Nintendo Switch 2 – na spokojnie, gdy emocje już opadły

Minął miesiąc ze Switchem 2. Jak sprawdza się nowa konsola Nintendo na co dzień?

Nintendo Switch 2 jest dostępny na rynku od nieco ponad miesiąca. W tym czasie konsola sprzedała się już w ponad 5 milionach egzemplarzy. W sieci pojawiło się również wiele recenzji opartych na tygodniu czy dwóch użytkowania. A jak sprzęt wypada po nieco dłuższym kontakcie?

Pierwsze wrażenia

O swoich pierwszych wrażeniach zaraz po rozpakowaniu pisałem szczegółowo w osobnym wpisie, opublikowanym tuż po premierze: Nintendo Switch 2 – rozpakowanie i pierwsze wrażenia. Tam też odsyłam wszystkich zainteresowanych po nieco bardziej obszerną reakcję. Tutaj przypomnę tylko kilka najważniejszych rzeczy.

Konsola w dotyku sprawia znacznie lepsze wrażenie niż poprzednik. Jest znacznie mniej sztuczna i plastikowa, a całość daje przyjemne, bardziej premium odczucie. Materiały są milsze w obcowaniu niż to, co oferował nasz już 8-letni staruszek. Z drugiej strony nigdy nie miałem w rękach SteamDecka czy innych „przenośnych pecetów do grania”, więc nie wiem aż tak dużo o jakości wykonania sprzętów konkurencji. Dla mnie to zmiana bardzo na plus.

Nowe podejście do designu, z bardziej „dorosłą” szarością i tylko niewielkimi kolorowymi akcentami sprawia, że sprzęt jest poważniejszy, ale przez to trochę nudniejszy wizualnie. Naprawdę podobała mi się idea pierwszego Switcha, gdzie można było mieć bardziej kolorowe Joy-Cony. Jasne, sprzęt wydawał się przez to bardziej dziecinny (chyba że ktoś wybrał ten nudny, szary zestaw), ale – kurczę – to przecież urządzenie do rozrywki! Może być kolorowe i trochę szalone.

Trochę tęsknię za tamtymi czasami. Tak samo jak za erą, kiedy telefony komórkowe miały różne, czasem zupełnie szalone kształty, a nie tylko te same, niemal identyczne prostokąty.

Co mi się podoba

Ponieważ nigdy nie miałem modelu OLED pierwszego Switcha, ekran w nowej konsoli to dla mnie duża zmiana na plus. Jest większy, wyraźniejszy, a do tego mam wrażenie, że oferuje lepszą jasność. O wyższej rozdzielczości i lepszym odświeżaniu nie będę nawet wspominał. W końcu konsola ma też solidną, naprawdę użyteczną podpórkę. Tak, wiem, że w Switch OLED była lepsza niż w bazowym modelu, ale ponieważ przesiadam się z klasycznego Switcha, to dla mnie to kolejna zauważalna i bardzo pozytywna zmiana.

Głośniki też robią świetne wrażenie. Grają wyraźnie głośniej i lepiej, a do tego próbują imitować dźwięk przestrzenny, jak dla mnie z całkiem dobrym skutkiem. Doceniam też małe gumowe wypustki na dole konsoli – dzięki nim urządzenie naprawdę stabilnie stoi na stoliku czy na biurku. Z innych drobnostek, to naprawdę dobrą zmianą jest dodanie drugiego gniazda USB-C na górze urządzenia. Teraz nie trzeba już wykonywać akrobacji, żeby nawet w trybie przenośnym mieć konsolę podłączoną do ładowarki i jednocześnie z niej korzystać.

