Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo Switch

[Recenzja] Rise Eterna

Inspiracja 16-bitową erą jest spoko, ale dzisiaj trzeba czegoś więcej poza nią…

[Recenzja] Rise Eterna

Rise Eterna to strategiczny i turowy RPG, który postara się nas przenieść wstecz do ery gier szesnastobitowych! Niestety wraz z urokiem tytułów z tamtego okresu, przynosi też kilka elementów, które jednak powinny wyglądać lepiej w dzisiejszych czasach. Co zagrało, a co nie, przeczytacie poniżej.

Rozgrywka

Zacznijmy jednak od podstaw! To, za co ludzie kochają gatunek sRPG, to spora kontrola i dowolność w kwestii tworzenia odpowiednich strategii. Tutaj niestety możliwości są bardzo podstawowe, a co najgorsze niemal nic nie dzieje się podczas misji. Ta gra to jedna wielka pauza, ponieważ przeciwnicy nie poruszą się, jeśli ich do tego nie zmusimy. Do akcji wkraczają tylko wtedy, jeśli zobaczą bohatera w swoim zasięgu. Z kolei na graczu nie ciąży żadna presja, aby pchać potyczkę do przodu. Nie ma żadnego limitu, czy to czasowego, określonych rund do końca, bądź będących zawsze wyzwaniem misji, w których musimy uratować jakąś postać. Nic z tego tutaj nie ma, a zazwyczaj naszym zadaniem co misję jest utrzymanie głównych herosów: Luy i Nathaniela przy życiu, pokonanie bossa i dotarcie do wyjścia z mapki.

[Recenzja] Rise Eterna

To główny ekran gry, który jest jednocześnie mapą świata.

 

Brakuje tutaj jakiegoś większego wyzwania niczym z klasycznych grach z tego gatunku. Zazwyczaj po spotkaniu nowej postaci pojawia się ona mapce, ale jest wyłączona z akcji. Przecież można by ją uratować, zanim by się do niej dobrali bandyci itp. Albo nałożenie jakiegoś limitu rundowego, abyśmy nie mogli zbytnio polegać na najsilniejszej postaci i posuwać się co mapkę jak jedna falanga.
Gra zachęca do grupowania się, ponieważ zapewnia bonusy do atrybutów dla postaci na sąsiadujących polach. Przekłada się to na wydłużenie rozgrywki, ponieważ mapki często mają jakieś poboczne ścieżki, gdzie czekają na nas skrzynki lub loot.

Możemy sobie stać, dziesiątki tur regenerując zdrowie, a przeciwnicy i tak nie ruszą na nas. Twórcy mogli wprowadzić jakiś rozszerzający się obszar powiadomienia, który z każdą turą by rósł i wprowadzał do akcji kolejne jednostki, ale nie ma tu tego i nie ma żadnego ciśnienia ze strony rywali. Przez tę decyzję przeciwnicy się nie grupują i nam samym jest bardzo łatwo otoczyć wrogą jednostkę i zaspamować atakami w jednej rundzie, a zgrupować się nie potrafią, bo nic nie widzą. Dosyć szybko misje nie zaoferują żadnego wyzwania, bo każdą walkę będziemy mogli sobie przeprowadzić w warunkach 6 na 1, a od połowy gry, to całą misję wyczyścimy za pomocą jednego lub dwóch bohaterów. Gameplay jest najzwyczajniej nudna.

Balans rozgrywki zawodzi. Wystarczy kilka gemów i odpowiednia budowa, aby w połowie gry stworzyć postać niezniszczalną. Już na początkowych etapach zauważymy, że Nathaniel jest tankiem i trudno go zabić, a z kilkoma defensywnymi gemami jest nie do zabicia. Tak samo wygląda budowanie ofensywnie i możemy nasze postacie tak napakować, że Lua będzie miała 100% szans na trafienie krytyczne, nigdy nie chybi i kontratakuje przed atakiem, a Soathe będzie miał taki zasięg łuku, że sam wyeliminuje wszystkie cele z bezpiecznej odległości i bez żadnej reakcji wroga.

Rise Eterna

Może wydawać się, że zaraz rozpocznie się jatka, jednak bierność przeciwników, skutecznie temu przeszkadza.

Co mi się nawet podobało to pułapki, które są jedynym elementem wprowadzającym jakiś element trudu. Głównie za sprawą swoich ogromnych obrażeń, które wynoszą 20 hp i nałożenie negatywnego statusu nawet do końca gry (kończy się, jak postaci zostanie 1 hp). Ciężko jest w tej grze o leczenie, więc znowu bawimy się podstawową umiejętnością pasywną, która aktywuje się, gdy mamy poniżej 50% hp. Oczywiście nie ma limitu czasowego i wrogowie czekają na nasz ruch, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby przeczekać 10 rund, aż się wszyscy zregenerują do rozsądnego poziomu. Szkoda, że tak ciężko jest złożyć odpowiednią ilość materiałów, aby stworzyć przedmioty negujące statusy, bo zaoszczędziłoby to trochę czasu.

