Yo-Kai Watch autorstwa Level-5 to seria przez wielu postrzegana jako konkurencja lub „tania kopia” jednego z najbardziej rozpoznawalnych produktów Nintendo, Pokémonów. Nietrudno o takie skojarzenia – wystarczy pobieżnie spojrzenie na podstawową ideę zabawy: zwiedzaj, odnajduj nowe duszki, walcz z nimi, zaprzyjaźniaj się… Brakuje tylko pokemonowego „złap je wszystkie”. Yo-Kai Watch 2: Psychic Specters
Nie będę ukrywał, że przez pewien czas sam miałem bardzo podobne nastawienie. Wydawało mi się, że Yo-Kai to po prostu jakaś mniej lub bardziej udana kopia Poksów, i tyle. Nie ma też sensu udawać, że jestem wielkim znawcą serii, bo nie jestem. Pomijając androidowe Yokai Watch: Wibble Wobble (swoją drogą polecam, miły zapychacz czasu w kolejkach czy komunikacji miejskiej), to w przeciwieństwie do Pokemonów – do których pewnie będę się odwoływał tu i ówdzie – nie spędziłem z nią zbyt wiele czasu. Yo-Kai Watch 2: Psychic Specters
Yo-Kai Watch 2: Psychic Spectres to trzecia odsłona drugiej części gry. Tak, wiem jak to zabrzmiało. Aby to wyjaśnić, posłużę się analogią do serii Pokémon, w której to najpierw pojawiały się 2 wersje gry z danej generacji, a potem jeszcze jedna, tak jak chociażby w przypadku Red/Blue/Yellow, Gold/Silver/Crystal czy Ruby/Saphire/Emerald.
Poprzednie dwa warianty Yo-Kai Watch, czyli Fleshy Souls i Bony Spirits, miały predefiniowaną „ścieżkę” gracza (ot, chociażby zakup pączków z samego początku gry – gra nam narzucała, które mamy kupić). W Psychic Spectres oddano graczowi więcej swobody i decyzję, co kupić, możemy podjąć sami. Nasz wybór zaś wpłynie w pewnym stopniu na to, co się będzie działo i jakie Yo-Kaie spotkamy na swojej drodze, a przed tego typu wyborami staniemy w trakcie gry nie raz.
Fabuła gry… Cóż, daje się sprowadzić to stwierdzenia, że w świecie Yo-Kai trwa konflikt pomiędzy dwoma frakcjami, a nasz bohater trafia w sam jego środek. Próbując go rozwikłać, spotkamy starych znajomych z części pierwszej, w tym Whispera, który „znów” mianuje się naszym lokajo-doradcą, czy też Jibanyana. Kolejny raz będziemy poruszać się po Springdale, jak również Harrisville i San Fantastico, oraz przeniesiemy się w czasie o 60 lat wstecz, poznamy genezę pierwszego zegarka Yo-Kai Watch, spotkamy naszego przodka, nieustraszonego Nathaniela, i wspomożemy go w walce ze niegodziwymi Yo-Kai. Może nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze, ale co by nie mówić, i tak wydaje się ciekawsze niż pokemonowe „idź, złap je wszystkie i zostań mistrzem” serwowane nam od jakichś 20 lat… Yo-Kai Watch 2: Psychic Specters
To, co odróżnia Yo-Kai Watch 2 od praktycznie dowolnej pozycji z serii Pokémon, to bogactwo aktywności, które możemy wykonywać poza podążaniem za wątkiem głównym. Praktycznie już na samym starcie pojawia się pierwsza dodatkowa atrakcja – możliwość łapania różnego rodzaju robaków. A robaczki czają się wszędzie: na drzewach, w trawach, w kwiatach… Czasem uda nam się znaleźć także jakieś porzucone przedmioty. Samo łapanie stanowi drobną mini-grę. Gdy już wybierzemy nasz cel, naszym oczom ukazuje się pole/koło podzielone na 8 części, a naszym celem jest zatrzymanie kursora na zakrytym fragmencie. Dodatkowo jedna część jest zaznaczona na czerwono, a za zatrzymanie na nim kursora gra obdarowuje nas rzadką odmianą łapanego robaczka. Nieco później dostaniemy także wędkę i możemy łowić ryby. Złapane robaczki i ryby wymieniamy na punkty, a punkty na nagrody. Brzmi trywialnie, ale jednak jest w tym jakaś „magia”, która sprawiła, że obudziła się we mnie dusza „kolekcjonera” i już w początkowym etapie gry rzuciłem się do łapania wszystkiego, co popadnie, ignorując fabułę do czasu, aż nic nowego nie byłem już w stanie upolować. Podejrzewam, że spędziłem tak dobre 10 godzin, jak nie więcej.