Joy-Cony trochę urosły. Mają większe przyciski i trzyma się je teraz nieco wygodniej. Jednocześnie Nintendo zmieniło sposób, w jaki łączą się one z konsolą. W Switchu 1 Joy-Cony wsuwało się po metalowej prowadnicy aż do usłyszenia charakterystycznego kliknięcia. Switch 2 sprezentował nam kontrolery mocowane na magnesy. Sam byłem do tego początkowo dość sceptycznie nastawiony – mocowanie na magnes budziło we mnie wiele wątpliwości. No i jeszcze te gniazda łączące konsolę z Joy-Conem – w pierwszych prezentacjach wyglądało to na bardzo newralgiczne i delikatne miejsce, które będzie można łatwo uszkodzić.

Moje obserwacje pokazują jednak, że magnesy nie są wcale takie straszne. Joy-Cony podłączają się bardzo intuicyjnie, trzymają się bardzo stabilnie i nie zapowiada się na to, aby dało się je łatwo uszkodzić przez przypadek. Jerry z youtubowego kanału JerryRigEverything poddał konsolę testom wytrzymałości i Joy-Cony jeśli zostały poddane zbyt dużej sile, po prostu odłączały się od konsoli, nie uszkadzając jej w żaden sposób. To dobra zmiana w porównaniu do Switcha 1, gdzie z czasem Joy-Cony poruszały się po szynie z coraz większym luzem i łatwiej było ja przypadkowo odłączyć.

Nie będę się rozwodził nad tym, że Switch 2 jest zdecydowanie mocniejszy od klasycznego modelu – to było oczywiste już przed premierą. Ta większa moc przekłada się jednak na realne odczucia z grania: gry działają w wyższej rozdzielczości, oferują lepszy (lub bardziej stabilny) framerate i wczytują się zauważalnie szybciej.

GameChat jest naprawdę spoko opcją do pogadania ze znajomymi podczas wspólnej zabawy czy pokazania, w co właśnie gramy. Działa zaskakująco płynnie i nie zauważyłem, żeby w wyraźny sposób negatywnie wpływał na wydajność gier podczas jego używania. Wbudowany mikrofon konsoli daje radę. Dobrze zbiera głos i tłumi niepotrzebne hałasy z otoczenia. Co więcej, możemy sobie podłączyć do niego zestaw słuchawkowy i zadziała on bez zarzutu. Słuchawki z mikrofonem da się podpiąć też do ProControllera, co jest bardzo wygodną opcją.

Co mi się podoba trochę mniej

Pociągnę jeszcze odrobinę temat GameChatu. Choć uważam, że to miły dodatek, to samo korzystanie z niego nie jest tak intuicyjne, jak mogłoby być. A jeśli udostępniamy na czacie grę, to cóż, jakość pozostawia trochę do życzenia. To, co oglądają nasi rozmówcy, bliższe jest, niestety, pokazowi slajdów niż płynnej transmisji. Dodatkowo w przyszłym roku do korzystania z chatu będzie potrzebny opłacony abonament Nintendo Online. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy ta funkcja zdobędzie jakąś większą popularność. Z tego, co widzę, większość graczy i tak woli korzystać z zewnętrznych kanałów, jak choćby Discorda.

Jeśli miałbym wskazać jakieś wady nowej konsoli, to na ten moment do głowy przychodzą mi dwie rzeczy. Pierwsza z nich to dość łatwa do odgadnięcia rzecz, czyli rozmiar i waga urządzenia. Większy ekran wymusił powiększenie całej konstrukcji, a co za tym idzie – waga też musiała urosnąć. Ja sam, gdy już wyjmuję konsolę z docka, to zazwyczaj stawiam ją sobie na biurku w mocno pochylonej pozycji z Joy-Conami wciąż wpiętymi w urządzenie. W takiej konfiguracji gra mi się całkiem wygodnie. Problem pojawia się, kiedy przenoszę się na kanapę. Przy dłuższej sesji ręce odczuwają wagę konsoli i muszę zrobić sobie przerwę od grania.

