Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo Switch

[Recenzja] Project Zero: Maiden of Black Water

Robienie fotek w ponurej atmosferze


Strach to dość nieprzyjemne uczucie. Jednak nierzadko się zdarza, że sami szukamy podobnych wrażeń. Czy to w formie grania, oglądania lub czytania horrorów, czy też robiąc rzeczy, które podnoszą adrenalinę do niebotycznych rozmiarów. Jednak nie to jest straszne, co możemy poczuć i zobaczyć, ale to, co wymyka się naszym zmysłom i zrozumieniu. W tego typu straszenie celuje Project Zero: Maiden of Black Water. Port gry, która pierwotnie zadebiutowała na stacjonarnym poprzedniku Pstryka. Strach się bać, ale musiałem zacisnąć zęby, żeby dojść do finału tego tytułu i napisać tę recenzję. I wierzcie mi, że nie tylko warstwa straszenia będzie naszą zmorą.

Różne oblicza strachu

Akcja piątej części Project Zero rozgrywa się w okolicach fikcyjnej góry Hikami. Wzgórze to jest miejscem przeklętym i owianym złą sławą. Lokalni mieszkańcy starają się nie zapuszczać w jego okolice, bo nigdy nie wiadomo, czy z takiej eskapady uda im się wrócić żywym. Opętania, samobójstwa, brutalne rytuały – na takie opisy zasłużyło sobie to majestatyczne wzniesienie. Niczym łącznik z innym światem Hikami rzuca złowieszczy cień na okoliczne domostwa. Oczywiście zawsze znajdą się jacyś śmiałkowie, którzy będą się starać rozwikłać tajemnice związane z tym przeklętym miejscem. Owymi śmiałkami jest trójka protagonistów, którzy nie tylko szukają odpowiedzi na diabelskie sekrety wzgórza, ale mają też swoje prywatne sprawy, które wymagają rozliczenia. Niestety bohaterowie na początku są słabo zarysowani i ciężko się z ich problemami identyfikować. Nie pomaga też to, że na starcie gra wprowadza wiele postaci i doprowadza to do małego zamieszania. Dopiero gdzieś od połowy gry, gdy już się oswoimy z tym, kto jest kim i dlaczego, jest nam łatwiej śledzić wydarzenia na ekranie.

[Recenzja] Project Zero: Maiden of Black Water

Trzy przeplatające się scenariusze może nie prezentują historii godnej nagrody Puliztera, niemniej jednak są na tyle ciekawe, że potrafią zaangażować gracza. Szczególnie bryluje tutaj mistyczny i ponury klimat. Liczne nawiązania do japońskich wierzeń, miejskich legend i okultystyczny wydźwięk zostały tutaj świetnie zaimplementowane. Całość robi wrażenie inności, orientalności. Coś, co dla nas Europejczyków nie jest często spotykane. Project Zero: Maiden of Black Water straszy też w innym sposób, niż ma to miejsce w innych produkcjach tego typu. Praktycznie nie mamy tutaj żadnych jump scare’ów, które w prostacki sposób mogą nas wystraszyć. Produkcja Japończyków wprowadza niepokój u użytkownika poprzez ciężką atmosferę i tematykę, dziwne wstawki wideo rodem ze snuff movies i warstwę audio.

Selfie z duchami

Jeżeli po powyższym akapicie spodziewacie się, że gra będzie symulatorem chodzenia, to muszę wam oznajmić, że jesteście w dużym błędzie. Tytuł ten ma sporo cech gamingowych i nie ogranicza się tylko do opowiadania historii. Główną mechaniką Project Zero jest robienie zdjęć maszkarom za pomocą Camery Obscura. Odpowiednie cyknięcie fotki powoduje zadawanie obrażeń zjawie i podbija to też nasze konto z punktami. Oprócz walki z duchami, w odpowiednich miejscach i przez chwilę, możemy robić zdjęcia duchom niczym w Pokémon Snap. Aparatem możemy także wykrywać przedmioty astralne, które gdy zostaną uchwycone pod odpowiednim kątem, zmaterializują się w danym miejscu lub dadzą wskazówkę, gdzie znajdziemy np. klucz do drzwi. Wszystko to działa sprawnie i nawet po kilkunastu godzinach nie nuży. Jednak szkopuł tkwi w innym miejscu.

