Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Recenzje

[Recenzja] Mario Party Superstars

Mario Party Ultimate?

Wiecie co? Od pewnego czasu Nintendo nie budzi we mnie większych emocji; zupełnie jakby cała marka i związana z nią otoczka — która jeszcze do niedawna dostarczała mi przecież tyle radochy — zmalała w moich oczach. Od wydanego na początku ubiegłego roku Animal Crossing: New Horizons kalendarz wydawniczy Switcha świeci pustkami, a te kilka gier, którym udało się opuścić nintendowską kuźnię — poza Metroid Dread — nie „dowiozło”. Mario Golf: Super Rush, które miałem przyjemność (?) recenzować w lipcu, było całkiem fajne, ale puste i nieciekawe, kompletnie zniechęcając mnie do dalszej zabawy (od lipca siedzę w domu, na żadnego golfa nie chodzę, tfu!). Parę miesięcy później na rynek trafiło WarioWare: Get It Together!, a z nim, jak bumerang, powrócił problem wybrakowanej zawartości.

Identyczne obawy miałem co do Super Mar… a nie, czekaj, czekaj… Mario Party Superstars, czyli najnowszej odsłony imprezowego cyklu z Marianem i spółką. Podobnie jak większość spin-offów z wąsaczem, seria Mario Party już od dłuższego czasu nie potrafi zdobyć uznania swoich wieloletnich, hardkorowych fanów. Twórcy, chcąc co jakiś czas odświeżyć formułę, wprowadzają do niej coraz to większe udziwnienia, pozbywając się tym samym sprawdzonych pomysłów, za które pokochano pierwsze odsłony. Całe szczęście wszystkie moje obawy co do nowego Mario Party okazały się niesłuszne: Superstars nie jest ani wybrakowane, ani nudne, ani przekombinowane. To najlepsze Mario Party od wielu, wielu lat.

Najlepsiejsze z najlepsiejszych

Superstars to nic innego, jak składanka „best of”, w której skład wchodzi pięć klasycznych plansz z oryginalnej trylogii oraz sto minigier z historii całego cyklu. Pojedyncza sesja dzieli się tu na piętnaście tur. Każdy z czworga graczy rzuca kośćmi i przemieszcza się po planszy o wylosowaną liczbę pól, natrafiając przy tym na przeróżne eventy, kary czy nagrody. Na koniec każdej tury rozgrywana jest minigra, której stawką są monety. Konto uszczuplamy, roztrwaniając majątek na limitowane kostki i inne bardziej lub mniej przydatne błyskotki. Zwycięża ten, kto po rozegraniu piętnastu tur zgromadzi najwięcej gwiazdek — te znajdziemy w sklepiku skąpej Toadette, która kasuje aż 20 monet za sztukę.

Mimo że na wszystkich planszach panują takie same zasady, każdy z poziomów cechuje się własnymi eventami. Przykładowo, na tropikalnej wyspie Yoshiego Toadette co jakiś czas zamienia się miejscami z Bowserem stacjonującym na drugim końcu planszy. Przechodząc obok jego stanowiska, jesteśmy zmuszeni zapłacić mandacik lub dać sobie wcisnąć jakiś przedmiot w mocno zawyżonej cenie. Tego typu akcje wprowadzają do gry sporą dawkę dynamiki i potęgują wrażenie nieprzewidywalności. „Pięć plansz” nie brzmi jak wiele, ale każda z nich jest na tyle ciekawa i inna od pozostałych, że po rozegraniu ponad 20 godzin nadal nie czuję się nimi ani trochę znudzony. Na początku byłem zaskoczony stosunkowo skromną, bo liczącą zaledwie 10 postaci listą grywalnych bohaterów. Nieobecność niektórych z nich znajduje jednak uzasadnienie w fakcie, że są już na planszy: Boo na życzenie gracza kradnie przeciwnikom monety, Toad prowadzi sklepik ze specjalnymi kostkami, Toadette handluje gwiazdkami, a Koopa Troopa sprawuje pieczę nad bankiem.

