Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Recenzje

[Recenzja] Monster Hunter Stories 2

Jak to jest, że każdy klon Pokemonów jest od nich lepszy?

Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin to kontynuacja spin-offa serii Monster Hunter, wydanego w 2017 roku na 3DS-a. W odróżnieniu od głównej serii była to pozycja stawiająca na opowieść, turowe walki, łapanie potworków i przystępność dla nowych graczy. Miała też przyciągnąć młodszych graczy kreskówkową oprawą. Czy druga odsłona to godny następca dobrze przyjętego tytułu?

W roli głównej występuje wnuczek lub wnuczka legendarnego jeźdźca Reda. Fabuła rozpoczyna się w momencie zniknięcia gatunku Rathalosów i przechwycenia jednego z ich jaj. Będzie wiązać się z nim legenda o zniszczeniu świata oraz tajemnicze doły pojawiające się wszędzie i emitujące światło wpędzające w morderczy szał inne potwory. Brzmi jak zajawka? Bo nią jest, niestety jest też fabułą trzech czwartych gry. Podczas gdy w pierwszej odsłonie narracja była prowadzona dynamicznie, dając poczucie rozwijającej się przygody. Tak tutaj twórcy chyba zapomnieli o tym, że nie jest to odsłona głównej serii.

Przez większość czasu będziemy podróżować do danego punktu, zabijać bossa i powracać do wioski. Jasne, mamy sporo dobrze wyreżyserowanych fabularnych przerywników, ale niestety nie wnoszą one nic do powoli rozwijającej się fabuły. Po drodze spotykamy postacie powiązane z naszym dziadkiem, jak i te poznane w pierwszej odsłonie gry. Tylko czy na pewno to było zmysłem twórców? Podążanie śladami historii, która już się wydarzyła, wygląda na brak pomysłu na historię – ot, wrzućmy znane postacie i jakąś tajemnice jako pretekst, by chodzić w miejsca i polować na potwory… Weteranów to znudzi, a nowych graczy może irytować ciągłymi odniesieniami.

Jak to jest być skrybą, dobrze?

Świat przedstawiony to jeszcze większe rozczarowanie niż fabuła. Po drugiej odsłonie tej sub serii, przesiadającej się na nową generację, spodziewałem się więcej i lepiej w każdym aspekcie, choć bez rewolucyjnych zmian. Po co zmieniać coś, co działa, prawda? Twórcy chyba za bardzo wzięli sobie do serca to założenie. O ile powracające potwory są zrozumiałe, jako że stanowią część świata, to można by oczekiwać, choć paru nowości. Dostajemy słabo wyglądające i zaprojektowane lokacje (chociażby w porównaniu do potworów). Co więcej, biomy to kopia tych z pierwszej odsłony gry. Nawet dostajemy je w tej samej kolejności – stepy, dżungla, śniegi, pustynia, rajskie klimaty i wulkan. Trzymając się uparcie jednego świata, wypadałoby dorzucić jakiś całkiem nowy region.

Walka to kwintesencja tej serii i tutaj doczekałem się wreszcie trochę nowości. Klasycznie powraca system papier, kamień, nożyce (silne, szybkie i techniczne uderzenie) oraz turowe walki. Duży nacisk położono jednak na zmianę broni i atakowanie danej części wroga, by zredukować obronę/ataki od niej zależne. Oczywiście znaczenie mają także przedmioty buffujące, takie jak klasyczna osełka czy mikstury, a także – w zależności od przeciwnika – wspomagacze, na przykład bomby oślepiające czy akustyczne.

Atakując tego samego wroga tym samym rodzajem ciosu co nasz potwór, wykonamy go jednocześnie, zadając większe obrażenia. Dodatkowo to samo możemy zrobić z naszym towarzyszem i jego potworem. Jego obecność jest chyba największą zmianą względem pierwszej odsłony. Niestety jest też największym ułatwieniem. Towarzysz bowiem leczy nas w potrzebie, buffuje i generalnie jest źródłem obrażeń, kiedy my jesteśmy zajęci na przykład poświęcaniem akcji na użycie przedmiotu. Z czasem, gdy zwiększymy poziom więzi z potworkami, możemy bardziej naładować nasz amulet więzi, a co za tym idzie – zadać większe obrażenia. Nasz towarzysz też będzie czekał z użyciem swojego amuletu, więc możemy zrobić potężne podwójne, wielopoziomowe combo. Podobnie jak w pierwszej odsłonie mamy system serc dający nam dwie szanse na stratę życia i przedmiot je uzupełniający. Wszystko to sprawiło, że znając już systemy gry, nie przegrałem ani jednej walki.

