grafikę, ale niestety nie mogę przejść obojętnie wobec tego, w jaki sposób ta odsłona została „odświeżona”. Początkowo nie zwróciłem na to większej uwagi, ale im dalej w las, tym bardziej miałem w głowie, że coś nie do końca jest tak z tym, co widzę.

Finalnie napisać, że w moim odczuciu gra wygląda brzydko, to bardzo ogólne stwierdzenie. I o ile map nie zamierzam jakoś specjalnie się czepiać, bo choć nie są super ładne i ciekawe, to jednak są w miarę czytelne, tak cała reszta budzi we mnie pewnego rodzaju rozczarowanie. Portrety postaci, grafiki, które możemy zobaczyć w Sieci, modele i animacje postaci w przerywnikach filmowych i tych na silniku gry… Mam wrażenie, że niektóre gry z 2000 roku wyglądają lepiej niż ten remake. Prędzej powiedziałbym, że to jakiś sklecony dość szybko remaster gry niż coś, co zostało zbudowane „od nowa”.
Ja wiem, że nawet twórcy przyznali, że korzystali z AI, aby upscale’ować grafiki. Spoko. Rozumiem. Od tego mamy różnego rodzaju narzędzia, aby z nich korzystać, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że po tym, jak grafiki przeszły przez AI, to już nikt się nimi nie zainteresował i nie sprawdził, jak wyglądają. A niektóre wyglądają dość dość… specyficznie. Nawet na mapie taktycznej, podczas misji, w momencie gdy oddalimy kamerę, to potrafią zadziać się cuda. Pojawia się jakaś taka dziwna mgła, która praktycznie całkowicie ogranicza widoczność. Nie chcę się znęcać nad grafiką, ale to mocny kandydat do zastania najsłabszym elementem całości.

Język polski
No, może poza jakością tłumaczenia na język polski. Tu chyba też szalał jakiś automat albo tani stażysta, który tłumaczył wszystko jak leci bez znajomości kontekstu. Bo polskie tłumaczenie, choć bardzo fajnie, że jest, to jest rozczarowujące. Często pojawiają się słowa, która nie mają sensu w danym kontekście, np. „Most” w sytuacji, gdy chodzi o Mostek Kapitański. Co ciekawe na jednym ekranie jest to „most”, ale na kolejnym już „mostek”. I ja wiem, „Bridge” można przetłumaczyć jako most i jest to jak najbardziej prawidłowe tłumaczenie. Ale jeśli scena dzieje się na łodzi podwodnej, to mamy na myśli raczej raczej mostek kapitański niż budowlę.

Parę razu rzuciły mi się też w oczy różnego rodzaju dziwne odzywki w rozmowach postaci, niepasująca deklinacja… Jest tego trochę i potrafi to zaatakować niespodziewanie. To nie jest tak, że przez fatalną jakość tłumaczenia na język polski nie da się grać. Da się. Problemem jest to, że babole i niedociągnięcia w tłumaczeniu widać. Są miejsca, gdzie to tłumaczenie nie trzyma się kupy, widać, że coś nie zostało przetłumaczone najbardziej domyślną opcją i nie zostało zestawione z kontekstem. Zupełnie jakby nikt tego na koniec nie sprawdził jako całości. Spory kawałek gry przeszedłem, grając po polsku, starałem się, ale w pewnym momencie zacząłem być już nieco zmęczony tym, że muszę odgadywać albo domyślać się tego, co tam powinno być tak naprawdę, jaki powinien być angielski odpowiednik i co powinno to znaczyć. W końcu się poddałem i wybrałem bardziej komfortową dla siebie opcję, czyli grę po angielsku. Choć widziałem parę screenów w Internecie, które sugerują, że i angielskie tłumaczenia zostały w jakimś stopniu zmienione, niekoniecznie na lepsze.

Grę do recenzji dostarczył: Forever Entertainment. Dziękuję bardzo.
Mam olbrzymi problem z tym, jak ocenić tę grę. Od czasu Front Mission 1st Remake bardzo polubiłem tą serię. Budowanie własnych robotów, taktyczna walka z elementami RPG – to daje mi naprawdę sporo satysfakcji. Zmiany, jakie wprowadza Front Mission 3, są bardzo miłe i dobrze rozbudowują możliwości taktyczne. Niestety nie można pominąć faktu, że grafika została odnowiona w sposób bardzo niedbały. Jakby nikt się nią już nie interesował po tym, jak została wypluta przez podrasowującą ją AI. Tutaj z ciężkim sercem zostawię jednak "Średniaka". Słaba i niedbale zrobiona oprawa graficzna to jeden z powodów. Drugi to słabe i dość niestaranne tłumaczenie na język polski. To dobrze, że tłumaczymy gry na język polski, na pewno ułatwi to wejście w świat osobom, które nie operują angielskim lub innym dostępnym językiem na tle biegle, by komfortowo w nim grać. Ale jak już coś robimy, to róbmy to dobrze. Zadbajmy o to, aby tłumaczenia były spójne i dobrze osadzone w kontekście. Wiem, pewnie dla niektórych zabrzmi to tak, jakbym sam sobie przeczył, bo z jednej strony wiele razy mówiłem, że nie oprawa, a grywalność, fabuła i inne elementy się liczą a tutaj najbardziej czepiam się właśnie oprawy wizualnej i tłumaczenia. Fani serii czy osoby lubiące gry taktyczno-strategiczne mogą czuć się usatysfakcjonowane i spokojnie podnieść sobie ocenę do "Warto zagrać". Moja finalna ocena jest bardzo blisko tej granicy. Ale nie potrafię zaakceptować takiej niedbałości. Dwie naprawdę fajnie poprowadzone historie, bogaty lore... Gra naprawdę się stara i pod względem fabuły czy strategii naprawdę dowozi. Pod tym względem to dobry tytuł. Niestety, słaba jakość tłumaczenia oraz oprawy wideo nie ułatwią jej wkupienia się we względy graczy.
Plusy:
- Więcej Mechów i Wanzerów oraz dwie różne historie
- Zmiany w mechanice Mechów i uzbrojeniu
- Internet rozbudowujący świat i jego historię
- Tłumaczenie na język polski
- Muzyka daje radę
Minusy:
- W Sieciod pewnego momentu ciężko się połapać
- Grafika podrasowana bardzo niedbale i byle jak
- Jakość tłumaczenia na język polski