[Recenzja] Project Zero: Maiden of Black Water

Sterowanie postaciami jest bardzo upierdliwą czynnością. Poruszają się one jak czołg, a obrót wokół własnej osi trwa wieczność. Często natrafiamy na bardzo mobilne zjawy i zanim postać się obróci, to duch znajduje się już w innym miejscu. Na szczęście wchodząc w tryb kamery i za pomocą żyroskopu w padzie, możemy w miarę szybko zareagować. Szkoda, że twórcy nie zaimplementowali sterowania w stylu Resident Evil 4. Responsywność sterowania w trzeciej osobie, jak w tej grze, wyszłaby Maiden of Black Water na dobre. Project Zero cierpi też na pewną przypadłość japońskich developerów, którzy nie szanują czasu gracza. Podnosząc jakiś przedmiot albo otwierając jakieś drzwi, raczeni jesteśmy animacją tej czynności, która sprawia wrażenie, że trwa wieki. O ile na początku jeszcze można to przełknąć, tak w późniejszym czasie robi się to upierdliwie. Nie zdziwiłbym się, gdyby te animacje stanowiły 10-15% mojego czasu całego przejścia gry.

[Recenzja] Project Zero: Maiden of Black Water

Jak wspomniałem wcześniej, gra bardzo bryluje pod względem klimatu i całej tej mistycznej otoczki. W parze z tym idą też projekty lokacji, które są mega ciekawe i bardzo fajnie zaprojektowane. Piorunujące wrażenie robi świątynia z lalkami, ale reszta miejscówek wcale nie jest gorsza. Tylko lokacji jest bardzo mało i przez to mamy sporą dawkę backtrackingu. Najgorsze jest to, że musimy dojść do pewnego miejsca i później tą samą albo ciut inną drogą wrócić na początek. Nierzadko zdarza się też, że jeżeli to samo miejsce przemierzamy tym razem inną postacią, to niektóre zjawy pojawiają się ponownie. Psuje to trochę nieprzewidywalność, bo gracz wie, że w tym obszarze może czegoś się spodziewać.

Niby dobrze, ale nie do końca

Sam port jest całkiem udany. Pod względem grafiki i rozdzielczości nie ma tej grze nic do zarzucenia. Klatkaż też jest stabilny, pod warunkiem, że gramy w trybie handheld. Niestety, jeżeli konsola jest zadokowana, to gra rwie, szczególnie na początku każdego poziomu i przy przejściach do kolejnych lokacji. Natrafiłem też na błąd z autozapisem, gdzie nie wykonał się on poprawnie i cofnęło mnie o dwa rozdziały. Ostatni patch naprawił tę przypadłość i nie powinno to już sprawiać problemów innym graczom.

Jeżeli jesteście spragnieni nowych doznań i nie przeszkadza wam zwiedzanie tych samych miejsc kilkukrotnie, to warto dać szansę Project Zero: Maiden of Black Water. Ale tylko pod jednym warunkiem – gdy gra znajdzie się na sensownej promocji.

Grę do recenzji dostarczyło KOEI TECMO.

65 Recenzent
Criterion 1
Użytkownicy (0 głosów) 0
Recenzje użytkowników Zaloguj się, żeby oddać głos
Sort by:

Be the first to leave a review.

User Avatar
Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}

3 komentarze

3 Komentarzy

  1. Elan

    19 grudnia, 2021 at 8:10 pm

    „Strach to dość nieprzyjemne uczucie”

    No właśnie, a ja nie lubię się bać, więc…

    PS. Chce ktoś kupić fizyczną wersję tej gry na Wii U? Trochę sfatygowana, ale oddam tanio. Info na Discordzie.

  2. Antari

    24 grudnia, 2021 at 4:16 pm

    Moim zdaniem tego typu gry są nie tyle straszne co po prostu klimatyczne. Jeżeli szukamy tego typu „klimatu”, to będziemy się świetnie bawili, bo ciężko to tej serii odmówić. Zresztą podobnie mam z wszelkiego rodzaju horrorami filmowymi (być może wynika to z wieloletniego doświadczenia z owym medium). Od ładnych paru lat nic na ekranie nie jest w stanie mnie przestraszyć, a wszelkie znane przerażające „chwyty”, które rzucane są w stronę gracza/widza powodują u mnie raczej podsumowanie uśmiechem. I nie mam tu na myśli jump scare’ów, tylko chwyty stosowane w azjatyckim kinie grozy, które również lawirują od schematu do schematu, co zauważymy po obejrzeniu ich sporej ilości. Moim zdaniem świetnie, że autorzy zdecydowali się na ten port, bo oryginał z WiiU jest obecnie skazany na zapomnienie z uwagi na małą dostępność i wysoką cenę. Jeżeli chodzi o port to szkoda, że w naszym regionie nie ukazała się wersja pudełkowa angielska i trzeba było się pokusić o wersję azjatycką. Zmarnowany potencjał upatruję także w braku dołączenia unikalnych kostiumów postaci stylizowanych na postacie z gier Nintendo (Zelda i Samus), które były obecne w oryginale.

