[Recenzja] Animal Crossing: Pocket Camp Complete

Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie słyszał o Animal Crossing?

Bo wiecie, od jakiegoś czasu można mieć też Animal Crossing w komórce! Tak, wiem, wcześniej dostępna była wersja F2P, ale teraz Nintendo uraczyło nas wersją kompletną. Zawierającą wszystkie dotychczasowe wydarzenia i eventy. Ale czy warto się tą grą zainteresować?

Co to jest Animal Crossing? No dobrze, to tak pokrótce. Animal Crossing to seria gier od Nintendo, które najprościej nazwać symulatorami życia. W tej serii gracz najczęściej wciela się w postać wiodącą życie w jakiegoś rodzaju osadzie wraz z grupą różnego rodzaju zwierzątek. Dodatkowo czas upływający w grze jest powiązany z zegarem wewnętrznym konsoli. To znaczy, że pora dnia oraz godzina w grze będzie taka sama jak ta ustawiona na naszej konsoli. Dotyczyć też to będzie oczywiści całego cyklu kalendarzowego oraz pór roku.

Do tej pory, z jednym wyjątkiem, wszystkie gry z tej serii wydane zostały na konsole Nintendo. Jedynym odstępstwem od tej reguły jest wydana na telefony komórkowe Animal Crossing: Pocket Camp. W tej wersji, jak nazwa sugeruje, gracz dostaje zadanie prowadzenia ośrodka turystycznego/obozowiska. Zaraz po przybyciu na miejsce Isabelle radośnie oznajmia nam, że jesteśmy nowym zarządcą i sobie znika, zostawiając nam na głowie cały ambaras, a my zaczynamy naszą przygodę.

Rozgrywka jest bardzo zbliżona do ostatnich „dużych” odsłon serii, choć ze względu na platformę, na jaką została wydana, są tu pewne uproszczenia. Mowa tu chociażby lokacjach, które są dużo mniejsze niż chociażby w takim New Horizons. Część przybytków, takich jak sklepy czy warsztaty, też została przemodelowana, aby nieco lepiej pasować do ekranu telefonu komórkowego.

Wersja Complete została pozbawiona mikrotransakcji, jednak nadal w wielu miejscach widać, że pierwowzór był mocno nastawiony na free-to-play oraz zachęcanie graczy do wydawania prawdziwych pieniędzy. Najbardziej chyba widocznym tego objawem jest występowanie dwóch walut: standardowej, Bells, którą zapłacimy za większość towarów na wyspie, zdobywanej za wykonywanie zadań czy sprzedaż nadmiarowych przedmiotów, oraz waluty pramium, Leaf Tokenów. Te wykorzystywać będziemy, aby brać udział w niektórych biletowanych wydarzeniach. Służy także do skrócenia czasu oczekiwania na wykonanie przedmiotów, do zakupu specjalnych przedmiotów do ustawienia na wyspie czy też elementów dekoracyjnych pochodzących ze specjalnych kolekcji.

Kolejna dość szybko rzucająca się w oczy rzecz to wszelkiego rodzaju odliczania. Odliczanie do momentu, aż drzewa wydadzą nowe owoce, odliczanie do momentu, aż przedmiot zostanie wykonany i dostarczony, odliczanie, odliczanie, odliczanie…

Dodatkowo nasz awatar posiada widoczny poziom postaci. Ten podnosi się poprzez wchodzenie w interakcje z różnymi zwierzakami odwiedzającymi nasze obozowisko oraz różne pobliskie lokacje, spełnianie ich próśb oraz zwiększanie poziomu przyjaźni. Awanse na kolejne poziomy odblokowują nam dodatkowe elementy gry. Początkowo są to kolejne lokacje, potem dojdą do tego też kolejne zwierzątka, z którymi będziemy mogli wchodzić w interakcje, powiększał się będzie katalog przedmiotów, jakie możemy zamówić do wykonania, czy pojemność naszego plecaka. Wpadać nam też będą Leaf Tokeny.

Leaf Tokeny zdobywamy też po prostu grając w grę i wykonując codzienne lub specjalne zadania, biorąc udział w sezonowych zadaniach oraz wymieniając na nią Bells. Ten ostatni sposób jest ograniczony i w każdym miesiącu możemy wymienić Bells na Leaf Tokeny tylko ograniczoną liczbę razy. I choć może się wydawać, że nie ma za wielu sposobów na zdobywanie tej waluty, to ja grając przez ponad miesiąc nigdy specjalnie nie narzekałem na jej niedobory. Ale z drugiej też strony podchodziłem dość spokojnie do wykonywania zadań i uzupełniania kolekcji, więc nie wykluczam, że tym, którzy będą chcieli skompletować wszystko jak najszybciej i od razu, może jej chwilami brakować.