Podążając za fabułą będziemy chodzić od miejsca do miejsca, wykonując różne zadania. Czasem będzie się to sprowadzało do „idź i przynieś” (bo mi się nie chce :P), innym razem do odnalezienia jakiegoś Yo-Kaia albo po prostu do dotarcia w jakąś miejscówkę i pokonanie czekającego tam na nas bossa.
Oprócz tak zwanych zadań głównych, będziemy mieli okazję podjąć się różnego rodzaju, często wieloetapowych, zadań pobocznych (np. wieczorne spotkanie u jednego z przyjaciół, czy zakładanie tajnej super bazy), które możemy wykonać tylko raz, oraz tzw. przysług, czyli zadań pobocznych, które można wykonywać cyklicznie (zazwyczaj raz dziennie).
W grze poukrywane są też różnego rodzaju smaczki i jeśli będziemy zachowywać się tak jak na grzeczne dziecko przystało, czyli np. będziemy przechodzić po pasach tylko na zielonym świetle, często myć ręce i zęby, to spotkają nas różne niespodzianki. Jakie? Przekonajcie się sami.
Nie mogło oczywiście zabraknąć funkcji sieciowych. Podobnie jak w Pokemonach możemy toczyć walki z innymi graczami – w formie potyczki lokalnej, ze znajomym albo losowym przeciwnikiem. Jest też możliwość wymiany Yo-Kaiami. Z tego, co zauważyłem, wszystkie wersje Yo-Kai Watch 2 współpracują ze sobą bez żadnego problemu.
Udźwiękowienie gry jest naprawdę przyjemne. Zarówno odgłosy tła, typu śpiewające za oknem ptaki, klaksony samochodów czy brzęczące w trawach robaki pomagają zbudować wrażenie żywego świata, w którym sporo się dzieje. Muzyka nie drażni, nie irytuje, podczas walk jest o wiele mniej denerwująca niż ta w Pokémonach. Ładnie dopasowuje się do wydarzeń i pomaga budować klimat. Grając w Pokemony bardzo szybko przesuwałem suwak głośności na zero, bo tamtejsze audio dość szybko zaczynało mnie nużyć (żeby nie używać nieco bardziej dosadnych słów na to, jak działał na mnie np. motyw pojedynku).
Do oprawy graficznej nie można mieć zastrzeżeń. Jest ładnie, kolorowo. Level-5 naprawdę znów się postarało. Większość lokacji, które miałem okazję do tej pory zobaczyć naprawdę cieszy oko i widać, że to, jak to wszystko wygląda, zostało bardzo dobrze zaplanowane. Gdybym miał porównywać do serii Pokémon, to Yo-Kaie, co oczywiste, wygrywają bezapelacyjnie z każdym tytułem starszym niż Pokémon X i Y. Porównując do nowszych odsłon, trudno mi stwierdzić, która seria wygląda lepiej. Osobiście chyba jednak „cukierkowe” Yo-Kaie podobają mi się bardziej niż „cukierkowe” Pokemony. No ale to rzecz gustu.
Z technicznych rozwiązań, to co naprawdę mi się spodobało, to aż 3 osobne sloty na zapis gry, czyli na upartego na jednej kopii gry może się w tym przypadku bawić nawet trzy osoby. Nie da się co prawda w takim układzie walczyć pomiędzy sobą czy wymieniać Yo-Kaiami, ale moim zdaniem to i tak o wiele lepsze rozwiązanie, niż tylko 1 save w Pokemonach. Yo-Kai Watch 2: Psychic Specters
Pomyślano również o tych osobach, które kupiły wcześniej wersję Fleshy Souls lub Bony Spirits. Mogą one bezproblemowo zaimportować swój save z tamtych wersji i kontynuować przygodę w Psychic Specters. Co ważne, save nie jest usuwany z poprzedniej wersji gry, dzięki czemu przygodę można kontynuować również tam. Yo-Kai Watch 2: Psychic Specters
Grę dostarczył ConQuest Entertainment – oficjalny dystrybutor Nintendo w Polsce.
Vaxhy
20 października, 2017 at 8:04 am
Dzięki za recenzje, myślę, że w najbliższym czasie zabiorę się za całą serie ^^.
Elan
20 października, 2017 at 8:07 am
Mnie ta seria zaskoczyła na plus. Spodziewałem się mocnego 6/10 w przypadku jedynki, ale wciągnęło mnie jak dobre części Poksów. Po ograniu Bony Spirits raczej nie sięgnę po Psychic Specters, ale jeśli trójka kiedyś u nas wyjdzie – czemu nie.