    • rolnik

      8 stycznia, 2022 at 1:38 pm

      Akurat stroje trochę psują odbiór gry. Nie sprawdzałem, jak wyglądają te od Nintendo, ale te podstawowe zawarte w grze mogą doprowadzić do kuriozalnej sytuacji, kiedy jest poruszany jakiś ciężki temat jak samobójstwo, a nasza bohaterka biega w bikini. Fajnie, że gra nie zniknie w odmętach zapomnienia, ale z tego, co się zorientowałem, to też nie jest jakaś wybitna część w serii. Szkoda, że nie zrobili zbiorczej paczki poprzedników, to wtedy byłby to must buy.

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Join Us!

Gorące wpisy

Publicystyka

Oczywiście dalszy rozwój Nintendo Switch Online jest jak najbardziej pożądany przez fanów, ale nikt się chyba nie spodziewał, że Nintendo obierze taki kierunek

Nintendo Switch

Czy morderstwo ważnego polityka zachwieje całym układem planetarnym?

Nintendo Switch

Pełni nadziei redaktorzy wyłaniają na jakie tytuły najmocniej czekają w przyszłym roku. Nie piszą tylko o tych zapowiedzianych!

Nintendo Switch

Oj będzie w co grać! Mam nadzieję, że zredukowaliście wasze kupki wstydu, bo w 2022 roku nie będzie zbyt dużo okazji na ich pomniejszenie.

Nintendo Switch

JRPG z fabułą prezentującą młodość wyglądających jak żywe dziewcząt, opartą o motywy ludzkiej tożsamości i więzi!

Nintendo Switch

Ankieta zakończona, głosy podliczone. Panie i panowie... MAMY ZWYCIĘZCÓW!

Najnowsze posty na forum

Recent Topics

Ankieta

Co sądzicie o premierach na 2022 rok?

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...

Nadchodzące wydarzenia

Ghostrunner: Project_Hel

Data: 27 stycznia, 2022
Premiera

Początkowo planowany jako mniejsza zawartość do pobrania, „Project_Hel” rozrósł się do pełnej wersji Ghostrunnera. Przejmij kontrolę nad Helem, jednym z bossów oryginalnej gry, który schodzi z Wieży Dharmy na własną krwawą misję. Zaprojektowana, aby spodobać się nowym graczom i weteranom, jest bardziej zorientowana na walkę w porównaniu z Ghostrunnerem.

Gunvolt Chronicles: Luminous Avenger iX 2

Data: 27 stycznia, 2022
Premiera

Wkrocz w nowy szczyt akcji 2D! Luminous Avenger iX 2 przenosi oryginalną, szybką i stylową rozgrywkę akcji 2D na wyższy poziom, gdy Copen przedziera się przez wrogów w swojej nowej formie „Break-Shift”. Jego nowe zdolności destrukcyjne sprawiają, że szybka akcja jest bardziej satysfakcjonująca niż kiedykolwiek!

Dwuwymiarowa gra w stylu Metroidvania opracowana pod nadzorem Ryo Mizuno, przedstawiająca historię Deedlit i wydarzenia poprzedzające Record of Lodoss War: Diadem of the Covenant. Użyj różnych broni i mocy duchowych, aby rozwikłać tajemnicę labiryntu.

Zobacz też

Nintendo Wii U

Za oknem od paru dni pogoda jest mocno nijaka, jak nie śnieg, to deszcz, jak nie deszcz, to śnieg, albo deszcz ze śniegiem, albo...

Recenzje

Bardzo łatwo mnie przestraszyć lub sprawić, bym miał dziwne schizy po nocach. Wszelakie horrory omijam szerokim łukiem, Silent Hill wyłączyłem po 15 minutach, w...

Nintendo Wii U

Podczas gdy w Europie na premierę najnowszego horroru na Wii U poczekamy do ostatniego dnia miesiąca, amerykańscy gracze mogą już zasiadać do najnowszego Fatal...

Nintendo Wii U

Nintendo przygotowuje się na halloween coraz większymi krokami. Tym razem oprócz strasznej gry Project Zero: Maiden of Black Water dostaniemy też oryginalne przebrania dla...