Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo 3DS

Ja i mój 3DS

To już 10 lat! Zdrowie jubilata!

Ja i mój 3DS

Dzisiaj na rynku europejskim swoje 10 urodziny obchodzi 3DS. Z tej okazji przygotowaliśmy dla was szereg tekstów, które w domyśle mają celebrować tę okrągłą rocznicę. Będą teksty wspominkowe, jak ten, będzie top lista, na którą oddawaliście swoje głosy (podzielona na 3 osobne wpisy), i co nieco o RPG-owych perełkach na handhelda. Praktycznie codziennie będziemy publikować jakiś tekst związany z 3DS-em i takie tempo będziemy utrzymywać przez prawie tydzień, więc będziecie mieli co poczytać. Na pierwszy ogień idzie mój tekst, trochę o początkach 3DS-a, o moich ulubionych grach na ten sprzęt i wytknięciu paru błędów Nintendo. Jutro możecie spodziewać się pierwszej części top listy.

Na początku był chaos

Pamiętam, jakby to było miesiąc temu. Parny, upalny czerwiec i prezentacja Nintendo na E3, podczas której Satoru Iwata po raz pierwszy pokazał światu nową przenośną konsolę Nintendo 3DS. Później na scenę wchodzi niezawodny Reggie Fils-Amie, a po nim hostessy z nowym sprzętem, który zaraz wpadnie w ręce zgromadzonych gości w Nokia Theatre. Poczułem wtedy, że Big N znów to zrobiło. Dostarczyło nam fenomenalny sprzęt, który otrzyma wiele niesamowitych gier i ma realną szansę na nawiązanie podobnego wyniku sprzedażowego jak poprzednik. Jeszcze to 3D, które było bardzo modną technologią w tamtym czasie. Co tu mogło pójść nie tak? Nadchodzi ten wielki dzień, 25 marca 2011 roku 3DS, miesiąc po Japonii, debiutuje w Europie. Co zaskakuje? Dwie rzeczy: wysoka cena – prawie 1100 zł – i skromna pula tytułów premierowych, wśród których nie było żadnej produkcji dużego kalibru. Niech za komentarz tej sytuacji posłuży to, że najlepszą startową grę na 3DS-a dostarczył Ubisoft w postaci Ghost Recon Shadow Wars. Pierwsze półrocze w wykonaniu nowej kieszonkosolki nie było imponujące. W ciągu trzech miesięcy od premiery sprzęt sprzedał się raptem w 1 mln sztuk, a pierwszy większy tytuł, remake legendarnej Okaryny Czasu, pojawił się w czerwcu. Miesiąc później Big N postanowiło przeprosić fanów i zdecydowało się na obniżkę ceny urządzenia aż o 1/3 (ok. 800 zł w Polsce). Osoby, które nabyły konsolę za pełną cenę, mogły skorzystać ze specjalnego programu ambasadorskiego, który dawał ekskluzywny dostęp do 10 gier z GBA i 10 z NES-a. Wtedy machina zaczęła nabierać rozpędu i pod koniec roku, podczas którego miały miejsce dwie duże premiery: Super Mario 3D Land i Mario Kart 7, 3DS przekroczył barierę 15 mln sprzedanych konsol. Resztę historii z pewnością dobrze znacie. 🙂

O grach wszelakich

Konsolami Nintendo byłem zainteresowany od zawsze, a handheldy były moim największym konikiem. Było więc kwestią czasu, aż mój biały DS Lite zostanie zastąpiony przez młodszego brata ze stereoskopowym 3D. Zazwyczaj czekałem, aż sprzęt dojrzeje, a lista gier must-have będzie oscylować w okolicy 10. Akurat dla 3DS-a zrobiłem wyjątek i kupiłem go w pierwszym roku panowania konsoli na rynku, gdzieś miesiąc po obniżce ceny. W moje ręce wpadła kieszonka w przepięknym kolorze Aqua Blue. Z racji mojego ówczesnego studenckiego statusu na gry zabrakło funduszy. Do końca roku i prawie cały kolejny rok nadrabiałem zaległości z DS-a i namiętnie grałem w demo Dead or Alive: Dimensions. Konsola rozkręciła się u mnie na dobre w 2013 roku. Wtedy dorwałem Mario 3D Land, Pokemon Y, Bravely Default i tytuł, z którym spędziłem najwięcej godzin na 3DSie (~200h) – Fire Emblem Awakening. Co to była za gra! Kombinowanie, kogo z kim zeswatać, żeby jak najlepsze jednostki otrzymać. Jakie klasy będą optymalne dla poszczególnych bohaterów i co zrobić, żeby jak najwięcej osób miało Galeforce.

Ja i mój 3DS

Z roku na rok było coraz lepiej. Zero Escape: Virtue’s Last Reward tak mnie wciągnęło ze swoją intrygą, że w grę grałem nałogowo z przerwami na jedzenie i potrzeby fizjologiczne. Sporo czasu z życia wyrwał mi też Pokemon Shuffle. Niby darmowa popierdółka, ale magia Kieszonkowych Stworków w połączeniu z grą logiczną okazała się bardzo uzależniającą mieszanką. W końcu miałem też okazję nadrobić Maskę Majory. Ileż to Nintendo droczyło się z fanami, czy ten remake wyjdzie. Niejednoznaczne wywiady, maska w pokoju Linka w A Link Between The Worlds. Koniec końców gra ujrzała światło dzienne i w 100% przekonała mnie, że należy jej się status kultowego tytułu. Osobiście cenię sobie tę odsłonę wyżej od Okaryny Czasu. Jako wielki fan Contry czekałem też na nową odsłonę tej serii na 3DS-a. W końcu na początku życia konsoli Konami zaprezentowało słynne logo, a po świetnej czwórce w wykonaniu WayForward mój apetyt był wyjątkowo wyostrzony. Niestety gra trafiła do kosza i musiałem obejść się ze smakiem. Jednej rzeczy bardzo żałuję, a mianowicie że nie kupiłem w okolicach premiery Professor Layton vs. Phoenix Wright: Ace Attorney. Teraz cena tego tytułu oscyluje w okolicach 300 zł. Tak się kończy podejście „kiedyś się kupi” na sprzętach Nintendo.

Ja i mój 3DS

Handheld miał sporo dobrych roleplejów i tutaj można wyróżnić produkcje od Atlusa. Na 3DS-ie po raz pierwszy zagrałem w MegaTena, którym był Soul Hackers. Oczywiście czwórka też wylądowała w pamięci mojej konsoli i cóż to była za przygoda, a tutorial zostanie mi w pamięci na długo. Takiej ilości zgonów na początku gry to chyba nawet w Soulsach nie miałem. Warto jednak było się przebić przez ten niegościnny wstęp i zapoznać się z postapokaliptycznym Tokio i jego demonicznymi mieszkańcami. I jeszcze ten system walki – palce lizać. Może przejdźmy teraz z dość depresyjnych tematów o końcu świata i demonach na coś milszego i anielskiego. Bardzo się cieszę, że mogłem się zapoznać z kupidynem Kidem z Kid Icarus: Uprising. Niesamowite, ile miłości włożył do tej produkcji Sakurai. Szkoda, że sterowanie trochę szwankowało, ale cała gra to jeden wielki pokład miodu. Fenomenalne batalie powietrzne, nie mniej epickie chodzone. Tą grą można było się bawić godzinami i masterować jej zawartość. Kontynuując wątek dobrej zawartości, nie można zapomnieć o bracie Mario – Luigim. Zwiedzanie posiadłości z odkurzaczem na duchy w Dark Moon to na pewno jedno z lepszych doświadczeń na 3DS-ie. W dodatku jest to też jedna z najładniej wyglądających gier na ten sprzęt. Jako fan sudoku nie mogłem też przejść obojętnie obok Picross 3D: Round 2. Ależ moje szare komórki parowały podczas rozwiązywania łamigłówek. Dwuwymiarowe Picrossy mogą się schować przy tych trójwymiarowych.

