Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo Switch

[Recenzja] Dying Light Platinum Edition

Zombiaki opanowują Switcha

Zombiaki to mają przewalone w grach. Ilość sposobów, które wykorzystują gracze, żeby te chodzące truchła ponownie wysłać do piachu, potrafi zawrócić w głowie. W dodatku nie są to jakieś szybkie egzekucje, ale długotrwały i bardzo bolesny proces, który często kończy się krwawą papką na ziemi i porozrzucanymi kończynami. Taki jest już parszywy los mięsa armatniego. Kolejną okazję do eksterminacji tych biedaków będziecie mieć w Dying Light Platinum Edition. Jest to port gry, która została wydana przez nasze rodzime studio Techland w 2015 roku na PS4/XONE/PC. Jak wyszła kolejna karkołomna operacja przeniesienia wymagającej gry z otwartym światem na konsolę o mocy współczesnej pralki?

Piękno jest w ruchu

Dying Light nie jest pierwszą próbą wrocławskiego studia z tematem żywych zwłok. Wcześniej stworzyli oni Dead Island, które było w porywach dobrą produkcją, ale tytuł przypadł do gustu graczom i sprzedał się w okolicach 5 milionów kopii. W wyniku zawirowań i tarć z wydawcą Techland rozstał się z marką Martwej Wyspy i ogłosił pracę nad nową grą w podobnym klimacie – Dying Light. Tak jak protoplasta, pozycja ta była survival horrorem z widokiem z pierwszej osoby, w którym mierzyliśmy się nie tylko z hordą nieumarłych, ale także i z problemami tych żywych, którzy często mieli jakieś ale w stosunku do innych współplemieńców. Jako wysłannik organizacji GRE – Kyle Crane, trafimy do fikcyjnego miasta na Bliskim Wschodzie Harran. W mieście będziemy się starać odnaleźć pewną ważną personę i odzyskać od niej tajne dane. Brzmi na proste zadanie, ale od samego początku pakujemy się w kłopoty. Dodatkowo wszędzie są te cholerne zombiaki, które nie raz staną nam na drodze.

Głównym atutem produkcji jest system poruszania się, który jest wzorowany na parkurze. Nasz bohater z niezwykłą efektywnością pokonuje wszelkie przeszkody w postaci murków i samochodów, a przy okazji z wielką gracją przemieszcza się po dachach i gzymsach. Może nie jest to poziom starszych odsłon Prince of Persia czy też Mirror’s Edge, ale jest niezwykle przyjemny i nawet po 30 godzinach gry nie czułem znużenia, biegnąc na złamanie karku do kolejnego punktu na mapie. W dodatku nie jest to system typu „trzymaj cały czas jeden przycisk i obserwuj, jaki jesteś fajny”. Trzeba włożyć trochę wysiłku we wspinaczkę, żeby sprawnie przemierzać kolejne metry. Ruch jest o tyle istotny, że lepiej nie dać się otoczyć nieumarlakom. O ile z pojedynczymi sztukami łatwo sobie poradzimy, okładając ich różnym żelastwem, tak w grupie są już wymagającym przeciwnikiem i lepiej wiać, gdzie pieprz rośnie.

Dying Light

Ruch w Dying Light Platinum Edition jest ważny, więc miejsce, do którego trafimy, musi być też odpowiednio zaprojektowane. Harran jest mieszanką bliskowschodniej architektury z fawelami rodem z Brazylii. Moim zdaniem taki mariaż był strzałem w dziesiątkę. Odwiedzamy dość unikatowe miejsce w świecie growym, w którym przemieszczanie się jest przyjemnością. Będąc na obrzeżach, przebijamy się przez rudery zabite dechami, wszędzie widać brud i ubóstwo. Zbliżając się do centrum, zderzamy się z przepychem i wysokimi budowlami. Harran ma charakter i nie jest to pierwsze lepsze generyczne miasto. Efekt potęguje orientalna muzyka, która przygrywa co jakiś czas. Szkoda tylko, że nie postawiono na nią w 100% w ścieżce dźwiękowej.

Spec od wszystkiego

Nie tylko samym uciekaniem człowiek żyje — w końcu jest to survival horror, więc jakieś opcje odwetowe też powinny być dostępne. A tych jest naprawdę sporo. Ilość rzeczy, które możemy wytworzyć, może wywołać ból głowy. Od wszelakich narzędzi w postaci kluczy francuskich, przez średniowieczne miecze, aż do łuków i broni palnej. Oprócz konwencjonalnej broni są też dostępne różne dziwne oręża. Zombiaki można okładać przykładowo ulubieńcem niemieckich ogrodników, czyli krasnalem ogrodowym. Teraz już wiem, dlaczego nasi sąsiedzi tak się w nich lubują — po prostu są przygotowani na apokalipsę umarlaków. Broń w miarę używania się niszczy i po jakimś czasie trzeba ją wymienić, więc zawsze warto przy sobie mieć jakieś surowce, żeby móc w każdej chwili stworzyć nowe śmiercionośne narzędzie. Ewentualnie przy odrobinie szczęścia znajdziemy coś przydatnego w skrzyni albo śmietniku.