Druga rzecz to bateria. Mimo że ma większą pojemność, to jednak czasy pracy są zbliżone do tego, co oferowała pierwsza wersja Switcha. Maksymalnie udało mi się wyciągnąć jakieś 4,5 godziny, grając w Front Mission 1st. W przypadku Mario Kart World wychodziło trochę ponad 2,5 godziny. To niestety nie są rewelacyjne czasy. Z drugiej strony mamy do dyspozycji dużo więcej mocy w przenośnej formie i konsola pracuje niemal bezgłośnie, co w moim odczuciu częściowo rekompensuje ten kompromis.

Miałem też trochę zabawy z ustawieniem HDR w telewizorze. Model, który posiadam, ma już parę lat i nie ma żadnych „dedykowanych” temu funkcji. Gdy robiłem kalibrację zgodnie z wytycznymi z konsoli, to oba „słoneczka” znikały praktycznie w tym samym czasie. W efekcie wynik był bardzo słaby i gry prezentowały się lepiej bez HDR. Aby osiągnąć zadowalające efekty, musiałem posiłkować się wskazówkami z internetu i robić kalibrację na metodę „liczenia kliknięć”. Mam wrażenie, że można to było rozwiązać jakoś lepiej i bardziej przyjaźnie.

Line-up i zapowiedziane gry

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Nintendo znowu nie odrobiło w pełni pracy domowej z urządzania premiery nowego sprzętu. O ile samych konsol było (i nadal jest) pod dostatkiem, tak patrząc na line-up zaprezentowanych gier, to, przynajmniej dla mnie, już tak wesoło nie jest. Nie mam w co grać na nowym Switchu!

Z kupieniem pierwszego Switcha wstrzymałem się prawie rok. Na starcie była tylko Zelda BotW oraz 1-2-Switch, czyli zbiór minigierek mający pokazywać możliwości konsoli, ale sprzedawany jako pełnoprawna gra… za pełną cenę.

W przypadku Switcha 2 mam wrażenie, że historia się powtarza. Dostaliśmy trochę gier od zewnętrznych studiów (m.in. Cyberpunka 2077, co samo w sobie robi wrażenie), ale jeśli chodzi o ofertę Nintendo, to mamy jedynie Mario Kart Wolrd, Nintendo Switch 2 Welcome Tour oraz parę płatnych „upgrade packów”, głównie do Zeld BotW i TotK.

Welcome Tour to niestety znowu coś, co Nintendo postanowiło sprzedawać. „Szczęśliwie” tym razem za jedyne 40 zł. A jest to w zasadzie interaktywny przewodnik po konsoli i akcesoriach, wyjaśniający różne ciekawostki i mechanizmy. Do tego dorzucono kilka minigierek, które pozwalają przetestować wybrane funkcje (np. tryb myszki). Problem w tym, że – no właśnie – kosztuje to 40 zł. Moim zdaniem powinien to być darmowy dodatek do każdej konsoli. W ostateczności coś, co dostaje się w ramach abonamentu Nintendo Switch Online. Bo nie oszukujmy się, większość osób i tak nazywa Welcome Tour po prostu „płatną instrukcją obsługi”.

Mario Kart World to osobny temat. To bardzo solidna pozycja i więcej o tym napisałem przy okazji swojej recenzji tego tytułu. Na pewno dobrze się sprzeda. Ale dla tych, którzy zbierają fizyczne wydania, to tytuł startowy za 350 zł! Choć przynosi sporo nowości i ciekawych mechanik, moim zdaniem mocno stawia na multiplayer. A ja osobiście wolałbym na premierę jakiś mocny tytuł single-player od Nintendo.

Donkey Kong Bananza zadebiutował dopiero 17 lipca, ponad miesiąc po premierze konsoli. Pokemon Z-A będzie dostępne dopiero jesienią, a Metroid Prime 4 nadal pozostaje bez konkretnej daty. Jeśli ktoś nie przepada za wyścigami (jest jeszcze Fast Fusion od Shin’en Multimedia), to – szczerze mówiąc – nie ma w co grać i ratuje go jedynie wsteczna kompatybilność.

