Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Recenzje

[Recenzja] Samurai Warriors 5

Switcha daj samurajowi

Ciężko nie odnieść wrażenia, że gatunek musou, pieszczotliwie nazywany również warriorsami, przeżywa ostatnio nie lada renesans. Jak nie romanse z Zeldą, to przedłużanie gatunku z Personą czy Fire Emblem. Jeżeli celem licznych crossoverów z popularnymi markami było wzbudzenie zainteresowania „prawdziwymi warriorsami”, to chylę czoła przed Koei Tecmo, bo chyba im się udało ‒ przynajmniej ze mną. Moje początki (i końce) z Dynasty/Samurai Warriors sięgają jeszcze czasów Playstation 2, a więc czasów, które… tak średnio pamiętam. Od tamtej pory jakoś nie po drodze było mi z tymi Warriorsami ‒ tymi prawdziwymi, bez elfów w rajtuzach. Od dawna miałem ochotę spróbować, ale nie na tyle, by wybrać je kosztem kolejnego odgrzewanego kotleta z Mario (no co? Wszyscy jesteśmy nintendoholikami). Wszystko zmieniło się za sprawą wydanego niedawno Samurai Warriors 5. Zachęcony kolorowymi obrazkami promującymi grę postanowiłem w końcu zostać samurajem.

Nobunaga do radości

Na czas akcji Samurai Warriors 5 wybrano okres Sengoku, a rolę protagonisty przydzielono Nobunadze Odzie. Imię to mogło obić się wam o uszy, nawet jeśli niespecjalnie interesujecie się historią Japonii. Wystarczy, że zetknęliście się z takimi tytułami jak NiOh czy… um… Pokemon Conquest. I choć z reguły postać ta przedstawiana jest jako bezwzględny i bezlitosny Demon King, Samurai Warriors 5 bierze pod lupę czasy poprzedzające jego niechlubne wyczyny. Zamiast nieludzkiego zwyrodnialca poznajemy więc historię w gorącej wodzie kąpanego głupca, który chce zjednoczyć kraj, wymachując kawałkiem stali na lewo i prawo. Główny wątek, choć początkowo ślamazarny i, tak szczerze, średnio ciekawy, z czasem nabiera rumieńców, wynagradzając przynudnawe dialogi efektownym zakończeniem (kto wie, ten wie). W pewnym momencie (mniej więcej w połowie) fabuła rozwidla się, pozwalając doświadczyć tych samych zdarzeń z perspektywy Mitsuhide Akechiego, BFF-a Nobunagi. Historie każdego z panów kończą się inaczej, dlatego chcąc najeść się do syta, będziecie musieli, jak u babci, wszamać zupkę i drugie danie. Całość nie powinna zająć wam więcej niż 20-25 godzin, choć ja, zauroczony bezkresnym żonglowaniem dziesiątkami rycerzyków jednocześnie, potrzebowałem nieco więcej czasu. Fakt ten nie umknął systemowi ocen, który po ukończeniu każdego poziomu sugerował, że chyba nie do końca czaję, o co w tym wszystkim chodzi, nagradzając moje popisy fatalnymi notami.

I ty możesz zostać królem-demonem

Gnębią cię w szkole? Ta jedna wieśniara odbiła ci krasza? A może tak zwyczajnie, po ludzku masz ochotę komuś przywalić, a od użycia przemocy powstrzymuje cię tylko wizja połamanych żeber ‒ twoich żeber? Samurai Warriors 5 zostało stworzone właśnie dla takich jak m- …jak ty, jak ty! Tu, na polu bitwy każdy może poczuć się jak bóg, posyłając do piachu hordy średnio rozgarniętych, *ale uzbrojonych* przeciwników. To nie Dark Souls, gejmerzy, więc jeśli szukacie prawdziwego wyzwania, trafiliście pod zły adres. Samurai Warriors 5 to gra dla marzycieli ‒ dla tych, co potrafią przymknąć oko na fakt, że 99,9% naszych wRoGóW stoi w miejscu, czekając, aż wykatapultujemy ich w powietrze i pociachamy na drobne plasterki, a wyczyny kierowanych przez nas wojowników to przeczące prawom fizyki sztuczki, o których fizjologom się nie śniło. I jakkolwiek zabawnie by to wszystko nie brzmiało… panie, jak w to się dobrze gra! Oprócz wspomnianych inteligentnych inaczej, przez których przebijamy się niczym kula rzucona w kręgle, od czasu do czasu przychodzi nam zmierzyć się z nieco większym chojrakiem, któremu w dzieciństwie powtarzano, że jest wyjątkowy. No i owszem, czasem nas zablokuje, raz czy dwa draśnie, ale starcie, jak każde inne, i tak kończy się widowiskową żonglerką. Podobnie jest z bossami. Zgrywają twardzieli, bo mają trochę więcej żyćka i od czasu do czasu popisują się jakimiś wygibasami, ale lekcja latania i tak ich nie omija.