Dying Light

W grze jest zawarty system progresji postaci, który jest uzależniony od naszej aktywności. Mamy dostęp do trzech drzewek umiejętności, które są związane z konkretnymi czynnościami. Akrobatyczne przemieszczanie się po mieście nabija nam pasek ruchu. Wszelkie konfrontacje dają nam postęp w walce, więc im częściej wykonujemy daną czynność, tym bieglejsza będzie postać w konkretnej dziedzinie. Największego boosta możemy zgarnąć podczas nocnych eskapad. W Dying Light znajduje się system dnia i nocy. Jeżeli słońce znajduje się na horyzoncie, to zombiaki są powolne i otępiałe. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy znikną ostatnie promienie słoneczne. Wtedy zaczyna się jazda bez trzymanki i nasze umiejętności są poddane dużej próbie. Na wierzch wychodzą potężne mutanty, które w kilka chwil potrafią sprawić pojawienie się napisu Game Over. Z dużym ryzykiem wiąże się większa nagroda i za każdą akcję zgarniamy więcej doświadczenia. Nocne wypady są niezwykle emocjonujące, a satysfakcja z dobiegnięcia do bezpiecznej strefy potrafi być ogromna.

Nie takie złe te zombiaki

Ogólnie gameplay jest bardzo dobry i potrafi zaangażować na kilkadziesiąt godzin. Oprócz podstawki w pakiecie zawarte też są wszystkie rozszerzenia, więc na brak zajęć z pewnością nie można narzekać. Jednak to, co jest istotne dla posiadaczy Nintendo Switch, to warstwa techniczna Dying Light Platinum Edition. Hybryda Japończyków nie lubi się zbytnio z otwartymi światami i trzeba włożyć sporo wysiłku, żeby taka pozycja działała dobrze. Jednak w tym przypadku sam Techland zaangażował się w ten port i trzeba przyznać, że wyszło im to całkiem dobrze. Jasne, graficznie to są prawie najniższe możliwe ustawienia graficzne, ale dzięki temu framerate przez większość czasu jest w akceptowalnym zakresie. Spodziewałem się, że gra będzie bardziej zacinać, ale w kwestii płynności zostałem bardzo zaskoczony. Nawet przy większej ilości zombiaków na ekranie klatkaż potrafi utrzymać się w okolicach 30. Rozdzielczość też nie spada do karygodnych wartości, jak to ma miejsce w innych produkcjach (cześć, Ninja Gaiden!). Ogólnie gra działa dobrze w obu trybach konsoli, ale oprawa kłuje mniej w oczy, kiedy jesteśmy w trybie przenośnym.

Dying Light

Kilka rzeczy jest jednak jeszcze do poprawy. W szczególności widać to w dodatku The Following, gdzie po świecie poruszamy się głównie pojazdem. Przez to, że przemieszczanie się jest szybsze niż na nogach, bardziej rzuca się w oczy niższa odległość rysowania obiektów. Nie raz miałem problem, że nie wiedziałem, czy przede mną jest rampa, czy blokada. W dodatku jest tam też miejsce, gdzie FPS-y potrafią spać do bardzo niskiej wartości. Na szczęście dzieje się to tylko w określonym obszarze, więc jest to tylko jednorazowa niedogodność. Upierdliwe jest też przełączanie się pomiędzy listami możliwych rzeczy do wytworzenia. Możemy zmieniać strony tylko w jednym kierunku, więc jeśli przegapimy odpowiednią zakładkę, to musimy albo poszukać w całej liście, albo przekartkować od początku jeszcze raz. Szkoda też, że nie można zdefiniować, ile rzeczy ma się od razu wytworzyć. Mimo że mamy niezbędne materiały, to i tak musimy każdorazowo klikać, żeby wytworzyć kolejny przedmiot.

Techland stanął na wysokości zadania i dostarczył dobrej jakości port. Szkoda tylko, że gra miała premierę 6 lat temu i jest dostępna na wszystkie ówczesne wiodące platformy, więc gracze mieli wystarczająco okazji do zapoznania się z tą produkcją. Jeżeli należycie do tych osób, które nie wychodzą poza ekosystem Nintendo, ewentualnie przespaliście Dying Light, to warto spróbować, bo jest to kawał dobrej gry. Jeżeli po premierze Techland będzie nadal wspierał grę i poprawiał optymalizację, to ze spokojem możecie dodać jeszcze 5 punktów do oceny.

Grę do recenzji dostarczył Techland

[Recenzja] Dying Light Platinum Edition
75 Recenzent
Criterion 1
Użytkownicy (0 głosów) 0
Recenzje użytkowników Zaloguj się, żeby oddać głos
Sort by:

Be the first to leave a review.

User Avatar
Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}

Kliknij, aby dodać komentarz

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

eShop

Czy są na sali jeszcze obecni jacyś fani Animal Crossing?

Recenzje

Mario Party Ultimate?

Switch

Za górami, za lasami żyła sobie wiedźma z lalkami

Recenzje

Gotta go fast!