A, no i w połowie sierpnia ma się jeszcze ukazać Drag x Drive, ale wygląda na kolejny tytuł stawiający na multiplayer, który dodatkowo będzie promować rozgrywkę z wykorzystaniem „Mysz-Conów”.

Rzeczy, o których nie wiem, co myśleć

Jest też parę rzeczy, których nie umiem w tym momencie w żaden sposób ocenić, chociażby Joy-Conów w trybie myszki. Możemy się śmiać, że Nintendo po wielu latach „wynalazło” myszkę komputerową, ale nie da się zaprzeczyć, że wcześniej nie było chyba żadnej konsoli, której domyślny kontroler pozwalał na proste i intuicyjne zamienienie go w gryzonia. Joy-Cona 2 wystarczy przekręcić i położyć na w miarę płaskiej powierzchni, a konsola automatycznie wykryje zmianę trybu, umożliwiając sterowanie myszką i kursorem tam, gdzie jest to wspierane.

„Wpierane” to słowo klucz. Na razie nie jestem w stanie za wiele powiedzieć o tym trybie, bo poza Welcome Tour, które prezentuje nam wszystkie możliwości konsoli, nie ma zbyt wielu gier, które posiadam, a które pozwalają korzystać z takiego sterowania. Możemy tak nawigować po menu konsoli, możemy tak pograć w Cyberpunka, ale do czasu Drag x Drive chyba nie ma żadnego innego tytułu, który pozwoliłby grać z wykorzystaniem w ten sposób. A Cyberpunka mimo wszystko wolę ogrywać na telewizorze z ProControlerem w ręce, niż siedząc przy biurku z dwoma Joy-Conami w rękach.

Mysz-Cony to może być naprawdę fajna rzecz. Widzę w nich sporo potencjału w grach strategicznych, w tym RTS-ach. Może powinny wyjść jakieś łatki do Pikminów, które dodadzą obsługę trybu myszy? Różnego rodzaju shootery też mogą na tym skorzystać. Nie od dziś wiadomo, że klawiatura + myszka to bardzo wygodne sterowanie, pozwalające na dużą precyzję. Jasne, trzymanie pionowo Joy-Cona nie jest najwygodniejsze, ale już są pierwszy konstruktorzy 3D, którzy stworzyli nakładki na kontrolery sprawiające, że w trybie myszki są one wygodniejsze w użytkowaniu. Tylko czekać, aż na rynku pojawią się oficjalne akcesoria tego typu.

Przyznam się bez bicia, że jako gracz, który jest mocno nastawiony na zbieranie wydań fizycznych, nie zaglądam za często do eShopu. Sklepik na pierwszym Switchu to był chaos. Jeśli nie wiedziało się, czego się szuka, to trudno było w samym eShopie na konsoli odkopać coś ciekawego, bo wszystko, niestety, było ze sobą dość mocno pomieszane i zasypane masą różnego rodzaju tanich gierek third-party. Doszło to do takiej skali, że wolałem sprawdzać promocje na zewnętrznych stronach internetowych niż bezpośrednio w konsoli. Z nadejściem Switcha 2 oraz paroma aktualizacjami systemu po drodze Nintendo eShop nie wydaje się być już tak straszny.

Sklep jest nieco bardziej uporządkowany, bo od razu widać filtry pozwalające lepiej doprecyzowywać swoje wymagania. Są one dostępne także na Switchu 1, ale tam są zdecydowanie głębiej zakamuflowane. Sam sklepik z racji na większą moc konsoli działa sprawniej. Niestety, nadal jest w nim pełno, nazwijmy to umownie, gier i aplikacji o dyskusyjnej jakości. Trochę szkoda, bo premiera Switcha 2 była niezłą okazją do tego, aby ten sklep nieco przeczyścić i zagwarantować nieco wyższą jakość dostępnych w nim produkcji.