Czymże byłoby Mario Party bez minigier? Twórcy Superstars wyselekcjonowali aż sto konkurencji, które pojawiły się w poprzednich odsłonach cyklu. Przed rozegraniem każdej z nich dostajemy trzydzieści sekund na przeprowadzenie rundy próbnej — to okazja na zapoznanie się z zasadami i sterowaniem. Gra daje tym samym szansę na zwycięstwo nawet tym, którzy nigdy wcześniej nie mieli styczności z daną konkurencją. A jeśli to właśnie minigry interesują was bardziej niż standardowa rozgrywka, możecie udać się na Mount Minigames. To tryb, który pozwala zmierzyć się z rywalami w tzw. Daily Challenges, czyli zmieniającą się codziennie pulą minigier, lub poćwiczyć dowolnie wybraną konkurencję. To miły dodatek, jednak sam nie spędziłem przy nim więcej niż 20 minut. O samych minigrach nie ma co się rozpisywać: jeśli mieliście kiedykolwiek styczność z Mario Party, wiecie, czego się spodziewać. Sama kolekcja minigier jest w porządku; nie odnotowałem braku żadnych „kultowych” konkurencji, choć zaznaczam, że fanatykiem serii nie jestem.

 

Samemu to tak głupio trochę

Jedną z najmocniejszych stron Mario Party Superstars jest możliwość zaproszenia do wspólnej zabawy znajomych (lub przypadkowych ludzi z internetów). Gra jeszcze przed wyświetleniem ekranu startowego pyta uprzejmie, z kim chcielibyśmy zagrać. Możemy zdecydować się na tryb solo i bawić się w pojedynkę lub tryb wieloosobowy: lokalny (Switch do Switcha) i online. Ja, rzecz jasna, nie mogłem opędzić się od znajomych, którzy za wszelką cenę chcieli ze mną pograć. Nie chcąc wybierać między nimi, zdecydowałem się więc na grę z „randomami”. Nie sądziłem, że świadomość, że po drugiej stronie siedzi prawdziwa osoba, zrobi tak gigantyczną różnicę. Z rywalami komunikujemy się za pomocą uroczych naklejek z reakcjami — brzmi głupkowato, ale sprawdza się rewelacyjnie, tym bardziej, że selekcja stickerów jest całkiem spora i możemy rozbudować ją wraz z postępem. Jeśli któryś z naszych przeciwników opuści grę, zostanie cichaczem zastąpiony przez komputer (prędzej czy później zauważycie — CPU w Mario Party nie ma litości).

Mario Party Ultimate?

Superstars to Mario Party z krwi i kości i prawdopodobnie najlepsza gra imprezowa dostępna na Switchu (na dodatek taka, która nie dyskryminuje osób bez znajomych!). Stanowi (kolejny) dowód na to, że czasami lepiej odpuścić sobie udziwnienia i postawić na sprawdzone i lubiane rozwiązania. Implementacja trybu online to absolutny game-changer, który uatrakcyjnia klasyczne doświadczenie. Tak naprawdę jedynym (mini) minusem Superstars jest brak nowego contentu. Z drugiej strony gra od początku zapowiadana była jako składanka, więc ciężko mieć o to pretensje. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości seria podąży tą samą ścieżką. Jestem pewien, że nawet jeśli Nintendo nie zdecyduje się na rozbudowanie Superstars dodatkowymi planszami czy konkurencjami, będę do niej często wracał. To jeden z tych tytułów, które po prostu warto mieć w kolekcji.

Mario Party Superstars
84 Recenzent
Criterion 1
Użytkownicy (0 głosów) 0
Recenzje użytkowników Zaloguj się, żeby oddać głos
Sort by:

Be the first to leave a review.

User Avatar
Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}

2 komentarze

2 Komentarzy

  1. Elan

    13 listopada, 2021 at 9:17 am

    Dobrze widzieć, że seria idzie ku lepszemu. Pierwsze Mario Party na Switcha też było chyba co najmniej niezłe. Patrząc po ocenach, na pewno lepsze niż to na 3DS-a, które miałem (nie)przyjemność recenzować.

    Swoją drogą, fajna ta recenzja. Taka za długa, nie za krótka, pryma sort.

  2. mobor

    20 listopada, 2021 at 6:21 pm

    Wszystko ładnie pieknie tylko problem tej gry jest taki że w ramach jednej rozgrywki przewijaja się non stop te same minigry. Zwykle jest ich 5 (losowo wybranych) i losowo wybierana jest jedna sposrod nich. Po drugie – ilośc tur mozna ustawić a nawet można ją zmienić w trakcie gry (in plus) max do 30

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

Nintendo Switch

Zombiaki opanowują Switcha

eShop

Czy są na sali jeszcze obecni jacyś fani Animal Crossing?

Switch

Za górami, za lasami żyła sobie wiedźma z lalkami

Recenzje

Gotta go fast!