Ja i mój 3DS

Cieszę się też z faktu, że Metroid wrócił w dobrym stylu pod koniec życia konsoli. Miło było zagrać znów w odsłonę 2D i akurat był to remake części, którą słabo znałem. Myślę, że Hiszpanie z MercurySteam zrobili dobrą robotę i dostarczyli bardzo dobrą produkcję na rynek. Chociaż mam im trochę za złe, że zmienili końcową fazę gry, która w oryginale miała inny klimat i nieco się różniła. Żeby doświadczyć tego „prawdziwego” zakończenia, trzeba będzie niestety odkurzyć starego Game Boya albo obejrzeć je na  YT. Muszę wpomnieć o jeszcze jednej grze, która moim zdaniem była bardzo niedoceniona. Code Name S.T.E.A.M. od twórców Fire Emblem okazał się sporą klapą sprzedażową. Nie wiem, z czego to wynika, może ze słabej wersji demonstracyjnej, a może słabego marketingu? Ogólnie gra na początku nie olśniewa, bohaterowie też są jednowymiarowi, ale cała ta zwariowana otoczka ma swój urok. Mało w której grze możemy walczyć z kosmitami postaciami z książek i to w dodatku na zlecenie prezydenta Abrahama Lincolna! W miarę jak pula postaci do wyboru się powiększa, gra nabiera coraz więcej rumieńców, a przy tym jest bardzo taktyczna. Kombinowanie poszczególnych umiejętności bohaterów tak, żeby zrobić jak największą rozwałkę wśród obcych, jest bardzo satysfakcjonującym zajęciem.

Nie każdy bohater nosi pelerynę

Ogólnie Nintendo 3DS był fajnym sprzętem, ale miał też swoje za uszami. Jasne, w momencie premiery nie był to żaden demon szybkości i w porównaniu z Vitą czy niektórymi smartfonami wyglądał blado. Efekt stereoskopowego 3D był fajny tylko na początku, później częściej łapałem się na tym, że gram bez tego bajeru. Często taki zabieg powodował, że gra chodziła lepiej albo miała dodatkowy antyaliasing. Nawet Ninny później z tego zrezygnowało i w niektórych grach tego efektu nie było, a nowa iteracja w postaci 2DS była całkowicie pozbawiona tej opcji. Brakowało też drugiego analoga w konstrukcji konsoli. Dało się bez niego grać, ale nie bez powodu powstała ohydna przystawka, która ten brak nadrabiała. Coś tam kombinowano w rewizji New 3DS, ale C-stick nie był idealnym rozwiązaniem. Pierwsza generacja 3DS-ów była też mało ergonomiczna i w niektórych miejscach źle zaprojektowana. Uczucie wbijających się zaokrąglonych kantów konsoli czuję do dziś. Nierzadko drętwiały mi też dłonie podczas dłuższych sesji. Karygodną wpadką było też odciskanie się przycisków na górnym ekranie. Dopiero w następnej wersji kieszonsolki ten feler zniwelowano, więc posiadacze klasycznej wersji musieli się obowiązkowo zaopatrzyć w dwie folie: jedną na górny wyświetlacz, a drugą na dolny ekran. Żywotność baterii też nie powalała i do rozładowania potrzebowała ok. 5 godzin. Żeby nie było, że tylko pastwię się nad solenizantem.. ale jeszcze wrzucę jeden kamyczek do ogródka. O ile biblioteka 3DS-a była bardzo dobra, zarówno jakościowo, jak i ilościowo, to jednak nie miała ona startu do swojego starszego brata. Takiej różnorodności w grach na handheldy jak za Nintendo DS pewnie już nigdy nie będzie.

Ja i mój 3DS

Trochę ponarzekałem, ale jak wspomniałem – nie był to zły sprzęt. W szczególności należy pochwalić kontynuowanie kompaktowej formy konsoli, co ułatwiało zabieranie sprzętu ze sobą. Praktycznie nie zajmowała miejsca. Jednak jedna funkcja ewidentnie zachęcała, żeby handheld nie leżał cały czas w domu. Streetpass, bo o nim mowa, był bardzo ciekawym pomysłem. Jeżeli podczas spaceru mijaliśmy innego użytkownika 3DS-a, to kieszonsolki wymieniały między sobą dane i otrzymywaliśmy różne fanty w postaci puzzelków albo innych dodatków w grach. Jeżeli dioda handhelda migała zielonym światełkiem po powrocie do mieszkania, to wiadomo było, że wypad był udany. W Polsce w większych miastach nie było z tym aż takiego problemu, ale nie sprawdzało się to tak dobrze, jeżeli mieszkaliśmy w jakieś mniejszej miejscowości. Z tego powodu użytkownicy znaleźli na to sposób i tak w naszym kraju powstało kilka grup, które umawiały się na wspólne granie i wymianę puzzelków. Te wydarzenia z pewnością będą dla mnie definiującym czynnikiem ery 3DS-a. Jeżeli myślę o 3DS-ie, to od razu kojarzę to z wypadami na spotkania Streetpassowe. Fajnie było być tego częścią i wielka szkoda, że Switch nie posiada podobnych funkcji i nie integruje graczy tak, jak to robił jego poprzednik.

Moje Top 10:

1. Fire Emblem Awakening

2. Kid Icarus: Uprising

3. The Legend of Zelda: Majora’s Mask

4. Zero Escape: Virtue’s Last Reward

5. Shin Megami Tensei IV

6. Super Mario 3D Land

7. Luigi’s Mansion: Dark Moon

8. Metroid: Samus Returns

9. Picross 3D: Round 2

10. Pokemon Y

Specjalne wyróżnienie:

Code Name S.T.E.A.M.

14 komentarzy

14 Komentarzy

  1. philipo

    25 marca, 2021 at 8:42 am

    Super wspominkowy tekst. 3DS mimo średniego startu to była/jest świetna konsolka. Do dziś trzymam swojego „premierowego ” Aqua Blue z pakietem ambasadorskich gier 😉

  2. rolnik

    26 marca, 2021 at 6:07 am

    Kilka razy myślałem, żeby wymienić na nowszy model, ale jakoś nie miałem do tego serca. Aqua Blue ponad wszystko! 😀

  3. mobor

    27 marca, 2021 at 5:38 am

    ja jestem zrażony do wszystkiego co jest glossy Z natury rzeczy takie powierzchnie szybko ulegają degradacji dlatego jeśli mogę to wymieniam konsole albo je zabezpieczam. Przeszedłem przez wszystkie wersje konsoli 3DS – od fata po N3ds ale wersje 2DS olałem z góry bo dla mnie efekt 3D jednak jest w bardzo wielu grach FENOMENALNY. Poza tym wygląd konsol 2DS też specjalnie mnie nie zachwycił. Za to w New3DS XL – zwłaszcza w wersji SNESowej się zauroczylem. Mam dwie takie w kolekcji ale na codzień gram na BLUE METALLIC – w zbiorach także mam 2 białe, jeszcze jedną niebieską, czarną i dwie białe „małe” New3DS

  4. Sent

    28 marca, 2021 at 7:44 pm

    @mobor daj znać jakbyś chciał się kiedyś pozbyć jednego z tych małych new 3dsów, bo przydałby mi się taki „backupowy” :p

  5. mobor

    29 marca, 2021 at 5:13 am

    Kolekcję będę wyprzedawał raczej dopiero na emeryturze i spodziewam się wtedy sporego zastrzyku gotowki 🙂 Nintendo ma to do siebie że z czasem ich gry/urządzenia nabierają wartości Gry z NES potrafia osiągać na aukcjach kilkadziesiąt tys dolarów – nówki oczywiście.
    Już dziś nowe konsole 3DS na ebayu stoją średnio po 2-3 tysiące…

  6. Dadidek

    30 marca, 2021 at 4:48 pm

    Świetnie napisane więc super się czytało! Dzięki, Rolniku!

  7. Sent

    2 kwietnia, 2021 at 6:36 pm

    @mobor – to raczej jakaś dziwna moda na scalpowanie się ostatnio zrobiła. Każdemu się wydaje, że za byle g*wno należy mu się nie wiadomo ile. Najlepszym przykładem jest rodzime allegro, gdzie jeszcze pół roku temu można było dostać pudełkowe wydanie gothica z 2001 r. w niezłym stanie za 300-400 zł. Dzisiaj zaś za wydanie w stanie „psu z gardła wyjęte” jakiś dowcipniś domaga się bagatela 15 tysięcy. I żeby to był jeszcze jakiś first print czy coś, ale nie, to któraś z reedycji gdzie pudełko było dołączane w wersji „złóż je sam” i udawało czasopismo, by załapać się na niższy vat.

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

eShop

3DS tanio skóry nie sprzeda, chyba że chodzi o gry na promocji, to wtedy będzie tanio

Nintendo Switch

Pokemonowa MOBA na dobre wskoczy do biblioteki Nintendo Switch już 21 lipca!

Recenzje

Super Rush to taka wydmuszka: z zewnątrz ładna, w środku pusta