Docka konsoli też nie potrafię jeszcze w żaden jednoznaczny sposób ocenić. Urósł trochę, co było oczywiste, ale też doczekał się kilku moim zdaniem przydatnych zmian. Przede wszystkim w końcu bez problemu można podpiąć do niego kabelek do internetu, co powinno ucieszyć wszystkich lubujących się w grach online. Powinno zapewnić to lepszą jakość i stabilność połączenia. Druga zmiana to dodanie wiatraczka również do stacji dokującej. Dodatkowe chłodzenie zawsze w cenie.

Z negatywów à propos docka, to ponoć podobnie jak ten od Switcha 1 rysuje ekran, tylko tym razem nie przy dwóch bokach, a na środku. U siebie nic takiego jeszcze nie zauważyłem, ale trochę osób o tym wspominało, więc nadmieniam z kronikarskiego obowiązku. No i ta zaślepka od plecków stacji dokującej – wystarczy ją minimalnie źle założyć albo nie docisnąć jednego zatrzasku i zaraz odpada. Przyznam uczciwie, że irytowało mnie to bardzo, ale już mniej więcej opanowałem sztukę jej montażu i demontażu i wystarczą mi 2-3 próby, by zaczepić ją porządnie.

Co przyniesie przyszłość?

Nintendo na pewno z czasem się rozkręci. 3,5 miliona sprzedanych konsol w niecały tydzień to naprawdę świetny debiut, a po miesiącu jest ich już ponad 5 milionów. To chyba najlepszy start konsoli w historii. Sporo też wskazuje na to, że producenci third-party zaczną częściej portować swoje tytuły na Switcha 2. Pozostaje mieć nadzieję, że będą to porty dobrej jakości, a nie robione byle jak, tylko po to, żeby „coś wydać”. Choć patrząc na to, w jakim stanie wychodzi wiele współczesnych gier w dniu premiery, nie mam co do tego większych złudzeń… nadzieja zawsze jednak można mieć.

Liczę również na to, że Nintendo będzie kontynuować swoją politykę wydawania jednej gry miesięcznie. Jasne, na starcie nie ma zbyt wielkiego wyboru, ale im dalej w las, tym na rynku będzie większy wybór. Wspomniany już Donkey Kong Bananza pojawił się raptem kilka dni temu, a Drag x Drive – czyli koszykówka na wózkach promująca tryb myszy – zadebiutuje w przyszłym miesiącu. Ciekawi mnie, czy nie skończy jak ARMS

Pokémony na pewno okażą się hitem sprzedażowym, Metroid też ma swoją wierną grupę fanów. Obie te gry mają się pojawić także na Switcha 1 i – szczerze mówiąc – trochę się boję, jak Pokémon Z-A będą działać na starszym sprzęcie. Z drugiej strony mam nadzieję, że Nintendo zdecyduje się wydać odświeżone wersje Metroid Prime 2 i 3, żeby zaoferować całą serię wszystkim graczom – i posiadaczom Switcha 1, i nowej konsoli.

Na razie Nintendo Switch 2 jest dla mnie w bardzo dziwnym miejscu. To nowa konsola oferująca wyraźnie większą moc niż poprzedniczka, wprowadzająca kilka ciekawych i naprawdę dobrych rozwiązań, ale jednocześnie nieposiadająca jeszcze swojej własnej biblioteki gier. W pierwszych trzech miesiącach życia sprzętu dostaniemy trzy tytuły od Nintendo – i to super. Problem w tym, że dwa z nich są nastawione głównie na rozgrywkę multiplayer, co dla mnie – gracza preferującego tytuły dla jednej osoby – już nie jest taką dobrą wiadomością.

Mam nową konsolę, ale i tak gram na niej głównie w gry ze starego Switcha. Trochę nie tak wyobrażałem sobie przesiadkę na nowy sprzęt. Mój początkowy entuzjazm zdążył mocno ostygnąć… i chyba jestem nawet lekko rozczarowany? I nie chodzi o to, że ta konsola jest zła. Jako sam sprzęt naprawdę się sprawdza i cieszę się, że ją mam. Jestem jednak rozczarowany tym, jakie wsparcie dostała na starcie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *