Connect with us

Cześć, czego szukasz?

MyNintendo.plMyNintendo.pl

Nintendo Switch

[Animal Crossing] Życie na kredycie – pamiętniki z wakacji. Część 2

Wakacyjnych wojaży ciąg dalszy!

Druga część wakacyjnych wojaży redakcji w Animal Crossing: New Horizons! Z pierwszą częścią wpisu możecie zapoznać się [tutaj].

Rajskie życie nadal kwitnie. W końcu odblokowałem sobie możliwość zwiedzania całości swojej wyspy. Doczekałem się też nowych mieszkańców, m.in. Lolly, Egberta i Anabelle.

Rozbudowuję sobie powoli osadę, tu coś ulepszę, tam coś usprawnię. Tu zgodzę się na super okazję u Toma, a potem płaczę, widząc rachunek (550 tys. Bells za kolejną rozbudowę domku już czeka na spłatę). Tom też coś tam o jakimś koncercie wspominał, ale komu koncerty w głowie, jak ma tyle długów i wydatków xD. Latam na wyprawy szabrownicze… to znaczy wykorzystuję aktywnie Nook Miles Tickets, by odkrywać nowe miejsca i nieznane mi gatunki roślinek :P. Czasem też komuś pomogę.

[Animal Crossing] Życie na kredycie - pamiętniki z wakacji. Część 2

Maska i odpowiednia odległość to podstawa!

Muzeum powoli powiększa swoją kolekcję. Od kilku dni też głowię się, jaki hymn i flagę sobie wybrać. Tak, mam już ratusz! Cywilizacja pełną gębą – powoli przestajemy mieszkać w namiotach xD. Zaczynam zastanawiać się też, jakby tu sobie zreorganizować to i owo na wyspie. Staram się też znaleźć dobre miejsce na sad. Coś czuję, że niedługo będę musiał zrobić jakąś wycinko-przecinkę, bo na razie to tylko dosadzam nowe drzewa i powoli zaczyna brakować miejsca.

Poza tym Gulliver jest jakiś pechowy, już chyba ze 3 czy 4 razy wpadałem na biedaka, może jego kompani powinni przywiązać go jakąś liną do masztu czy coś? No bo przecież chyba nie wywalają go za burtę celowo…

Na szczęście skończył się już event świąteczny. Na czas jego trwania wyspa została praktycznie zasypania różnego rodzaju pisankami, zbierałem je dzielnie i powoli odkrywałem nowe wzory. Robię sobie świąteczne sprzęty, dekoracje i stroje. Trochę smuci mnie fakt, że dla postaci żeńskich pojawiła się dedykowana sukienka, a chłopcy nie dostali w sumie nic. Hmm. Lustro mam, może pora zmienić płeć mojemu bohaterowi? Zipper ogłosił, że udało mi się zebrać i wykonać wszystkie wzory, więc załapałem się na dwa dodatkowe. Dawał też możliwość wymieniania jaj jednego typu na inne, w stosunku 3 jaja jednego rodzaju za jedno innego wybranego. Koszmar. Nie sam fakt, że można wymieniać, ale to, że trzeba to było robić ręcznie po jednym jaju. Za każdym razem też przeklikując się przez cały dialog. A jeszcze zagap się i niechcący kliknij za szybko na złą opcję…

Jajowa królewna

W ciemniejszych barwach zaczyna mi się też malować zabawa w crafting. Zwłaszcza jak próbuję produkować coś masowo (np. wabik na ryby), bo oglądanie za każdym razem tej samej animacji i przeklikiwanie się przez te same okna i potwierdzenia boli. Szkoda, że nie da się tego jakoś pominąć, przyspieszyć czy wyłączyć. Podobnie ma się sprawa przy łowieniu ryb czy łapaniu owadów – jasne, te teksty są nawet zabawne, ale niekoniecznie, gdy widzi się je po raz 30 w ciągu godziny.

Inna rzecz, która aż błaga o poprawę, to kod sieciowy gry. W podróży z wizytą może być naraz maksymalnie jedna osoba. Więc jak chcecie się spotkać np. w 4, no to jedna osoba leci, a pozostałe czekają. Potem gospodarz i pierwszy gość czekają na drugiego lecącego, a gdy on w końcu dotrze, to cała trójka czeka na ostatniego z gości. Robić nic w tym czasie się nie da. Podobnie ma się sprawa z powrotami. No i konieczność oglądania tego filmiku za każdym razem, gdy się do kogoś leci albo jak się wraca… No i te czasy ładowania. O ile przy ruchu sieciowym jestem jeszcze w stanie je wybaczyć, tak przy poruszaniu się po wyspie mogłyby być trochę mniejsze. Tutaj też czasem z rozpaczą spoglądam w sufit, jak się zagapię i za szybko wyjdę z domku, a miałem coś jeszcze zabrać ze sobą albo zostawić w schowku. To trzeba poprawić! Nintendo, proszę, działaj!

Ogółem nadal bawię się dobrze. Wciąż rozwijam swoją wyspę. Pewna monotonia powoli zaczyna się wkradać w codzienność, ale cóż… Przynajmniej nadal mam jakieś mikro cele. A to spłacić pożyczkę za dom, a to wybudować kolejny most czy podejście. Są pewne braki w „quality of life”, które trochę mi doskwierają, ale da się z nimi żyć i nie jest to coś, co dyskwalifikuje tę pozycję. Czas, jaki spędzam na wyspie, to nadal ok. 2-3 godziny dziennie (i to tylko na podstawowe aktywności) – jasne, mógłbym to spokojnie ściąć gdzieś do jednej godziny, ale po co? Trwa kwarantanna i mam sporo wolnego czasu.

 

Eventy powinny być przyjemną częścią gry. Splatfesty trzymały mnie przy Splatoonie 2 na długi czas po tym, jak przestałem uruchamiać tryby dostępne na co dzień. Tym bardziej zasmuca mnie fakt, że moje dotychczasowe doświadczenia ze specjalnymi wydarzeniami w Animal Crossing: New Horizons mogę określić jednym słowem: katastrofa.

1 kwietnia na mojej wyspie zawitał wyjątkowo nadpobudliwy królik Zipper, który poinformował mnie, że od teraz w różnych miejscach – w ziemi, na drzewach czy w wodzie – będę mógł znaleźć pisanki wielkanocne. No spoko, pomyślałem. Szybko okazało się, że nie jest spoko. Łowiąc ryby, łowiłem pisanki. Po uderzeniu siekierą w drzewa wyskakiwały pisanki. W dziurach, zamiast skamieniałości, znajdowałem pisanki. No i ten cholerny, niemal bezustanny dźwięk unoszących się w powietrzu balonów zawierających kolejne przepisy na kiczowate, tworzone z pisanek rzeczy. Gdzieś po trzech dniach miałem już wszystkie, ale naloty nie ustały aż do 12 kwietnia, gdy cały event został podsumowany. Oczywiście w wyjątkowo marny sposób. Co gorsza, w tym samym czasie trwał również sezon na kwitnące wiśnie. Przepisy na rzeczy tworzone z wykorzystaniem unoszących się tu i ówdzie różowych płatków można było znaleźć… tak, w balonach. Tych samych, z których wypadały głównie przepisy na przedmioty z wielkanocnego eventu. Aaa! To znaczy nie do końca z tych samych, bo te eventowe miały specjalny wzór, ale miałem już dość jakichkolwiek balonów.

Kiedy to nowe Story of Seasons?