Zbieranie potworów to ponownie kradnięcie ich jajek z legowisk, wykluwanie w stajni i zabieranie ze sobą na wyprawę. Nadmiar możemy levelować, wysyłając je na ekspedycje. W dalszym etapie gry pobawimy się ich krzyżowaniem, by uzyskać genetycznie dopakowanego króla potworów. Każdy gatunek ma też unikalne zdolności pozwalające na przykład na skok, wspinanie się po ścianach czy pływanie. W nagrodę za korzystanie z nich dostajemy się do ukrytych skrzyń, jednak nie zawierają one większych nagród. Spokojnie można nie przejmować się składaniem drużyny potworów pod kątem eksploracji, a skupić się na zdolnościach bojowych. W craftingu nic się nie zmieniło – lepsze pancerze i bronie robimy ze składników nowo pokonanych potworów z możliwością dwukrotnego ulepszenia.

Dostajemy naprawdę przyzwoite udźwiękowienie – możliwość wyboru japońskiego dubbingu z polskimi napisami. Z jedynym psującym immersję fetyszem Japończyków, czyli brakiem głosu naszego bohatera, co ponoć pomaga im się wczuć w główną postać. Muzyka jest na dobrym poziomie, za to są poważne braki w udźwiękowieniu otoczenia.

Z pozostałych kwestii technicznych rzuca się w oczy spadek klatek animacji w pierwszej wiosce. Potem sytuacja się poprawia, więc albo twórcy dopracowali optymalizację w dalszych regionach, albo pojawiające się z czasem łatki poprawiły ten aspekt. Tak czy inaczej, pod koniec gra wygląda i działa lepiej niż na początku. Przyjemne UI powraca z dobrą organizacją menusów, znacznikami i systemem szybkiej podroży. Sprawia to, że gra nie utrudnia nam zabawy tam, gdzie nie powinna.

Podsumowując, Monster Hunter Stories 2 – dla ludzi, którzy po raz pierwszy doświadczają tego spin-offa serii – będzie przyjemną przeprawą, podczas której poznawanie systemów walki i zbierania potworów przyćmi braki fabularne, na których ta sub seria miała się opierać. Będzie niewymagającą przygodą ze sporą ilością pobocznych aktywności, nowymi potworami w post-game czy walkami po sieci dla przedłużenia zabawy. Dla weteranów pierwszej odsłony może być niestety zbyt leniwą kalką, która może i nie chciała zmieniać tego, co było dobre w pierwowzorze, ale niedostatecznie rozwinęła się w kontynuacji. Myślę, że dla większości będzie to jednak pierwszy kontakt z tą niezwykle przystępną wariacją Monster Huntera, od której na pewno się nie odbiją.

[Recenzja] Monster Hunter Stories 2
75 Recenzent
Criterion 1
Użytkownicy (1 głos) 90
Recenzje użytkowników Zaloguj się, żeby oddać głos
Sort by:

Be the first to leave a review.

User Avatar
Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}

1 Komentarz

1 Komentarz

  1. PierreLuc87

    11 sierpnia, 2021 at 8:05 pm

    Tyle dobrego o tej grze przeczytałem, że pewnie sam się skuszę w tym roku.

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

Nintendo Switch

Broń do ręki i pora ruszać na łowy!

Nintendo Switch

Niby zbawiciele zawiedli, a jednak trochę dowieźli!

Nintendo Switch

Sprzeciw! Już niedługo pokażemy kto rządzi na salach sądowych Londynu

Nintendo Switch

Bug fixy oraz darmowe potki i miodek, czyli to, co łowcy potrzebują najbardziej