Jeśli chodzi o grafikę, to powiedziałbym, że gra prezentuje się dość przeciętnie. Ja wiem, że to tytuł na telefony komórkowe i że Animal Crossing ma tę swoją umowną stylistykę, ale nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że jakość modeli i tekstur została tutaj przycięta w stosunku do takiego New Horizons. To wszystko jest jakieś takie bardziej uproszczone, płaskie, mniej wyraźne…

Audio, choć nie jest złe, to przyznam szczerze – z jakiegoś powodu mnie drażniło. Nie byłem w stanie cieszyć się grą, gdy w tle przygrywały te wszystkie melodie. Może to kwestia urządzenia, ale w wielu mobilkach audio mnie zwyczajnie drażni…

To, co mnie zaskoczyło w Animal Crossing Pocket Camp Complete, to mnogość wydarzeń, jakie się w tej grze dzieją. Prawdę powiedziawszy, poczułem się nimi wręcz przytłoczony… Akurat jak zacząłem grać, trwał „Toy Day” event. Jeszcze dobrze się nie skończył, a wystartował „Fishing Tourney”, a potem jeszcze  świąteczny. A Nowy Rok też przywitaliśmy kolejnym eventem i zaraz potem jeszcze jednym. Dzieje się tu naprawdę sporo. Ja wiem, że gdy gra była w modelu free-to-play i była rozwijana stopniowo, te wszystkie wydarzenia dochodziły małymi falami, ale w wersji Complete są one wszystkie naraz i potrafią przerazić. Choć z drugiej strony z ciekawości sprawdziłem, czy jakkolwiek zostanie celebrowany Nowy Rok w grze i niestety rozczarowałem się. Nic się nie działo. Żadnego odliczania, żadnej celebracji czy pokazu fajerwerków…

No ale czy jest do dobra gra?

Szczerze mówiąc, nie umiem odpowiedzieć. To Animal Crossing, więc już za samo to ta pozycja ma u mnie plusika, bo polubiłem tę serię parę lat temu przy okazji New Horizons (do tego stopnia, że z AC spędziłem ponad 2000 godzin). Tym bardziej trudno mi było wyrobić sobie jakieś poważne zdanie o tej grze po kilku dniach (i finalnie zeszło mi ponad miesiąc).

Ma ona w sobie wiele elementów pierwowzorów z „dużych” odsłon: bogactwo przedmiotów do zebrania, mnóstwo zwierzaczków do zapoznania, sporo wydarzeń, które potrafią skutecznie przyciągnąć do telefonu. Z drugiej strony ta mnogość i dostępność wszystkiego praktycznie od startu trochę przeraża i przytłacza. Może to kwestia części roku, w jakiej zacząłem grać w tę grę, ale chyba wolałem te duże odsłony, gdzie wszystko działo się trochę wolniej.

Gdyby była nadal dostępna wersja free-to-play, to powiedziałbym, że instalujcie i próbujcie, bo gra potrafi dać sporo radochy i satysfakcji z udekorowania własnego obozowiska i zebrania w nim swoich ulubieńców. No ale ponieważ nie jest już dostępna, to mam dylemat.

Jak sam lubię Animal Crossing, to tutaj poczułem się przytłoczony ilością opcji i możliwości. Gdyby to był mój pierwszy kontakt z serią, niewykluczone, że bym się przez to zraził i raczej nie chciał więcej próbować.

Z czystym sumieniem mogę grę polecić tym, którzy zakochali się w darmowej odsłonie i grali w nią, ile się dało. Możliwość przeniesienia zapisu do tej wersji i kontynuacja zabawy, o ile nadal macie chęci, to całkiem niezły pomysł. Ci, których istniejąca wcześniej wersja free-to-play nie przekonała, tutaj też się raczej nie odnajdą. No, chyba że ich jedynym problemem z poprzedniczką były mikropłatności.

 

Rating Image

Ogółem rzecz biorąc, Animal Crossing Pocket Camp Complete nie jest złą grą, ale podobnie jak inne gry z serii nie jest tytułem dla każdego. Ma ona swój specyficzny rytm i klimat, który trzeba lubić, aby się tu dobrze bawić. Odnajdą się tu ci, którzy chcą mieć trochę wytchnienia i spokoju, jakiejś odskoczni od codzienności. Jeśli ktoś ma ochotę na odrobinę „cozy life”, może się tu naprawdę dobrze bawić.

Plusy:

  • Animal Crossing w telefonie
  • w końcu bez mikropłatności
  • dużo wydarzeń w grze

Minusy:

  • czasy ładowania podczas przechodzenia pomiędzy różnymi lokacjami
  • potrafi przytłoczyć ilością rzeczy dziejących się jednocześnie
  • ma swój specyficzny klimat (który nie każdemu może przypaść do gustu)

Dodaj komentarz