Zagrajcie w Pokémon Black 2 & White 2

Bo to najlepsze odsłony serii

Pokémon Black 2 i White 2 trafiły na sklepowe półki w nie najlepszym momencie. Nintendo 3DS był dostępny już od półtora roku i choć nie dostał własnych odsłon serii z kieszonkowymi stworkami, gry na Nintendo DS wielu potencjalnym nabywcom mogły wydawać się przestarzała. W rezultacie pierwsze (i do tej pory ostatnie) sequele w historii głównego cyklu Pokémon pozostają jednymi z jego najsłabiej sprzedających się części. A szkoda, bo to jednocześnie jedne z najlepszych gier z kieszonkowymi monstrami.

„Dwójka” w tytule zapowiada więcej zmian niż w charakterystycznych wcześniej dla serii „trzecich wersjach. Widać to od razu – przygoda rozpoczyna się w południowo-zachodnim, wcześniej niedostępnego fragmencie regionu Unova. Nasza postać zamieszkuje nawet nie typową dla cyklu wioskę składającą się z trzech domów i laboratorium profesora, a rzeczywiste miasto (jak na pokémonowe standardy): z blokami mieszkalnymi, Pokémon Center, a nawet własnym Gymem, którego liderem jest pewna postać znana z pierwszych Blacków i White’ów.

Pokémon Black 2 i White 2 odchodzą od zasady „nowy region, tylko nowe Pokémony”. Nie mówię, że nie był to dobry pomysł, ale raz wystarczy. Dzięki temu nasza początkowa drużyna nie musi się składać z miejscowych wersji Caterpie, Rattaty, Pidgeya oraz innych maszkar (w piątej generacji było sporo naprawdę paskudnych stworków). Miałem wręcz problem z wyborem „szóstki”, bo jeszcze przed drugim Gymem możemy złapać między innymi Mareepa, Sunkerna, Riolu oraz Magby’ego lub Elekida (w zależności od wersji). Ostatecznie nadal korzystałem głównie ze stworków z V generacji, ale uzupełniłem swoją ekipę Magnemitem i Growlithem.

Po zdobyciu drugiej odznaki odpływamy do centralnej części Unovy i przez pewien czas nasza podróż przebiega identycznie jak w oryginale – wędrujemy po znanych drogach i miastach, mierząc się z kolejnymi liderami. Ich Gymy wyglądają jednak zupełnie inaczej: na przykład w Castelia City nie przebijamy się przez ul, a podróżujemy między jedwabnymi kokonami, za to w Driftveil City nie ma już wind – zamiast tego jeździmy przenośnikami taśmowymi, próbując odnaleźć drogę w ciemnościach.

Przearanżowane Gymy to nie jedyne nowinki. W dobrze znanych miastach dostępne są nowe lokacje, a gdy może się nam wydawać, że nasza podróż będzie przebiegać do końca tak samo jak w oryginałach, w pewnym momencie trafiamy do zupełnie nowego miejsca. Potem znów wracamy na znaną ścieżkę, ale przechodzimy ją w odwrotnej kolejności, by na koniec znów zawitać do kilku nowych lokacji, w tym Humilau City z jednym z moich ulubionych „miastowych” motywów muzycznych w serii.

Ścieżka do tytułu czempiona jest więc w znacznej mierze inna niż w pierwowzorach. Nie inaczej jest z fabułą. Ponownie kręci się ona wokół Team Plasma, ale tym razem jest on podzielony na dwie frakcje: pierwszą nadal wierną Ghetsisowi, głównemu złodupcowi z jedynki, a drugą lojalną N i próbującą odkupić swoje winy. Od czasu do czasu spotykamy też tajemniczego Colressa, prowadzącego badania nad prawdziwym potencjałem Pokémonów. Historia z Black & White 2 jest bardziej typowa dla serii niż ta przedstawiona w „jedynce”, ale może to i dobrze, bo tak chwalona fabuła z pierwowzorów wcale nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia.

Nowinką w Pokémon Black 2 i White 2 jest system kluczy, który pozwala między innymi zmienić poziom trudności. Po przejściu White 2 otrzymujemy „Easy Key”, a po ukończeniu Black 2 – „Challenge Key”. Mnie interesował ten drugi, ponieważ odblokowuje Challenge Mode. W nim Pokémony przeciwników są na wyższych poziomach, liderzy i członkowie Elite Four mają dodatkowego stworka oraz częściej używają trzymanych przedmiotów. Z drugiej strony starcia dają więcej punktów doświadczenia, dzięki temu poziomy moich Pokémonów przed ligą były w sam raz i nie musiałem grindować.

Po pokonaniu Elite Four i Czempiona czeka na nas sporo nowych miejscówek i aktywności. Otwiera się kilka ścieżek blokowanych wcześniej w tak kreatywny sposób, jak „przeprowadzamy test nośności mostu” albo „most jest zamknięty na czas inspekcji” (tak, mosty są bardzo ważne w Unovie). Możemy odwiedzić śnieżne Icirrus City i jego okolice, zbadać tunele nieopodal Driftveil City czy przebyć ścieżkę z początku „jedynki”, by dotrzeć do laboratorium profesor Juniper.

Z post gamem mam jednak pewien problem – z jakiegoś powodu wielu trenerów ma pierwsze formy Pokémonów na wysokich poziomach, więc co chwilę walczymy z Pidgeyami, Rattatami i innymi Bidoofami. Podejrzewam, że chodziło tu o wypełnienie Pokédexu, bo wielu NPC-ów ma stworki, których wcześniej nie widzieliśmy, ale i tak wygląda to dziwnie. No i Day Care jest dostępne dopiero w post gamie, więc jeśli lubicie rozmnażać swoje maszkary i wykluwać jajka, to będziecie musieli dłuuugo poczekać.

Miłośnicy pokémonowych walk z pewnością ucieszą się z Pokémon World Tournament. To miejsce, które odwiedzamy w trakcie fabuły, ale pełnię swoich możliwości pokazuje, gdy zdobędziemy tytuł czempiona. Możemy tu zawalczyć z liderami ze WSZYSTKICH poprzednich generacji, i to w różnych formatach: walkach pojedynczych, podwójnych, potrójnych oraz rotacyjnych. Podobnie jak w trybie online wszystkie Pokémony są na 50 poziomie, więc starcia są wyrównane i zapewniają sporo emocji.

Pokémon Black & White 2 trudno nazwać pełnoprawnymi sequelami, bo biorą sporo z poprzedników, ale wnoszą na tyle dużo, że są czymś zdecydowanie więcej niż typowymi „trzecimi wersjami”, które od zawsze były atakiem na portfele graczy. Jeśli jeszcze nie mieliście z nimi do czynienia, jak najszybciej zmieńcie ten stan rzeczy. Tylko zróbcie to po przejściu Black lub White, bo nawet jeśli Pokémony nie stoją fabułą, to nie będziecie dokładnie wiedzieć, o co chodzi, a i warto doświadczyć jedynych części serii, w których można złapać tylko nowe stworki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *