[Recenzja] Shantae: Half-Genie Hero

6

Shantae to seria o korzeniach głęboko osadzonych w przenośnych konsolach Nintendo. Pierwsza część zadebiutowała na Game Boyu Colorze (i nie sprzedała się najlepiej, bo na rynku był już wtedy jego następca, Game Boy Advance) Risky’s Revenge zaliczyło swój debiut na DS-ie i dopiero po kilku latach trafiło na platformy stacjonarne, a Pirate’s Curse premierowo zadebiutowało na 3DS-ie, by na pecetach znaleźć się dopiero po kilku, a konsolach konkurencji nawet kilkunastu miesiącach.

Wraz z premierą Half-Genie Hero sytuacja zmieniła się – posiadacze handheldów Ninny nie zagrają już w najnowszą odsłonę przygód pół-dżinki, gdyż twórcy skupili się na innych platformach, uznając, że tym razem potrzebują mocy. Dzięki temu postanowieniu Amerykanie z Wayforward mogli odejść od pixelartu na rzecz pięknej, ręcznie rysowanej oprawy. Już pierwsza lokacja, w której towarzyszymy ubranej w piżamę fioletowowłosej bohaterce w sennym marzeniu, zapiera dech w piersiach. Oprawa poprzedniczek miała swój urok, ale zastosowanie nowego stylu wyszło grze na dobre. Przedstawione w 2,5D lokacje pełne są detali, a mknięciu przez poszczególne poziomy gry towarzyszą animacje zgrabne niczym ruchy kierowanej przez nas tancereczki. Całość doświadczenia dopełnia charakterystyczna, niemożliwa do pomylenia z żadną inną serią gier muzyka Jake’a Kaufmana.

shantae8

Half-Genie Hero nie jest klasyczną metroidvanią, gdzie wszystkie lokacje połączone są w jeden wielki labirynt. Do poszczególnych miejscówek udajemy się z miasteczka pełniącego funkcję hubu, w którym możemy zakupić ulepszenia, takie jak szampony, odżywki (no co, w końcu bijemy przeciwników włosami) i inne charakterystyczne dla serii przedmioty – potiony czy zaklęcia, pozwalające na przyzwanie orbitującej wokół Shantae kolczastej kuli czy wyczarowanie ciskającej błyskawicami chmury. Znajduje się tu także galeria z artworkami, której poszczególne pokoje możemy otworzyć znajdywanymi kluczami, oraz kilka postaci, które podpowiedzą nam gdzie iść, jeśli się zatniemy.

Świat gry składa się z kilku zróżnicowanych poziomów, które poznamy bardzo dobrze, gdyż zostaniemy zmuszeni do częstego i męczącego backtrackingu. O ile w poprzednich odsłonach daną mapę przechodziliśmy zazwyczaj jednokrotnie, by później móc do niej wrócić w poszukiwaniu opcjonalnych ulepszeń, chociażby dodatkowych serduszek, tak tym razem to historia gry wymusza na nas ponowne zwiedzanie zbadanych już lokacji.

shantae3

Wygląda to zazwyczaj tak – nagle okazuje się, że w spenetrowanym już poziomie znajduje się potrzebny do kontynuacji zabawy artefakt, więc musimy wrócić się po niego. Potem okazuje się, że jest tam jeszcze jeden przedmiot. No i może jeszcze jeden. Serio, do jednej z plansz byłem kierowany cztero- czy nawet pięciokrotnie, by za każdym razem musieć znaleźć tę jedną zablokowaną wcześniej miejscówkę, w której krył się żądany grat. Irytujące, nawet pomimo dodania dwóch nowych funkcji: możliwości teleportacji pomiędzy podetapami danej planszy oraz sposobności wezwania ptaka, który zabierze nas do miasta. 

Backtracking napędzany jest zdobywaniem kolejnych transformacji dla naszej bohaterki. Wciskając X wchodzimy w taniec i jednym z klawiszy kierunkowych wybieramy nową formę. Half-Genie Hero oferuje najwięcej metamorfoz spośród wszystkich odsłon cyklu, jednak niektóre wydają się być dodane na siłę. Wyobrażam sobie tę rozmowę w studiu:

– hej, panowie, zostało trochę miejsca w menusach, co by tu dodać?

– a weź dorzuć jakieś swoje ulubione zwierzę, my potem dorobimy jedną czy dwie miejscówki, gdzie będzie trzeba się w nie zamienić.

O ile formę małpki czy syreny wykorzystujemy co kilka chwil, o tyle nietoperz czy ulubiona przemiana arachnofobów – połączenie pół-dżinki z pająkiem – przydają się bardzo rzadko.

shantae9

Szkoda, że nie pokuszono się o wprowadzenie większej ilości nowych postaci. Znów obracamy się wokół znanych twarzy – wujka wynalazcy, wioskowego głupka Bolo, trenerki ptaków Sky, Rottytops i jej zombifikowanych braci – a główną przeciwniczką ponownie jest piratka Risky Boots. Poznajemy chyba tylko jedna nowa personę, w dodatku widzimy ją na ekranie w dwóch-trzech scenkach. Nie oczekuję nie wiadomo jakiej głębi fabularnej po platformówce, a humor dobrze znanych bohaterów nadal mnie śmieszył, ale można było się postarać trochę bardziej.