Nie lepiej wypadł Turniej Wędkarski, który miał miejsce 11 kwietnia. Zapowiadał się całkiem interesująco – nawet pomimo tego, że łowienie ryb nie jest w New Horizons specjalnie urozmaicone, lubię to robić. „Dzięki” przygotowanemu przez Nintendo eventowi przekonałem się jednak, że nie aż tak bardzo. Do miasteczka zawitał bóbr C.J., który wyjaśnił zasady zabawy: złowić jak najwięcej ryb w 3 minuty. Zabrałem ze sobą przygotowane wcześniej przynęty, poprosiłem o wystartowanie zegara i ruszyłem nad wodę. Moim łupem padło jakieś 8-9 ryb, co uznałem za bardzo dobry wynik. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. Wyszło bowiem na jaw, że nie liczy się, ile ryb złowi się przez 180 sekund. Ważne jest, ile złapie się ich łącznie w czasie trwania całego eventu. Turniej przerodził się więc w ciągłe rozpoczynanie 3-minutowego interwału, bieg nad wodę, łowienie jak największej liczby ryb, wracanie do gadatliwego bobra (serio, ile on miał tych dymków tekstu…), wymianę złapanych okazów na punkty, a potem punktów na nagrody w postaci przedmiotów z marynistycznym motywem. W ciągu jednej takiej rundki można było zdobyć kilka-kilkanaście punktów, co wystarczało do odbioru jednego fantu. Jak sprawdziłem w internecie, by zdobyć najlepszą nagrodę, trzeba było powtórzyć ten proces… jakieś 30 razy, co trwałoby dobre kilka godzin. Ponownie: Aaa! Zdobyłem parę przedmiotów i poszedłem robić co innego.

No chyba nie

Bo przecież na wyspie zawsze jest co robić. Od publikacji pierwszego rozdziału pamiętnika kilkukrotnie rozbudowałem dom (i nieco udekorowałem nowe pomieszczenia, chociaż jeszcze wiele pracy przede mną), polatałem na wyspy w poszukiwaniu surowców czy po prostu włóczyłem się to tu, to tam, rozmawiając z mieszkańcami i zbierając kolejne rzeczy. Nadal mnie to bawi, nadal chętnie odpalam grę każdego dnia, więc właściwie… czemu nie? Przy okazji zdałem sobie jednak sprawę, że wolałbym, by pory roku zmieniały się nieco częściej – wyłapałem już niemal wszystkie dostępne w tym momencie owady i ryby, a chętnie pozyskałbym jakieś nowe okazy. Ale cóż, gra została zaplanowana tak, by zaglądać do niej codziennie przez kilka miesięcy, więc niech tak będzie. Nie ucieknę się do podróży w czasie.

Co do mieszkańców – mam już chyba ich komplet, bo nie mogę zapraszać nowych. Moim faworytem szybko stał się Croque, stary, zrzędliwy ropuch, którego dom przypomina jesienny las, a znajduje się w nim między innymi ognisko (świetny pomysł, Croque) oraz wieża stereo w kształcie bambusa. Praktycznie za każdym razem, gdy z nim rozmawiam, raczy mnie tekstem, który wywołuje uśmiech na twarzy. Błędem okazało się z kolei zaproszenie na wyspę Pietro, barana przypominającego klauna. Nigdy nie lubiłem klaunów i chyba nigdy nie polubię. Niepokoją mnie. No i taki jest też Pietro. Boję się, że zakradnie się do mojego domu pod osłoną nocy, żeby zrobić mi krzywdę. Nie wiem, po co go w ogóle zapraszałem, ale chyba pomogę mu się wyprowadzić.

Tak trzeba żyć

Na razie niemal zupełnie nie terraformowałem wyspy – sprawdzałem jedynie, jakie możliwości oferuje gra i wychodzi na to, że całkiem spore. Na tę chwilę skupiam się na spłacie kolejnej pożyczki. Dopiero potem przemyślę, jak dokładnie ma wyglądać moja wyspa i postaram się zebrać pieniądze na przeniesienie poszczególnym domów i przybytków, a także wybudowanie mostów i podejść. Oj, trzeba będzie spekulować na rzepowej giełdzie, oj trzeba będzie.

 

Sielskie życie nadal trwa. Chociaż to określenie może być trochę mylące, bo rutynowe czynności na wyspie weszły mi w nawyk i niebezpiecznie zbliżały się do drugiej pracy. Na szczęście w miarę się ogarnąłem i z każdym dniem coraz mniej czasu poświęcałem mojemu kawałkowi ziemi gdzieś tam na oceanie. Poniekąd przyczynił się do tego też event wielkanocny. Nie będę powtarzał tego samego, o czym Elan już wspomniał, ale jeżeli tak mają wyglądać kolejne wydarzenia, to nie rokuje to zbyt dobrze.

Moja ekipa pokemonów rozrosła się do maksymalnej liczby. Nie powiem, zgromadziłem całkiem niezłą i zróżnicowaną gromadkę, m.in.: kurczaka samuraja – Kena, świńskiego atletę – Curlego, a także zadzierającą nosa strusicę – Julię. Ogólnie jest kolorowo na mojej wyspie. Jak opowiadam narzeczonej perypetie moich bohaterów, to kręci głową i patrzy na mnie z politowaniem. Tyle szczęścia, a to tylko zlepki polygonów!

Złap je wszystkie!

Udało mi się ukończyć część „fabularną” Animal Crossing. W końcu dostałem upragnioną możliwość modyfikowania wyspy na swoją modłę. Stopniowo, krok po kroczku realizuję mój improwizowany plan zagospodarowania przestrzeni. Szkoda tylko, że nie jest to zrealizowane tak samo jak w przypadku aranżacji wnętrza mieszkanka. Wiele by to ułatwiło i pozwoliło na bardziej efektywne zmiany. Niestety, takiej opcji nie ma i dochodzi kolejna mozolna czynność do realizacji. Jak to w życiu bywa, to co za pierwszym razem się zrobi, nie zawsze nas zadowala, więc nie raz trzeba wszystko jeszcze raz przerobić od nowa.

Moim nowym hobby został handel rzepą. Te emocje, czy cena podskoczy do zadowalającego poziomu, czy znów nastąpi rozczarowanie jej niskim kursem. Na szczęście na internecie ogłaszają się dobre duszyczki, które pozwalają sprzedawać spekulacyjne warzywo po niezłych stawkach. Czasem kolejki potrafią być tak spore, że trzeba czekać kilka godzin na swoją kolej, ale warto. Można się błyskawicznie dorobić, co pozwala skupić się na innych rzeczach, a nie tylko łowieniu, łapaniu robali czy wytwarzaniu hot deal przedmiotów w celach zarobkowych.

Wilk z #templogo (nazwa mojej wyspy)

Ogólnie mój entuzjazm trochę opadł. Zostały mi teraz cele do zrealizowania, które sobie sam wyznaczyłem, i tylko to jeszcze trzyma mnie przy grze. Aspekty sieciowe nie są dla mnie na tyle angażujące i przeważnie sprowadzają się tylko do wpadnięcia na cudzą wyspę, zrobienia swojego i powrotu do siebie. Integracja gry z czasem rzeczywistym strasznie rozciąga rozgrywkę. Na kolejne okazy robali i ryb do mojego muzeum muszę czekać do następnego miesiąca. Jednak nie mogę zostawić moich mieszkańców, bo oni zawsze na mnie liczą. Przecież nie mogę ich zawieść, prawda?

 

Kliknij, aby dodać komentarz

0 Komentarzy

  1. miltek

    19 kwietnia, 2020 at 10:20 pm

    W nienawiści do klaunów – tak zostałem wychowany xd

Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz Login

Zostaw komentarz

Zobacz też

eShop

Czy są na sali jeszcze obecni jacyś fani Animal Crossing?

Nintendo Switch

Darmowa aktualizacja! Płatne DLC! Nowe karty amiibo!

Nintendo Switch

Szykuje się masa nowości dla zakręconych posiadaczy gry

Nintendo Switch

Pokemonowa MOBA na dobre wskoczy do biblioteki Nintendo Switch już 21 lipca!