Każdy z bohaterów dysponuje dwoma podstawowymi atakami, które łączą się w nieskomplikowane, acz widowiskowe kombosy. Na pole bitwy możemy zabrać ze sobą również cztery Ultimate Skills pod postacią efektownych uderzeń oraz ulepszeń chwilowo podnoszących statystyki wybranej przez nas postaci. Nie możemy jednak nimi bezlitośnie naparzać niczym standardowymi atakami i przed kolejnym użyciem musimy swoje odczekać. Sytuacja ma się podobnie z potężnym atakiem Musou ‒ tu pasek gotowości napełnia się jednak znacznie wolniej i zależnie od tego, jak dobrze radzimy sobie na polu bitwy.

Wraz z postępem do rosteru grywalnych postaci dołączają kolejne nazwiska. Łącznie na liście znalazło się aż 39 bohaterów (w tym dwa duble). Z uwagi na zawirowania fabularne ‒ zdrady, sojusze i te sprawy ‒ o tym, w których wojów możemy się wcielić na poszczególnych etapach kampanii, decyduje gra. Zupełnie inaczej sytuacja ma się w trybie Cytadeli (o której później, jak nie zapomnę), gdzie wszystkie misje możemy rozegrać którąkolwiek z odblokowanych postaci. Każdego z wojowników możemy, a nawet powinniśmy nieco „przykoksić”. Do dyspozycji mamy tradycyjne drzewko umiejętności, wskaźnik opanowania konkretnych narzędzi walki (bohaterowie nie są ograniczeni do jednego typu broni, choć mają swoich faworytów) i jeszcze parę innych hocków-klocków, które czynią nas silniejszymi. Przyznam się bez bicia, o części z tych łask kompletnie zapomniałem, a i tak radziłem sobie nieźle (pewnie nie byłbym tak cwany, gdybym podkręcił poziom trudności, no ale dobra). Obiecane trzy grosze na temat Cytadeli: to tryb przypominający tower defense, w którym bronimy naszej bazy przed nadciągającymi zewsząd oddziałami wrogów. Każde zwycięstwo nagradzane jest między innymi materiałami, które ‒ w BARDZO dużym skrócie ‒ pozwolą nam podnieść statystyki i zostać maszyną do zabijania.

Chodź, pomaluj mój świat…

Nie jestem panem z Digital Foundry, nie mam licznika klatek w głowie, ale mój lekko nadszarpnięty przez gierki wzrok twierdzi, że wydajnościowo Samurai Warriors 5 radzi sobie wyraźnie lepiej niż zeszłoroczne Hyrule Warriors: Age of Calamity. A kto grał, ten wie, że gra potrafiła nieźle chrupnąć. Framerate w nowych samurajach nie jest idealny, ale stabilny. A to w sumie ciekawe, bo przecież mamy tu do czynienia z tytułem multiplatformowym, a nie exclusivem. Żeby było sprawiedliwie, w kwestii wizualiów muszę oddać wyższość wspomnianej zeldobitce. Samuraje nie mają jednak powodów do wstydu. Twórcy, chcąc chyba ocieplić nieco szaro-burą szatę graficzną, w którą przyodziane były poprzednie odsłony cyklu, zdecydowali się na podkręcenie gamy kolorów i podkreślenie sylwetek wojowników cel-shadingową stylistyką. Efekt końcowy palce lizać. Sama gra sprawia zresztą wrażenie nieco bardziej przystępnej i „gościnniej” w porównaniu do poprzednich odsłon. Kolejny punkt dla Koei Tecmo!

Fajne to musou

Nie wiem, co jeszcze mógłbym wam powiedzieć o Samurai Warriors 5 bez przekształcania tej recenzji w przydługawy opis wszystkich trybów, mechanik i innych dyrdymałów, którymi ocieka gra. Powiem więc tylko, że jestem pod wrażeniem. Gram od miesiąca, a i tak mam przeczucie, że najlepsze dopiero przede mną. Piątka nie rewolucjonizuje gatunku (nie żebym wiedział, o czym mówię), ale wszystko, co robi, robi dobrze (powiedział spec). Sądzę jednak, że to idealna okazja do tego, by wskoczyć na pokład warriorsowego pociągu. Przyjemna, odmóżdżająca sieczka. Mi smakuje. Polecam.

80 Recenzent
Criterion 1
Użytkownicy (0 głosów) 0
Recenzje użytkowników Zaloguj się, żeby oddać głos
Sort by:

Be the first to leave a review.

User Avatar
Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}

Grę do recenzji dostarczył wydawca, Koei Tecmo Europe.

2 komentarze

2 Komentarzy

  1. Elan

    29 sierpnia, 2021 at 1:05 pm

    Śmiechłem kilka razy. Znaczy przy czytaniu, bo w grę nie grałem i nie zagram.

  2. Clavius

    2 września, 2021 at 6:35 pm

    Recka fajna. Grę pewnie kupię jak będzie na jakiejś fajnej promocji. Trochę w demku zmęczyła mnie postać Ody z tą powolną bronią.

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

Recenzje

Krwawa jatka na najwyższych obrotach

Nintendo Switch

Cykl platformówek z Yoshim to gry, w których o wiele ważniejsze od jak najszybszego pokonania poziomu są eksploracja oraz odnajdywanie poukrywanych wszędzie znajdziek. To...

Nintendo Switch

Poza rozgrywką do sieci trafił również nowy trailer

Nintendo Switch

Gust Studios wspólnie z Koei Tecmo powraca z kontynuacją JRPG-a z 2017 roku