Nie zdecydowano się także na kontynuację wątków z poprzednich części. Gra sprawia raczej wrażenie rebootu, opowiada, niczym Zelda, tę samą historię w inny sposób, ale o ile w kolejnych przygodach długouchego powtarzała się tylko część postaci, tak tutaj twórcy recyklingują niemal wszystkie. Na szczęście całkiem świeży są bossowie kończący poszczególne plansze. Fajne jest chociażby wprowadzenie dodatkowego niby-wymiaru w niektórych walkach (podobne rozwiązanie zastosowano w ostatnim Kirbym), a niefajne projekty niektórych starć, podczas których trzeba uderzać wroga dziesiątki/setki razy. Jest też jednak kilka pojedynków, gdzie nie liczy się ilość ciosów, ale ich jakość, więc najprościej określić potyczki z bossami jako nierówne. 

Rozczarowała mnie długość gry. Pomimo wspomnianej konieczności biegania po tych samych poziomach, przygodę można ukończyć w 6-7 godzin, zaś na skompletowanie gry na 100% trzeba poświęcić jakieś 60 minut dłużej. A muszę zaznaczyć, że nie należę do ludzi, którzy przechodzą gry na chybcika. Half-Genie Hero jest więc nieco dłuższe niż Risky’s Revenge, ale krótsze niż Pirate’s Curse. Nie liczę tu pierwszej Shantae, która zabierała najwięcej czasu, ale głównie dlatego, że wielokrotnie trzeba było zaczynać poziom od początku. Trudna gra to była, krótko mówiąc. 

shantae1

Narzekam i narzekam, ale to nadal Shantae – czołówka w kategorii „kolorowa metroidvania”, do której zaliczyłbym również chociażby urocze Ori and the Blind Forest czy Dust: An Elysian Tale. Biorąc pod uwagę cały gatunek, nie jest to najlepsza propozycja tego typu w tym roku na Wii U – jest nią bezapelacyjnie Axiom Verge – jednak, ponownie, WayForward nie schodzi poniżej poziomu, do którego nas przyzwyczaiło. Zabieg pod tytułem „przechodź niektóre etapy kilka razy, bo musisz znaleźć kolejną rzecz wymaganą przez fabułę” uważam jednak za chybiony. Kończysz planszę raz i wracasz do niej wtedy, gdy chcesz przeszukać ją dogłębniej w celu odnalezienia rzeczy o-p-c-j-o-n-a-l-n-y-c-h – tak to powinno wyglądać. Half-Genie Hero nie jest krokiem do przodu (pomijając aspekt oprawy), ale też trudno uznać grę za krok wstecz. To raczej skok w bok – twórcom chyba nieco brakuje pomysłu na rozwój serii. Nie żebym coś sugerował, ale Metroid przeszedł kiedyś w 3D i okazało się to świetną decyzją. 

Ocena gry

WARTO ZAGRAĆ
PODSUMOWANIE
Solidna metroidvania, jednak twórcy powinni pomyśleć nad większą ilością zmian w kolejnej odsłonie. Na zdecydowany plus grafika, na minus recykling elementów znanych z poprzedniczek.
MUSISZ ZAGRAĆ
WARTO ZAGRAĆ
ŚREDNIAK
PORAŻKA
PODZIEL SIĘ
Elan

6 komentarzy

  1. blackwaterpark

    Elanczewski znów staną na wysokości zadania – kolejna konkretna recenzja, dziękuję. :-)
    PS. Podobnie jak Kojin oczy me kieruję ku PS Vita – widziałem już prezentację amerykańskiego PUDEŁKOWEGO wydania tej gry – polecam! (a nieustanna przecena dziesiątek wspaniałych gier w PS Store przyprawia o zawrót głowy – ucieszyła mnie zwłaszcza przecena ”Darkest Dungeon”, który wyszedł w wersji PL).

  2. blackwaterpark

    Pytanie pokrewne: na Allegro pojawiły się aukcje gry (box!) ”Shantae and the Pirate’s Curse” Nintendo 3DS.
    Była już europejska ”pudełkowa” premiera? Albo ktoś niezorientowany sprzedaje wersje USA?
    (albo też ja coś pokręciłem ; z góry dziękuję za odpowiedź!)

  3. Elan
    Elanczewski (612 komentarzy) w dniu:

Zostaw komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować. | Zaloguj się | Jeszcze nie masz konta? Zarejestruj sie!


Do NOT follow this link or you will be banned from the site!