Elementy RPG

Niestety RPG też tutaj zbyt wiele nie znajdziemy. Postacie opisane są kilkoma statystykami: atak, obrona, zręczność (wpływa na szansę trafienia, uniki i szansę na krytyczne obrażenia), zdrowie i zasięg ruchu oraz ataku. Więc nie jest to nic ekstra, tylko gatunkowy standard. Nasze postacie nie levelują wraz z walką, a twórcy zdecydowali się dodawać po 1 punkcie umiejętności po ukończeniu każdej misji głównej (w sumie jest ich 25). Po walce możemy rozdać punkty dla każdej postaci, która w niej uczestniczyła. Zdolności wybierzemy spośród dwóch drzewek: generalnego dostępnego dla wszystkich oraz „prawie” unikalnego dla każdej postaci. Skille pozostawiają sporo do życzenia, bo poza kilkoma przypadkami, w których odblokujemy nową komendę w menu akcji (np. Taniec lub Poświęcenie), to głównie skupiają się na pasywnych ulepszeniach (+2 hp, +2 def itp.). W grze nie ma żadnego rodzaju ekwipunku, waluty, magii czy innych elementów, które stały się standardem dla gatunku!

Rise Eterna

Bohaterki mają charakterek i często go pokazują.

Jednym z plusów jest system Gemów. Początkowo możemy obłożyć po 5 na każdego z bohatera, a punktami umiejętności zwiększyć ich liczbę do 7. Zwiększają one pasywnie statystyki z 4 kategorii: HP, Atak, Obrona i Zręczność. Niestety ich odblokowanie jest losowe i najlepsze możemy odblokować już na początku gry. Szkoda, że nie można ich tworzyć, bo wtedy moglibyśmy to bardziej wykorzystać. Tworzyć za to można inne przedmioty, które później możemy użyć w trakcie potyczek. Między innymi możemy zrobić itemy odpowiedzialne za: regenerację HP, negowanie statusów lub zadawanie obrażeń. Poza potrzebą leczenia nie czułem potrzeby używania pozostałych dwóch typów, aby odnieść sukces.

Fabuła

Przedstawiona w Rise Eterna historia ma swoje momenty, a bohaterzy wyróżniają się zróżnicowanymi osobowościami. Wszystko kręci się wokół Lui i jest 4 sióstr, przed którymi skrywana jest straszliwa prawda, a przecież jeszcze czeka królestwo do uratowania od złych Athracjan. Szkoda tylko, że deweloperzy zbyt długo trzymają nas w niewiedzy. Dopiero w dwóch ostatnich rozdziałach dowiemy się, co mniej więcej się dzieje w królestwie Ars Rare. Myślę, że można ją było lepiej ułożyć. Trochę nierówno napisana jest Lua, która najpierw chce pomścić całą wioskę wybitą przez bandytów, a dwa wydarzenia później sama kroi i sieka mieszkańców kolejnych wiosek bez żadnych skrupułów. Głupie to jest, niesamowicie, widząc, jak bijemy starych dziadków i babcie, chłopów z kosami wchodząc im do domu! A to główni bohaterowie są portretowani jako Ci dobrzy i dopiero przy starciu z papieżem widać, że można było lepiej poprowadzić moralne dylematy graczy.

Makee zadbało o liczną ekipę, z jakiej będziemy budowali swoją drużynę. W trakcie fabuły odblokujemy niemal wszystkie postacie automatycznie, a poza nią możliwe jest zwerbowanie kilku postaci pobocznych. Niestety z powodu braku specjalnych komend, nie różnią się one między sobą w jakiś istotny sposób, więc nie mają wielkiego wpływu na uatrakcyjnienie starć.

Strefa Audio-wizualna

Muzyka jest dobra tylko, że jest jej bardzo mało. Na misjach przewija się jeden i ten sam motyw i szkoda, że odpowiedzialny za to artysta, nie stworzył większej ilości utworów. Gra jest z kolei na tyle krótka, że ścieżka dźwiękowa nie powinna nas zanudzić.

Grafika jest przyjemna dla oka i od razu widać inspiracje stylem 16-bitowym. Mapy wyglądają ładnie i są w miarę zróżnicowanie, co pozwala nam łatwo określić, w jakim miejscu walczymy. Szkoda tylko, że elementy środowiska poza ścianami, w żaden sposób nie wpływają na rozgrywkę. Arty postaci są zdecydowanie najładniejszym elementem i bardzo dobrze prezentują się podczas wszelakich dialogów. Kilka razy widzimy też animowane przerywniki, w których jednak jakość wykonania lekko spada.

Rise Eterna

Na ekranie bezpośredniego starcia widzimy, z jaką szansą zadamy dane obrażenia.

Jeśli chodzi o technikalia, to nie ma żadnych problemów. Gra nie gubi klatek, a sterowanie jest responsywne. Trochę nieintuicyjne jest manewrowanie po głównym menu, ale jest to kwestia, do której można się przyzwyczaić z czasem. Bardzo podobała mi się opcja zapisu w środku walki, dzięki temu mogłem śmiało przerwać grę na chwilę w środku starcia, ogarnąć kilka spraw i wrócić do rozgrywki bez żadnych strat.

Kliknij, aby dodać komentarz

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

Nintendo Switch

Coś dla fanów platformówek i strzelanek.

Nintendo Switch

Pokemonowa MOBA na dobre wskoczy do biblioteki Nintendo Switch już 21 lipca!

Recenzje

Super Rush to taka wydmuszka: z zewnątrz ładna, w środku pusta

Nintendo Switch

Nie PRO, nie XL, nie NEW