[Recenzja] Piczle Cross: Story of Seasons

Mózg i farma rosną jednocześnie

Praca na roli potrafi zmęczyć fizycznie, dlatego zaleca się po niej bierny odpoczynek. Nie musi on jednak polegać na graniu w głupie gierki wideo i traceniu przy nich cennych szarych komórek. Zamiast tego można pograć w mądre gry wideo oferujące stymulację dla mózgu. Jedną z takich pozycji jest Piczle Cross: Story of Seasons, które zapewnia dziesiątki godzin ćwiczeń dla umysłu w sielankowej atmosferze znanej z rolniczej serii.

Proste zasady, trudne łamigłówki

W serii Piczle mamy do czynienia z malowaniem liczbami. Kojarzycie serię Picross? To jesteście w domu. A jak nie kojarzycie, to tłumaczę: mamy nonogram z liczbami nad kolumnami oraz obok wierszy. Pojedyncza liczba oznacza, że musimy zakreślić tyleż sąsiadujących ze sobą kratek; jeżeli liczb jest kilka, to pomiędzy każdym ciągiem kratek o określonej długości musimy zostawić przynajmniej jedno wolne pole. Jak na porządną łamigłówkę przystało, nigdy nie musimy zgadywać – zawsze możemy znaleźć kolejne pewne posunięcie.

Założenia się banalne i takie są też początkowe nonogramy o rozmiarach 5 x 5 pól, które rozwiązywałem w mniej niż minutę. Poziom trudności szybko jednak rośnie: łamigłówki są coraz większe (mają nawet rozmiar 20 x 20) i zmuszają do bardziej wytężonego wysiłku umysłowego. Zdarzało mi się naprawdę wysilić, aby znaleźć kolejny pewny ruch, albo kilka razy liczyć, które kratki na pewno mogę zamalować. Ale ja nie dam rady zrobić tego piczla? Potrzymaj mi motykę.

Gdy my malujemy liczbami, w tle cały czas pracuje na roli parka głównych bohaterów. Po ukończeniu każdej łamigłówki w grze mija dzień, dzięki czemu nasza farma rozwija się „sama z siebie”. Dzieje się jednak bardzo powoli – mimo że zrobiłem kilkadziesiąt nonogramów, moje pole wciąż wygląda marnie. Do roboty! Ukończenie niektórych łamigłówek odblokowuje także strony w almanachu – liczącym sobie nieco ponad 100 stron albumie, który zawiera setki grafik przedstawiających postacie i zwierzaki z poszczególnych części serii (poczynając od Story of Seasons na 3DS-a z 2015 roku).

Aby grało się przyjemniej

Gra daje nam do dyspozycji sporo możliwości dostosowania rozgrywki pod siebie. Możemy włączyć automatyczne oznaczanie pustych kolumn, wypełnianie pustych pól „iksami”, gdy pomalujemy już wszystkie kratki, a nawet uzupełnienie losowej kolumny i wiersza po rozpoczęciu łamigłówki. Poza tym w każdej chwili możemy sprawdzić, czy nie popełniliśmy błędu, z czego skwapliwie korzystałem w trudniejszych zagadkach – jeśli gdzieś się pomylimy, to podobnie jak w sudoku w pewnym momencie wszystko zacznie się sypać i prawdopodobnie będziemy musieli zaczynać od nowa, a tego wolałem uniknąć.

Piczle Cross: Story of Seasons oferuje aż 350 nonogramów, w tym kilka kolaży składających się z kilkunastu oddzielnych łamigłówek, niektórych większych niż standardowo. Całkowicie szczerze przyznaję, że piszę tę recenzję bez pomalowania wszystkiego, bo gdybym chciał to zrobić, zajęłoby mi to dobre kilkadziesiąt godzin, jak nie więcej. Jak na grę za 40 zł mamy więc naprawdę dobry stosunek ceny do ilości zabawy.

Tymczasem idę się odmóżdżyć przy Splatoonie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy PR Hound.

Piczle Cross: Story of Seasons
80 Recenzent
Plusy
  • 350 łamigłówek
  • zmusza do myślenia
  • możliwość personalizacji rozgrywki
  • funkcje ułatwienia dostępu
  • Minusy
  • farma za wolno się rozwija
  • Podsumowanie
    Ponad 300 łamigłówek, dzięki którym Wasz mózg wejdzie na wyższe obroty, a wszystko to w sielankowej atmosferze serii Story of Seasons. Czego chcieć więcej?
    Criterion 1
    2
    3

    Dodaj komentarz